Artykuły
  • Register

W drugiej fali deportacji Polaków na Sybir, która miała miejsce 80 lat temu, została wywieziona również Wacława Całowa – nauczycielka ze Zdołbunowa. W naszym rodzinnym archiwum zachowały się jej listy do mojej cioci Kazimiery Przybysz. Ukazują one straszliwy obraz zesłania.

W książce «Zagubieni», poświęconej licznym białym kartom w dziejach swojej rodziny, Daniel Mendelsohn napisał: «Zdarzenia zacierają się w pamięci, a razem z nimi także ludzie stają się mniej wyraźni, pogrążają się cieniu, w coraz mniejszym stopniu należą do nas, stając się częścią historii».

Podzielam tę opinię i sądzę, że naszym obowiązkiem jest ocalić jak najwięcej z tych indywidualnych losów – losów człowieka, drobinki w wielkiej historii świata. Przekonany, że przeszłość jest pełna życia, przepełniona jego złożonością, czynię to od wielu, wielu lat.

Kresy dawnej Rzeczpospolitej były miejscem zamieszkania wielu członków mojej rodziny. Ich losy splatały się z wydarzeniami historycznymi, wywierając piętno na życiu następnych pokoleń. Nie sposób było uciec od tamtego okresu i, skupiając się na przyszłości, zapomnieć o przeszłości.

Przez mój rodzinny dom przewinęło się wiele osób będących świadkami historii. Każda z nich miała swoje wspomnienia, z reguły tragiczne, którymi dzieliła się z innymi. W ten sposób poznawałem bogatą historię rodziny. Granice tych opowieści były rozległe, choć ich centrum pozostawał Irkuck. Pojawiało się także kilkanaście innych miejsc, bliższych i dalszych: między innymi Szanghaj, Nagasaki, Liverpool, Budapeszt, Władywostok, Odessa, Pietropawłowsk Kamczacki, Zdołbunów, Łuck, Równe, Żytomierz, Owrucz, Kijów.

«Każdy jest dzieckiem historii» – pisał Paweł Jasienica. Prawdę tę potwierdzają dzieje moich bliskich. To, gdzie żyli bohaterowie tych opowiadań, w większości przypadków determinowały wydarzenia historyczne, powstania, działalność niepodległościowa, wojskowy przymus i wojny. Przodkowie, o których opowiadano, nie porzucili polskości, ale też nie odgradzali się od społeczności, w których przyszło im żyć. Przeciwnie – zawierali mieszane małżeństwa, pracowali z pożytkiem dla miejscowych środowisk, udzielali się społecznie i towarzysko. Większość zdarzeń miała miejsce w różnych miejscach, w dużej mierze na Syberii, która w narodowej mitologii kojarzy się wyłącznie z cierpieniem i uciskiem. Na Syberię trafili mój prapradziadek płk Paszkiewicz vel Antoni Brydycki – powstaniec listopadowy, pradziadek Maciej Lech – powstaniec styczniowy z powiatu owruckiego, pradziadek Józef Kochman zesłany po roku 1905 r. oraz Hilary Nowakowski z Łucka zesłany w 1940 r., wuj mojej babci.

Calowa listy 2

Hilary Nowakowski z żoną Antoniną. Fotografia sygnowana: Art. Zak. Fot. A. Byka Łuck Jag. 6. Zdjęcie z lat 30. XX wieku.

Calowa listy 1

Antonina Nowakowska z domu Hoffman z synem Tadeuszem. Jak wynika z zapisu w aktach Urzędu Stanu Cywilnego w Radomiu, w 1926 r. Antonina mieszkała w Łucku przy ul. 3 Maja 18. Fotografia sygnowana: Fot. Krouna Łuck. Zdjęcie z lat 30. XX wieku.

Dzięki inspiracji mojego Taty, Jerzego Sadurskiego, wszystkie te historie zacząłem opisywać, stając się rodzinnym historykiem i archiwistą. Zbierałem fotografie i dokumenty przekazywane przez członków rodziny. Pamiątki rodzinne powierzyła mi również moja Ciocia Kazimiera Sadurska z domu Przybysz.

Tak zaczęła się opowieść o latach jej młodości spędzonych na ziemi wołyńskiej, opowieść o zdarzeniach, jakich wiele w polskich dziejach.

Zdołbunów, niewielkie miasto na Wołyniu, położone kilkanaście kilometrów od Równego, w okresie międzywojennym zamieszkiwali Polacy, Ukraińcy, Czesi i Żydzi. Wszyscy żyli w symbiozie, kontakty towarzyskie łączyły mieszkańców niezależnie od narodowości czy wyznania. Sąsiedzi pozdrawiali się, wymieniali poglądy, plotkowali. Typowe kresowe miasteczko, z serdecznymi ludźmi, wolne od anonimowości, towarzyszącej mieszkańcom dużych miast. Piękny, nowo wybudowany kościół pod wezwaniem Piotra i Pawła skupiał wspólnotę katolicką. Szczególnie lubianym przez młodzież był ksiądz Jan Drabik (1900–1958), założyciel chóru «Lutnia» i Krucjaty Eucharystycznej, prefekt w Państwowym Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Zdołbunowie (wyjechał z Wołynia w końcu pierwszego półrocza 1940 r.). Prawosławni także mieli tu swoją cerkiew.

Calowa listy 3

Młodzież należąca do Krucjaty Eucharystycznej. Zdołbunów, 1938 r. Kazimiera Przybysz, adresatka listów Wacławy Całowej, stoi w drugim rzędzie czwarta od lewej. W środku ks. Jan Drabik

Pracę dawała duża cementownia i kolej, bo Zdołbunów był ważnym węzłem kolejowym, do którego z ZSRR biegły szerokie tory. Tu następował przeładunek towarów, między innymi z Persji i innych egzotycznych miejsc, na pociągi przystosowane do europejskiego rozmiaru torów.

W tym właśnie miasteczku, we własnym domu przy ulicy Długiej 19, nieopodal parku, mieszkała rodzina Przybyszów. Stanisław Przybysz w czasie I wojny światowej był felczerem wojskowym, po jej zakończeniu pracował jako maszynista parowozu. Jego żona Adela zajmowała się domem. Ich jedyna córka, Kazimiera, po ukończeniu Szkoły Powszechnej im. Królowej Jadwigi w Zdołbunowie we wrześniu 1939 r. miała rozpocząć naukę w Gimnazjum Kupieckim w Równem. Nigdy jednak nie założyła uszytego już i czekającego w szafie na pierwszy dzień szkoły uczniowskiego mundurka. W jej życie wkroczyła historia…

Calowa listy 6

Grupa kolejarzy przed budynkiem stacji kolejowej w Ołyce. Pierwszy z lewej strony stoi Stanisław Przybysz – maszynista parowozu. Ołyka, 1929 r.

Wojna zniszczyła spokojny, beztroski świat, w którym Kazimiera dorastała. Przed wojną lubiła, podobnie jak inne zdołbunowskie dzieci, godzinami patrzeć na pociągi, wtaczające się powoli na dworzec. Szczególne zaciekawienie budziły w dzieciach pociągi sowieckie, różniące się nie tylko rozstawem kół, ale choćby i tym, że okna ich przedziałów zdobiły firanki i sztuczne kwiaty. Kazimiera obserwowała rosyjskich kolejarzy spacerujących po Zdołbunowie w czasie rozładunku tych pociągów. Nie zastanawiała się pewnie wtedy, dlaczego chodzą zawsze we dwóch i nigdy nie rozmawiają z mieszkańcami miasteczka, choć przecież wydają się mili i sympatyczni. Bawiła się z rówieśnicami, a mieszanka języków nie była tu przeszkodą: rozumiała nie tylko koleżanki mówiące po polsku, ale i te, które polskie wyrażenia mieszały z ukraińskimi lub rosyjskimi. Dzięki tym wielojęzycznym zabawom, szybko zaczęła mówić również w językach najbliższych sąsiadów.

Jedną z najbliższych przyjaciółek Kazimiery była Larysa. Jej rodzice byli wyznania prawosławnego, ale po śmierci ojca matka wyszła ponownie za mąż za Polaka Komorowskiego, który pracował na państwowej posadzie jako urzędnik. Kazimiera lubiła też państwa Całów, mieszkających przy ulicy 1 Maja 28, kilka domów za Przybyszami. Małżeństwo to długo pozostawało bezdzietne, aż wreszcie oczekiwany potomek miał przyjść na świat w marcu 1940 r. Pan Stanisław Cała, oficer rezerwy WP, pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole Kazimiery. Jego żona, Wacława, była profesorką historii w Gimnazjum Ogólnokształcącym w Zdołbunowie, nadzwyczaj lubianą przez młodzież.

1 września 1939 r. cały dotychczasowy ład legł w gruzach. Wraz z wybuchem wojny w okolicznych wsiach i folwarkach zaczęły się napady nacjonalistów ukraińskich na Polaków. Mordy, gwałty, rabunki stawały się coraz częstsze. Ci, którym udawało się uciec przed prześladowaniami, gromadzili się w miasteczkach Wołynia, w tym i w Zdołbunowie. Los tutejszych Polaków stawał się coraz bardziej niepewny. Po kilkunastu dniach wojny spodziewano się wkroczenia do miasta wojsk niemieckich, bo wieści z frontu nie były dobre. Jakież było zaskoczenie, gdy 17 września do miasta wkroczyli bolszewicy.

Z początku łudzono się, że nie będzie tak źle, a nowa, sowiecka administracja przywróci w miarę normalne życie. Jednak władza szybko rozwiała te złudzenia, wprowadzając radykalne zmiany w życiu miasta i jego mieszkańców. Jedną z pierwszych decyzji była reorganizacja szkół, w których co prawda początkowo pozostawiono część polskich nauczycieli, ale nauka odbywała się już wyłącznie po rosyjsku lub ukraińsku. Wkrótce zaczęły się aresztowania i wywózki, przede wszystkim przedstawicieli inteligencji i osadników wojskowych. Cały czas czuło się zagrożenie, nikt nie był pewien jutra. Kazimiera zapamiętała, jak na początku 1940 r. ulicą, przy której mieszkała, w kierunku dworca kolejowego jechały sanie z osadnikami wojskowymi z miejscowości położonych wokół Zdołbunowa. Ci biedni ludzie, niemający pojęcia, gdzie zostaną wywiezieni, zabierali z domu najprzeróżniejsze przedmioty. Kazimierze w pamięci utkwiły najbardziej balie i wanienki przytroczone do boków sań.

Nauczyciel Stanisław Cała był jednym z pierwszych aresztowanych przez NKWD. Opis aresztowania, pochodzący ze wspomnień jego żony, znajduje się w artykule Tetiany Samsoniuk «Ocaleni od zapomnienia: Wacława Całowa». Aresztowanie i rewizja miały miejsce 9 grudnia 1939 r. między godz. 24.00 a 2.00 w nocy. Żona wspominała: «Męża postawiono z dala ode mnie nie pozwalając nie tylko na zamianę paru słów po polsku, lecz nawet spojrzenie w moim kierunku groziło strzałem z rewolweru skierowanego w męża (…) po skończonej rewizji w mieszkaniu, przeprowadzono rewizję osobistą przy mężu, po czym kazano się ubrać i skierowano pod nastawionym rewolwerem do drzwi wyjściowych o godzinie 2-giej po północy, skąd zaprowadzono do więzienia».

Smutne Boże Narodzenie 1939 r. Kazimiera spędzała wraz z mamą (tata już nie żył) i najbliższą rodziną. Spotkała się z Wacławą Całową, do której poszła z opłatkiem wraz z Larysą. Te spotkania z nauczycielką były coraz częstsze, w miarę jak wzmacniały się łączące je więzi. Wacława, mimo smutku spowodowanego niepewnością o los męża, była radosna od chwili pojawienia się na świecie córki, której dano imię Danuta. Ten nastrój udzielał się jej młodej przyjaciółce Kazi, która codziennie bywała w domu nauczycielki.

14 kwietnia 1940 r. do spotkania z panią Wacławą nie doszło w jej domu, lecz w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Jej ostatnie godziny w Zdołbunowie znamy dzięki Tetianie Samsoniuk, która wspomnienia Wacławy opublikowała we wspomnianym wyżej artykule w «Monitorze Wołyńskim». Oto fragment: «Nocą 13 kwietnia 1940 r. o godz. 23-ej pierwszy raz zastukano do drzwi, przeszukano czy kogo nie ukrywam w mieszkaniu, zainteresowano się maleńkim dzieckiem i wszyscy opuścili mieszkanie (…). Ponownie o godz. 2-ej nad ranem w zwiększonym składzie, bo aż sześć osób, wszyscy się rozglądali, dotykali mebli, drobniejszych rzeczy. Jeden przeprowadzał rewizję, a reszta korzystając z tego, że nie wolno mi było ruszyć się z miejsca i mówić po polsku wprost kradli, odkładając na bok cenniejsze drobiazgi, zwłaszcza z biżuterii, a potem z bielizny, wsuwali do kieszeni i wychodzili (…). Po rewizji pozwolono mi spakować rzeczy na drogę, ale tylko te, które przeprowadzający rewizję pokazał palcem».

Wiadomość o nocnych aresztowaniach szybko rozniosła się po miasteczku. Ten dzień na zawsze pozostał w pamięci Kazimiery. 14 kwietnia 1940 r. na bocznicę kolejową wjechał, ciągnąc za sobą wagony towarowe, parowóz z czerwoną gwiazdą na przodzie. Takie pociągi oglądała wiele razy przed wojną. Być może marzyła wtedy o dalekich podróżach, ale podróż, w którą jednym z bydlęcych wagonów wyruszyła jej przyjaciółka Larysa oraz pani Całowa z maleńkim dzieckiem, nie była wyprawą z dziecięcych marzeń. To stało się oczywiste już od pierwszej chwili: dworzec obstawiony był tłumem milicjantów i czerwonoarmistów, wrogo nastawionych do Polaków. Nawet kolejarze przestali być sympatyczni.

Kazimiera stała w dużej grupie osób, żegnających swoich bliskich i znajomych, przekazujących im pakunki z żywnością i odzieżą, z tym wszystkim, co mogło być przydatne w podróży i w nieznanym miejscu przeznaczenia. Rozpacz i strach ludzi siłą wywożonych z rodzimych stron udzielał się tym, co zostawali. Pociąg wkrótce odjechał, w następnych dniach podążyły za nim kolejne. Dla wszystkich Polaków zaczął się czas strachu i niepewności, co przyniesie następny dzień, czy nie zostaną aresztowani lub zmuszeni do opuszczenia rodzinnego domu.

Wkrótce Kazimiera dostała od Larysy list, w którym przyjaciółka donosiła, że i ona, i pani Całowa dojechały do Kazachstanu, do wsi Smirnowka w rejonie mamluckim. I tu – pisała – «zamieszkały». Tak rozpoczęła się korespondencja Kazimiery z obiema wysiedlonymi.

Zachowały się jedynie, przechowywane przez adresatkę niczym relikwie, pisane ołówkiem listy od Wacławy Całowej. Ukazują one straszliwy obraz zesłania, a można przypuszczać, że skoro listy kierowane były do czternastoletniej zaledwie dziewczynki, ich nadawczyni i tak unikała opowiadania szczegółów najbardziej drastycznych, których w życiu zesłańców – jak wiadomo z innych relacji – było na pewno wiele.

Początkowy z otrzymanych listów datowany jest na 13 lipca 1940 r., a ostatni na 2 maja 1941 r.

W pierwszym liście Wacława Całowa napisała (zachowujemy autentyczną pisownię):

«Droga Kaziu!

Dziękując za pamięć o mnie i Danusi przepraszam jednocześnie, że tak długo czekałaś na list ode mnie, ale wybacz mi kochanie, bo naprawdę nie mam wolnego czasu i nie zawsze mogę skupić myśli, by napisać choć kilka zdań do tych, co zostali hen daleko. Warunki życia i okoliczności, począwszy od końca sierpnia ubiegłego roku, a zwłaszcza przeżycia kilku ostatnich miesięcy tak na mnie wpłynęły, że nerwy moje odmawiają mi nieraz posłuszeństwa i jedynie tylko dla tej małej, mojej dzieciny zmuszam się do spokoju i opanowania, co zresztą nie zawsze mi się udaje. Kilka razy zaczynałam pisać list, lecz dokończyć nie mogłam, gdyż ból ścisnął mi gardło, łzy cisną się do oczu, a w takim nastroju trudno pisać. Teraz powoli, choć z trudem mogę spokojnie myśli swoje przelać na papier. Zdaję sobie z tego sprawę, że list mój może wywrzeć przykre wrażenie, tyle w nim goryczy i pesymizmu, co z punktu widzenia wychowawczego jest wprost karygodnym, żeby treść listu wywołała smutek na twarzyczkach tak młodych istot jakimi jesteście Wy moje drogie uczennice. Z drugiej strony jednak odczuwam potrzebę podzielenia się z wami mojemi przeżyciami, co sprawia mi dużą ulgę, gdyż wiem, że jesteście dla mnie bliskimi istotami i dałyście mi dowody swojego przywiązania. Nigdy nie zapomnę ile radości i pokrzepienia doznałam, gdy złamana bólem, będąc już w wagonie naszykowanym do odjazdu mogłam Was jeszcze zobaczyć i otrzymać od Was pomoc w różnej formie, za co Wam składam serdeczne «Bóg zapłać». Piszę w liczbie mnogiej, gdyż za pośrednictwem Ciebie zwracam się do wszystkich uczennic, od których otrzymałam tyle wsparcia moralnego i materialnego. Zwracam się do Ciebie z prośbą, abyś była tak uprzejma i zechciała podzielić się treścią listu z tymi uczennicami, które będą się o mnie pytały, a specjalnie z tymi, które przychodziły do wagonu. Trudno jest mi pisać do każdej z osobna, bo po pierwsze nie znam dokładnie adresu wszystkich, a po drugie obawiam się, abym przypadkiem nie pominęła której. Wy natomiast, jeśli tylko możecie piszcie dużo o sobie, życiu szkolnym i wydarzeniach w naszym mieście. Przed odjazdem ze Zdołbunowa byłam tak skołatana, że widziałam wszystko i wszystkich jak przez mgłę proszę mi więc darować, jeśli nie wymienię nazwisk wszystkich uczniów, którym tą drogą składam podziękowanie. Przede wszystkim Tobie, Irce i Reginie Leszczyńskim jak też p. Lusi Leszczyńskiej, Haddzewiczównie, Andrzejewskim, Prussakównie, Permikównej, Maciusiowi Kędzierskiemu, temu uczniowi co był z Leszczyńskimi i pozostałymi. Z pośród tych, które nie były moimi uczennicami – siostrom Gandurskim i pozostałym. Nie chcę obarczać Cię zbyt wielkim ciężarem więc w miarę możności przy okazji spełnij moją prośbę. Chciałabym bardzo wiedzieć co dzieje się z Andrzejewską Halą, którą prowadziłam od pierwszej klasy jako wzorową uczennicę, proszę podać jej mój adres i niech ona sama skreśli do mnie osobiście choć kilka słów.

O tym co dotyczy Kazachstanu i warunków życia nie będę pisała, gdyż zapewne Larysa już dokładnie Ci podała. Co do mnie, to sama borykam się z losem, o moim mężu żadnych wiadomości nie mam. Zarobkowo pracować nie mogę z powodu braku czasu. Cały dzień zajmuje mi praca około Danusi, sama piorę pieluszki, suszę, magluję, przerabiam ze swoich dla niej różne części garderoby i to wtedy, gdy ona śpi, a gdy nie śpi muszę się nią zająć. Od czasu do czasu przychodzą dziewczynki bawią się z Danuśką; trudy podróży zniosła szczęśliwie, lecz tu na miejscu jako trzymiesięczne maleństwo chorowała na grypę, martwiłam się bardzo o nią, gdyż tu nie ma natychmiastowej pomocy lekarskiej, ani żadnych lekarstw, wyleczyłam ją tymi środkami, które przywiozłam ze sobą ze Zdołbunowa. Po wyzdrowieniu znowu miała szczepioną ospę i widocznie silna była szczepionka, bo bardzo cierpiała. Teraz znowu choruje na żołądek. Zmiana warunków klimatycznych odbija się niekorzystnie na zdrowiu dorosłych, a tym bardziej na zdrowiu takiej małej istoty. Droga Kaziu! Jeszcze o jedno chcę Cię prosić, byś zaszła do pp. Kędzierskich (dawnego inspektora szkolnego, obecnie nauczyciela) i dowiedziała się, co się z nimi dzieje, gdyż pisałam do nich dawno list i nie otrzymałam dotychczas odpowiedzi. Kończąc swój list pozdrawiam Cię serdecznie, całuję stokrotnie jak również inne moje uczennice i czekam na wiadomości od Was! Wacława Całowa z Danuśką. [Po rosyjsku Wacława Całowa Romualdowna] Smyrnowka dn. 13/VII 1940 r.»

Już w październiku 1940 r. Wacława Całowa napisała o śmierci córeczki. W liście wspomniała również o tym, że zmarła córka nauczycielki Śliwińskiej z rówieńskiego gimnazjum.

Calowa listy 5

Calowa listy 4

Najlepiej zachowany list od Wacławy Całowej do Kazimiery Przybysz. Wszystkie były pisane ołówkiem zwykłym lub kopiowym i niestety nie są zbyt czytelne

«Droga, moja ukochana Kaziu!

Dziękuję Ci serdecznie za list, który otrzymałam. Wspominasz o tym, by więcej pisać, tak istotnie mój list ostatni był bardzo krótki, ale wybacz mi Dziecino nie potrafię teraz myśleć o czym innym, jak tylko o tym nieszczęściu, które mnie ostatnio spotkało. Tak ciężko i bardzo trudno pogodzić się z tym, że nie mam już Danusi, że leży już w ciemnej mogile. Zgasło moje słoneczko, na zawsze, zasnęło na wieki, pozostał żal, smutek boleść i cierpienie. Wiadomość o Mszy Św. żałobnej na jej intencję sprawiła mi dużą ulgę, gdyż śniła mi się Danusia którejś nocy, że prosi o jedzenie, a ja w tutejszych warunkach nie mam możności zadość uczynić jej prośbie. Prosiłam chrzestną Matkę Danusi, to jest p. Kędzierską i przypuszczam, że będzie odprawiona chyba w listopadzie. Nie dawno dowiedziałam się o śmierci córeczki profesorki z rówieńskiego gimnazjum p. Śliwińskiej. Tak, coraz więcej mogił i krzyżów przybywa na syberyjskich stepach, coraz więcej istnień polskich a zwłaszcza dzieci ginie, za jaką winę? O rozmyślaniach i przeżyciach na ten temat mogłabym dużo pisać, ale nie uczynię tego, gdyż one sprawiają mi niewymowny ból a i Wam dziewczynki drogie nie przyniosą spokoju ducha. Mam zdjęcie Danusi w trumience, jeżeli miałybyście życzenie mogę wam przesłać. Nie jest wykonane tak, jak w kraju, ale na tutejsze warunki zadawalające. Droga Kaziu! Jestem ciekawa, które dziewczynki uczą się razem z Tobą. Może będziesz tak uprzejmą i w liście swoim podasz imiona i nazwiska dziewczynek z 7-mej klasy oraz wymienisz przedmioty, których uczycie się i w jakim języku; a w drugiej szkole powszechnej, którzy z nauczycieli Polaków uczą? Pisano do nas, że dużo rodzin wraca na swoje miejsca, kto wie, może i na nas kolej nadejdzie, wszyscy żyjemy nadzieją, oby nas tylko nie zawiodła; a tymczasem zima na dobre rozpanoszyła się i zmusza nas do siedzenia w domu, gdyż nasza odzież nie nadaje się do spacerów. Tomecki na pewno opowiada Wam dużo o Kazachstanie. Na zakończenie proszę o wiadomości o moim Mężu, jeśli to będzie możliwe. Zasyłam serdeczne pozdrowienia, ucałowania buziaczków wszystkim dziewczynkom!. Pozostaję w oczekiwaniu listów osierocona W.Całowa.

Smyrnowka 27/ X.1940».

W grudniu Wacława Całowa pisze, że do listu załącza fotografię córki w trumience, oraz dziękuje Kazi za przekazywanie wiadomości o życiu szkolnym:

«Droga Kaziu!

Stosownie do życzenia Twego i koleżanek przesyłam fotografię Danusi w trumience. Zaznaczyłam już poprzednio, że nie jest wykonana tak, jakbym ja sobie tego życzyła – lecz trudno – z wielu faktami trzeba się pogodzić. Bez względu na to jak jest przedstawia dla mnie nieocenioną wprost wartość i przesyłam ją na Twoje ręce z głębokim przeświadczeniem, że będzie należycie uszanowana. Dziękuję Tobie, jak również pozostałym dziewczynkom za pamięć o mnie i propozycję przesłania mi opłatka. Chętnie się na to godzę i czekać będę z utęsknieniem, gdyż opłatek przedstawia dla mnie w obecnych warunkach «coś» co trudno określić słowami, a co Wy, drogie dziewczynki, należycie przypuszczam rozumiecie. W dalszym ciągu dziękuję za wiadomości odnoszące się do życia szkolnego i proszę o podawanie w każdym liście i zapewniam, że czytam je z dużym zainteresowaniem. Kaziu, dziecino nie gniewaj się na mnie, że Ci zwrócę uwagę i poproszę abyś w listach nie przesyłała pieniędzy, kopert i znaczków ze względu na to, że czynisz tym uszczerbek w budżecie Rodziców, a ja jeszcze mam za co kupić to, co mi jest potrzebne. Nie pytając Ciebie o zdanie, kopertę z papierem i listem oddałam Larysie, pieniądze (3 r) na razie zatrzymałam sobie ale też chętnie oddałabym Larysie. Na Kazachstanie panuje już od dłuższego czasu zima ze wszystkimi jej przejawami i stosownie do tego musimy się ubierać. Zapewniam, że gdybyś mnie spotkała, nie poznałabyś mnie w obecnym stroju. Tutejsi mieszkańcy twierdzą, że w tym roku wyjątkowo «łagodna zima» – nasze szczęście!!! Co do adresu, to proszę pisać tak, jak podaję na kopercie. Dotychczasowy adres to właściwie Larysy, gdyż ona mieszka u tego gospodarza, ja zaś gdzie indziej. Zasyłam moc pozdrowień, całuję serdecznie Was wszystkich i czekam listów. W Całowa.

9/XII.1940 Smirnowka».

W kolejnym liście Wacława Całowa dziękuje za przesłanie opłatka, który nazywa symbolem tych, których rozdzielił los. Wyraża nadzieję, że nowy rok zaoszczędzi jej bólu, smutku i cierpienia:

«Droga i miła Kaziu!

Listy Twoje otrzymałam i stosownie do życzenia, jeden z nich doręczyłam Larysie. Za kartę z życzeniami i opłatek stokrotnie buziaki całuję i mocno, mocno tulę do siebie. Widoczek, przedstawiony na karcie, tak żywo przypomniał mi krajobraz naszych pól, łąk, lasów i pozwolił przenieść się myślą w tak niezbyt odległe czasy, a zdaje się przed wiekiem. Często wyciągam go z albumu i z przyjemnością przyglądam się. Opłatek otrzymany rozczulił mnie bardzo – wszak to symbol pojednania, braterstwa i miłości nas wszystkich, a w obecnych warunkach znaczenie jego spotęgowało się – bo stał się on dla nas symbolem łączności tych wszystkich, których los porozdzielał. Za pośrednictwem tego listu przesyłam Ci Kaziu moje najserdeczniejsze życzenia spełnienia pragnień! Oby ten rok 1941 zaoszczędził nam bólów, smutku i cierpienia. Okres Świąt Bożego Narodzenia był dla nas ciężki ze zrozumiałych Ci przyczyn, staraliśmy się jednak pocieszać wzajemnie, nie upadać na duchu. Sztuczna wesołość zamieniała się nieraz w gorzki płacz, jakiś szloch żałosny, wydobywający się z głębi serca. Larysa zapewne opisała Ci, jak spędzałyśmy Wigilię i dni świąteczne; potem wróciło się do swoich codziennych zajęć. Dzień za dniem upływa i mija już dziesiąty miesiąc naszego pobytu na Kazachstanie. Zima daje nam coraz bardziej we znaki co miesiąc to sroższa, to dokuczliwsza ze swoimi mrozami i zamieciami. Bogu dzięki, że mamy już poza sobą cztery miesiące zimy, pozostało jeszcze dwa miesiące prawdziwej zimy, a reszta już nie jest dla nas straszna. Cmentarzyk przykryty jest gruba warstwą śniegu, jakby białym całunem, z pod którego sterczą ramiona krzyży wznosząc się do nieba z błagalną prośbą o modlitwę. Moja Kazieńko milusia!. Pisz do mnie jak najczęściej, o ile Ci tylko czas pozwoli, o życiu szkolnym, o tym jak się czujesz, co się dzieje w Zdołbunowie i bądź taka dobra, jeśli możesz prześlij mi w liście kalkę 1 arkusz, potrzebny mi jest do przekalkowania wzorów. Mam zamiar haftować w celach zarobkowych. Kończąc zasyłam pozdrowienia Rodzicom, Tobie, ucałowania pozostałym znajomym.

Smirnowka, dn. 4.II.1941 r. Wasza W. Całowa».

W ostatnim z zachowanych listów Wacława Całowa zgadza się z Kazimierą, że jej listy są coraz krótsze. Rzeczywiście list z 2 maja 1941 r. był kilkakrotnie krótszy od pierwszego.

«Droga Kaziu!

Za kwiatki, życzenia świąteczne serdecznie dziękuję. Narzekasz Dziecino, że listy moje są krótkie, to prawda, ale cóż będę Ci opisywać moją niedolę, biedę tym bardziej, że żadnej zmiany na lepsze nie widać. Zajmuję się nadal haftowaniem i oczekuję z dnia na dzień wiadomości od Rodziców z Puław, którzy rozpoczęli starania o mój powrót, nie wiadomo tylko, czy z pomyślnym skutkiem. Wspomniałaś Kaziu, że jeździłaś do Szepetówki odwiedzić babcię i jeśli możesz napisz adres babci, a może jeszcze kto ze znajomych tam mieszka? Ciekawa jestem jak wygląda Szepetówka, wprawdzie przejeżdżałam koło tego miasteczka, ale nie pamiętam, zresztą nie miałam chęci wtedy patrzeć na świat. Czy jadąc ze Zdołbunowa lub do Zdołbunowa stamtąd trzeba mieć jakąś przepustkę czy swobodnie się przejeżdża? Pisz do mnie Kaziu dużo o sobie, o życiu szkolnym, o tym co się dzieje w Zdołbunowie. List załączony, kwiatuszek i jeden znaczek doręczyłam Larysie. My jeszcze chodzimy w ciepłej odzieży, (…) , gdyż teraz właśnie są największe roztopy i zima prawie kończy się, ale wiosny nie widać. Całuję Cię serdecznie i pozdrawiam. Oczekuję listu. W. Całowa.

Syberia 2/V.1941 r.»

Korespondencja urwała się z chwilą wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r.

Rodzina Przybyszów szczęśliwie przetrwała wojnę. Na skutek przeżyć jakich doznały w okresie okupacji, Adela z córką Kazimierą podjęły trudną decyzję o wyjeździe ze Zdołbunowa. Jednym z pierwszych pociągów repatriacyjnych, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1944 r., dotarły do Lublina, w którym pozostały do końca swego życia. W 1951 r. Kazimiera wyszła za mąż za Zdzisława Sadurskiego – mego stryja.

Na Wołyniu pozostała większość rodziny Kazimiery. W Sławucie wuj Jan Łukawski, w Szepetówce ciotka Maria, po mężu Czarna, w Kamionce ciotka Amelia, po mężu Ostrowska, w Równem kuzynka Bolesława Tomaszewska z synem Wołodią oraz wiele innych osób.

Moja Ciocia przez dziesiątki lat, na różne sposoby i poprzez różne instytucje, bezskutecznie poszukiwała informacji o Larysie i pani Wacławie Całowej. Żyła nadzieją, że może obie przeżyły i ewakuowały się z Armią Andersa. Były to tylko jej przypuszczenia, wydawało się, że praktycznie niemożliwe do zweryfikowania. Cioci nie było dane poznać dalszych losów Larysy i pani Wacławy.

Po śmierci Cioci, spełniając jej ostatnią wolę, kontynuowałem poszukiwania. W ten sposób w ubiegłym 2019 r. natrafiłem na opracowania Tetiany Samsoniuk, dotyczące Wacławy Całowej i jej męża, które uzupełniły moją dotychczasową wiedzę. Z kolei o tym, że Wacławie Całowej udało się opuścić Kazachstan, świadczyły wspomnienia jednego z uczniów gimnazjum zorganizowanego w obozie Barbara w pobliżu Aszkelonu w Palestynie, gdzie jest mowa o nauczycielce Wacławie Całowej uczącej w 1945 r. historii (wspomnienia ks. Władysława Gurgula zamieszczone na stronie sybiracylubaczow.blogspot.com). Ostatni raz nazwisko to pojawiło się 20 grudnia 1983 r., kiedy została odznaczona Krzyżem Kawalerskim przez Rząd Rzeczpospolitej (informacja o tym podana została w Dzienniku Ustaw Rzeczpospolitej Polskiej nr 4, Londyn, 31 grudnia 1983 r.). Miejscem zamieszkania Wacławy była Anglia. I to wszystko, czego dowiedziałem się o tej postaci. Osobie tak bliskiej mojej Cioci.

O jej mężu wiadomo, że 1 marca 1941 r. został uznany przez Kolegium Specjalne NKWD za element «społecznie niebezpieczny» i skazany na pięć lat pozbawienia wolności. Karę odbywał w obozie «Workutłag». Dalsze jego losy nie są znane.

Nieznane pozostają również losy Larysy, tak często przytaczanej w powyższej korespondencji. A może ktoś dysponujący nowymi wiadomościami odezwie się z po przeczytaniu tego artykułu?

Żal tylko, że tych wszystkich informacji już nie mogłem przekazać mojej Cioci. Jej radość byłaby przeogromna.

Krzysztof SADURSKI
Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum autora

CZYTAJ TAKŻE:

DRUGA FALA DEPORTACJI

RYSUNKI Z SYBIRU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZYJECHALI PO NICH W NOCY

WSPOMNIENIA ZYGMUNTA WIRPSZY Z WOŁYNIA, SYBERII I KAZACHSTANU. CZĘŚĆ 5: MÓJ OJCIEC OLGIERD WIRPSZA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1