Artykuły
  • Register

Wywożeni w 1943 r. na roboty do Niemiec uciekinierzy z okolicy Huty Stepańskiej trafiali najpierw do punktu sanitarnego w Przemyślu.

Wszawica pośród nich była na porządku dziennym, miejsca oczekiwania na wywóz w Sarnach, Dorotyczach i Równem doskonale nadawały się do rozmnażania insektów. W przemyskim punkcie stała się rzecz niebywała: Józefie Włoszczyńskiej ucięto kołtun!

Józefa jako jedyna Ukrainka w Hucie Stepańskiej pochodziła z Nowosiółek k. Czartoryska. Już od czasów panieńskich miała we włosach kołtun, który skrzętnie ukrywała pod chustką. Jej mąż Antoni Włoszczyński był człowiekiem biednym, nie przywiązywał do tego większej uwagi. Bardziej interesowało go, co dać dzieciom zjeść i jak zapłacić podatek, żeby sekwestrator (komornik) nie zabrał ostatniej pierzyny.

Huta 1

Józefa Włoszczyńska

Posiadanie kołtuna nie przynosiło wtedy chluby, ale było jakby obciążeniem przyniesionym przez los. Ludzie nie rozmawiali o nim, aby nie kusić losu, ale większość traktowała go z wyrozumiałością. Kołtuna nie można było ściąć, bo za ten czyn niechybnie można było zostać sparaliżowanym lub popaść w jakąś inną podobnie ciężką chorobę. Czasy po zaborze rosyjskim w Puszczy Stepańskiej przesiąknięte były pradawnymi wierzeniami ludowymi, zwyczajami i przesądami, a «rzucane uroki» brano za przyczynę wielu nieszczęść. Pod żadnym też pozorem nie można było zapomnieć chleba przygotowanego na drogę.

Podobnie z trwogą wierzono w «skrętek zboża». Przed koszeniem gospodarz obchodził pole i sprawdzał czy takiego przypadkiem nie ma. Garść kłosów skręcona wokół i złamana, tego szukano i tego się obawiano. W przypadku znalezienia, po przeżegnaniu, odmawiano ulubioną modlitwę. Następnie obkaszano wokoło «skrętek» i nie ruszano do końca żniw, a po wykoszeniu wszystkiego «skrętek» palono. Takie postępowanie chroniło bydło od chorób i domy od pożarów. Przez długie miesiące zimowe dyskutowano w czasie «wieczurków» (spotkania towarzyskie u sąsiadów), kto był sprawcą «skrętki» i z jakiego powodu to uczynił. Wielokrotnie też rozmówcy utwierdzali się w niepewnym przekonaniu, że żadnego nie przeoczyli. Następnie przechodzili do potajemnego czytania Księgi Sybilli, żeby czasem ksiądz się o tym nie dowiedział.

Za sowietów nauczyciel, Rosjanin Andrij Kałasznikow, zuchwale obciął kołtun swojemu uczniowi Mirosławowi Wawrzynowiczowi, synowi Stanisława, przedwojennego sołtysa z Wyrki. Młody ideowy komunista, walczył z zabobonami i kościołem, ale po tym uczynku nie wychodził wieczorami z kwatery, obawiając się zemsty ojca chłopca.

Targana takimi rozterkami z powodu kołtuna, Józefa szukała rady u starych znachorek i doświadczonych sąsiadek. Te zgodnie nakazywały rozsądek w postępowaniu. Twierdziły: «Dzieci masz małe, a jak cię sparaliżuje, kto je wychowa», «Nie kuś losu, może wydarzyć się jakieś nieszczęście». Tak mijały lata, aż wreszcie zdecydowała się iść po radę do księdza. Ten utwierdzając ją w powadze sytuacji, nakazał udać się do księdza w Stepaniu. Miały tam być odprawione jakieś specjalne modły, a potem nastąpiłoby ucięcie kołtuna. Na wyprawę do Stepania nigdy się nie zdecydowała, jak się domyślała ofiara za modły przekraczała jej możliwości płatnicze. «A jak mnie sparaliżuje, to co wtedy?» – rozważała.

Huta 3

Zdjęcie przedwojenne podpisane «Hucianie»

Byli biedni, niemniej jednak zdołali przez lata dzięki wielkim wyrzeczeniom uskładać 200 zł u sąsiada Żyda (w Hucie Stepańskiej było 10 rodzin żydowskich). Żyd «trzymał» pieniądze na bliżej nieokreślony procent i termin. Kiedy Józefa widząc dzieci bose i gołe prosiła męża bezskutecznie, aby poszedł i wybrał nieco grosza z lokaty, Żyd za każdym razem mówił: «A na co tobie pieniądze, po co ci tracić? Tobie jeszcze pieniędzy nie potrzeba. Jak ci będzie potrzeba, to ja sam ci dam, a procent przerwiesz i całe oszczędzanie pójdzie na marne».

We wrześniu 1941 r. Żyda zabrali do getta w Stepaniu i nigdy procentu nie zapłacił, bo trup nie ma obowiązku lokaty oddać. Wieczorem przed zapowiadanym wyprowadzeniem przyniósł do stodoły Włoszczyńskiego wszystko, co miał, tj. wyposażenie domu, kufer, pościele, lampy naftowe, świeczniki, poduszki, koce i kapy. Nakazał, aby dobrze pilnowali i żeby nic nie zamokło, jak ich nie będzie. Szucmani przyszli zaraz, nie zostawili nic, a do tego zabrali jeszcze dwa domowe krzesła. «Bo taki biedny, to pewnie nie jego» – stwierdzili. Łaskawie też podarowali mu taką zuchwałość, jedynie po plecach dostał kilka kolb, żeby nie zapomniał na przyszłość.

Huta 4

Gdzieś tu stał dom Włoszczyńskich

Huta 6

Za gospodarstwem Włoszczyńskich

Huta 8

Łąki za domem Włoszczyńskich

Kołtun nie został ucięty, wielkie nieszczęścia omijały rodzinę, więc nie było potrzeby ryzykować. Raz nawet tę biedną rodzinę spotkało, na odwrót, wielkie szczęście. Uciekające wojsko sowieckie w 1941 r. dla odciążenia wozu zrzuciło przed samymi oknami Józefy kilka wielkich worków makaronu, zupełnie jakby Izraelitom spadła z nieba manna na pustyni. Radość była tym większa, bo tego nikt nie widział, nie potrzeba było dzielić się z sąsiadami. Szulc, sąsiad, jak znalazł beczkę nafty pod Styrtką (zachodnia strona Huty) i ktoś zobaczył, to cała wieś przyszła i wystarczyło tylko po garnuszku.

Za banderowskich czasów o kołtunie wszyscy zapomnieli, aż Niemcy zrobili z kołtunem porządek, goląc głowę na łyso. Włosy szybko odrosły, były piękne, a Józefy o dziwo nie sparaliżowało. (Na podstawie opowiadań oficera Ludowego Wojska Polskiego śp. Zenona Włoszczyńskiego, syna Antoniego i Józefy).

Huta 2

Zenon Włoszczyński. Siedzi z tyłu. Zdjęcie zrobiono tuż przed wojną

Tekst i zdjęcia Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WRÓŻBA CYGANKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA, WOJSKO I NIESZCZĘSNE PIENIĄDZE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZYJECHALI PO NICH W NOCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: UZDROWISKO SŁONE BŁOTO, DRUGA, CIEMNA STRONA MEDALU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEDNÓWEK I WOŁYŃSKA BIEDA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WIARA MOJŻESZOWA PEŁNA TAJEMNIC