Rozmowy
  • Register

Mimo że w roku 2021 wciąż obowiązują ograniczenia kwarantanny, dla ukraińskiej i polskiej literatury oraz dla Tarnopola jest to rok wielkiego powrotu Kornela Filipowicza, klasyka polskiej literatury, który urodził się w tym mieście.

W 2020 r. polska krytyczka literacka oraz pisarka Justyna Sobolewska zaprezentowała książkę «Miron, Ilia, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu». 18 czerwca br. w ramach projektu «Rok Kornela Filipowicza», przy wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Łucku, zaprezentowaliśmy podczas Festiwalu Artystycznego «Ї» w Tarnopolu przetłumaczone na język ukraiński biografię, a także książki Filipowicza – «Romans prowincjonalny. Powiedz to słowo» oraz «Pamiętnik antybohatera. Ogród pana Nietschke». Z Justyną Sobolewską rozmawialiśmy o Filipowiczu i napisanej przez nią biografii pisarza.

– Każdy, kto zna się na twórczości Kornela Filipowicza, ma szczególną historię tego, jak poznał jego książki. Wiem, że Pani przygoda z Filipowiczem zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Jaka była Pani droga do napisania wielkiej biografii tego twórcy?

– Filipowicza odkryłam dość wcześnie. On nie jest bardzo znany w Polsce. To jest pisarz prowincjonalny. Być może ta prowincja nas wszystkich łączy. Nie był pisarzem wielkomiejskim, tylko autorem małych miasteczek, obrzeży krajów. Jeżeli ktoś chce rozpocząć przygodę z Filipowiczem, to dobrze zacząć od «Romansu prowincjonalnego». Mogłoby to się dziać w Tarnopolu lub Cieszynie albo w innym małym miasteczku.

Pierwszym opowiadaniem Filipowicza, jakie czytałam, a raczej usłyszałam, była «Niedzielna wycieczka» przeczytana mi przez mojego tatę. Utwór opowiada o nieśmiałej dziewczynie, która chce kogoś poznać na wycieczce i jej się to nie udaje. I tu pokazuje się maestria Filipowicza, bo to nie jest opowiadanie o tym, że nic się nie udaje. Ona ma nadzieję, że kiedyś w końcu kogoś pozna.

Nie wiedziałam, kto to opowiadanie napisał. Zapomniałam i po latach odkryłam, że to Filipowicz. Pojechałam do Stanów, na Uniwersytet Columbia, gdzie na Wydziale Slawistyki mają całego Filipowicza. Zamiast czytać Philipa Rotha czy innych pisarzy amerykańskich, poznawałam Filipowicza i myślałam o krajobrazie galicyjskim, takim jak tutaj, i o tych miasteczkach prowincjonalnych.

U Filipowicza świetne są postacie kobiece. To nie jest częste w literaturze polskiej, zwłaszcza że on pisał w latach 60. i 70. Był związany z Wisławą Szymborską i malarką Marią Jaremianką. Lubię mojego bohatera, bo on bardzo cenił silne osobowości.

Wisława Szymborska uważała, że Filipowicz powinien dostać Nobla. Robiła wszystko, żeby przywrócić pamięć o nim jako o pisarzu i poecie. Ale nie udało się jej tego zrobić w latach 90. czy na początku 2000. Pierwszym znakiem powrotu stała się dopiero publikacja ich korespondencji. Najpierw były listy, a później okazało się, że jego wiersze pisane w latach 80., np. o tym, jak łatwo stracić wolność, zaczęły krążyć po ulicach. Stał się poetą, którego poezje można było znaleźć na ścianach.

Ale chodzi nie tylko o wiersze. Okazało się, że np. jego sposób pisania o zwierzętach jest bardzo aktualny, tak jakby pisał dzisiaj, z naszą wrażliwością. Był z wykształcenia biologiem i świat nas otaczający interesował go najbardziej. Zwierzęta są u niego na pierwszym planie i mówią najważniejsze rzeczy dotyczące istnienia.

Poza tym od kilku lat w Polsce wracają do łask opowiadania, a Kornel Filipowicz był mistrzem krótkich form. Te wszystkie rzeczy sprawiły, że zaczął być czytany na nowo. Teraz w Polsce ukazuje się kolejny wybór jego opowiadań.

Sobolewska 3

– W Tarnopolu, mimo że podczas II wojny światowej miasto zostało mocno zrujnowane, zachowały się jednak ślady Kornela Filipowicza. Jaki był tarnopolski ślad w twórczości Filipowicza?

– Nie ma jego bezpośredniego śladu w Tarnopolu, natomiast są ślady jego rodziny. Dzisiaj byliśmy przy szkole (obecnie szkoła nr 5), w której dyrektorem był Kazimierz Futyma, dziadek Kornela Filipowicza. Ciekawa historia jest związana z jego urodzinami, ponieważ przyszedł na świat w hotelu. Rok wcześniej dziadek stracił pracę i rodzina musiała opuścić mieszkanie.

Są ślady w pamięci Kornela Filipowicza, który pisał o swoim dzieciństwie. Jego babka śpiewała dumki ukraińskie, język ukraiński był obecny w ich domu. To była rodzina grekokatolicka. Kornel został ochrzczony jako Miron Eustachy Filipowycz, natomiast bliscy nie wiadomo dlaczego mówili do niego Ilia.

Rodzina matki do dziś mieszka we Lwowie, ale dopiero dzieci Filipowicza nawiązały kontakty z krewnymi.

Kiedy Filipowiczowie po długiej tułaczce dojechali do Cieszyna, jego rodzina czuła się inna, bo inaczej mówili. Wołano na niego «Rus». Musieli długo przystosowywać się, ale Kornel i tak czuł się inny, co dla pisarza jest dobre, bo Filipowicz zawsze starał się rozumieć tę inność.

Cieszyn był miejscem, gdzie żyli razem przedstawiciele różnych narodowości i religii. Dla niego był to wzór, jak mogłaby wyglądać Polska, gdzie wszyscy żyją w zgodzie.

Sobolewska 1

– Z Jurkiem Zawadzkim rozmawialiśmy o tym, w którym hotelu mógł urodzić się Kornel Filipowicz i doszliśmy do wniosku, że był to hotel «Podole». Ale są to tylko nasze przypuszczenia. Jak Pani zdaniem życie pisarza odbiło się na jego twórczości? Widział przecież na własne oczy dwie wojny, był więźniem obozów koncentracyjnych, co miało swoje odzwierciedlenie w powieściach «Pamiętnik antybohatera» oraz «Ogród pana Nietschke».

– Został pisarzem po II wojnie światowej. Wojna ukształtowała jego myślenie o człowieku. Wcześniej obracał się w środowisku krakowskich malarzy awangardowych, ale po wojnie zaczął zajmować się opowiadaniem o człowieku często złamanym i słabym. «Pamiętnik antybohatera» był bardzo krytykowany, kiedy ukazał się w Polsce na początku lat 60.

– Dlaczego Filipowicz pisze o konformiście, o kolaborancie?

– To jest opowiadanie o człowieku, który chce przeżyć w czasie okupacji i idzie na wszystkie kompromisy. Filipowicz pokazuje, że nie każdy może być bohaterem. W latach 60. to było nie do przyjęcia w sposobie pisania o wojnie: były ofiary, byli bohaterowie, a on pisze o kimś takim. Dzisiaj, kiedy czytamy «Pamiętnik antybohatera», widzimy, że jest bardzo współczesny, bo obecnie bardzo często zajmujemy się osobami, które nie są heroiczne, ponieważ nie każdy może być bohaterem. Dopiero sobie uświadomiłam, że ten utwór może co innego znaczyć tutaj, gdzie wojna nie jest przeszłością. Tutaj to wy powinniście powiedzieć, co on może znaczyć dla was.

– Zachwycamy się historiami o bohaterach. Filipowicz pokazuje, co człowiek jest gotów robić na co dzień, żeby przetrwać. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem tę książkę, świat mi się przewrócił, bo przecież rzeczywistość jest właśnie taka, jak on o niej pisze. Pokazuje zwykłych ludzi. Dlaczego Kornel Filipowicz lubił pisać właśnie o nich w swoich utworach?

– Najlepiej powiedział o tym polski krytyk literacki Artur Sandauer, że on opisuje szarość, a kiedy się przyjrzymy, pod spodem jest tęcza. Filipowicz uważał, że najtrudniej opisać zwykłość. To było wielkie wyzwanie dla niego jako pisarza. Miał poczucie, że często mu się to nie udaje, że życie jest bardziej skomplikowane, niż literatura. Był realistą, ale nigdy nie zapomniał lekcji awangardy. Np. w jednym ze swoich bardziej znanych opowiadań «Fizjologia», które napisał po śmierci Marii Jaremianki, wykorzystał wszystkie sposoby awangardowe, żeby przywołać zmarłą, żeby ją ożywić, obudzić, namalować, sfilmować. Wszystkich tych technik użył w jednym opowiadaniu.

To jest bardzo różnorodny pisarz. On nie ma stylu, który się zawsze rozpoznaje. Bardzo różne sposoby opowiadania i bardzo różne historie. Są opowiadania o dzieciństwie, gdzie opisuje, jak dziecko wyobraża sobie świat. Ma dużo opowiadań o przyjaciołach żydowskich, o tym, jak się ukrywali, jak udawało im się ocalić przed egzekucją. Dużo jest opowiadań o łowieniu ryb, bo był zapalonym wędkarzem. To było najtrudniejsze dla mnie do zrozumienia, wydawało mi się, że to są najnudniejsze jego opowiadania. Ale kiedy przeczytałam Otę Pavla, to zrozumiałam, o co chodzi z tym łowieniem ryb. To pisarz, który zajmuje się krajobrazem. Wisława Szymborska powiedziała, że polubiła opisy przyrody, dopiero jak zaczęła czytać jego opowiadania.

Sobolewska 4

– Jak Pani ocenia dzisiejszą wizję twórczości Kornela Filipowicza w Polsce i z jakiej nieoczekiwanej strony może go odkryć ukraiński czytelnik?

– To wy musicie odpowiedzieć na to drugie pytanie. Filipowicz jest aktualny nie tylko w Polsce czy na Ukrainie, ale także w Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. W Polsce na pewno pełni rolę ostrzegawczą. Jego wiersz «Niewola» jest bardzo znaczący w różnych momentach ograniczania wolności. Staje się tajnym hymnem. Ten wiersz mówi o tym, że nie zauważa się, jak z dnia na dzień traci się wolność i demokrację. Dlatego ciągle jest przypominany i ciągle wiele dla nas znaczy. Filipowicz chciał zrozumieć innego – innego człowieka, przyjaciela, kobietę, dziecko, roślinę. To patrzenie w stronę innego jest bardzo współczesne.

Sobolewska 5

Rozmawiał Jurij MATEWOSZCZUK
Zdjęcia udostępnił autor

CZYTAJ TAKŻE:

JACEK DEHNEL: «LITERATURA TO JEDNA Z SILNIE ŁĄCZĄCYCH NAS ŚCIEŻEK»

MIROSŁAW WLEKŁY: «NA UKRAINIE SĄ ZADAWANE INNE PYTANIA»

WOKÓŁ KSIĄŻEK Z MACIEJEM ROBERTEM I KONRADEM JANCZURĄ

KRZYSZTOF CZYŻEWSKI: «BUDUJMY CENTRUM ŚWIATA NA WŁASNYM PODWÓRKU»

WYSPY WIOLETTY GRZEGORZEWSKIEJ