Artykuły
  • Register

Zapomniany cmentarz w Wyrce skrywa wiele tajemniczych historii. Staraniem byłych parafian, przy życzliwej pomocy sielrady z Werbcza Wielkiego, Błohoczynnego Sarneńskiego i przyjaznych Ukraińców udało się go uratować w 2010 r. od całkowitej zagłady.

Pośród nielicznych zachowanych nagrobków nie ma śladu po grobie podporucznika Jana Skiby, który tu został pochowany w kwietniu 1943 r. Postawiony w dniu pogrzebu krzyż przewrócił się, jak prawie wszystkie pozostałe. Groby zarosły, a żywych świadków już nie ma.

Trumna ze zmasakrowanym ciałem wystawiona była w świetlicy na plebanii. Rzesze żałobników z przerażeniem modliły się i płakały. Zwłoki nosiły ślady okrutnych tortur, na policzku wycięta była swastyka. Pogrzeb odbył się w wielkim napięciu i pośpiechu. Na cmentarz udało się niewiele osób, a samoobrona osłaniała uroczystość, chroniąc zgromadzonych od możliwego ataku. Od strony kolonii Wyrobki słychać było strzały.

Historia Skiby jest zawiła, jak geneza zagłady Żydów i Rzezi Polaków. Wokół jego osoby jest wiele niewiadomych i trudnych do rozwikłania po 77 latach zagadek. Podjąłem próbę wyjaśnienia tej historii, wgłębiłem się w liczne relacje i nie wiem, czy dobrze postępuję. Opiszę więc, co się dowiedziałem o pierwszym dowódcy samoobrony z Wyrki, jego życiu i męczeńskiej śmierci. Będzie to jednak moja wersja, bo każdy z Hucian i Wyrczan ma swoją. Podstawą mojej są rozmowy z naocznymi świadkami. Byli to m.in. Ukrainiec śp. Mikołaj Fedorowicz Zahorujko i śp. pułkownik Stefan Wawrzynowicz, obaj sąsiedzi Hryszczenków, o których mowa dalej.

Huta39 01

Mikołaj Zahorujko opowiada, a autor nagrywa i notuje. Zebrało się dużo materiału

Huta39 02

Mikołaj Zahorujko z żoną Katarzyną Osimowną z domu Hreczuchą

Huta39 03

Śp. pułkownik Stefan Wawrzynowicz (ur. 1922 r.)

Rodzice Jana Skiby pochodzący z Kępna koło Poznania zostali wywiezieni w czasie I wojny światowej do Westfalii. Tam wychował się Jan, dlatego język niemiecki był mu równie bliski jak ojczysty. Po ukończeniu szkoły oficerskiej i uzyskaniu stopnia podporucznika został skierowany do szkoły w Wyrce (wówczas gmina Stepań w powiecie kostopolskim, obecnie rejon sarneński na Rówieńszczyźnie). Na Wołyń kierowano nauczycieli z «centrali» i Galicji. Był lubiany przez uczniów, nie bił dzieci, co było w tamtych latach na porządku dziennym. Zdenerwowany przez opornych na wiedzę zwracał się do nieuków: «Trąbo jerychońska» lub «Fujaro». Podobnie zachowywał się kierownik szkoły Karpiński.

Huta39 04

Szkoła w Wyrce. 1936 r. Jan Skiba siedzi w środku

Jedni nauczyciele po odbyciu dwuletniego «zesłania» odjeżdżali, ale większość z nich zostawała. Skiba został, na dobre i złe. Otaczała go barwna grupa pedagogów. Z biegiem lat i nastawaniem nowych czasów zmieniali się, w miejsce odchodzących pojawiali się następni. W różnych okresach w szkole pracowali patrioci polscy, komunista, Żyd, sowieci, a nawet nacjonalistka ukraińska. Pierwszym polskim patriotą był Leon Lewicki, dorównywał mu kierownik szkoły Kazimierz Karpiński. Pod ich wpływem Jan Skiba pozostał w Wyrce.

Środowisko, do którego trafił, było mu obce, rozwijały się w nim konflikty narodowościowe i sąsiedzkie. Z biegiem lat stał się częścią tego tygla. Nauczyciel upodobał sobie byłą uczennicę, Ukrainkę Walę Hryszczenko i wiązał z nią plany na dalsze życie. Tym samym zdobył wiedzę o ukraińskich sąsiadach i ich problemach. Aleksander, jej ojciec, z wielką wylewnością gościł Jana, a z jakiejś okazji ofiarował mu nawet 10 rubli w złocie, mimo że był najuboższy z czterech braci. Wszystko wydawało się iść w stronę przyszłego ślubu. Hryszczenkowie akceptowali Jana jako kandydata na męża dla córki, pomimo ich, wtedy ukrywanych, przekonań nacjonalistycznych. Oficer, nauczyciel z wysoką pensją, to była prestiżowa partia dla dziewczyny. Był więc przyjmowany z honorami i życzliwością.

Zamożni, jak na warunki wołyńskie, bracia Aleksander, Iwan, Fiodor i Stepan Hryszczenko nabyli ziemię w czasach carskich, a przybyli do Ostrówek z Kijowa. Ciężkie życie wymuszało walkę o każdą skibę ziemi. Konfliktów nie brakowało, kłócili się Ukraińcy z Ukraińcami i Polakami, a Polacy między sobą. Już za Polski Stepan zaorał dwie skiby pola sąsiada Ukraińca Piotra Zahorujki. W wyniku doszło do bójki, czego efektem było uszkodzenie kręgosłupa Stepana. Od tamtego czasu chodził jedynie prosto, nie mogąc się schylić. Ból powiększał jeszcze żal do braci, oni bowiem uznali, że źle zrobił i nie zerwali kontaktów z jego przeciwnikiem. Stepan i Piotr do końca życia pozostali pogniewani. Rozgoryczony wobec współbraci Ukraińców, Stepan z przyjaźnią odnosił się do Polaków. Miało to duży wpływ na dalsze wydarzenia w czasie wojny.

Huta39 05

Mikołaj Zahorujko oprowadza autora po Ostrówkach

Huta39 06

Huta39 07

Huta39 08

Ostrówki

W tej atmosferze Skiba przychodził do Wali, ale coś się w relacjach z przyszłym teściem psuło. Po wsi rozeszły się plotki, że zalotnik jest ojcem dziecka nauczycielki Wilhelminy Hrub (Hrubówny). Pochodziła spod Nowego Targu. Kiedy nadszedł czas rozwiązania wyjechała, aby urodzić w domu rodzinnym. Po kilku miesiącach powróciła bez dziecka, które zostawiła u rodziców. Nie był to jednak koniec plotek, zarzucano Skibie romans z żoną jednego z gospodarzy (nazwisko znane autorowi). Szybko jednak plotki przeniosły się na inną osobę. Podobne zarzuty dotyczyły ważniejszej figury we wsi, to odciążało jakby nieco Skibę, który nie zabierał głosu w sprawie plotek. Wilhelmina znalazła jednak kandydata na męża i wyszła za wdowca Rudzkiego, pozostawiła nauczanie i zajęła się gospodarką. Plotki przycichły, stały się też ryzykowne dla głoszących. Wala poczuła się jednak upokorzona. Nigdy tego nie zapomniała, odnosząc się w przyszłości wrogo do Polaków. Mimo wszystko nie odrzucała zalotów Skiby, ale swoje myślała.

Wojna wisiała w powietrzu. Hryszczenko nie martwił się z tego powodu. Zalotnik jego córki jeszcze tego nie rozumiał, iż Aleksander był ukraińskim nacjonalistą. Dodać należy, że w żydowskich sklepach wykupowane były wówczas barwniki do lnu w kolorze niebieskim i żółtym.

Powołanie do służby wojskowej nauczyciela, porucznika Stanisława Filipka, było złym zwiastunem. Mobilizacja nie była zaskoczeniem, jednak chaos w jej zarządzaniu i bałagan w papierach był nieunikniony. To spowodowało, że werbowano do armii rzesze rezerwistów, a o oficerze Skibie zapomniano i tak zastała go wojna. W obliczu wkraczających sowietów, kierownik szkoły Karpiński podjął decyzję o ukryciu się pod Rafałówką, z jego propozycji skorzystał również Skiba. Obu nocą wywiózł Bronisław Piotrowski (Pietrołaj) i ślad po nich zaginął.

Huta39 09

Bronisław Piotrowski (Pietrołaj). 1937 r.

Sowieci bardzo szybko instalowali swoją władzę. Wydali rozporządzenie wzywające zajmujących za Polski posady państwowe do natychmiastowego powrotu na dotychczasowe stanowiska. 1 października 1939 r. otwarli szkołę w Wyrce. Uciekinierzy uznali, że trzeba wracać. Nikt nie pytał się, gdzie byli, natychmiast rozpoczęli nauczanie. Zmieniły się pod ich nieobecność portrety na ścianach klas, zniknęły też krzyże.

W gronie nauczycielskim nie było już nacjonalistki ukraińskiej, Ireny Pacanównej, która opuściła Wyrkę w 1938 r. i udała się w ślad za swoim kochankiem. Przybyła jednak do wsi specjalnie i witała razem z pozostałymi Ukraińcami wkraczających sowietów. Powracający z ukrycia nauczyciele zastali już podobnych aktywistów i wojennych tułaczy. Byli to Rosjanie, Iwan Andrijewicz Kałasznikow i panna Olga oraz Jakub Knaperbaun, Żyd z Warszawy. Był też Tomasz Pietrzyk, komunista, którego bezskutecznie poszukiwało NKWD. Skiby jednak nikt nie ruszał, korzystał ze stanu zawieszenia, wyczekiwania co będzie. Polacy nie donosili, że to oficer, Ukraińcy ze względu na Hryszczenkę również nie pisnęli słowa. Do tego Iwan Hryszczenko stał się sekretarzem sielsowieta i milicjantem. Józef Wawrzynowicz, robiąc listę mieszkańców, zapisał nauczyciela do «biedniaków», a oni nie byli wrogami Związku Sowieckiego. Nie było to szczególne wyróżnienie, ale zwykły spis, cała bowiem wieś zapisana była jako «biedniacy» lub «batraki», czyli tacy, co nic nie mają. Na Sybir nikogo z Wyrki nie wywieźli.

Hryszczenkowie jednak tak jak za Polski, tak i za Sowietów ukrywali swoje poglądy. Wyjawili je przy wkraczaniu Niemców w 1941 r. Brama powitalna i nieukrywana radość nie pozostawiały złudzeń. Do tego zorganizowali pochód ze sztandarami, który przyszedł z Ostrówek pod plebanię w Wyrce, a tam zamienił się w wiec nacjonalistyczny. Przerażeni Polacy obserwowali to wszystko ze swoich domów. Hryszczenkowie przestali też rozmawiać po polsku. Niedoszły teść w stosunku do Skiby stał się oschły, a zachodzącego jeszcze nawet nie witał. Aż ten zrozumiał, że nie ma co szukać i przestał chodzić. Wali zdanie się nie liczyło.

Przyjeżdżający do Wyrki Niemcy posługiwali się Skibą jako tłumaczem, gościli się u oficera carskiego Mołczanowa, sprawdzali plany kontyngentów i odjeżdżali. Iwan Hryszczenko z milicjanta przepoczwarzył się w szucmana i stał się komendantem. Razem ze swoim zięciem, mężem córki Antoniny, Wasylem Szulinem i Trochimem Kowalczukiem stanowili posterunek policyjny. Mimo że czuł wrogość do Skiby, nie odważył się go ruszać.

Nie wiadomo, ile było w tym prawdy lub kłamstwa, ale po okolicy krążyły plotki, że Skiba podpisał volkslistę (na taką listę wpisywani byli volksdeutsche, czyli osoby mające niemieckie korzenie jednak nieposiadający niemieckiego obywatelstwa – red.). On sam tych plotek nie dementował. Ty samym stał się w opinii społecznej nietykalnym. Prawdopodobnie blefował, jedynie język niemiecki był jego walutą przetrwania.

Sytuacja jednak szybko się zmieniała. Sowieccy partyzanci rośli w siłę. W okolicy od marca 1943 r. nikt nie widział już żadnego Niemca. Nie dostarczano też kontyngentów i na roboty nikt do Niemiec nie wyjeżdżał. Kiedy partyzanci zniszczyli mleczarnię w Wyrce, Iwan Hryszczenko razem z pozostałymi szucmanami zniknął z posterunku, za który służyła plebania. Nastały wtedy banderowskie czasy.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZSYŁKA NA SYBIR BRACI DAWIDOWICZÓW Z TCHORÓW

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYWÓZKA POLAKÓW ZA BUG

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: POWRÓT JADWIGI Z SYBERII

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZABICIE NIEMCA W FOLWARKU I ŚMIERĆ MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻAŁOSNE ŻNIWA W SARNACH I DROGA DO ŚMIERCI MARIANA FELIŃSKIEGO

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

WYRKA. MIEJSCE KOŚCIOŁA PW. PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO