Artykuły
  • Register

Zima w strzeleckich szeregach nie oznaczała okresu stagnacji. Wprawdzie w listopadzie kończono akcję «Dziesięć strzałów ku chwale Ojczyzny» i zamierała aktywność na przysypanych śniegiem boiskach i stadionach, przychodził za to radosny czas świąt i karnawału.

Wołyniacy potrafili bawić się naprawdę wesoło, z iście kresową fantazją, przeznaczając zgromadzone za sprawą organizowanych zabaw, przedstawień i «Maskarad» pieniądze na cele społeczne. Zaczynał się też sezon zawodów zimowych oraz pora ważnych strzeleckich świąt i rocznic.

Już na początku grudnia rozpoczynała się akcja przygotowywania paczek dla starszych kolegów – strzelców, którzy pełnili właśnie służbę i na czas świąt musieli pozostać w wojsku. Co było w paczkach? Domowej roboty ciasta, słodycze, lepsze papierosy, słowem drobiazgi, świadczące o pamięci kolegów. Przed świętami organizowano też gwiazdkowe kiermasze, dzięki którym gromadzono fundusze na gwiazdkę dla dzieci z najuboższych rodzin. Chłopcy z kowelskiego oddziału podjęli w tej sprawie wyzwanie ze strony strzelczyń i zdobyli pieniądze, wynajmując się do rąbania drewna.

Co prawda Wołyń nie miał takich atrakcji jak Warszawa, gdzie na gwiazdkę dla dzieci bezrobotnych na placu Teatralnym kwestował dyrektor stołecznego zoo dr Żabiński w towarzystwie młodego lwa, lamy i wielbłąda, uzyskując do skarbonki niemałe sumy, ale i pieniądze z wołyńskich kiermaszy gwiazdkowych czy akcji rąbania drewna wystarczyły na szlachetny cel. Dzieci z najuboższych rodzin miały wspaniałą zabawę przy choince, urozmaiconą występami strzeleckiego teatru amatorskiego. Otrzymały też skromne, przygotowane przez strzelczynie, upominki. Często na taką okazję szykowano specjalne atrakcje, na przykład w Ugłach w powiecie kostopolskim strzelcy własnoręcznie wykonali figurki do pomysłowej Szopki Krakowskiej. To «cudeńko» do strzeleckiej świetlicy przychodzili oglądać również starsi mieszkańcy miejscowości («Strzelec», 1935, nr 12, s. 15).

Boże Narodzenie świętowali także sami strzelcy. W grudniu lub na początku stycznia obchodzono «Opłatek Strzelecki». Przy suto zastawionych stołach gromadził on w strzeleckich świetlicach nie tylko aktywnych członków i ich rodziny, ale także tych, którzy właśnie odbywali czynną służbę wojskową i korzystali z urlopu świątecznego.

W 1930 r. reporter «Przeglądu Wołyńskiego» pisał: «Gwarno, rojno i szumno było w lokalu Związku Strzeleckiego w Łucku w dniu 28 grudnia, kiedy to odbywało się tradycyjne święto opłatka strzeleckiego. Brać strzelecka zebrała się licznie, stwierdzając żywy rozrost Związku, nie liczącego się z tak błahemi względami, jak zła koniunktura gospodarcza» («Opłatek Strzelecki w Łucku», «Przegląd Wołyński», 1930, nr 52, s. 4.).

W tym roku «Opłatek Strzelecki» w stolicy Wołynia zgromadził przeszło 100 osób. W pięknie ustrojonej jedliną sali życzenia składali strzelcom zarówno zaproszeni goście, między innymi dowódca 24 Pułku Piechoty płk Antoni Żurakowski oraz redaktor «Przeglądu Wołyńskiego» Tadeusz Zagórski, jak i przełożeni: prezes Podokręgu Wołyń Związku Strzeleckiego senator Antoni Staniewicz, komendant Podokręgu Wołyń por. Stanisław Zarębski oraz mój dziadek Jan Marcinkowski, komendant Powiatu Łuck («Opłatek Strzelecki w Łucku», «Strzelec», 1931, nr 9, s. 15).

strzelcy 1

Jan Marcinkowski, komendant Powiatu Łuck Związku Strzeleckiego, z córką Leokadią oraz żoną

Po podzieleniu się opłatkiem wszyscy zasiedli do wspólnego posiłku, podczas którego nie mogło zabraknąć wybornego karpia w galarecie czy sowicie okraszonej bakaliami kutii. Przy choince, którą strzelczynie udekorowały własnoręcznie wykonanymi ozdobami, śpiewano kolędy, pieśni strzeleckie oraz na melodię «Wśród nocnej ciszy» – «Kolędę Strzelców Wołyńskich» zaczynającą się od słów:

«Z Betlejem przyszła o Dzieciątku wieść,
Więc wszyscy strzelcy chcą Mu pokłon nieść.
Do stajenki pośpieszają,
piękną wartę wystawiają
i oddają cześć.

Józef się pyta: Jak was chłopcy zwać?
Skądeście rodem? Kto wasz ojciec – mać?
Myśmy polska brać strzelecka.
Do świętego przyszlim dziecka
serca nasze dać»
(«Kolęda Strzelców Wołyńskich», «Przegląd Wołyński», 1930, nr 52, s. 4).

Równie miło w tym samym roku świętowano Boże Narodzenie na «Strzeleckim Opłatku» w Kowlu. Bawiono się wesoło – tym bardziej, że można było «wypić kilka łyków wina jabłkowego, fabrykacji Sejmiku Kowelskiego, i zakąsić ciastem, cukierkami oraz orzechami, ofiarowanemi przez ob. Wąsikową, lub zapalić «fasowanego» papierosa» («Tradycyjny opłatek WZS oddz. w Kowlu», «Strzelec», 1931, nr 2, s. 10). Strzeleckie spotkanie w Kowlu zakończyła pamiątkowa fotografia, po której uczestnicy spotkania udali się na jasełka do miejscowego kina «Expres». Co ważne – dochód z jasełkowego występu przeznaczono na budowę kościoła-pomnika w Kowlu.

strzelcy 5

Zabawa karnawałowa. Kowel, lata 30. Zdjęcie podarowane Tadeuszowi Marcinkowskiemu przez Romualdę Wdziękońską

strzelcy 2

Kościół-pomnik w Kowlu, który powstał również dzięki strzeleckim datkom, zebranym za sprawą m.in. imprez jasełkowych. Karta pocztowa

W Równem w 1936 r. przy jednym stole zasiadło aż 200 strzelców, strzelczyń, orląt i zaproszonych przyjaciół. Po przemówieniu ks. dziekana Ludwika Syrewicza głos zabrał stary legun I Brygady Legionów, starszy kompanijny Jerzy Rojan, który wspominał opłatki leguńskie w polu, a komendant powiatowy por. Wójcik przypomniał obchody świąteczne żołnierza polskiego na obczyźnie – w Ameryce i we Francji.

Świętowano też w mniejszych oddziałach, na przykład w czysto polskiej wsi Jadwipol. Tu członkowie Związku Strzeleckiego najpierw zebrali się w kapliczce na uroczystym nabożeństwie, po którym nastąpił przemarsz oddziałów strzelców, strzelczyń i orląt przed przybyłymi z Równego przedstawicielami Zarządu i Komendy Powiatu. Ciekawy to musiał być widok, gdy niemal wszyscy mieszkańcy miejscowości równym, marszowym krokiem przedefilowali przed ważnymi gośćmi – w tej wsi bowiem prawie każdy należał do «Strzelca» («Strzelec», 1936, nr 3, s. 14).

Często w takich małych miejscowościach działacze strzeleccy, wychowawcy młodzieży, zapraszali strzelców do swojego domu. Tak właśnie zrobił Stanisław Zaczek, wiceprezes Zarządu ZS w Granatowie w powiecie horochowskim. Chłopcy z granatowskiego oddziału wraz z rodzinami w pierwszym dniu 1931 r. zasiedli wspólnie z komendantem i członkami Zarządu Oddziału ZS Granatów przy suto zastawionym stole w domu wiceprezesa. Po przełamaniu się opłatkiem i złożeniu życzeń rozbrzmiały ulubione kolędy, a po posiłku, po uprzątnięciu mebli z pokoju, zaczęła się wesoła zabawa, która przeciągnęła się do godz. 22.00 («Opłatek strzelecki w Oddziale ZS w Granatowie pow. Horochowskiego», «Przegląd Wołyński», 1931, nr 4, s. 5).

Na przełomie grudnia i stycznia członkowie Związku Strzeleckiego wraz z miejscową społecznością witali Nowy Rok na strzeleckim balu sylwestrowym. Imprezę, z której dochód przeznaczano najczęściej na szlachetne cele, rozpoczynały występy strzeleckich chórów czy teatrów amatorskich, a do tańca przygrywała miejscowa orkiestra. O bufet troszczyły się zazwyczaj strzelczynie. Członkowie Związku Strzeleckiego wraz z rodzinami oraz goście w miłej atmosferze świętowali do białego rana.

Taka sylwestrowa zabawa odbyła się w 1935 r. w strzeleckiej świetlicy na zamku w Łucku. W jej trakcie odegrano sztukę «Król Herod», przygotowaną przez strzelecki zespół amatorski («Strzelec», 1936, nr 10, s. 15). Wspaniałe bale, o których ciekawie opowiadała moja ciocia Leokadia Zborowska z domu Marcinkowska, odbywały się też w kasynie 24 Pułku Piechoty w Łucku. Pozostały po nich miłe wspomnienia i strojna w kwiaty suknia z organdyny, która pośpiesznie zapakowana do siermiężnego worka jako świadectwo ważnych i pięknych chwil pojechała z właścicielką na Sybir w czasie okupacji sowieckiej.

W styczniu, w pięknie przystrojonych w barwy narodowe salach, obchodzono kolejne rocznice powstania styczniowego. Jeszcze w latach 20. ważne miejsce w trakcie tych uroczystości zajmowali powstańcy styczniowi, którym udało się przeżyć gehennę Sybiru i szczęśliwie powrócić na rodzinny Wołyń. Ze wzruszeniem słuchali recytowanych przez strzelców wierszy i dzielili się z młodzieżą wspomnieniami z okresu walki. Później często w referatach przypominano przebieg powstania i związane z nim ważne postacie historyczne.

Pod koniec lat 20. nowy wymiar rocznicowym obchodom nadał Jakub Hoffman, komendant Obwodu «Równe» Związku Strzeleckiego, a na co dzień pracownik Kuratorium Okręgu Szkolnego Wołyńskiego, który zaapelował, by skończyć ze smutnym przedstawianiem powstania styczniowego i akcentowaniem jego klęski. Uważał, że w tym ważnym wydarzeniu historycznym trzeba dojrzeć przede wszystkim istotny etap walki Polaków o wyzwolenie narodowe.

Hoffman podkreślał, że w trakcie uroczystości niekoniecznie należy po raz kolejny przypominać wielkie nazwiska, za to na pewno warto zwrócić uwagę «na postacie zasłużone dla powstania w pewnej okolicy», na stojących w głębokim cieniu cichych, lokalnych bohaterów. Przypomniał, że na Kresach «obok krwi polskiej polała się w tym nierównym boju krew Żydów i Ukraińców przeciwko wspólnemu wrogowi caratowi» i nie wolno o tym fakcie zapomnieć. Zorganizowane przez niego w Równem w 1927 r. uroczyste obchody powstania styczniowego rozpoczęły się zatem po raz pierwszy od nabożeństw w dwóch świątyniach: w kościele parafialnym, ale i w synagodze, gdzie rabin wygłosił podniosłe kazanie o Żydach – bojownikach walk o wolność Polski. Wieczorem z kolei w sali Domu Żołnierza Polskiego nastąpiła ilustrowana barwnymi scenami i muzyką prelekcja, dotycząca losów żołnierza polskiego i przebiegu powstania styczniowego na Wołyniu, którą zakończyło wspólne odśpiewanie «Mazurka Dąbrowskiego» (Jakub Hoffman «W sprawie obchodów styczniowych», «Strzelec», 1927, nr 7, s. 12–13).

W latach 30. z okazji kolejnych rocznic powstania styczniowego nadal nie zapominano o weteranach. W 1933 r. na Wołyniu żyło jeszcze trzech powstańców styczniowych. Jednym z nich był bardzo już leciwy por. Longin Wierzbicki ze Zdołbunowa («Wołyń», 1933, nr 7, s. 10).

Odwiedzano powstańców w domach, przekazując im oraz ich rodzinom przygotowane przez strzelców drobne upominki. Poprawiano oraz porządkowano powstańcze mogiły, a w miejscach, gdzie toczyły się walki, stawiano krzyże lub mocowano tablice pamiątkowe. By strzelcy dobrze zrozumieli przeżycia tych, którzy walczyli o Ojczyznę, mimo surowej wołyńskiej zimy organizowano okolicznościowe marsze i ćwiczenia oddziałów strzeleckich, na przykład w 1932 r. z okazji 69 rocznicy wybuchu powstania styczniowego Komenda Powiatowa Związku Strzeleckiego w Kowlu zarządziła marsz nocny dla trzech miejskich plutonów strzeleckich («Odczyt o Powstaniu Styczniowym», «Przegląd Wołyński», 1932, nr 6, s. 3).

W styczniu-lutym organizowano w oddziałach tak zwane «Wieczornice Karnawałowe». W 1933 r. taki karnawałowy bal strzelecki ponoć «najlepiej udał się w Klewaniu», gdzie w salach starego zamku prócz strzelców doskonale bawiła się miejscowa inteligencja oraz okoliczni osadnicy («Wołyń», 1933, nr 7, s. 8).

Czasem na Wołyniu te tradycyjne bale strzeleckie nazywano «Maskaradami». Dlaczego? Brać strzelecka chętnie zrzucała bowiem tego dnia mundury, by przeistoczyć się w anioła czy leguna, księżniczkę, Turka bądź diabła. Pomysłowość strzelczyń w zakresie kostiumów wydawała się niewyczerpana. One również dbały o wygląd sali i bufet. Kiedy przy inscenizacji «Legunów w raju» rozlegały się pierwsze słowa piosenki «Jak się leguny dostały do nieba» nikogo nie trzeba było zachęcać do śpiewania, a później do wspólnej zabawy. Tańczono, gdzie jaki zwyczaj, czasem do popularnych szlagierów, czasem do ulubionych melodii ludowych. Taką właśnie «Maskaradę» w 1936 r. zorganizowały strzelczynie z Oddziału Żeńskiego Związku Strzeleckiego Łuck–Miasto («Strzelec», 1936, nr 15, s. 14).

Zimą, w lutym i w marcu, odbywały się ważne imprezy narciarskie. Na Wołyniu sport narciarski powoli dochodził do głosu. Idea utworzenia w Krzemieńcu ważnego ośrodka narciarskiego oraz budowy skoczni narciarskiej to pomysły dopiero z końca 1932 r. Upłynęło nieco czasu nim Krzemieniec stał się «wołyńskim Zakopanem narciarstwa».

strzelcy 3

Krzemieniec, czyli stolica wołyńskiego narciarstwa. Karta pocztowa

Sprzęt narciarski był naprawdę drogi, zatem w Podokręgu Wołyń po kilku strzelców z każdego powiatu wysłano do Kazimierza na kurs domowego wyrobu nart. I tak oto pierwsi miłośnicy sportu narciarskiego zaczęli się uczyć jazdy na nartach własnej produkcji, a co więcej – zaczęli uczyć wyrobu nart kolejnych pasjonatów tej dyscypliny sportu. Później przy ośrodku wychowania fizycznego w Łucku uruchomiono regularne kursy narciarskie, które cieszyły się ogromną popularnością wśród strzelców z całego Podokręgu. Zaczęły też powstawać pierwsze sekcje narciarskie.

Pierwsze zawody narciarskie w biegu na 6 km w stolicy województwa wołyńskiego odbyły się w 1932 r. («Pod znakiem tężyzny fizycznej», «Strzelec», 1932, nr 22, s. 13). Już rok później miłośnicy narciarstwa z Wołynia święcili triumfy w Zawodach Narciarskich o Mistrzostwo Związku Strzeleckiego «Wschód», które odbyły się w Nowogródku. Drugie miejsce w klasyfikacji indywidualnej zajął wówczas strzelec Cybulski z Łucka, a trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej zespół z Łucka.

Z roku na rok coraz mocniejsza stawała się drużyna strzelecka z Janowej Doliny. W 1936 r. odbył się Marsz Narciarski na trasie Zułów–Wilno (w Zułowie urodził się Józef Piłsudski – red.). Choć zespoły z Karpat zdystansowały pozostałe drużyny, Wołyniacy znaleźli się w pierwszej dziesiątce («Marsz Narciarski Zułów–Wilno», «Strzelec», 1936, nr 9, s. 6–9). W 1937 r. Marsz Narciarski na szlaku Zułów–Wilno zyskał piękną oprawę. Ulicami miasta na Rossę przeszedł pochód 400 zawodników z całej Polski. Na cmentarzu, przy kamiennej płycie kryjącej serce Marszałka Józefa Piłsudskiego odbyła się uroczystość, podczas której oddano hołd Komendantowi. Dopiero nazajutrz odbyła się podróż pociągiem do Zułowa. W miejscu, gdzie stał dwór, cokół z lodu, a nieopodal linia startu. Na trasie zawodnicy z Janowej Doliny zwracali uwagę soczysto zielonymi strojami. Tym razem w sportowej rywalizacji wśród strzeleckich patroli zajęli drugie miejsce (St. Chacia «Na szlaku Zułów–Wilno», «Strzelec», 1937, nr 10, s. 7–9).

strzelcy 4

Spotkanie opłatkowe Związku Strzeleckiego w sali Szkoły Powszechnej w Białozórce. W pierwszym rzędzie trzeci z lewej siedzi ks. proboszcz Jan Kotwicki

(Ciąg dalszy nastąpi)

Małgorzata ZIEMSKA
Zdjęcia ze zbiorów Tadeusza Marcinkowskiego

CZYTAJ TAKŻE:

O ZWIĄZKU STRZELECKIM NA WOŁYNIU W 80. ROCZNICĘ ZBRODNI KATYŃSKIEJ