Artykuły
  • Register

Świt w jeszcze śpiącej Hucie Stepańskiej nie zwiastował wielkiego poruszenia, jakie niebawem miało miejsce. Pastuchowie goniący krowy zaalarmowali mieszkańców, którzy tłumnie pobiegli nad rzeczkę Gołubicę.

Tam dziadek Jan Kołodyński z sąsiedniej Kamionki stał boso w lodowatej wodzie. Ubrany był jedynie w koszulę nocną. «Dziadku, co wy robicie?» – wołali ciekawscy. «Chcę się rozchorować, żeby szybko umrzeć. Zostałem oszukany» – odpowiedział.

Odpust w dzień święta Najświętszego Serca Pana Jezusa sprowadzał do Huty wszystkich parafian, ich rodziny, kramarzy, kuglarzy, żebraków, ale i złodziei. Czerwcowe dni sprzyjały świętowaniu, wiosna ukwiecała łąki, które lada dzień z radością trzeba było kosić.

Po odpuście kuglarze zajechali do Kołodyńskiego na nocleg. Już pod kościołem uzgodnili sowitą zapłatę i szczegóły pobytu. Kiedy kwateranci, a było ich kilku, najedli się i napili, zamiast iść spać, poprosili o kilka zagadkowych rzeczy. Chcieli pożyczyć łopaty, kilof i lampę naftową, bo muszą coś odkopać. Kiedy szli to coś odkopywać, Kołodyński ostentacyjnie kładł się do łóżka, dla zmylenia kuglarzy. Ukradkiem poszedł w ich ślady. Za Hutą były pochodzące sprzed wieków hałdy żużla z wytopu żelaza i właśnie w takiej hałdzie kuglarze po długim kopaniu znaleźli to, co chcieli pokazać ukrytemu Kołodyńskiemu. «Złoto, złoto, amerykańskie złote dolary, co za szczęście, że to odnaleźliśmy» – wołali. Cicho wrócili do chaty, żeby nie obudzić gospodarza.

Przy obfitym śniadaniu, zakrapianym samogonem, Kołodyński uprosił nocnych pracowników, żeby powiedzieli, co w nocy wykopali. W największej tajemnicy powierzyli mu sekret i kłopot, oczekiwali porady i pomocy. Odkopali bowiem amerykańskie zdobyczne złoto, ukryte w czasie wojny przez carskiego oficera. Nie wiedzieli, co z nim zrobić, bo tu w obiegu są złote rublówki, a nie złote dolary. «Co robić, komu sprzedać?» – pytali Kołodyńskiego. Amerykańskie złoto w monetach jest większe i cenniejsze, ale tu nikt na nim się nie zna i trudno będzie go sprzedać. Pewnie trzeba pojechać do Lwowa i tam u bogatych Żydów wymienić z wielką stratą na rublówki.

Dłużej już tego Kołodyński nie mógł słuchać. Wszystko się zgadzało, kwaterowali tu carscy oficerowie, o zdobyczach wojennych też było głośno. Natomiast powracający z Ameryki opowiadali o tym złocie, o górach amerykańskiego złota. Nie wytrzymał i powiedział, że ma złote rublówki i może się zamienić, sztuka za sztukę. Już widział w myślach, jak wielki zysk go czeka, za imperiały dostanie większe i cenniejsze dolary. Kuglarze długo nie mogli się zdecydować, liczyli straty, mówili, że w Wilnie można z korzyścią wielką sprzedać wszystko, a to że pociąg jedzie z Małyńska, może by pojechać. Przestraszony widmem odjazdu złota ze znalazcami, Kołodyński nalegał na wymianę, aż dopiął swego. Dziesięciorublówki zbierane przez dziadków i ojców, poszły na wymianę, za cięższe, choć niewiele, amerykańskie pięciodolarówki.

Jesienią, kiedy Żyd przyszedł za piórami i nocował u Kołodyńskiego, ten poprosił o wycenę złota. Diagnozę potwierdził złotnik ze Stepania – tombak nic nie wart. Tak to złoto doprowadziło Jana Kołodyńskiego do rzeczki.

Huta 25 5 Golubica1

Huta 25 5 Golubica3

Rzeczka Gołubica

Ile razy wspominam śp. Irenę c. Andrzeja Bielczenki, tyle razy przypomina mi się ta historia, którą mi z wielką wesołością opowiedziała. Jako córka oficera, felczera chirurgii, dyplomowanego w Moskwie za cara, zawsze była w centrum wymiany informacji. Wszyscy przychodzący prowadzili długie rozmowy z jej ojcem, a ona słuchała.

Jednego razu kończąc rozmowę powiedziała: «A jeszcze, jak masz czas, to opowiem ci o babce Kocicy». Nie pamiętała jak się nazywała, znała ją tak, jak ją we wsi nazywali – Kocica. Karmiła bezdomne koty, które maszerowały przed nią i za nią, a także przystrajała okoliczne krzyże przydrożne. Była samotna, mała i nieco przygarbiona. Bielczenko zawsze zaczepiał sympatyczną babcię, kiedy szła przez wieś i zachęcał do rozmowy.

Jednego razu babcia nie zatrzymała się, a poszła szybko na posterunek policji. To zaciekawiło felczera, za czym babcia tam chodzi. Wracając powiedziała, że zginął jej jeden kot i poszła to zgłosić na policję. Komendant Kucharek obiecał natychmiast wysłać posterunkowych na pilne poszukiwania. Przez następne dwa dni babcia trzy razy dziennie chodziła pytać, czy kota znaleźli. Komendant zapewniał, że wszędzie szukają, ale nigdzie nie mogą go znaleźć. Po trzech dniach babcia szła z workiem w ręku. «Co tam niesiecie?» – zapytał zaciekawiony Bielczenko. I sprawa się wyjaśniła: «Kota niosę na posterunek». Wyciągnęła jednocześnie z worka zwierzę całe w sadzy. Siedział w kominie i nie mógł wyleźć. «Niosę pokazać komendantowi. Niech wie, jak jego policjanci szukali».

Huta 25 1 Krzyz

Krzyż przed Hutą Stepańską

Huta 25 2 Droga

Droga na Stepań, a w prawo na Lady

Irena opowiadała mnóstwo rożnych opowieści, jakby czytała z grubej księgi i trzeba było jej słuchać, żeby zrozumieć piękno przekazu, intonacji, budowania dowcipu i grozy za pomocą wypowiadanych słów.

«To na koniec jeszcze jedną krótką opowieść, jak masz czas» – «Mam».

Towary w sklepach, jak tytoń, zapałki, alkohol, zapalniczki, sacharyna i kilka innych, objęte były rygorystyczną akcyzą. Powszechnie jednak sklepikarze sprzedawali towar przemycany z Rosji Sowieckiej, szczególnie wyżej wymieniony. Policja bezwzględnie zwalczała ten proceder, kontrole zdarzały się często i to w wykonaniu «obcych» policjantów.

Jeden raz tacy właśnie policjanci rozminęli się na drodze z Edziem, który przychodził z kolonii Lady po przemytnicze towary. Był starym kawalerem na utrzymaniu matki krawcowej, lekko upośledzonym, a w jego ustach ciągle palił się papieros. Do Huty i z powrotem szedł zawsze środkiem drogi, a furmanki musiały go mijać bokiem. Widząc jadących na rowerach policjantów zawrócił, czym prędzej z powrotem w ich ślady. Zanim dotarł do sklepu znanego handlowca, policjanci właśnie wychodzili, przekonani, że nic nielegalnego nie sprzedaje. Edzio zadyszany, prosto z marszu rozpoczął wyjaśnienia, aby ratować sprzedawcę: «Ten Pan niczego nielegalnego nie sprzedaje, ani zapałek, ani sacharyny, ani papierosów». Zaskoczony policjant, widząc wypchane paczkami kieszenie, powiedział: «Acha, właśnie kupiliście».

Zaczerwieniony sprzedawca i rozweseleni policjanci mogli jedynie obserwować, jak Edzio pierwszy raz wraca na przełaj, nawet rozlewiska na łąkach nie były dla niego przeszkodą.

Huta 25 3 posterunek

Tu w Hucie był posterunek policji

Huta 25 4 patrol

Patrol policyjny na rowerach w Folwarku k. Sarn

Huta 25 6 dab

Dąb koło szkoły – jeden z ostatnich świadków istnienia polskiej Huty

Huta 25 5 Golubica2

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KATYŃ – ZBRODNIA NIEOCZEKIWANA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA, WOJSKO I NIESZCZĘSNE PIENIĄDZE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZYJECHALI PO NICH W NOCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: UZDROWISKO SŁONE BŁOTO, DRUGA, CIEMNA STRONA MEDALU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEDNÓWEK I WOŁYŃSKA BIEDA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1