Artykuły
  • Register

Mikołajowi Zahorujce pisane było długie życie. Chociaż kilka razy patrzył na śmierć, ale ona jego nie zauważyła. Tylko taki człowiek może docenić każdy następny wschód słońca i cieszyć się nim (zakończenie: początek tu).

Po upadku Huty Stepańskiej Niemcy z placówki wartowniczej chroniącej tory wysłali w teren zwiad w celu rozpoznania sytuacji. Pod Ostrówkami natknęli się na banderowców i po krótkiej walce większość niemieckich żołnierzy uciekła, ale pięciu z nich zostało zabitych. Przez około dwa tygodnie ich rozebrane trupy leżały na słońcu.

Po okolicy błąkało się wówczas dużo wypuszczonych zwierząt. Mikołaj razem z ojcem Fiodorem pojechali złapać kozę, którą widzieli koło ich domu. Iwan Hryszczenko, «kierownik w stanicy» (tak o wykonywanej przez niego funkcji mówił Mikołaj Zahorujko), zapewnił ich, że warty są rozstawione, więc mogą jechać spokojnie. Złapali tę kozę i już mieli wracać, jednak na ich drodze znaleźli się Niemcy, którzy przybyli z Rafałówki, tj. z innej niż Werbcze strony.

Razem z Niemcami przybyło kilkunastu Polaków zwerbowanych przez nich w Rafałówce. Otrzymali broń długą i dla odróżnienia od cywili panterki, które były jedynym ich mundurem. Niemcy chcieli zabrać swoich zabitych, wiedzieli też, gdzie ich szukać. Polecili Fiodorowi jechać za nimi, a po przybyciu na miejsce załadować na ich wóz trupy. Sami z oddali przyglądali się, nie podchodząc z powodu odoru. Po załadowaniu oficer kazał jednemu Polakowi w panterce siadać na wóz, a drugiemu odprowadzić ich do lasu i zastrzelić.

Kiedy szli na śmierć, prowadzący ich Polak odmawiał na głos modlitwę «Ojcze Nasz». Mikołaj zapytał ojca: «Zabije nas?». Ten odpowiedział mu drżącym głosem: «Cicho, cicho, nie zabije, mówił, że wypuści». W głębi zarośli Polak kazał im uciekać. Mikołaj nie wierzył i stał odrętwiały, a on strzelił raz w górę, a potem drugi raz. Ta druga kula miała być dla Mikołaja. Ze wzruszeniem wiele razy opowiadał mi: «Widziałem, jak ogień wylatuje z lufy». Od tego czasu pragnął odwdzięczyć się za darowane życie. Ciągle słyszał słowa z modlitwy Polaka: «I odpuść nam nasze winy, jako i my im odpuszczamy».

Wybacz, mi Drogi Czytelniku, że pominę opowieści Mikołaja, które dotyczą najkrwawszych i najbardziej okrutnych wydarzeń, obejmujących okres od kwietnia 1943 r. do wkroczenia sowietów w 1944 r. Jeśli będzie zainteresowanie tym tematem, to opiszę te historie. W tej chwili jednak przechodzę do stycznia 1944 r.

zahorujko

Mikołaj Zahorujko z żoną z domu Katarzyną Osimowną Hreczuha

Wkroczenie sowietów w styczniu 1944 r. wszystkich ukraińskich mieszkańców Ostrówek zastało w cudzych domach. Ich własne zostały spalone przez banderowców podczas «wypędzenia» ze wsi Polaków, gdyż obawiali się, że jak Polacy wrócą, to unicestwione wsie i kolonie odżyją.

Razem z wkroczeniem sowietów rozpoczął się nowy etap historii. Banderowcy stali się ściganymi przez władze radzieckie przestępcami. Sowieci mieli dobre rozeznanie, kto jest kim, kogo trzeba aresztować, a kto będzie chciał spokojnie żyć w Związku Radzieckim. Spisy już od wiosny 1943 r. robili sowieccy partyzanci, za dokładne raporty odpowiadali «politrucy» przy ich oddziałach. Głównym źródłem informacji byli jednak trzej miejscowi mieszkańcy. Dzięki nim sowieci aresztowali 29 banderowców, którzy jednak w Dubnie uciekli z ich rąk. Jednego z informatorów banderowcy zabili, pozostali dwaj uciekli na front.

Banderowcy zabijali wszystkich, którzy w najdrobniejszy nawet sposób im się narazili. Ten proceder miał miejsce nie tylko w stronach opisywanych przez Mikołaja. Wszystkie te wydarzenia wywierały wpływ na poglądy Mikołaja, przytoczył wiele wstrząsających opowieści. Jest to temat na osobny artykuł.

Aby wyłapać i zastraszyć potencjalnych donosicieli, banderowcy posuwali się do prowokacji. Przebierali się za sowietów i werbowali do współpracy. Tych, którzy się zgodzili, na końcu przedstawienia publicznie zabijali. Sowieci nie próżnowali, postępowali podobnie, NKWD-ziści przebrani za banderowców zachodzili w gości, a niedługo po tym gospodarz był aresztowany, jako wspierający banderowców.

Pewnego razu Mikołaj został wezwany przed oblicze «starszego w lesie». Przywołano wówczas kilkunastu chłopców, żaden jednak nie miał chęci służyć, Mikołaj też. Usprawiedliwił go Iwan Hryszczenko, tłumacząc, że ojciec kaleka, chory na tyfus (zmarł w 1945 r.), a i butla samogonu nie była bez znaczenia. Iwan jako aktywny banderowiec brał udział w wielu akcjach. Po jednej z nich coś w nim pękło, powiedział, że więcej już nie będzie popierał banderowców. Po kilku dniach został zabity.

Rodzina Zahorujków w tym czasie nie miała wieści o losie Sierioży (syna Piotra) i jego żony, Polki Jadzi Mokrzyckiej. Później przyszła wiadomość, że oboje zostali zabici.

Potem niespodziewanie do Rafałowki wróciła pociągiem Bronisława z d. Sulikowska, żona Piotra Zahorujki, brata Mikołaja (gdzie były jej dzieci, Piotr i Marianna, nie dopytałem). W lipcu 1943 r. uciekła z Polakami. Uradowany mąż miał wielki problem, co robić. Ich ojciec, Fiodor, udał się w tej sprawie do «naczelnika banderowskiego» w Stepaniu (tak to stanowisko określił Mikołaj Zahorujko, nazwiska nie pamiętał), tam po długich rozmowach i obietnicach «naczelnik» łaskawie zezwolił Polce żyć z mężem. Postawił jednak warunek: «Niech baba nie pcha się do polityki». Mikołaj wozem pojechał po nią na stację. Kobieta, śmiertelnie przerażona, do końca życia «nie pchała się do polityki».

Życie toczyło się, a lata mijały szybko. W 1948 r. zapadła decyzja o odbudowie Huty Stepańskiej. Sama wieś, wbrew utartym opowieściom, nie została spalona w lipcu 1943 r., jedynie doszczętnie obrabowana. Kiedy po przyjściu sowietów zaczęli zasiedlać ją Ukraińcy z Werbcza i Kryczylska, banderowcy dopiero wtedy ją spalili. Wcześniej rozebrali w celu pozyskania cegły piętrową, nowoczesną szkołę.

Władza zadecydowała, że osiedli tu ludność spod Bereznego, która nie jest związana z banderowcami, i tak się stało. Przybysze budowali domy, gdzie chcieli, trwało to do czasu założenia w 1951 r. sowchozu. Wtedy pojedyncze domy były rozbierane i na nowo stawiane w centrum wsi.

Każda wieś potrzebowała sołtysa, wtedy wyznaczono z urzędu Mikołaj Zahorujkę, który mieszkał z żoną w Hucie od 1955 r. Sowchoz zagospodarowywał okoliczne ziemie, nieuprawiane przez lata pola. Pracownicy często informowali o odnajdywanych szkieletach. Od władzy otrzymali polecenie, aby zakopywać je głębiej niż pługi orzą i tyle.

Iwan S. został brygadzistą w sąsiedniej Wyrce. Brak ręki straconej na wojnie pozwolił mu zająć to stanowisko, gdyż nie mógł pracować fizycznie. Jednego dnia spotkali się obaj na polach po spalonym Siedlisku i uzgodnili, że trzeba kości zbierać i nocą w Wyrce na cmentarzu zakopywać. Od tego czasu zaufane osoby wszystkie szkielety zanosiły na ten cmentarz. Było to wielce ryzykowne, można było do domu wieczorem nie wrócić.

 Opisałem zwięźle ostatni akord powojennych wspomnień Mikołaja Fedorowicza Zahorujki. Ukraińca z krwi i kości, wielkiego patrioty, mojego nieodżałowanego przyjaciela. Panie świeć nad Jego duszą.

Grob Mikolaja Zahorujki 2016

Grób Mikołaja Zahorujki 2016 r.

Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OTO UKRAINIEC MIKOŁAJ ZAHORUJKO. CZĘŚĆ 1

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OTO UKRAINIEC MIKOŁAJ ZAHORUJKO. CZĘŚĆ 2

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OTO UKRAINIEC MIKOŁAJ ZAHORUJKO. CZĘŚĆ 3

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1