Artykuły
  • Register

Rodzina Sofii Horbaczewskiej przeniosła się w okolice Kamienia Koszyrskiego spod Włodawy na początku ХХ wieku, nabywając tu ziemię.

Przeniesienie do Aleksiejówki

«Moi dziadkowie pochodzili z powiatu włodawskiego, po stronie ojca – ze wsi Różanka, po stronie mamy – z Kuzawki. Kiedyś z siostrzenicą odwiedziłam te wsie, byłyśmy na cmentarzach, znalazłyśmy ładne miejsce nad Bugiem, gdzie zgodnie z opowieściami ojca był ich dom.

Dziadek po stronie ojca nazywał się Andrzej Horbaczewski. Był wykształconym człowiekiem oraz dobrym gospodarzem. Uczestniczył w wojnie rosyjsko-japońskiej, m.in. w obronie Port Artur. Ze względu na chorobę został zwolniony ze służby wojskowej. Dziadek najpierw leczył się w szpitalu w Moskwie, a następnie powrócił do domu. Ok. 1913 r. wspólnie z żoną Anną Hrycak c. Maksyma oraz innymi gospodarzami z Różanki i okolicznych wsi zarówno wyznania prawosławnego, jak i katolickiego postanowił sprzedać swoją nieurodzajną ziemię oraz kupić działkę na obrzeżach Kamienia Koszyrskiego» – opowiada pani Sofia.

RH Gorbaczewska 04

Jan i Juchymia Bagłajowie – dziadek i babcia Sofii Horbaczewskiej, ok. 1935 r.

Z tą historią związany jest jeden nieprzyjemny przypadek. Kiedy wspomniane rodziny z powiatu włodawskiego przekazały właścicielowi zaliczkę, on nagle powiedział, że zmienił zdanie i nie będzie sprzedawał ziemi. Później okazało się, że nie po raz pierwszy oszukiwał ludzi. Ale to właśnie dzięki dziadkowi pani Sofii Andrzejowi Horbaczewskiemu, który zwracał się do różnych urzędów, udało się wywalczyć prawo do posiadania ziemi w pobliżu Kamienia Koszyrskiego.

«Po nabyciu ziemi przesiedleńcy podzielili ją w zależności od wielkości zapłaconej kwoty. Wieś założoną na obrzeżach Kamienia Koszyrskiego nazwali Aleksiejówką na cześć syna rosyjskiego cara Mikołaja II – Aleksego» – zaznacza Sofia Horbaczewska.

Okres międzywojenny

«Mój ojciec Michał Horbaczewski urodził się w 1907 r., a mama Paulina Bagłaj w 1905 r. Tato był wykształconym człowiekiem, miał talent do języków obcych. W okresie międzywojennym służył w Wojsku Polskim pod Krakowem. Po powrocie do Aleksiejówki pracował na roli, wkrótce wybudował dom i ożenił się z moją mamą.Rodzice wzięli ślub w 1934 r. Przed II wojną światową w naszej rodzinie urodzili się: Jadwiga (zmarła mając pól roku), Olga, Albin i Hanna» – opowiada pani Sofia.

RH Gorbaczewska 03

Ojciec pani Sofii Michał Horbaczewski (pośrodku) z przyjaciółmi, Aleksiejówkа, 1927 r.

Moja rozmówczyni pokazuje zdjęcie rodzinnego domu w Aleksiejówce i wspomina, że w okresie międzywojennym ich wieś uważana była za wzorcową, było tu dużo kwiatów, ładnych domków oraz drewnianych chodników. Atmosfera była bardzo przyjazna i nikt nie zamykał drzwi.

RH Gorbaczewska 01

Paulina Horbaczewska z córką Olgą i Michał Horbaczewski z synem Albinem pod swoim domem w Aleksiejówce, ok. 1939 r.

Interesuję się, jakie były stosunki wspólnoty z Aleksiejówki z mieszkańcami Kamienia Koszyrskiego. «Mama opowiadała, że w niedziele mieszkańcy miasta przychodzili do nas do Aleksiejówki na spacer. Rodzice nigdy nie wspominali o jakimś wrogim nastawieniu ludzi wobec siebie. W niedziele nasza rodzina chodziła do kościoła w Kamieniu Koszyrskim» – odpowiada Sofia Horbaczewska.


«W jakim języku rozmawiano w Pani rodzinie w latach 30?» – pytam. «Rozmawiano w tym dialekcie, którzy ukształtował się u nas w Aleksiejówce. Była to mieszanka języka ukraińskiego, polskiego, rosyjskiego i białoruskiego. Pojechałam kiedyś do wschodniej Polski, gdzie spotkałam kobietę z naszej wsi. Rozmawiała w tym samym języku, który był u nas w okresie międzywojennym. Mój tata dobrze znał język polski, ale komunikując się z sąsiadami używał przeważnie miejscowej gwary. W Aleksiejówce mieszkały rodziny zarówno prawosławne, jak i katolickie. Z katolickich pamiętam Kawałków, Kaźmiruków, Kurczuków i in. Różnica między nimi polegała chyba tylko na tym, że jedni w niedzielę szli do kościoła, a drudzy – do cerkwi, a rozmawiali mieszanką języków» – zaznacza pani Sofia.

Sofia Horbaczewska pokazuje mi zdjęcie, na którym widać prawosławną i katolicką młodzież z Aleksiejówki w świątecznych ubraniach. Pośrodku stoi mama pani Sofii, Paulina, po prawej jej brat Jan, ten, co w krawacie. W okresie międzywojennym brat wyemigrował do Argentyny, a w latach 50. powrócił do Aleksiejówki.

RH Gorbaczewska 02

Młodzież z Aleksiejówki. Pośrodku Paulina Horbaczewska z domu Bagłaj, po prawej – jej brat Jan Bagłaj, 1929 r.

Dobrym słowem pani Sofia wspomina miejscową nauczycielkę języka polskiego Legutkową (Maria Legutko – aut.), która prowadziła na wsi działalność oświatową, integrowała wiejską młodzież bez względu na narodowość czy wyznanie.

«Nauczycielka Legutkowa nawet wystawiła dramat «Natałka Połtawka» w języku ukraińskim, w którym moja mama wcieliła się w rolę Terpełychy. W Aleksiejówce działały także kursy rolnicze. W ogóle za czasów Polski prowadzono działalność oświatową na ogromną skalę oraz dbano o wygodę mieszkańców. Do Aleksiejówki zamierzano wówczas zrobić drogę, przywieziono nawet bruk, ale przyszli sowieci i on został rozkradziony» – wspomina Sofia Horbaczewska. Opowiada także, że jej rodzice uczestniczyli wspólnie z innymi przedstawicielami młodzieży wiejskiej ze wschodnich terenów Polski w pewnym przyjęciu w Warszawie, gdzie odbyli spotkanie z senatorem RP.

RH Gorbaczewska 06

Przedstawienie «Natałka Połtawka». Mama pani Sofii – w górnym rzędzie pośrodku, w naszyjniku. Zdjęcie z okresu międzywojennego

Doświadczenia wojenne

Lata 1939–1941 w Aleksiejówce minęły na ogół spokojnie, gorzej było po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej. Urodzone w 1942 r. oraz w 1943 r. dzieci Horbaczewskich – Adek i Pawełek – zmarły na skutek dezynterii.

«W 1944 r. mój ojciec został zmobilizowany do Wojska Polskiego (chodzi o 1 Armię Polską na czele z gen. Zygmuntem Berlingiem, podporządkowaną sowieckiemu dowództwu – aut.). Ich korpus formował się niedaleko Równego. Ojciec opowiadał o tym, jak ich jednostka stała nad Wisłą podczas Powstania Warszawskiego oczekując rozkazu wyzwolenia Warszawy. Rozkaz jednak nie nadchodził. Następnie doszedł do Berlina, a potem został przerzucony na front japoński. Do domu powrócił jesienią 1945 r.

Po demobilizacji tata wspólnie z kilkoma miejscowymi żołnierzami dostał się do Kowla, gdzie trzeba było zostać na noc, żeby doczekać porannego transportu do Kamienia Koszyrskiego. W nocy postanowili jednak wyruszyć do domu na furmance. Dojechali do wsi Rakowy Las (ok. 5 km od Aleksiejówki – aut.), gdzie było dużo bulbowców (ukraińskich powstańców – aut.). Ojcu zabrano dokumenty wojskowe i kazano, żeby szedł nie oglądając się. Myślał, że go rozstrzelają, ale do tego nie doszło. W następnym dniu poszedł do wojskowego komisariatu i poinformował o utracie dokumentów. W ciągu ok. dziesięciu dni był sprawdzany. Tato bardzo martwił się, bo za coś takiego mógł zostać aresztowany. Za dziesięć dni wydano mu jednak nowe dokumenty i zaczął budować powojenne życie» – opowiada pani Sofia.

Na pytanie, jak mama radziła sobie, póki ojciec był na froncie, pani Sofia odpowiada: «Było jej trudno, każdej nocy żegnała się z życiem i z dziećmi. Mówiła, że często przychodzili bulbowcy i brali do jedzenia wszystko, co im było potrzebne. Pewnego razu myślała, że zostanie zamordowana, bo kazali obudzić dzieci i wychodzić z domu. Ale jeden z powstańców, pochodzący ze wsi Olble (obecnie Hrudki – aut.) dobrze znał mamę. Długo rozmawiał z dowódcą oddziału powstańczego, po czym powiedziano jej, żeby szła z dziećmi spać».

«W 1944 r., kiedy front szedł na Zachód, w naszym budynku przez jakiś czas mieścił się sztab. Mama z dziećmi została wysiedlona do Kletycka odległego o 7 km od Kamienia Koszyrskiego, gdzie mieszkały w sieni w jakiejś chacie. W Aleksiejówce był ogród, więc mama poszła do domu, zwróciła się o pomoc do sowieckich żołnierzy, którzy pomogli jej zebrać warzywa, żeby dzieci miały coś do jedzenia. Natomiast pewnego razu z naszego domu, kiedy tam byli żołnierze, zniknęły cenne rzeczy. Mama prosiła, żeby oddali, ale oni odpowiedzieli, że nic nie brali. To wszystko czynnik ludzki. Moi rodzice byli tolerancyjni i nas zawsze uczyli, że są różni ludzie i wśród Ukraińców, i wśród Polaków, i wśród Żydów» – podkreśla Sofia Horbaczewska.

Powojenne życie

«Urodziłam się po wojnie, w 1947 r., a mój młodszy brat Walery w 1951 r., został wówczas ochrzczony w kaplicy katolickiej w Łucku. Rozpoczęła się kolektywizacja, o ziemi nawet mowy nie było. Zabrano nam krowy, konie i maszyny. Trzeba było iść do kołchozu. Ojciec zapisał się dobrowolnie, a tych, którzy odmówili, represjonowano. Mimo dobrowolnego przystąpienia do kołchozu mój tato, ze względu na to, że kiedyś był bogatym gospodarzem, trafił na listy na wysiedlenie. Naszą rodzinę obciążono obowiązkowymi dostawami żywności. Ojcu co prawda pomógł jeden z «wostocznikow» (nazywano tak osoby ze wschodnich obwodów skierowane na zachód Ukrainy, aby wzmacniać tu rządy radzieckie – aut.). Nazywał się Symonenko, zaprzyjaźnił się z ojcem. Wkrótce obniżono nam normy dostaw, pozostaliśmy więc w Aleksiejówce. Ojciec został kierownikiem brygady w kołchozie» – opowiada pani Sofia.

RH Gorbaczewska 05

Na zdjęciu (od lewej): Olga, Sofia oraz Hanna Horbaczewskіe, ok. 1949 r.

«Nie mieliście możliwości, żeby wyjechać do Polski?» – pytam. «Mieliśmy. Mikołaj, brat mojej mamy, podczas pierwszej fali repatriacji wywiózł swoją rodzinę do Wrocławia. Miał już dorosłe dzieci. Mój ojciec nie odważył się na to, żeby rzucić wszystko i przenieść się z małymi dziećmi. Siostra mojej mamy Antonina również wyjechała ze swoją rodziną do Polski.

W 1957 r. mieliśmy jeszcze jedną możliwość wyjazdu do Polski. Wujek Mikołaj przysłał ojcu niezbędne dokumenty i nawet otrzymał dla nas ziemię pod Świdnicą. Ojciec chciał jechać, ale mój starszy brat Albin powiedział, że zostanie tu, bo przyzwyczaił się do tej ziemi. Ojciec nie chciał zostawiać ukochanego syna samego na Ukrainie, więc nie pojechaliśmy» – wspomina Sofia Horbaczewska.

«Po wojnie my z młodszym bratem chodziliśmy do szkoły, a starsi studiowali. Nasi rodzice sprzedawali, co mogli, żebyśmy wszyscy zdobyli wyższe wykształcenie. Ojciec pracował jako kierownik farmy, potem jako cieśla, budował farmy hodowli świń. Mama zmarła w 1977 r., a ojciec w 2000 r. Mamę niestety pochowaliśmy zgodnie z sowieckimi tradycjami, natomiast ojca już z księżmi z kościoła.

Poszłam do szkoły mając pięć lat, ukończyłam ją w 1963 r., wkrótce dostałam się na Wydział Fizyko-Matematyczny Instytutu Pedagogicznego w Łucku. Miłość do matematyki mam chyba po ojcu. Po studiach przez trzy lata pracowałam jako nauczycielka w rejonie irtyskim w Kazachstanie, wkrótce zostałam zastępcą dyrektora. Najpierw miałam wątpliwości, czy warto tak daleko jechać, ale wsparł mnie ojciec. Powiedział, że tam są piękne widoki i gdyby on miał możliwość, to poleciałby tam. W Kazachstanie było dużo deportowanych Ukraińców, Polaków, Litwinów, Greków, Niemców i Tatarów. Wszyscy przeważnie mieszkali w zgodzie. Tęskniłam jednak za domem, wróciłam więc na Ukrainę.

Następnie pracowałam w Rejonowym Komitecie Wykonawczym w Iwaniczach. Wkrótce zaczęła się polityka angażowania kobiet w zarządzanie państwem. Zostałam wybrana na sekretarza rejonowego komitetu partii w Ratnie, potem pojechałam do Kowla, gdzie byłam sekretarzem miejskiego komitetu partii. Praca zabierała cały czas, więc własnej rodziny nie założyłam. Najważniejsze, że w życiu robiłam tak, jak uczył mnie ojciec. Mówił, że zawsze trzeba iść spać z czystym sumieniem, bo sumienie to wieczny dzwon, który ciągle nas budzi» – wspomina pani Sofia.

«Moja siostra Olga pracowała we Lwowie w Naukowo-Badawczym Instytucie Rolnictwa i Hodowli Bydła w Zachodnich Obwodach USRR. Obecnie mieszka w Warszawie. Brat Albin był kierownikiem organizacji budowlanej w Łucku. Zmarł na skutek wylewu w okresie Pieriestrojki. Siostra Hanna pracowała jako kierownik katedry historii w Wołyńskim Instytucie Doskonalenia Nauczycieli w Łucku. Najmłodszy brat Walery studiował na Wydziale Handlu i Ekonomii na Uniwersytecie Lwowskim, następnie wrócił do Kamienia Koszyrskiego» – opowiada Sofia Horbaczewska.

Na zakończenie rozmowy Sofia Horbaczewska wspomina: «Na początku lat 90. zaczęłam chodzić do kościoła Świętej Anny w Kowlu. Następnie zaangażowałam się w życie polskiej wspólnoty miasta. Od dziecka uwielbiam polskie kolędy, które zawsze były śpiewane w naszej rodzinie na Boże Narodzenie. Dobre wspomnienia są związane także z tym, jak ojciec wieczorami przy świecach czytał nam utwory Adama Mickiewicza, a my uważnie go słuchaliśmy. To była niepowtarzalna atmosfera».

RH Gorbaczewska 07

Sofia Horbaczewska, 2020 r.

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij HŁADYSZUK
Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Sofii Horbaczewskiej

CZYTAJ TAKŻE:

RODZINNE HISTORIE

RODZINNE HISTORIE: SYBERYJSKI HART ALINY ROGOZIŃSKIEJ