Artykuły
  • Register

W piątej części wspomnień Władysława Lechowicza opowiada się o zdobyciu kolejnych włoskich miast, audiencji u papieża Piusa XII i codziennej pracy łącznościowców w terenie.

W Campobasso, do którego jednostka łącznościowców przeniosła się 5 czerwca 1944 r. Władysława Lechowicza odwiedził Józef Pieniążek z Przeworska. Opowiedział on o końcowej fazie bitwy o Monte Cassino i zatknięciu polskiej flagi na ruinach klasztoru.

Po otrzymaniu trzydniowych przepustek Władysław Lechowicz z kolegą, zaopatrzeni w suchy prowiant, udali się do Neapolu, którego mieszkańcy w tym czasie żyli w prawdziwej nędzy i żywność była na wagę złota. O kwaterę nie trzeba się było martwić, bo było ich bez liku. Zamieszkali u Włoszki, której córki były wspaniałymi przewodniczkami po Neapolu. Trzydniowy pobyt minął szybko. Każda taka chwila powrotu do niejakiej normalności powodowała tęsknotę za domem i najbliższymi.

Po tym krótkim odpoczynku czas było wracać do swych wojskowych obowiązków, uzupełnić sprzęt i ruszać za cofającym się wrogie, budując połączenia telefoniczne wzdłuż trasy adriatyckiej i utrzymując bezpośrednią łączność Sztabu Korpusu z oddziałami angielskimi, amerykańskimi i polskimi dywizjami. Jak szkiełka w kalejdoskopie zmieniały się kwatery. Czasem po dniu, a najdłużej po tygodniu, przenosili się w dalsze miejsce. Każdy świt budził do pracy w terenie. Brnęli nieraz po górskich zboczach winnych wzgórz, przemierzali błotniste doliny, wieszając linie telefoniczne na tyczkach, słupach telefonicznych, a nawet liniach wysokiego napięcia. Cofający się nieprzyjaciel niszczył jakiekolwiek połączenia i trzeba je było przeciągać praktycznie od zera.

14 czerwca 1944 r. – Termoli, 15 czerwca – San Vito, 19 czerwca – Pescara. Tu Niemcy stawiali zaciekły opór. Większość domów była w ruinie, do tego teren mocno zaminowany. Dziwny to był widok. Wszędzie pełno gruzów, ale niezasypane nim ogródki pełne były kwiatów, a na ocalałych czereśniach – soczyste owoce.

20 czerwca 1944 r. – Roseto, 24 czerwca – Tortoreto, gdzie stacjonowali przez tydzień i gdzie nie mogli się opędzić od ciekawskich dzieci. Tu wyczerpały się zapasy słodyczy i czekolady, ale dzieci wnosiły atmosferę życia w ten smutny wojenny krajobraz. Było za to pod dostatkiem dobrego włoskiego wina, którym byli częstowani przez rodziców obdarowanych dzieci.

30 czerwca 1944 r. – Cupra Marittima, 2 lipca – Porto San Giorgio. Kwatera była w budynku przedszkola nad samym morzem. Po całodziennych zajęciach można było pławić się w morzu do woli. W sąsiedztwie wojskowych kwater stał mały, ukwiecony domek, w którym mieszkała młoda, ładna dziewczyna. Władysław Lechowicz wspominał, że spotkał ją ponownie w 1947 r. w Przeworsku jako żonę kolegi, Józefa Możdżenia.

4 lipca 1944 r. wczesnym rankiem szybkie przenosiny do miasteczka Potenza. Nie zdążyli się jeszcze dobrze rozlokować, kiedy zaczął się alarm z powodu zmasowanego nalotu niemieckiego na oddziały stacjonujące w Loreto. Jedna z bomb trafiła w sztab dywizji. Rozbita została centrala telefoniczna. Dotkliwe straty w sprzęcie, transporcie i oczywiście w ludziach. Zbombardowany został szpital, a także bazylika, którą polscy żołnierze uratowali od spłonięcia. W zniszczonych ogniem samochodach oprócz sprzętu uległ zniszczeniu dobytek setek żołnierzy, pamiątki, zdjęcia, listy. Niektórzy krzyczeli, klęli, inni płakali. Niektórzy długo nie mogli przeboleć ogromnej dla nich straty. Jak zwykle do wymiany były porwane linie telefoniczne.

Oddziały brytyjskiej 8 Armii, w składzie której walczył 2 Korpus Polski, przygotowywały się do zdobycia dużego portu – Ancony. Polacy odegrali w tych działaniach główną rolę. Stosując pozorowane uderzenie wzdłuż drogi nr 16, faktycznie okrążyli miasto poprzez opanowanie najpierw dalekich przedpoli. Równocześnie z tymi wszystkimi działaniami ciągnięto linie telefoniczne. Podczas prac żołnierzy łączności trwały pozorowane ruchy czołgów mających robić jak najwięcej hałasu, jakby atak miał nadejść właśnie z tej strony. Dla oczu nieprzyjaciela w określonych odstępach były podciągane specjalne makiety z dykty na transporterach, które miały imitować prawdziwe maszyny. Uderzenie nastąpiło 17 lipca 1944 r. Niemcy po całodniowej walce wycofali się w pośpiechu w kierunku Falconary i Senigalii. Bitwa o Anconę kosztowała 2 Korpus 496 poległych i 1789 rannych. Było także 139 zaginionych. W tej bitwie polegli znajomi Władysława Lechowicza – Leszek Czado i Czesław Jurkiewicz. Pochowani zostali na cmentarzu w Loreto.

Od 11 lipca 1944 r. pluton Władysława Lechowicza trzykrotnie zmieniał miejsce pobytu. Kwaterowali w miejscowości Porto Potenza Picena, Loreto i położonym nieco na wzniesieniu Recanati.
9 sierpnia 1944 r. znów ruszyło polskie natarcie trwające nieprzerwanie do 2 września. Szły zacięte boje na ternach mocno zaminowanych przez Niemców w międzyrzeczu Misy i Cesano. Zdobyto miasto Fano. 2 września w walce opanowano miasto Pesaro, główny bastion linii Gotów, najeżonej zaporami przeciwczołgowymi, bunkrami i minami. Równolegle z posuwaniem się linii natarcia i czołowych grup uderzeniowych miały miejsce szybkie zmiany w zakwaterowaniu i zmiana odcinków pracy.

17 sierpnia 1944 r. w okolicach miejscowości Marzocca k. Senigalii, Władysław Lechowicz wyjechał samochodem willis i dostał się pod bezpośredni ostrzał z niemieckich pozycji. Był ostrzeliwany jednocześnie przez kilka karabinów maszynowych. Życie uratowała mu zapora zbudowana z grubych drzew przydrożnych, położonych jedno na drugim. Był zmuszony podpalić uszkodzony samochód, w którym znajdowały się dokumenty. Nie mogły się dostać w ręce Niemców, ponieważ zdradziłyby pozycje alianckie. W samochodzie były także jego pamiętniki i zapiski, które starał się prowadzić w miarę możliwości nawet w łagrze. Pod ciągłym ostrzałem, czołgając się rowem przydrożnym, wycofał się zabierając jedynie mapnik do pozycji zajętych przez grupę pościgową dowodzoną przez pułkownika Stafieja z Łańcuta. Wiadomości przekazane pułkownikowi pozwoliły na rozpoznanie umiejscowienia skupisk wroga i gniazd karabinów maszynowych, a następnie likwidację ich artyleryjskim ogniem dywanowym. Od przełożonych za stratę samochodu otrzymał naganę, ale za zachowanie zimnej krwi i przemyślne działanie wobec wroga – Krzyż Walecznych.

22 sierpnia 1944 r. w miasteczku Senigallia w czasie pracy od pocisku artyleryjskiego zginęli jego koledzy Bohdan Zjawiony i Józef Niedźwiecki.

28 sierpnia 1944 r. Władysław Lechowicz dostał polecenie zajęcia kwater w Fano, dopiero co zdobytym przez oddziały piechoty. W mieście jednak były kompletne pustki. W ogrodzie pięknej willi był jeden staruszek. Wylękłym głosem przestrzegł o założonych przez Niemców minach. Nie było czasu na powiadomienie reszty oddziałów, dlatego Władysław Lechowicz sam szukał jakiegokolwiek śladu założonych ładunków. Wreszcie w piwnicy wypełnionej koksem odnalazł przysypane kolorowe kable łączące ładunki ze źródłem prądu i zegarem. Pojedynczo przecinał kable i izolował ich końce. Pot zalewał mu oczy nie tyle z gorąca, ile ze strachu i emocji. Gdy już nie było możliwości wybuchu włączył się w świeżo wybudowaną linię telefoniczną i poprosił o przyjazd saperów. Przybyli niezwłocznie i znaleźli zegar oraz ładunki wybuchowe przygotowane na wysadzenie nie tylko tej jednej willi, ale i całej dzielnicy mieszkalnej. Zegar był nastawiony na nocna godzinę. Miało dojść do masakry mających kwaterować w tych pustych domach polskich żołnierzy w trakcie snu. Wykonanie takiego unieszkodliwienia ładunków dla wprawnego sapera nie było niczym szczególnie trudnym, ale dla łącznościowca mającego jedynie pojęcie teoretyczne, było ogromnym przeżyciem.

5 września 1944 r. – wyjazd do miasteczka Porto Recanati. Tutaj poznał bliżej włoską rodzinę Sorgentinich. Linda Sorgentini prowadziła zakład krawiecki, jej starszy brat był profesorem uniwersytetu w Rzymie, a młodszy – dyrektorem miejscowego banku. Podobnie jak w innych miastach, mieszkańcy narzekali na faszyzm, który ściągnął na ich głowy nieszczęścia wojny. Wielu ludzi uważało się za komunistów. Specyficzny zaiste był ten komunizm. Śpiewali «Bandiera Rossa», a jednocześnie świecili lampki przed obrazami swoich świętych (a mieli ich w każdym mieście co niemiara), czy uczestniczyli w procesjach kościelnych niosąc baldachim.

27 września 1944 r. Rimini przywitało polskich żołnierzy ulewnym deszczem. Oddziały polskie miały za zadanie osłonę zachodniego skrzydła 8 Armii na trudnym szlaku górskich przełęczy – terenie bardzo dogodnym dla Niemców do obrony. Wróg oczywiście bardzo mocno zaminował teren. Wiele wysiłku włożyli polscy saperzy w rozminowywanie.

Uderzenie Polaków nastąpiło 17 października 1944 r. Zaskoczyło Niemców z całą pewnością, gdyż szło z bezludnego, górskiego terenu przy wezbranych z powodu deszczu rzekach, które toczyły zimną jak lód wodę. W tej walce oddziały polskie poniosły również dotkliwe straty. Blisko 700 poległych, prawie 3000 rannych i ponad 40 zaginionych.

Jednym z miejsc kwaterunku było słynne uzdrowisko Bagno di Romagna, znane także z cudu eucharystycznego. Kwaterując 12 dni w tej miejscowości Władysław Lechowicz miał możliwość widzieć specjalnie zniszczone przez Niemców urządzenia kąpielowe pensjonatów luksusowo urządzonych na zboczach gór. Miał też sposobność przeglądnięcia ksiąg meldunkowych kuracjuszy. Wśród nich wiele polskich nazwisk, nawet takich z arystokratycznymi tytułami.

27 października 1944 r. zostali zakwaterowani na przedmieściach Santa Sofia w dolinie Padu, wśród rozmokłych pól. Nie było wiele czasu na rozmowy czy odwiedziny w prywatnych domach. Świtem w teren, powrót dopiero po zmroku. Bywały dnie, że nie było ochoty na jedzenie, tylko zapadało się od razu w sen.

15 listopada 1944 r. – Strada San Zeno, kwatery w nieco lepszych warunkach. Zabezpieczali odległe tereny nowo budowanych linii telefonicznych.

16 grudnia 1944 r. zajęli kwaterę w domu rodzinnym Benito Mussoliniego w Predappio. Dom składał się z wielu pokoi, jak i zabudowań gospodarczych. Był nieco zniszczony bombardowaniem. Ucierpiał dach, a najbardziej biblioteka. Oprawione w skórę woluminy, niektóre prawdziwe białe kruki, mokły od ciągłego deszczu, ale nikt nie miał siły, aby to wszystko wtedy porządkować. Spali w łóżkach z baldachimami. Pościel obszyta w koronki. Do przykrycia kołdry elektryczne – coś na wzór poduszek elektrycznych – szkoda tylko, że z powodu awarii elektrowni nie można było w pełni korzystać z walorów takiego luksusu. Kwaterując w tym budynku mieli dodatkowe zadanie: niedopuszczenie do grabieży mienia. Plagą służb pilnujących domostwa byli także wszelkiej maści reporterzy i korespondenci, chcący zrobić zdjęcia na użytek prasy. Ten pałac jednak musieli opuścić i przenieść się na kwatery do miejscowej szkoły. Może było mniej luksusowo, ale za to dużo spokojniej.

8 stycznia 1945 r. – Pesaro. Było to już tętniące życiem miasteczko. Powróciło już dużo mieszkańców ukrywających się wcześniej w górach lub na południu Włoch. Przyjeżdżający Polacy byli wszędzie mile witani. Po czterech dniach przeniesiono ich do Porto Recanati. Tutaj zorganizowano dla żołnierzy trzydniowy wyjazd do Rzymu. Mieli okazję zobaczyć Wieczne Miasto i najsłynniejsze jego zabytki. Byli także na grupowej audiencji u papieża Piusa XII. Przemawiał do Polaków po angielsku, a nie po włosku jak do innych grup zwiedzających, tylko dlatego, że z Polakami było dwóch angielskich żołnierzy.

Podczas pobytu w Porto Reconati, Władysław Lechowicz na tyle dobrze władał już językiem włoskim, że dużo kolegów przychodziło do niego, aby podyktował im lub osobiście napisał listy – chodziło oczywiście o miłosną korespondencję Polaków z Włoszkami. Wielu z żołnierzy poznało tu swoje sympatie, a niektóre z tych znajomości zakończyły się ślubami.

11 lutego opuścili Porto Reconati, żegnani ze łzami przez mieszkańców i ich dzieci, udając się do Castrocaro. Kwaterowali w małym domku przebywając jednak cały czas w terenie. Wracali do niego jedynie na noc. Prawie dwa miesiące trwały prace do wiosennej ofensywy i walki 2 Korpusu o Bolonię.

7 kwietnia przeniesiono ich do Redo, to jest na dzień przed rozpoczęciem natarcia 8 Armii. Natarcie było wspierane przez 700 bombowców i 1200 dział. Polacy forsowali stopniowo siedem rzek, walcząc nie tylko z wrogiem, ale też z bagnistym terenem. Walka na śmierć i życie, gdzie wszystko było dozwolone. Na odcinku polskim pierwszy raz użyto miotaczy płomieni. 26 Dywizja Pancerna wroga została rozbita po trzech dniach walk. Oddziały polskie w trudnym terenie małych kanałów i kanalików oraz mokradeł, uporały się z 4 Dywizją Spadochronową – tą samą, która brała udział w bitwie o Monte Cassino. Zdobyte zostało miasteczko Medicina, a następnie Imola, gdzie Niemcy przed wycofaniem wymordowali większość mieszkańców. Niemieckich spadochroniarzy rozgromiono dopiero pod Gaiana.

21 kwietnia 1945 r. nad wieżą w Bolonii zawisła polska flaga. Żołnierze byli owacyjnie witani przez mieszkańców. Kilkunastu dowódców otrzymało honorowe obywatelstwo miasta Bolonii.
2 maja łącznościowcy zajęli kwatery we Florencji, która mimo znacznych zniszczeń nadal była piękna. Ludność jakby spokojniejsza i mniej krzykliwa. Mniej widziało się też wszechobecnego żebractwa. Uwagę przykuwały niezwykłej urody budowle, kościoły, na które jednak patrzyli tylko z daleka, bo brak było czasu na ich dokładne zwiedzanie.

5 maja 1945 r. nowe kwatery we wcześniej wspomnianym miasteczku Medicina. Rozległe pastwiska wśród podmokłych łąk i pól – chłopi trochę bogatsi niż w innych częściach Włoch. Chłopi ci nie bardzo byli zadowoleni ze stacjonowania wojska, ponieważ ich pola były tratowane i rozjeżdżane wojskowymi pojazdami. Kwatery były w namiotach, ale jednak bardzo wygodne. Pięknie ukwiecone sady wokół zabudowań, zieleniejące trawy i łany zbóż na okolicznych polach. Ludność trzymała się z dala od wojska, a jedynie dzieci jak wszędzie przyjazne i ciekawskie.
8 maja 1945 r. nastąpiło zawieszenie broni na całym froncie włoskim. Wieść o podpisaniu kapitulacji wszystkim dała powody do wzruszenia.

Wspomnienia Władysława Lechowicza opracowała Danuta Wielgosz

CZYTAJ TAKŻE:

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: Z PRZEWORSKA DO SOWIECKICH ŁAGRÓW

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: TO BYŁ INNY ŚWIAT. CZĘŚĆ 2

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: OSTATNIE SPOTKANIE Z BRATEM. CZĘŚĆ 3

WSPOMNIENIA WŁADYSŁAWA LECHOWICZA: BITWA O MONTE CASSINO. CZĘŚĆ 4

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1