Artykuły
  • Register

Z Romanem Dąbrowskim spotykam się prawie w samym centrum Tarnopola. Idziemy z nim do jego mamy Stanisławy, która zgodziła się, żeby opowiedzieć o przeszłości ich rodziny oraz miasta. 

Na progu domu spotyka mnie energiczna kobieta, pamiętająca m.in. międzywojenny Tarnopol, jego burzenie podczas II wojny światowej, czy Żydów mieszkających w getcie.

Lewandowscy i Kuropatniccy w międzywojennym Tarnopolu

«Moi dziadkowie pochodzili z Tarnopola. Po ojcu – Paweł Lewandowski i Tetiana Dyka, po matce – Michał Kuropatnicki i Maria Bujwał. Lewandowscy uważali się za Ukraińców, a Kuropatniccy – za Polaków.

Dziadka Pawła Lewandowskiego nie pamiętam. Z rodzinnych opowieści wiem, że był dobrym gospodarzem i miał pięciu synów. Pewnego razu, jeszcze przed II wojną światową, spadł z poddasza naszego domu, w którym obecnie mieszkamy, i doznał urazu głowy. Zawieziono go na operację do Lwowa, gdzie zmarł w szpitalu. Natomiast dziadka Michała Kuropatnickiego, który żył 92 lata, dobrze pamiętam. W okresie międzywojennym pracował w magistracie w Tarnopolu» – wspomina Stanisława Dąbrowska.

RH Dabrowscy 1

Dziadek Michał Kuropatnicki z żoną Marią i synem, 1930 r.

RH Dabrowscy 2

Olga Lewandowska, 1937 r.

RH Dabrowscy 3

Stanisława Dąbrowska, koniec lat 40.

«Mój ojciec Semen Lewandowski urodził się w 1886 r., a mama Olga Kuropatnicka – w 1903 r. Ojciec był budowlańcem, uczestniczył w budowie współczesnego Tarnopola. Przy jego udziale wzniesiono m. in. Ukraiński Dom Kultury «Peremoha» oraz kampus Tarnopolskiego Narodowego Uniwersytetu Technicznego im. Iwana Puluja» – zaznacza pani Stanisława.

Semen Lewandowski służył w wojsku austro-węgierskim. «Pamiętam, jak czasem przychodził do niego jego brat Zachar i razem wspominali dawne czasy, w tym służbę w armii. Zachar zdezerterował z wojska, jak był w Wiedniu. Wracając do domu przechodził przez Alpy. Byli Ukraińcami, więc nie za bardzo chcieli służyć w wojsku austro-węgierskim. Dziadek dwa razy był w Wiedniu. Ich opowieści brzmiały prawie jak «Przygody dobrego wojaka Szwejka» Jaroslava Haška» – zaznacza Roman, syn Stanisławy Dąbrowskiej. – Dziadek Semen był niezwykłym człowiekiem, zawsze zdejmował czapkę i witał się nawet z nieznajomymi ludźmi, którzy mijali naszą furtkę».

«Po służbie w wojsku austro-węgierskim Semen Lewandowski ożenił się z siostrą mojej mamy Olgi Kuropatnickiej, której imienia nie pamiętam. Urodziło im się trzech chłopców: Roman, Julian i Tadeusz» – opowiada Stanisława Dąbrowska.

Dzięki zapisom w księgach metrykalnych chrztów mieszkańców Tarnopola w latach 1914–1920, przechowywanych w Państwowym Archiwum Obwodu Tarnopolskiego, udało się nam ustalić, że pierwszą żoną Semena Lewandowskiego była Stanisława, siostra Olgi Kuropatnickiej. Rzeczywiście miał z nią troje dzieci: Iwana-Romana (ur. w 1915 r.), Tadeusza (ur. w 1918 r. ) oraz Juliana (rok urodzenia nieznany).

«Pod koniec lat 20. siostra mojej mamy przeziębiła się podczas sprzątania kościoła, który stał w miejscu, gdzie obecnie jest dom towarowy (chodzi o parafialny kościół NMP Nieustającej Pomocy wyburzony w 1954 r. – aut.), zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Później dziadek Michał Kuropatnicki poradził mojej mamie Oldze, żeby wyszła za mąż za Semena, gdyż był uczciwym człowiekiem i dobrym gospodarzem.

Moi rodzice wkrótce się pobrali. W 1930 r. urodziła się moja starsza siostra Wiesława. Niestety w 1947 r. nasza Wisia, jak do niej mówiliśmy, zachorowała na zapalenie płuc i zmarła. Ja urodziłam się w 1932 r.» – mówi pani Stanisława, która, jak przypuszczamy, została nazwana na cześć zmarłej cioci i pierwszej żony Semena Lewandowskiego, Stanisławy Kuropatnickiej.

«Czy w okresie międzywojennym chodziła Pani do szkoły i w jakim języku rozmawiała w domu z rodzicami?» – pytam swoją rozmówczynię. «Tam, gdzie obecnie jest gimnazjum nr 1, przed wojną działała polska szkoła. Ukończyłam tam pięć klas. Póki do niej chodziłam, to po polsku trochę rozmawiałam. Ale ogólnie i po polsku, i po ukraińsku, bo mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Moi bracia również uważali się za Ukraińców, ale chodzili i do kościoła, i do cerkwi. W rodzinie obchodziliśmy święta zarówno katolickie, jak i prawosławne» – odpowiada Stanisława Dąbrowska.

Zawierucha wojenna

Syn pani Stanisławy Roman Dąbrowski, wspominając opowieści dziadka Semena, zaznacza, że w 1939 r., kiedy wojsko radzieckie wkraczało do Tarnopola, chłopcy z rodziny Lewandowskich brali udział w organizacji samoobrony w mieście, ale zdając sobie sprawę z tego, jak mocne są siły przeciwnika, wkrótce powrócili do domu. «Jeden znajomy powiedział wówczas wujkowi Kazimierzowi Lewandowskiemu, że wyda go «ruskim» i opowie o jego udziale w samoobronie» – wspomina Roman Dąbrowski.

«Ciężko przeżyłam tę wojnę. W 1941 r. (po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej – aut.) Niemcy zabrali mojego ojca na Nowy Świat (nazwa jednej z dzielnic Tarnopola – aut.), żeby kopał transzeje. Za władzy niemieckiej dzieci chodziły do szkoły. Nie mogę powiedzieć, że Niemcy źle nas traktowali» – mówi Stanisława Dąbrowska.

«Co Pani pamięta o losach tarnopolskich Żydów?» – pytam. «W naszej chacie Żydzi – mama z synem – wynajmowali kąt. Zostało u nas dużo książek po nich. Pamiętam, jak zabrano ich do getta, znajdującego się w centrum Tarnopola. Chodziłam do nich. Najpierw wolno tam było chodzić. Wkrótce Niemcy zakazali wstępu do getta. Za jakiś czas ta rodzina została zamordowana» – dzieli się wspomnieniami pani Stanisława.

«Wujek Kazimierz opowiadał, że młodym chłopcom z Tarnopola, jemu również, naziści kazali założyć niemiecki mundur i konwojować Żydów z getta do miejsca, gdzie ich rozstrzeliwano, niedaleko cegielni (chodzi prawdopodobnie o kwiecień 1943 r., kiedy osoby w podeszłym wieku z getta zostały rozstrzelane we wsi Petryków niedaleko cegielni – aut.). W wykopanych dołach stawiano deski, na które przyprowadzano Żydów, a Niemcy z karabinu maszynowego ich rozstrzeliwali. Następnie naziści kazali chłopcom, w tym wujkowi Kazimierzowi, żeby zakopywali Żydów. Gdyby tego nie zrobił, również zostałby zakopany» – opowiada Roman Dąbrowski.

«Czy są Pani znane przypadki, kiedy przechowywano Żydów w Tarnopolu?» – pytam. «Tak. Rodziny dwóch moich koleżanek ratowały Żydów, a potem przyznano im tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata» – odpowiada Stanisława Dąbrowska.

«Tarnopol pod koniec wojny został zburzony. Najpierw podczas bombardowania ukrywaliśmy się w piwnicy, ale w naszym budynku wkrótce został uszkodzony dach. Przenieśliśmy się do mojego dziadka Michała Kuropatnickiego, mieszkającego przy ówczesnej ulicy Wagilewicza. Miał piękny dom, wybudowany przez pewnego Włocha jeszcze w czasach austriackich. Tam też ukrywaliśmy się w piwnicy przez około półtora miesiąca. Zmarła wówczas moja babcia. Była wojna, więc pochowaliśmy ją najpierw naprzeciwko domu, w ogrodzie, później przenieśliśmy szczątki na cmentarz» – mówi pani Stanisława.

«W mieście nie było większego zróżnicowania pomiędzy przedstawicielami różnych narodowości. To na wsiach» – odpowiada Stanisława Dąbrowska na moje pytanie o relacje wśród mieszkańców Tarnopola. Roman Dąbrowski dodaje: «I rzezi takiej nie było. To Łozowa, gdzie Polaków wymordowano, czy inne wsie. Mój ojciec Jerzy Dąbrowski, który miał polskie pochodzenie, opowiadał, że kiedy zbliżała się Armia Czerwona, rodzina przeniosła się do wsi Angelówka i Romanówka, 10–15 km od Tarnopola. Pewnego razu przyszli do nich upowcy, a ciotki po stronie mamy były Ukrainkami, postawiły na stół jedzenie, żeby chłopcy z lasu coś zjedli. Jeden z nich zwrócił się po polsku do ojca: «Jurku! Nie bój się. Wiemy, że masz polskie pochodzenie. Ruszamy tylko tych, którzy są przeciwko nam albo pracują dla Rosjan». Mój ojciec nie mógł uwierzyć w to, że banderowcy mordowali Polaków. Opowiadał, że enkawudziści przebierali się w mundury ukraińskich powstańców i przeprowadzali swoje operacje».

«Mój brat Julian Lewandowski w 1944 r. został zmobilizowany do armii radzieckiej, doszedł z nią do Berlina. Wkrótce postanowił zamieszkać w Bytomiu. Tam ożenił się, miał dwóch synów. Natomiast mój najstarszy brat Roman, który był nauczycielem muzyki, przeniósł się do Polski z żoną Milką już po wojnie. Jeszcze jeden brat, Tadeusz, postanowił, że zostanie tu. Mój ojciec miał już ok. 60 lat i nie chciał przenosić się na nowe miejsce, gdzie musiałby zaczynać wszystko od nowa, dlatego pozostaliśmy tu» – wspomina Stanisława Dąbrowska.

Po wojnie

«Było bardzo trudno. Mieliśmy jakieś ubrania, więc chodziliśmy do Łozowej, żeby wymienić je na produkty, gdyż nie mieliśmy nic do jedzenia. Uczyłam się w szkole nr 3, która znajdowała się niedaleko dzisiejszego dworca kolejowego. Śpiewałam w chórze, a nawet tańczyłam podczas koncertów zamiast chłopców, zakładając spodnie (uśmiecha się – aut.). Co rano szłam obok dworca, w pobliżu którego przez pół roku koczowali Polacy. Moskale (moja rozmówczyni ma na uwadze przedstawicieli radzieckiej władzy – aut.) wypędzili Polaków z chat, musieli więc przez miesiące czekać na transport do Polski» – opowiada Stanisława Dąbrowska. «Na przykład nasza sąsiadka, Polka Tomaszewska, kiedy przyszli «wyzwoliciele» (wymawia to słowo z przekąsem – aut.), wraz z rodziną została wypędzona z domu, a ich pokoje nowe władze wykorzystywały na własne potrzeby» – opowiada Roman Dąbrowski.

«Polacy, którzy czekali na przybycie pociągów towarowych, trzymali kozy i inne bydło, żeby móc przetrwać. Większość z nich została wysiedlona na Śląsk» – zaznacza Pani Stanisława.

«W wieku 24 lat zatrudniłam się w archiwum (dziś Państwowe Archiwum Obwodu Tarnopolskiego – aut.), byłam tam głównym kustoszem» – kontynuuje Stanisława Dąbrowska.

RH Dabrowscy 6

Stanisława Dąbrowska w archiwum w Tarnopolu, lata 60.

«Mój mąż Jerzy Dąbrowski, s. Władysława – Polak z pochodzenia, urodził się w Tarnopolu w 1930 r. Mieszkał na sąsiedniej ulicy. Razem chodziliśmy do filharmonii na koncerty. Szczerze mówiąc, to ja go w sobie rozkochałam. W 1955 r. powiedziałam w archiwum, że muszę pojechać załatwić ważne sprawy do Wołoczysk. To w tym mieście w kościele wzięliśmy ślub w tajemnicy (przed władzami radzieckimi – aut.). Mąż był dobrym człowiekiem, pracował jako spawacz elektryczno-gazowy. W 1956 r., również w wołoczyskim kościele, ochrzciliśmy naszego jedynego syna Romana» – opowiada Pani Stanisława.

«Mój dziadek Władysław Dąbrowski z babcią Hanną, która była Ukrainką, miał czworo dzieci: mojego ojca Jerzego oraz Mieczysława, Zygmunta i Ryszarda. Po II wojnie światowej planowali przenieść się do Polski, ale babcia, która pochodziła może z Angelowki, a może z Romanówki, w końcu zrezygnowała z wyjazdu. W związku z tym dziadek Władysław zostawił żonę z dziećmi i wyjechał do Polski sam. Tam ożenił się po raz drugi, urodził mu się jeszcze jeden syn. W 1947 r. babcia zmarła i bracia mojego ojca również wyjechali do Polski. Kiedy jakiś czas później mój tata pojechał do Polski i spotkał się ze swoim ojcem, ten żałował, że porzucił rodzinę na Ukrainie» – zaznacza pan Roman.

RH Dabrowscy 4

Semen і Olga Lewandowscy z córką Stanisławą i wnukiem Romanem, początek lat 60.

RH Dabrowscy 5

Dziadek Stanisławy Dąbrowskiej Michał Kuropatnicki, lata 60.

Roman Dąbrowski uczył się w technikum w Iwano-Frankiwsku, a po służbie w wojsku przez 20 lat pracował w zakładzie elektrotechnicznym «Watra» w Tarnopolu. Wspólnie z żoną Aleksandrą wychował córkę Sofię i syna Jurija. Dawni polscy sąsiedzi Hołubowiczowie oraz Bigdowie, którzy wyjechali do Polski po II wojnie światowej, pomogli córce Romana Dąbrowskiego Sofii, kiedy chciała się dostać na Uniwersytet Opolski. Po studiach została w Opolu.

W 1990 r., po 36 latach pracy w archiwum, Stanisława Dąbrowska odeszła na emeryturę. Na początku lat 90. została aktywną członkinią Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego (obecnie Polskie Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca w Tarnopolu aut.). W 2006 r. uczestniczyła w zjeździe Tarnopolan w Zakopanem. Pani Stanisława wcześniej często jeździła do Polski. Czasem przyjeżdżała do rodziny na kilka tygodni, w trudnych czasach wiozła tam na sprzedaż różne artykuły, a na Ukrainę – ubrania dla męża i syna.

Stanisława Dąbrowska ciepło wspomina swojego ojca Semena Lewandowskiego, który zmarł w wieku 84 lat. «Będąc już chorym i nie mogąc już jeść, rzetelnie to ukrywał, odnosząc jedzenie psu czy kurom oraz udając, że zjadł sam. Ojciec nie chciał nas zasmucać, a także uczył, żebyśmy zawsze byliśmy dobrymi ludźmi, bo jeśli ty jesteś dobry, do dobrze i tobie, i ludziom».

RH Dabrowscy 7

RH Dabrowscy 8

Stanisława Dąbrowska z synem Romanem, sierpień 2021 r.

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij HŁADYSZUK
Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Stanisławy Dąbrowskiej

CZYTAJ TAKŻE:

RODZINNE HISTORIE: SPOD WŁODAWY DO ALEKSIEJÓWKI

RODZINNE HISTORIE: SYBERYJSKI HART ALINY ROGOZIŃSKIEJ

RODZINNE HISTORIE