Artykuły
  • Register

Z Ludmyłą Ber, c. Jakowa, i jej kuzynką Julią Popiel, c. Witalija, spotkałem się przy kościele Świętej Anny w Kowlu. Akurat zakończyła się msza. Usiedliśmy na ławce na dziedzińcu świątyni. Pani Julia oraz pani Ludmyła opowiedziały o przeszłości ich rodziny pochodzącej z obwodu winnickiego.

Międzywojenna Winniczyzna

«Mój dziadek Tadeusz Jankowski, s. Tymoteusza, urodził się w 1891 r., a babcia Leontyna Kanticka, c. Antoniego – w 1901 r. Mieszkali we wsi Janów (od 1946 r. – Iwaniw – aut.) w obwodzie winnickim. To były polskie rodziny, zadomowione na tych terenach od dawna» – wspomina pani Ludmyła.

Według dokumentów z rodzinnego archiwum moich rozmówczyń ich dziadek Tadeusz urodził się w Jarmolińcach (obecnie obwód chmielnicki). Nie wiemy, kiedy przeniósł się do Janowa na Winniczyźnie, gdzie mieszkał w okresie międzywojennym.

«Dziadek Tadeusz służył w armii carskiej, a w Janowie po I wojnie światowej pracował jako palacz na stacji kolejowej Chołoniewska. Babcia Leontyna Kanticka miała dwie siostry: Halinę, która po II wojnie światowej pracowała w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie, oraz Stasię, zmarłą w wieku 11 lat» – kontynuuje Ludmyła Ber.

«Dziadkowie z Janowa mieli trzy córki: moją mamę Halinę (ur. w 1921 r.), mamę Julii Romaldę (ur. w 1925 r.) oraz najmłodszą Wandę (ur. w 1930 r.). Nasza rodzina miała w Janowie dwa sklepy: pierwszy – z artykułami spożywczymi, w drugim sprzedawano złoto» – opowiada pani Ludmyła.

Jak podkreśla moja rozmówczyni, dzięki temu, że rodzina Jankowskich była zamożniejsza od innych, udało się jej przetrwać Wielki Głód w latach 1932–1933.

RH Ber 2

Leontyna Kanticka, babcia Ludmyły Ber, ok. 1956 r.

«Poza Polakami w Janowie w okresie międzywojennym mieszkali także Ukraińcy oraz Żydzi. W sąsiednich wsiach również było dużo Polaków. We wsi był bardzo ładny kościół, który zachował się do dziś (chodzi o kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Janowie – aut.). W czasach sowieckich urządzono w nim internat, obecnie jest to znowu katolicka świątynia. Żydzi chodzili do miejscowej synagogi. Janów był dużą wielonarodową wsią» – zaznacza Ludmyła Ber.

«Mama opowiadała, że pewnego razu w nocy po dziadka przyszli obcy ludzie. Kazali mu się ubrać. Babci powiedzieli, że za dwa dni będzie z powrotem. Ale jak zabrali, to już nigdy nie wrócił. Został aresztowany, bo miał te dwa sklepy, no i może o coś tam jeszcze został oskarżony. W obwodzie winnickim jest zbiorowy grób, gdzie spoczywają rozstrzelani, jest na nim także nazwisko dziadka» – mówi pani Ludmyła.

W aktach sprawy kryminalnej Tadeusza Jankowskiego, s. Tymoteusza, której kopię Ludmyła Ber otrzymała z Państwowego Archiwum w Obwodzie Winnickim, podano, że został aresztowany 22 lutego 1938 r. jako Polak z pochodzenia. Został oskarżony «o zdradę Ojczyzny», za co groziła mu egzekucja lub pozbawienie wolności na 10 lat z konfiskatą całego mienia. Dziadek pani Ludmyły i pani Julii został skazany na rozstrzelanie. Wyrok wykonano 11 sierpnia 1938 r. w Winnicy. Dopiero w 1956 r. Tadeusz Jankowski został pośmiertnie zrehabilitowany.

Życie w Janowie w okresie II wojny światowej

«Po aresztowaniu dziadka naszej rodzinie było bardzo trudno. Babcia wyplatała sita z końskiego włosia na sprzedaż. Dzięki temu udało się przetrwać» – opowiada pani Ludmyła o czasach II wojny światowej.

«Moja mama Romalda opowiadała, jak mordowano Żydów» – kontynuuje pani Julia. «Któregoś razu za czasów okupacji niemieckiej w Janowie były tańce, na których zgromadziła się wiejska młodzież: i Żydzi, i Polacy, i Ukraińcy. Mama szczególnie zapamiętała pewną bardzo ładną Żydówkę. W pewnej chwili przyszli Niemcy i zaczęli szukać Żydów wśród zgromadzonych. Mama prosiła, żeby zostawili tę dziewczynę, ale Niemcy i tak zabrali wszystkich Żydów i rozstrzelali» – wspomina Julia Popiel.

«W Janowie w domu naszej babci ukrywała się jakaś żydowska rodzina. Imion nie pamiętam. Nocowali w naszej piwnicy. Gdyby o tym się ktoś dowiedział, wszyscy zostaliby rozstrzelani. Nad lochem, w którym się ukrywali, kładziono ziemniaki, łupiny z cebuli oraz różne śmieci, żeby go zamaskować. Mama mówiła, że udało się im uratować i nasza rodzina nawet później podtrzymywała z nimi kontakty» – opowiada Ludmyła Ber.

«Jak żyło się za czasów okupacji niemieckiej?» – pytam. «Byli różni Niemcy. Czasem mogli przynieść mleko, a czasem zabrać wszystko z chaty. Mama opowiadała, że Romalda była odważna i otwarcie mówiła Niemcom, co o nich myśli (uśmiecha się – aut.). A babcia bała się, bo za coś takiego mogli rozstrzelać», – mówi Ludmyła Ber.

«Może to właśnie za to moją mamę chcieli zabrać do Niemiec. Miała 18 lat (w 1943 r. – aut.), kiedy trafiła na listę wywożonych do pracy przymusowej w Niemczech. Została przywieziona do Przemyśla, skąd potencjalnych robotników kierowano do zakładów i farm. Znalazła jakiś patyk i specjalnie zraniła się, wywołując krwotok. Kiedy Niemcy zobaczyli krew, pozwolili jej na powrót do domu» – opowiada Julia Popiel.

Byliśmy jedni z pierwszych

«Po wojnie moja mama Halinа pracowała jako księgowa w radzie wiejskiej w Janowie. Były to trudne czasy, ludzie żyli biednie. Jakaś rodzina poprosiła, żeby mama pożyczyła im państwowe pieniądze. Pomogła im, kupili sobie krowę, a dwa dni później w radzie wiejskiej była kontrola, podczas której ujawniono niedobór w kasie. W związku z tym mama została aresztowana i skazana na trzy lata więzienia. Karę odbywała w Kowlu. Na czele miejscowego więzienia stał wówczas Polak. Współczuł mamie, jak mógł, tak jej pomagał. To dzięki niemu udało się jej opuścić więzienie po półtora roku» – zaznacza Ludmyła Ber.

RH Ber 3

Halinа Jankowska, mama Ludmyły Ber, z wnuczką Lewkadią, 1976 r.

«Babcia Leontyna bardzo to przeżyła, bo i tata był represjonowany, i mama trafiła do więzienia. W 1947 r. postanowiła sprzedać dom w Janowie i przenieść się do Kowla, żeby być bliżej córki. Kupiła tu dom, znowu sprzedawała sita, które sama wyrabiała. Zmarła w 1958 r.» – wspomina Ludmyła Ber.

«Jak poznali się Pani rodzice?» – pytam. «Po wyjściu z więzienia mama zatrudniła się w zakładzie krawieckim, gdzie pracowała do odejścia na emeryturę. Mojego ojca Jakowa Kryłowa, s. Mykyty, poznała na tańcach w Kowlu. Był Rosjaninem, wcześniej mieszkał w Grodnie na Białorusi. Z zawodu był kierowcą, po wojnie został skierowany do pracy w Kowlu. Ja urodziłam się w 1949 r., a rok później ojciec pojechał do pracy do Irkucka. Zrobił to sam, mamie wysyłał pieniądze i kilka razy przyjeżdżał do Kowla. Mama nie chciała jechać z nim do Irkucka, dlatego się rozeszli. Prawie nie pamiętam ojca» – mówi pani Ludmyła.

RH Ber 1

Jakow Kryłow, ojciec Ludmyły Ber (po prawej), początek lat 50..

«Również urodziłam się w 1949 r. w Kowlu – kontynuuje pani Julia. – Moja mama Romalda także wyszła za mąż za Rosjanina, pochodził z obwodu rostowskiego. Ojciec brał udział w II wojnie światowej, miał kontuzję, do Kowla zabrał go brat, który miał tu narzeczoną. Ich dom w obwodzie rostowskim został zburzony podczas wojny. Właśnie w Kowlu moi rodzice się poznali. Co prawda nasza babcia Leontyna bardzo nie chciała takiego zięcia. Powiedziała mamie: «Jest kontuzjowany i jest Rosjaninem, a ty Polką. Po co on ci potrzebny?» Ale moja mama jej nie słuchała, wyszła za mąż za ojca».

«W czasach radzieckich przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą do nas do Kowla zawsze przyjeżdżał ksiądz, żeby odprawić tu mszę. Babcia kazała, żebyśmy nikomu nie opowiadały, że on do nas przychodził. Pamiętam, że dawał nam cukierki, które w tamtych czasach rzadko jadałyśmy. Ale byłyśmy dziećmi i nic nie rozumiałyśmy, biegłyśmy na ulicę i krzyczałyśmy, że do nas przyjechał ksiądz i przywiózł nam łakocie. Niedaleko nas mieszkał komunista – dyrektor bazaru. Poinformował KGB i już następnego dnia nasza babcia Leontyna była przesłuchiwana. Wieczorem wróciła: «Nie daj Boże komuś tam trafić» – wspomina Ludmyła Ber.

Opowiada, że chodziła do szkoły № 6 w Kowlu, ukończyła dziewięć klas: «Zatrudniłam się w zakładzie krawieckim, następnie w pralni chemicznej, a potem w zwykłej, gdzie pracowałam do odejścia na emeryturę. W rodzinie zawsze obchodziliśmy polskie święta. W domu najpierw rozmawialiśmy tylko po polsku. Mama mówiła, żebym pilniej uczyła się polskiego, ale nie słuchałam jej».

«Mój mąż Bronisław Ber, s. Wiksentego, urodził się w 1943 r. w Berdyczowie, również pochodził z polskiej rodziny. Kiedy miał trzy miesiące, jego mama została rozstrzelana przez Niemców, podobno za to, że kopała ziemniaki na polu kołchozowym. Bronisław pewnego razu przyjechał do Kowla na wesele, podczas którego się poznaliśmy. Wzięliśmy ślub w 1969 r., a rok później urodziła się moja córka Lewkadija» – zaznacza Ludmyła Ber.

«Siostra mojej mamy – Romalda – po wojnie sprzedawała sita i słoiki do mleka. Czasem jeździła z tymi towarami do innych miast. Julia również wyszła za mąż za Polaka z Berdyczowa – za Bronisława Popiela, s. Franciszka. Poznali się na moim weselu. Natomiast najmłodsza siostra mojej mamy, Wanda, pracowała razem ze mną w zakładzie krawieckim, a następnie do emerytury również w pralni chemicznej. Jej mąż już nie był Polakiem (uśmiecha się – aut.). Miała z nim dwoje dzieci. Wanda zmarła w 2013 r.» – wspomina Ludmyła Ber.

«Moja mama zawsze mówiła, że kościoły zaczną się odradzać, bo inaczej być nie może. Kazała, żebym chodziła do kościoła, aby nasza wiara przetrwała. W Kowlu już w latach niepodległości Walery Drahaniuk, jeden z aktywnych przedstawicieli polskiej wspólnoty miasta, układał listę osób polskiego pochodzenia. My również zapisaliśmy się, zaczęliśmy tworzyć polskie stowarzyszenie, chodzić do kościoła. Byliśmy jedni z pierwszych, następnie zaczęli do nas dołączać kolejni Polacy» – opowiada pani Ludmyła.

Ludmyła Ber oraz Julia Popiel do dziś biorą aktywny udział w życiu polskiej wspólnoty Kowla, regularnie chodzą na msze do kościoła Świętej Anny. To tam najczęściej można je spotkać wspólnie z innymi najstarszymi parafianami, rozmowy z którymi jeszcze przed nami.

RH Ber 5

Ludmyła Ber і Julia Popiel, lipiec 2021 r.

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij HŁADYSZUK

CZYTAJ TAKŻE:

RODZINNE HISTORIE: TARNOPOL STANISŁAWY DĄBROWSKIEJ

RODZINNE HISTORIE: SPOD WŁODAWY DO ALEKSIEJÓWKI

RODZINNE HISTORIE: SYBERYJSKI HART ALINY ROGOZIŃSKIEJ

RODZINNE HISTORIE