Artykuły
  • Register

Chciałoby się rzec, że kasztany wybuchły z całą mocą swych niezwykłych kwiatów, że słońce świeci cudnym majowym światłem. I zaraz dodać, że odziani dostojnie w granat i biel abiturienci podążają radośnie do swych szkół średnich, aby zasiąść do jednego z najważniejszych egzaminów w życiu.

Jednakże w tym roku jakoś wszystko stoi na głowie i daleko nam do normalności. Może jedynie absolwenci są od tego stanu równowagi i zwyczajności o mały włos, ale oni jakby innego wyjścia nie mają. Pomijając już ograniczenia pandemiczne, które zasadniczo wpływają na naszą rzeczywistość, także wiosna zdecydowanie opóźniła swoje przybycie i kasztanowcom ani w głowie rozwijać pąki. Nasza gwiazda centralna również z upodobaniem chowa się za chmury i na domiar złego co jakiś czas zacina deszcz.

Żadne jednak czynniki zewnętrzne nie zmienią faktu, że maturę zawsze trzeba napisać najlepiej jak tylko człowiek potrafi. Zanim jednak to doniosłe wydarzenie zagości w życiu młodego obywatela, musi on jeszcze przebrnąć przez kilka lat surowych, szkolnych wymagań.

Sięgając w zakamarki niestety mocno już odległych własnych wspomnień, uczennicy klasy matematyczno-fizycznej, odnajduję obrazki, które teraz wywołują moją radość, ale kiedyś nie było mi do śmiechu. Mieliśmy w klasie super zdolnego kolegę, co to wszystkie achy i ochy na niego spływały. Był taką alfą i omegą w jednym, geniusz po prostu, co wszystkie olimpiady wygrywał.

Ponieważ byliśmy zgraną grupą licealistów, nie mieliśmy w sobie niechęci wobec kolegi, powiedzmy Adasia, a jedynie szczyptą zazdrości doprawialiśmy nasz powszedni szkolny dzień. Działo się tak, kiedy ciemni jak tabaka w rogu staliśmy pod tablicą z trudnym zadaniem i ani be ani me – nie potrafiliśmy wydukać nawet słowa na zadany temat.

Adaś w tym czasie brylował zbierając zasłużone pochwały. Prawdę powiedziawszy nasz kolega żadnego szkolnego życia nie uznawał. Dyskoteki, wycieczki i zabawy miał w nosie i jedynie nauka go obchodziła. Bez dwóch zdań był absolutnym wzorem ucznia, o jakim może śnić każda szanująca się i o dużych ambicjach szkoła, a moja taką była.

Kiedy resztkami sił stawialiśmy zasłonę dymną opowiadając jakieś brednie o liczbach zespolonych, przyprawiając tym samym naszego matematyka o niestrawność i zapewne tygodniowy ból głowy, nasz utalentowany Adaś przechodził suchą stopą przez materiał z pierwszego roku matematyki. W taki sposób dobrnęliśmy całą gromadą do egzaminu dojrzałości.

W maju trzęśliśmy portkami, a lęk przed oblaniem matury był naprawdę duży. Okazało się, że jak zwykle strach ma tylko wielkie oczy. Wszystko poszło świetnie. Następnym krokiem na drodze naszej dorosłości były oczywiście studia. Weszliśmy w nie z nowymi oczekiwaniami i ambicjami. Nasz Adaś dostał się na jeden z najbardziej prestiżowych kierunków równie prestiżowej uczelni.

Wszystko zapowiadało się nader znakomicie, aż tu nagle po trzech miesiącach studiowania, tak około stycznia, poszła po znajomych wieść, że klasowy prymus rzucił studia, włóczy się po wszelkiej maści klubach, a na domiar złego zamieszkał z grubo starszą od siebie kobietą. Tragedia po prostu.

Gwoli ścisłości muszę dodać, że kolega po okresie buntu i szaleństwa wrócił na ścieżkę chwały. Skończył studia i został jednym z najbardziej uznanych specjalistów w swojej dziedzinie. Jedyne, co należy przy tym dodać to to, że na wszystko jest właściwy czas i miejsce. Więc może i te kasztanowce też wreszcie zakwitną.

Coś stoi na głowie, czyli nie przebiega jak zwykle, wszystko jest na odwrót.

Być o mały włos – oznacza być bardzo blisko osiągnięcia jakiegoś celu.

Nie jest nam do śmiechu wtedy, gdy jakąś sprawę traktujemy bardzo poważnie i się jej obawiamy.

Achy i ochy – to wyrazy wielkiego uznania, zachwytu.

Alfa i omega – oznacza bardzo mądrego człowieka.

Ciemny jak tabaka w rogu, czyli człowiek nieposiadający elementarnej wiedzy na dany temat.

Ktoś ani be ani me – czyli na dany temat nie ma nic do powiedzenia.

Mieć coś w nosie oznacza, że jakaś sprawa nas zupełnie nie obchodzi, lekceważymy ją.

Stawiać zasłonę dymną, czyli dążyć do zmylenia kogoś, wprowadzenia go w błąd.

Przejść przez coś suchą stopą oznacza, że bardzo łatwo i bez trudu pokonaliśmy jakąś trudną przeszkodę, problem.

Trząść portkami – bać się czegoś, być przestraszonym.

Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG

CZYTAJ TAKŻE:

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CELEBRYCI NASZYCH CZASÓW

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CUKIERNIKIEM TO JA JUŻ NIE ZOSTANĘ

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: WEHIKUŁ CZASU

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: CUDZE ŻYCIE

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: ZAKAZY ZAWSZE NAM NIE W SMAK

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: PRZESTROGI I DOBRE RADY

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: KŁAMSTWO MA KRÓTKIE NOGI

ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: NA NOWY ROK