Artykuły
  • Register

«Przysłowia są mądrością narodów». Któż z nas nie słyszał i nie zna tej, wypowiadanej zawsze w trybie oznajmującym oraz z powagą godną lepszej sprawy, sentencji?

Gdzieś tam w zakamarkach naszej świadomości mamy zakodowane, że w przysłowiach i porzekadłach zamknięta jest wszelka wiedza tudzież doświadczenie jakiejś nacji. I wielką głupotą byłoby z tego almanachu nie skorzystać. Wszak lepiej uczyć się z książek niż na błędach, do tego własnych. Zatem czego mogą dotyczyć owe sentencje przekazywane z pokolenia na pokolenie? Właściwie wszystkiego. Mogą odnosić się do każdej sfery życia ludzkiego: zdrowia, pogody, religii, miłości, świąt i obyczajów, wad oraz zalet istot ogólnie uważanych za żywe, pieniędzy, wreszcie tak zwanego codziennego życia. Nie sposób więc pominąć milczeniem dość prostych pytań: Ile jest prawdy w przysłowiach? Dlaczego w ogóle używamy przysłów? Odpowiedź, może dość banalna lub zbyt uproszczona, nasuwa się sama: bo uogólniają rzeczywistość, ponieważ wykorzystujemy je jako narzędzia do zrozumienia i przyswojenia świata, ponieważ traktujemy porzekadła tak troszkę, jak wszystkowiedzącą wróżkę, która zawsze prawdę ci powie.

Wprawdzie przysłowia nie zawierają żadnej wiedzy naukowej, ale czy nam to jakoś przeszkadza? Oczywiście, że nie. Dają natomiast gotową odpowiedź na pytania dotyczące rzeczywistości. Trochę banalizują świat, trochę go infantylizują, spłaszczają, ale co w tym złego, że na chwilę przeniesiemy się w świat oczywistości i prawd objawionych widziany oczyma dziecka? Na podstawie wygłaszanych maksym otrzymujemy gotową, nieskomplikowaną odpowiedź zadawalającą w pełni nasz skołatany i kompletnie niedoskonały odbiór rzeczywistości. Na dworze zamieć, śnieg po kolana, na termometrze minus szesnaście i oto nagle wystarczy powiedzieć: «W marcu jak w garncu» albo jeszcze lepiej «Kwiecień – plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata» i już kiwamy głową ze zrozumieniem oraz pełną aprobatą patrząc na zwariowaną prognozę pogody i to, co dzieje się za oknem. Wszak usłyszeliśmy prawie pełne, prawie naukowe wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Więc się już nie wściekamy, nie rzucamy nienawistnych spojrzeń dookoła, nie spuszczamy nosa, lecz z dumnie podniesionym czołem i wzrokiem jasnym utkwionym w bliżej nieokreśloną dal kroczymy w kwietniu przez zaspy w trzaskającym mrozie. Wszak wiemy już, skąd nasze ludzkie poświęcenie pochodzi i że ono cyklicznie, wraz z nadejściem kwietnia, należy się światu.

A co z bliższą i dalszą przyszłością? Na jaką pogodę możemy liczyć w czerwcu lub w lipcu? Czy sierpień zmoczy nas deszczem i wysmaga zimnym wiatrem czy też przysmaży na patelni plaży ogrzanej pełnym, niczym nie zasłoniętym słońcem? Kiedy najlepiej zaplanować urlop? Wierzyć długoterminowym prognozom pogody, czy może swój los udręczonego niepewnością urlopowicza oddać pod opiekę kilku przysłów, którymi – nie mogąc liczyć na inne udogodnienia oraz wsparcie technologiczne – ratowali się nasi pradziadowie. Tylko czy znamy na tyle dobrze polskie przysłowia, by je właściwie dokończyć, wykorzystać tylko w sobie odpowiedni sposób i nie popełnić niewybaczalnej pomyłki, zabierając na wakacje krótkie spodenki i klapki zamiast kaloszy oraz ogromnego parasola.

Zatem tak dla wprawy:
1. «Gdy Halina łąki zrosi…
a) rolnik w wodzie siano kosi».
b) lipiec w darze słońce przynosi».
2. «Gdy święty Piotr z Pawłem płaczą…
a) ludzie przez tydzień słońca nie zobaczą»
b) w lipcu deszczu ludzie nie zobaczą».
3. «Na świętego Augustyna…
a) orka dobrze się poczyna».
b) zakwita w polu malina».

Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,

nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG