Artykuły
  • Register

Usłyszał nadlatujący pocisk, potem jakby Go ktoś szarpnął za rękę. Nie czuł nawet bólu, a raczej zdziwienie: «Co się dzieje? Przecież wojna się kończy, Niemcy uciekają, do Breitenbach wkraczają Amerykanie».

Dla ośmioletniego Michała Ducia rozpoczęło się życie kaleki: stracił prawą rękę, a reszta ciała była potwornie poszarpana. Uratował Go amerykański lekarz wojskowy, który w końcu zaproponował wielodzietnej rodzinie, że zabierze Go ze sobą do USA i usynowi. Ma wszystko, ale nie ma dzieci. Matka się nie zgodziła i przywiozła Michała do rodzinnej Bartkówki nad San (wieś Bartkówka – obecnie część miasta Dynów w województwie podkarpackim – red.), z której sowieci wywieźli ich w kwietniu 1940 r. do Kolonii Mydzkiej w powiecie Kostopol. Wywózka objęła 800-metrowy pas przy granicy. Wywieziono wówczas prawie całą wieś.

Wracając do Bartkówki po zakończeniu wojny, zetknęli się z potworną rzeczywistością: wojna nad Sanem trwała nieprzerwanie. Płonęły wsie polskie i ukraińskie, z ich domu pozostały tylko zgliszcza. Śmierć mogła przyjść w każdej chwili. Ledwie zdołali uciec przed grabieżcami, rabującymi tych, którzy wracali z «walizkami». Przeworska kolejka wąskotorowa przywoziła powracających z robót, a na stacjach czekali bandyci, zabierali przyjezdnych i rabowali ich nędzny dobytek. Wielu z nich zostało też zabitych.

Nie mając domu, rodzina Duciów zamieszkała po ludziach w Dynowie. To był straszny czas. Nie mieli co jeść i gdzie spać, a nocami słychać było strzały. Dopiero kiedy ustabilizowała się nieco sytuacja i umocniła się nowa władza, powyciągano z dynowskiej studni nad szaletami miejskimi utopionych przez grabieżców przypadkowych ludzi, posadzono zbrodniarzy, nastał jakby spokój.

Michałowi życie nie sprzyjało. Poniewierał się po różnych miejscach, a jego los był ludziom obojętny. Z wielkim zamiłowaniem i uporem ukończył szkołę kreślarską przy Zakładzie Szkolenia Inwalidów Wojennych i Wojskowych w Poznaniu. Stał się kreślarzem rysunków technicznych. Nazwano Go «Kreślarz bez ręki». Nie założył też rodziny, bo komu potrzebny był na wsi kaleka.

Duc Michal 1

Kiedy dożył już swoich podeszłych lat, udał się na Wołyń. Ciągnęły Go tam tragiczne wspomnienia z lat pobytu koło Mydzka Wielkiego na kolonii. Pojechał pierwszy raz ze śp. Stanisławem Hadamem, który szukał wiadomości o swoich zamordowanych rodzicach. Ciekawy był też losów swojej dziewczyny, która będąc Ukrainką z Połhowej nad Sanem, została w Mydzku.

Historia jakby kręciła się wokół rodziny Duciów. Cudem Bożym omijały ich nieszczęścia. Wokół banderowcy mordowali sąsiadów, a im udało się przeżyć. Przychodzili, chcieli złapać brata Władka, ale udało mu się skryć. Ich najbliższy sąsiad, Roman Romel, został przybity do drzwi stodoły jak Chrystus na krzyżu, jego syna Aleksandra banderowcy przywiązali do słupa telefonicznego drutem kolczastym i ścięli, przecinając piłą na pół. Wszystko to działo się na oczach Michała; widzieli to ukryci i niepewni, przerażeni co się z nimi stanie.

Z samej Bartkówki w różnych wsiach na Polesiu i Wołyniu zostały zamordowane 122 osoby. Pogrom Polaków 9 czerwca 1943 r. w okolicy Mydzka i Stydynia rodzinie Duciów też udało się przetrwać. Zdołali przedostać się do Huty Stepańskiej przez ukraińskie wsie, udając uciekających Ukraińców. Byli zatrzymywani przez SKW (Samoobronni Kuszczowi Widdiły – oddziały samoobrony ukraińskiej, – red.). Wtedy kłamali, że uciekają, bo Niemcy palą kolonię – nad horyzontem unosiły się dymy palonych przez banderowców domów. Przeżyli wreszcie i sam atak na Hutę. Michał widział na własne oczy krwawe sceny, walki i śmierci.

Po wycofaniu się Polaków z Huty Stepańskiej wyjechali razem z innymi na roboty do Niemiec. Michał już cieszył się z innymi, że wojna się kończy, bo miał nadzieję na życie jak każde dziecko. Pocisk zakończył Jego szczęśliwe, choć wtedy wydawało się, że straszne lata. Opisał swoje życie we «Wspomnieniach chłopca znad Sanu».

Złożył wiele ofiar na cele charytatywne i kościelne, pomagał pogorzelcom i dzieciom z Domu Dziecka w Gruzji – ofiarom wojny w Osetii. W 2017 r. ufundował dzwon do nowo powstającego kościoła w Waraszu, dziękując Bogu za uratowanie życia z ataku na Hutę Stepańską. W tym roku dokonał kolejnej ofiary złożonej z kompletu ornatów i lichtarza.

Duc Michal 5

Jego niespokojna, ciekawa świata i ludzi dusza zjednywała mu przeciwników i przyjaciół, ale wszyscy odnoszą się do Niego z wielkim szacunkiem. Mam to szczęście przyjaźnić się z Michałem, hodowcą gołębi pocztowych i kibicem sportowym. Wiem jak wielkim jest człowiekiem, Polakiem i patriotą.

Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

TEN DZWON MA ŁĄCZYĆ

KOLONIA STYDYŃSKA, GMINA STYDYŃ WIELKI