Artykuły
  • Register

Przychodzi facet do lekarza w Polsce i mówi: «Mam poważne problemy z sercem». «Może Pan przyjść na wizytę 23 kwietnia» – odpowiada lekarz. «Ale to za pół roku! Umrę do tego czasu!» – denerwuje się pacjent. «To zapiszemy ołówkiem, żeby łatwiej było Pana wymazać» – mówi lekarz.

Z obserwacji wnoszę, że większość czytelników «Monitora Wołyńskiego» wiosnę życia ma już za sobą. Kto zbliża się do czterdziestki albo w swojej biblioteczce ma już choć jeden poradnik doktora Komorowskiego (Ukraińcy) albo doktora Ziobry (Polacy), u kogo katabolizm (rozpad związków chemicznych w organizmie) wziął już górę nad anabolizmem (tworzenie związków złożonych), co rokuje powolne starzenie; poszukuje witaminy C koniecznie lewoskrętnej (taka moda w Polsce), albo co gorsza już nosi w torebce Espumisan (Polska) czy Mezim (Ukraina) niech przeczyta niniejszy felieton.

Kwarantanna: Udajemy, że pracujemy, czyli jak wykorzystać chorobę w Polsce i na Ukrainie

Za nami, wpisana w rozkład roku szkolnego, kwarantanna. Niedawno na Ukrainie otwarto szkoły po dwutygodniowej fali grypy. Dla Polaków rzecz ciekawa. Jak żyję, nie było w Polsce czegoś podobnego. Nawet, gdy rzekomo szalał wirus AH1N1, pojedyncze dzieci siedziały w ławkach, a puste placówki pracowały jak co dzień. Już to widzę jakby zamknęli w Polsce szkołę z powodu grypy. Dyskusji i analiz nie byłoby końca, a minister oświaty przeszedłby do historii. W Polsce szkoły oficjalnie pracują, nawet kiedy nikogo nie ma(!). Na Ukrainie są zamykane, bo po co pracować, jeśli nie ma uczniów(!).

Ciekawe jest też chorowanie pracowników. W Polsce obowiązuje druk L4 – rodzaj zwolnienia lekarskiego, które może wystawić lekarz. Pracownik musi dostarczyć je w ciągu 7 dni. Wtedy przysługuje mu 80 % wynagrodzenia za dzień pracy. Tak może sobie chorować nawet 180 dni w roku. Potem już musi stawić się na komisje lekarską, która stwierdza, czy nadal nadaje się do pracy. Jeśli pracownik nie przyjdzie i nie przedłoży L4, zostaje zwolniony w wyniku porzucenia miejsca pracy.

Na Ukrainie jest prościej, bo dużo osób pracuje «na czarno», więc «na czarno» mogą chorować. Zamiast L4 mamy «wyproszenie się na jakiś czas» z pracy u szefa. Twoje zwolnienie zależy wówczas od jego empatii i współczucia współpracowników, którzy przy odrobinie sympatii zastąpią Cię na stanowisku pracy.

Ubezpieczenie: Bezpłatna medycyna, czyli pretensje do Państwa

Podczas gdy Ukraińcy żyją jeszcze dniem wczorajszym i tęsknią za bezpłatną medycyną, Polacy już dawno grzecznie płacą za każdą usługę lub posłusznie oddają «dziesięcinę» Państwu za ewentualne leczenie. W Polsce składkę zdrowotną pobiera tzw. NFZ, inkasując ze średniej pensji podatnika (3500 zł brutto) miesięcznie około 9 % (300 zł). Jest to ubezpieczenie zdrowotne – zielona, plastikowa karta z numerem i zdjęciem będąca dowodem na to, że: płacisz podatki (pracujesz legalnie); nie pracujesz, ale płacisz ubezpieczenie dobrowolne (300 zł miesięcznie); jesteś zarejestrowany jako bezrobotny w urzędzie pracy; jesteś studentem i nie ukończyłeś 26 lat; jesteś rodziną osoby ubezpieczonej. Jeśli nie jesteście w grupach powyżej, pracujecie na czarno, nie płacicie podatków, nie macie prawa do bezpłatnej pomocy medycznej. Możecie sami sobie wpłacać składkę około 300 zł miesięcznie lub odkładać na osobiste konto pieniądze na ewentualne leczenie.

Ukraińcy często roszczą sobie prawo do leczenia za darmo, choć wielu uchyla się od płacenia podatków pracując «na czarno». Za wizytę w państwowych placówkach zdrowia płacą więc «co łaska» wnosząc tzw. «dobrowolną ofiarę charytatywną» jako opłatę za usługi medyczne. Nie wiadomo tylko dokładanie, do kogo trafiają pieniądze. Kiedy natomiast płaci się lekarzowi gotówką, dochodzi do wojny nerwów, bo płacisz niby «co łaska», w sercu głupio Ci, że tak mało, a w sumie przecież powinno być za darmo!

Ja w Polsce chodzę do lekarzy prywatnych. Wchodzę i płacę zwyczajnie jak w sklepie za bułki: ginekolog – 200 zł, dermatolog – 80 zł, endokrynolog 150 zł itd. Dostaję do ręki paragon wydrukowany z kasy fiskalnej i płacę.

Kontrolowana dezinformacja:

Kontrolowana «ściema», czyli płacenie za leczenie w Polsce i na Ukrainie

Na Ukrainie wiemy, że nic nie wiemy, a w służbie zdrowia zasadą pracy z pacjentem jest «kontrolowana dezinformacja». W Polsce natomiast wszyscy wiedzą, ile płacą, za co płacą i że w sumie płacą «za nic».

Problem w tym, że polskie ubezpieczenie pokrywa niewiele i że w kolejkach do lekarza musisz czekać miesiącami. Jeśli płacisz składkę zdrowotną, masz prawo do bezpłatnej pomocy medycznej w nagłych wypadkach, ale jak już zaboli ucho i musisz iść konkretnie do laryngologa, to czekasz w kolejce kwartał! Zatem większość pacjentów idzie prywatnie, mimo że z pensji pobiera się 9 % za opiekę medyczną. Mój tato na przykład jest ubezpieczony, ale za leki na cukrzycę płaci około 200 zł miesięcznie, a do lekarza chodzi na kontrolę za 100 zł.

Na Ukrainie nie wiadomo, ile i komu płacić. Pieniądze wręcza się według własnego uznania lub z rekomendacji. Wiadomo jednak, że USG 3D, które w Polsce kosztuje 200 zł, w Równem można zrobić za 20 zł; endoskopowe badanie nosa w Polsce 200 zł, na Ukrainie – 30 zł itd. Dotyczy to zarówno opłat w państwowych placówkach, jak i w prywatnych.

Nagły wypadek lub choroba, czyli ratowanie po polsku i po ukraińsku

Kiedy w Polsce przyjeżdża do Ciebie pogotowie, to pierwszą rzeczą jest sprawdzenie ubezpieczenia. Jeśli nie jesteś ubezpieczony, zostaje Ci wystawione «wezwanie do zapłaty», które wynosi około 300 zł. Jeśli lekarz pogotowia uzna wezwanie karetki za nieuzasadnione (byłeś pijany, przesadzasz, zrobiłeś o dla żartu itp.), dostajesz karę w wysokości 1500 zł. Jeśli Twojemu życiu zagraża coś w trudno dostępnym miejscu (np. wypadek na autostradzie) – zostaje wysłany po Ciebie helikopter, którego godzina pracy kosztuje 5000 zł.

Na Ukrainie na razie ratowanie życia jest tańsze dla zwykłego obywatela, a droższe dla Państwa. Na razie można jeszcze mieć «prystup» (atak) ciśnienia lub 39 stopni gorączki i pozwolić sobie na darmowy luksus pogotowia pod same drzwi w środku nocy. Jeszcze można też sobie pomarudzić, że za USG lekarz wziął 110 hrywien (15 złotych!). Myślę, jednak, że te czasy powoli mijają. Idąc do Unii, Ukraińcy muszą się nauczyć strategicznie chorować! Na porządne chorowanie w Polsce trzeba mieć duże oszczędności albo uczciwie pracować.

Ewa MAŃKOWSKA,

Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: 10 LAT HISTORII

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ODWILŻ

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: CZAS ZEMSTY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DOMNIEMANY BANDEROWIEC

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NIEWIDZIALNE GRANICE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KTO TY JESTEŚ? POLAK STARY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NA GRANICY (PRAWA)

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: PRAWDZIWIE BEZ WIZ!

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DWA MIESIĄCE WOLNEGO

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ORGAZM NA GRANICY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: WRÓCIĆ CZY NIE WRÓCIĆ… OTO JEST PYTANIE!

UNIA POLSKO-UKRAIŃSKA: SZANSE I ZAGROŻENIA

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NAJAZD POLAKÓW

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: IKONY, CHANSONY I GOŁA BABA

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: OŚWIADCZENIE ANTYPOLAKA

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: 100 LAJKÓW

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KOŁO RATUNKOWE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: O FLADZE, KTÓRA (MI) WISI