Artykuły
  • Register

Rano 5 grudnia usłyszałam w radiu, że jest Dzień Wolontariusza. «No tak, oczywiście, – pomyślałam, – jutro przecież Święty Mikołaj, a on jest przecież prawdziwym i bardzo oczekiwanym wolontariuszem».

Cały czas słyszę, jak w ciągu już ponad sześciu lat mieszkańcy Ukrainy w najróżniejszy sposób wspomagają swoich żołnierzy przebywających na pierwszej linii frontu. Od samego początku był to zadziwiający, samoistny i gwałtowny, z ducha narodu płynący, ruch. Tak, jakby potężna niewidoczna fala podniosła i skierowała myśli i działania zwykłych ludzi na niesienie koniecznej i ofiarnej pomocy walczącym na wschodzie Ukrainy.

W tym artykule chcę opowiedzieć o szlachetnym odruchu mieszkańców Świątnik Górnych, miejscowości w pobliżu Krakowa, którzy we współpracy ze swoimi partnerami z Krzemieńca wspierali ukraińskich żołnierzy walczących z Rosją.

Świątniczan poznałam pracując jako przewodnik po terenie zachodniej Ukrainy. Po zwiedzeniu Krzemieńca grupa osób ze Świątnik Górnych wyraziła chęć zawarcia partnerskich stosunków pomiędzy naszymi miastami. Krzemieniec jeszcze nie miał wówczas miasta-partnera w Polsce. Około 15 lat temu władze obu miast nawiązały stosunki partnerskie w sferze kulturalno-oświatowej. Umowę podpisali burmistrz Świątnik Górnych Jerzy Batko i mer Krzemieńca Swiatosław Kiczaty.

Zaczęły odbywać się wymiany delegacji na różnych szczeblach, obie strony przyjmowały u siebie chóry, turyści ze Świątnik podziwiali miasto i okolice Krzemieńca. W szkole świątnickiej została otwarta wystawa fotograficzna pt. «Barwny Krzemieniec». Zapraszano nas na obchody i lokalne uroczystości, połączone ze zwiedzaniem stołecznego Krakowa.

Tym partnerskim stosunkom sprzyjała moja przyjaciółka Zofia Popczyńska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Świątnik Górnych, osoba zaangażowana społecznie, współorganizatorka wielu naszych imprez i spotkań. Burmistrz Świątnik, w owych latach Jerzy Batko, przysłał naszemu kościołowi pw. Świętego Stanisława Bpa Męczennika potężną podkaszarkę.

Wolontariusze 2

Zofia Popczyńska i Jadwiga Gusławska przy wjazdowej tablicy informującej o partnerskich miastach Świątnik Górnych

Kiedy w 2014 r. rozpoczęła się agresja militarna Rosji przeciw Ukrainie, Polacy sięgnęli do własnej historii stosunków z Moskwą. Przypomnieli sobie «łaskawości» tak carskie, jak i sowieckie, i zaczęli organizować pomoc, która płynęła z całego kraju.

Na przełomie lat 2014–2015 przez prawie dwa miesiące gościłam w rodzinie syna w Warszawie. Wiadomości otrzymywane z Krzemieńca budziły we mnie niepokój, telefonowałam więc do swoich przyjaciół i znajomych z Białegostoku, Lublina, Krakowa, Świątnik, pytając o możliwość zorganizowania pomocy dla Ukrainy. Jako pierwsze odezwały się Świątniki, Kraków i Białystok. Od razu pojechałam do Zofii Popczyńskiej, żeby uzgodnić szczegóły zbiórki. Dzwoniłam stamtąd do ówczesnego mera Krzemieńca Romana Wanżuły, ochotnika na barykadach Majdanu w Kijowie, który zarządzał wysyłką różnych rzeczy i materiałów na potrzeby ukraińskiego wojska. Powiedział, że przyśle samochód, żeby przewieźć zebrane rzeczy.

Pani Zofia dostała zgodę ówczesnego burmistrza Świątnik Witolda Słomki na ogłoszenie zbiórki i za kilka dni mieszkańcy miasta zebrali prawie 30 wielkich worków przydatnych rzeczy (ciepłe ubrania, buty, leki, bielizna pościelowa i in.) oraz przewieźli je do krakowskiego Gimnazjum nr 1 im. ks. Stanisława Konarskiego przy ul. Bernardyńskiej 10. Mariusz Graniczka, dyrektor tej szkoły, nasz dawny przyjaciel, który jest zwolennikiem wychowania młodzieży w poszanowaniu i współpracy z rówieśnikami z ościennych państw, wyraził zgodę na składowanie dobytku w sali gimnastycznej, a nauczyciele dołożyli mnóstwo opatrunków, lekarstw i innych niezbędnych rzeczy. Tymczasem przybył przysłany przez mera Wanżułę samochód i za 15 godzin, wyładowany darami, znalazł się w Krzemieńcu.

Tak ogromny wysiłek tylu Polaków uznaję za najgodniejszy szacunku i wielkiego podziękowania. Świątniki Górne i Kraków otrzymały pisemne świadectwo wdzięczności z Krzemieńca za zrozumienie i pomoc. Po całej akcji za sprawą pani Zofii odbyło w Świątnikach moje spotkanie z krakowską dziennikarką, która opisała całe przedsięwzięcie w «Gazecie Krakowskiej».

Ciąg dalszy – to akcja wolontariacka w Białymstoku. Czekała tam na mnie Mirosława Tomczak, która wcześniej uczyła języka polskiego w Krzemieńcu. Osoba bardzo aktywna, przedsiębiorcza i roztropna. Latem 2014 r., kiedy przyjechała na kilka dni do Krzemieńca, zaciągnęła mnie do wojskowej komendantury, żeby oddać tam 200 zł i pakunek z kurtkami i kożuchem, «bo się tam przyda».

W jej domu w Białymstoku już były przygotowane liczne komplety białej pościeli ofiarowanej przez dwa hotele. Kupiłyśmy jeszcze 100 m białego materiału na zimowe kombinezony, konieczne dla zwiadowców. Odwiozłam to do Warszawy, a stamtąd syn przetransportował autem do Tarnopola. Jednak przytrafiło się i niepowodzenie, o czym z przykrością wspominam.

Władze jednego z polskich miast deklarowały swoje partnerstwo z Krzemieńcem, pojechałam więc tam z rozpędu, bo nawet połączenie jest dogodne – jeździ tam z Warszawy trolejbus. Znalazłam budynek Rady Miejskiej, przedstawiłam się burmistrzowi, opowiedziałam o sprawie pomocy Polaków dla naszego wojska. Odpowiedzią było lodowate milczenie, a potem wypowiedź o «przerażających obrazkach w telewizji z tego dziwnego frontu bojowych działań» i w końcu: «Takiemu wojsku trudno w czymkolwiek pomóc». Odeszłam z uczuciem, jakbym niosła rozbity dzban.

W siedzibie Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej w Krzemieńcu wtedy również gromadzono pomoc dla wojska, zajmowała się tym Irena Neczyporuk.

Na tym nie skończyły się działania wolontariuszy, mocno rozwinięte w Krzemieńcu, jak również w całym państwie. Kiedy ujawnia się dobro w człowieku, pobudza go to do dalszych czynów, prowadzi więc swoje działania wśród tej części społeczeństwa, która jest zdolna do ofiarności i otwarta na świat. Dobro to może w pewnym momencie wydawać się uśpione, ale umiera tylko razem z człowiekiem.

Wolontariusze 1

Wiesława Batko, bibliotekarka ze szkoły w Świątnikach Górnych, autorka tekstu Jadwiga Gusławska oraz Zofia Popczyńska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Świątnik Górnych

Jadwiga GUSŁAWSKA, Krzemieniec

CZYTAJ TAKŻE:

MAMY «WŁASNEGO» ŻOŁNIERZA W UKRAIŃSKIM WOJSKU