Artykuły
  • Register

Nauczyciel Jan Skiba został skierowany do Wyrki (obecnie rejon sarneński na Rówieńszczyźnie) po I wojnie światowej. Dziś kontynuujemy opowieść o jego losach (początek tu).

W 1943 r. banderowcy byli na prostej drodze do rozwiązania «kwestii polskiej». Od lutego rozkręcała się machina zbrodni. Setki wsi, kolonii i chutorów padło pod ciosami ich ataków. W pierwszej kolejności likwidowane były nieprzygotowane do obrony, śródleśne osady. Na drodze banderowców znalazła się jednak Huta Stepańska. Za jej przykładem poszła Wyrka. Tak powstał «rejon samoobrony Huty Stepańskiej i Wyrki», skupiający kilkanaście miejscowości.

Kiedy w Wyrce tworzono samoobronę, na dowódcę w czasie zebrania wiejskiego wybrano podporucznika Jana Skibę. Mimo niechęci zgodził się przyjąć funkcję. Tym samym stał się mimowolnie głównym wrogiem banderowców we wsi. Podjęcie się zadania dowódcy było nie lada wyzwaniem, chociażby dlatego, że Polacy w Wyrce nie posiadali broni.

Huta 40 1

Szkoła w Wyrce przed wojną. Z lewej kierownik szkoły Kazimierz Karpiński, a z prawej nauczyciel Jan Skiba

Karty w grze zaczęli jednak rozdawać sowieccy partyzanci. Ich siły z każdym miesiącem stawały się większe. 14 marca 1943 r., w święto Jewdochy, do domu Piotra Zahorujki przyjechało dwoma furmankami 7 partyzantów i 2 kobiety partyzantki. Przemieszczali się z lasów cumańskich na Białoruś. Kiedy zastał ich dzień, zajechali do przypadkowego gospodarstwa. Nakazali przygotować jedzenie i położyli się spać. Ze szczegółami opowiedział mi o tym Mikołaj Fedorowicz Zahorujko, był wtedy cały dzień u wujka, rąbał drewno.

Huta 40 3

Autor z śp. Mikołajem Zahorujką. Rozmowy przy piecu

Huta 40 4

Mikołaj Zahorujko z żoną, przy piecu. I ja przy nim siedziałem, czułem jego ciepło

Zięć Piotra, a mąż jego córki Olgi, Josyp Murza z Ziwki Nowej, poszedł do Iwana Hryszczenki i powiedział, że we wsi są sowieccy partyzanci. Iwan niezwłocznie udał się do Polaka Garbowskiego, wziął jego konia i wierzchem pojechał do Stepania zgłosić Niemcom o partyzantach. Był jeszcze szucmanem, mógł obawiać się kary za brak reakcji. Dziś trudno zrozumieć tamten czas i zachowanie mieszkańców. Dlaczego postępowali tak i z jakiego powodu. Sądzę, że walczyli o swoje przetrwanie.

Pięcioma furmankami przyjechało dwóch Niemców i dwudziestu szucmanów. Było to późnym popołudniem. Otoczyli gospodarstwo i wysłali Olgę, córkę Stepana, czwartego z braci Hryszczenków, żeby powiedziała partyzantom o Niemcach. Miało to na celu ich wypłoszenie. Partyzanci uciekali bez walki, a Niemcy otworzyli ogień w kierunku domu. Sowieci wycofywali się w stronę chutoru Laski, w kierunku gospodarstwa Zygmunta Wawrzynowicza. Ostrzeliwani byli z oddali, jednak ścigający nie zdecydowali się ruszyć w pogoń. Żona jednego partyzanta, Olga Strotynska, będąca w ciąży, schowała się w brogu słomy. Widziała to żona Stepana Hryszczenki i powiedziała Niemcom, którzy zabili Olgę. Poległo też dwóch partyzantów. Nie był to jeszcze koniec ofiar. Po dwóch dniach zmarła z powodu ran córka Piotra Zahorujki, Antonina (ur. w 1928 r.). Zranili też w stopę Polkę Jadzię Mokrzycką, synową Piotra Zahorujki. Jeszcze tej nocy zabici zostali zakopani w lesie. Tak nakazali zrobić Niemcy.

Mieszkańcom Wyrki wydawało się, że na tym się skończyło. Partyzanci, ku zaskoczeniu, wrócili jednak po kilkunastu dniach, aby rozliczyć się za śmierć towarzyszy. Mieli dobry trop, zaszli do Iwana Hryszczenki, niezwłocznie przystąpili do przesłuchania i bicia. Iwan dla ratowania swojej i braci skóry powiedział prawdopodobnie, że Niemców zawiadomił Skiba, volksdeutsch z Wyrki. Musiał ich przekonać, skoro zostawili go w spokoju i odeszli. Ale wywabić Skibę ze wsi nie było sprawą prostą: Polacy pilnowali się, a wychodzić poza swoje wsie nie mieli zamiaru. Od czasu wymordowania Parośli panował powszechny strach, a co za tym idzie odczuwało się stan osaczenia ze strony banderowców.

Partyzanci «harcownicy» chcieli dokonać prywatnej zemsty, bo na pewno nie było na to zgody dowództwa. Żaden dowódca nie zaryzykowałby utracenia polskiego zaplecza i niechybnego gniewu komendanta partyzantów w tym rejonie, Antona Pietrowicza Bryńskiego ps. Diadia Pietia. Sowieccy partyzanci po wyczerpujących przemarszach znajdowali w polskich wsiach bezpieczne schronienie na odpoczynek. Jednocześnie zapewniali bezpieczeństwo i chwilowe wytchnienie osaczonym, którzy nie mieli znikąd nadziei na pomoc.

Szybko w Wyrce zjawił się posłaniec. Poinformował, że partyzanci mają broń do sprzedania, stacjonują w Brzezinie i tam trzeba po nią jechać. Warunkiem był dyskretny zakup, bez świadków. Posłaniec powiedział, żeby przyjechał Skiba z woźnicą. Niczego niepodejrzewający komendant samoobrony uznał to za szansę na dozbrojenie. Nie mógł też nie pojechać, w końcu był dowódcą. Natychmiast zgodził się jechać, jako woźnicę zabrał Bolesława Brzozowskiego. Kiedy dojeżdżali do Brzeziny wyszło pięciu partyzantów i zatrzymało jadących. Dopytywali się Skiby, kim jest, sprawdzali czy to on. Pokazali mu mapę, żeby wskazał ich położenie, oficer wyjaśniał, gdzie są. Pod wieczór kazali woźnicy wracać do domu, który, przestraszony sytuacją, uczynił to natychmiast. Wcześniej wypuścili kilka osób przechodzących koło ich miejsca postoju, a chwilowo zatrzymanych. Skiba został sam ze swoimi katami.

Wyruszenie pomocy nocą było niemożliwe, obawiano się ataku na Wyrkę. 20 marca rozpoczęły się masowe mordy koło Derażnego, 28 marca koło Chołoniewicz, a za kilka dni miało dojść do bitwy w Butejkach. Rano wyruszył liczny, uzbrojony patrol poszukiwawczy, który rozdzielił się w Osym Brodzie. Część udała się aż do Zadąbrowia. Pod Brzeziną natrafiono na miejsce, gdzie był torturowany Skiba. Koło starego dębu wysoka trawa była bardzo wymięta, a Leon Lewicki znalazł krawat poszukiwanego. Złapali też ukraińskiego chłopa, którego zastraszyli, a on wskazał miejsce, gdzie utopiono ofiarę. Zamordowany był w głębokim dole po wydobyciu białej kredy, do ciała przywiązany był kamień.

Natychmiast rozeszła się wiadomość, że mordu dokonali banderowcy. Kolejne dni nie sprzyjały wyjaśnieniu sprawy, ze wszystkich stron widać było łuny pożarów. 7 kwietnia z Butejek przywieziono 16 zabitych, w Chołoniewiczach banderowcy zamordowali Trusiewiczów, a 9 kwietna – Polaków w Dworcu k. Stepania. Sprawy nikt nie wyjaśniał nie tylko dlatego, że banderowców uważano za wrogów, a więc zabójców Jana Skiby, ale też dlatego, że obarczanie winą partyzantów do niczego dobrego by nie doprowadziło.

Nie bez powodu Hucianie rozpoczęli polowanie na braci Hryszczenków. Pilnowali nocami gospodarstwa Iwana. Ukryci Zahorujkowie, strzegący swojego obejścia, widzieli skradających się Hucian. Nie informowali jednak o tym nikogo, mieli widocznie jakieś obawy związane ze «swoimi» Hryszczenkami. Czterej bracia opuścili swoje gospodarstwa, ale ich zwierzęta pozostały w stajni u Iwana. Doglądać je i karmić przychodził Stepan, nie angażował się w nacjonalizm z powodu swojej choroby i niedołęstwa. Polacy nie chowali do niego nienawiści. Hucianie przez kilka dni czekali jednak, że przyjdzie Iwan. Aż jednej nocy przyszedł Fiodor Hryszczenko z córką Walą (sąsiad Hryszczenków Stefan Wawrzynowicz mówił mi, że Fiodor przyszedł z córką Lonią, nie Walą). Został pojmany i przyprowadzony do Huty, gdzie odbył się sąd polowy, który wydał wyrok śmierci. Fiodora niezwłocznie rozstrzelano na Hradzie i tam zakopano (Fiodor był ojcem chrzestnym Mikołaja Zahorujki). Okoliczności śmierci były bardzo wstrząsające. Córka została świadkiem sądu i rozstrzelania. Prawdopodobnie była ostatnią Ukrainką, którą wypuszczono żywą z Huty i odprawiono do Werbcza Wielkiego. Dla zapewnienia tajemnicy samoobrony żaden Ukrainiec, który wszedłby do wsi, nie miałby prawa wyjść żywy. O tym Ukraińcy wiedzieli i nikt nie przychodził.

Huta 40 8

Ukrainka z dzisiejszej Huty opowiada o latach wojny

Huta 40 2

Mikołaj Zahorujko i autor. Jedna z wielu rozmów o historii

Kto zabił Jana Skibę, pozostanie na zawsze niewyjaśnioną do końca tajemnicą. Przedstawiłem fragment wiedzy, którą zdobyłem od kilkunastu świadków, ale czy znali całą prawdę?

Syn Strotynskiej, Mykoła, był w Rówieńskim KGB. Dopilnował, aby zabitych partyzantów po wojnie ekshumowano i pochowano na cmentarzu w Werbczu Wielkim.

Zakończę słowami sąsiada Hryszczenków, śp. pułkownika Stefana Wawrzynowicza, który powiedział, podsumowując naszą rozmowę, miesiąc przed swoją śmiercią: «Nie ma podstaw oskarżać Ukraińców, że są wszyscy mordercami. Rodziny się przyjaźniły. Wszyscy spotkamy się w Wyrce».

Ja napisałem: «Koniec wywiadu 16 XI 2012 r.».

Huta39 03

Śp. pułkownik Stefan Wawrzynowicz (ur. 1922 r.)

Posłowie. Druga strona: Ukraińcy

Hryszczenkom, choć byli w oczach Polaków wrogami, niczego nie ujmuję. W moich przekonaniu to tragiczni bohaterowie Ukrainy. W śmiertelnym boju znaleźliśmy się po przeciwnych stronach. Z biegiem dziesięcioleci i w czasach, kiedy nie ma już prawie świadków, ocenia się ludzi i ich czyny przez pryzmat właśnie tego czasu. Czas łagodzi ból, a myśli biegną do setek innych spraw. Wspominam ich, naszych wrogów, bo postbanderowcy o nich nie wspomną. Pamięć o nich jest niewygodna dla ich propagandy i zakłamywania historii.

Iwan Hryszczenko stracił życie i duszę dla idei wolnej Ukrainy. Możliwe, że będąc szucmanem i banderowcem dopuścił się zbrodni. Polacy, którzy znali go i opowiadali mi o nim, a było ich kilkunastu, mówili: «Najgłupszy z braci». Oceniali go przez pryzmat zagłady Żydów i rzezi Polaków. Wielu Ukraińców tak postrzegali. Czym zasłużył na takie określenie? Nikt nie potrafił przedstawić przekonywującego dowodu.

Co zaś przemawia w jego obronie? Analizując kolejne wydarzenia doszedłem do wniosku, że co najmniej się mylili. Za sowietów był sekretarzem i milicjantem, nikogo na Sybir z jego powodu nie wywieźli, a mógłby wielu zadenuncjować. Wiedział doskonale, kto jest kim, ale nie wniósł zastrzeżeń do listy określającej stan majątkowy, wszyscy, nawet zamożni, byli uznani za biedniaków i batraków, czyli nieposiadających nic. Miał świadomość, że Bronisław Piotrowski dysponował karabinem, którym odstraszał okradających majątek Dębskiego. Holokaust Żydów, polowanie na nich i ich zabijanie, wszystko to było w jego rewirze, niemieckiego szucmana. U Łucjana Onuchowskiego przetrwali Żydzi, wszyscy o tym wiedzieli, Iwan też. Tych, co się ukrywali przed przymusowymi robotami, nie brakowało. Władzi Piotrowskiej doradził szybki ślub z Onuchowskim, aby ratować ich od robót.

Każdy szucman byłby wtedy znienawidzony, niektórzy to pospolici mordercy, jak np. ci ze Stydynia Wielkiego czy z Rafałówki. Młyn w Wyrce z zaplombowanym wejściem mielił cały czas, żarna zakazane pracowały, ile tylko ludzie mieli sił w rękach, a po okolicy rozchodził się zapach wędzonej kiełbasy. Radio krążyło po wsi od domu do domu. Garbowanie skór też było zakazane, natomiast w Wyrce funkcjonowało w najlepsze. Iwan z dwoma podkomendnymi trzymał dyscyplinę tak, jak na czas wojny przystało. Niejednego pobili, ale nie zabili i na tym się kończyło, Niemców nikt nie wzywał. Wreszcie Iwan został banderowcem.

Wszystkie gospodarstwa w Ostrówkach, w tym i Hryszczenków, spalili banderowcy, jak już Polaków nie było. Mieszkali kątem w Werbczu Wielkim. Jako mądrzy ludzie mieli posłuch pośród miejscowych. To nie podobało się banderowcom, obawiali się braci, którzy chcieli spokoju. Kiedy banderowcy zaczęli masowo zabijać swoich za odmowę współpracy, pomocy i chęć powrotu do pokojowego życia, Iwan sprzeciwił się temu, odmówił udziału w zbrodni, zabili go w 1947 r. Nie zważali nawet na zięcia, banderowca Wasyla Szulina. Sam Szulin został aresztowany i otrzymał 10 lat łagrów, które zamienił na ochotniczą służbę w sztrafbacie.

Był jeszcze Aleksander Hryszczenko, którego sowieci zesłali na 10 lat łagrów za «karmienie» banderowców. Cała wieś musiała ich w lesie karmić, według kolejności. Jego córkę Walę, w której kochał się Skiba, skazali na 25 lat jako łączniczkę. Po 15 latach została ułaskawiona, była okaleczona, bez rąk, które w kopalni urwała jej maszyna. Ojciec i córka byli niewygodni, banderowcy obawiali się ich patriotyzmu, w końcu wydali oboje sowietom poprzez donosicieli. Zabić się ich nie odważyli, sami już zdani byli na wymuszoną pomoc od wieśniaków. A w Werbczu Aleksander cieszył się poważaniem.  Jego żonę z córką Halą wywieźli na Sybir bez wyroku. Kiedy przyszli ich zabierać, syna Pawła nie było w domu. Wstąpił do armii, po odbyciu służby wyjechał za rodziną na Sybir. Przyjechał dopiero w 1980 r. i wszystko dokładnie opowiedział.

Banderowcy w swoje szeregi wciągnęli tysiące Ukraińców, wielu z nich zostało do tego zmuszonych. Zbrodnie, jakie ciążą na banderowcach, obciążają również ludzi tak niewinnych, jak i ideowych, oddanych sprawie wolnej Ukrainy. Marzyli o Ukrainie, wierzyli w nią i dla niej umierali. Straszne czasy zbroczyły ich ręce krwią. Ludzie zapamiętali słowa zamordowanego Iwana Hryszczenki: «Nie tak to miało być».

Straszne lata wojny okaleczyły nas wszystkich – Polaków i Ukraińców.

Huta 40 7

Mikołaj Zahorujko pokazuje drogę, którędy wychodzili Polacy z Huty 18 lipca 1943 r.

Huta 40 5

Mikołaj Zahorujko: «Tu był nasz dom»

Huta 40 6

Mikołaj Zahorujko z żoną i autorem

Huta 40 9

Ostrówki

Huta 40 10

Ostrówki. Droga w kierunku Siedliska

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: LOSY JANA SKIBY – NAUCZYCIELA I OFICERA Z WYRKI. CZĘŚĆ 1

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZSYŁKA NA SYBIR BRACI DAWIDOWICZÓW Z TCHORÓW

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYWÓZKA POLAKÓW ZA BUG

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: POWRÓT JADWIGI Z SYBERII

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZABICIE NIEMCA W FOLWARKU I ŚMIERĆ MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻAŁOSNE ŻNIWA W SARNACH I DROGA DO ŚMIERCI MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

WYRKA. MIEJSCE KOŚCIOŁA PW. PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO