Artykuły
  • Register

Ma 95 lat. Z okazji jej urodzin w kościele św. Stanisława Męczennika w Krzemieńcu 16 listopada odprawiano mszę świętą. Nie zapomnieli tej daty członkowie Zarządu Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego. Wszystkie życzenia odbierała z uśmiechem na dobrotliwej, spokojnej twarzy.

Rzecz o Pani Zenobii Swarzyńskiej, córce Zenobiusza i Aleksandry Głuszenków, urodzonej w 1922 r. w Skwirze koło Kijowa. Przeżyła ona lata pełne poświęceń i ofiar, życiowych doświadczeń tragicznych, wzniosłych, jak i zwyczajnie ludzkich. Jest osobą wielkiego serca, samodzielną, szalenie pracowitą, nad podziw zorganizowaną, pełną werwy. Prowadzi aktywny tryb życia: zawsze obecna w kościele, udziela się społecznie, uczestniczy w zebraniach, imprezach, fotografuje i pisze dzienniki, dużo i ciekawie opowiada. Nasi księża uwielbiają słuchać Pani Zenobii i z nią rozmawiać. Jej życie polega na nieustannym służeniu, wręcz poświęcaniu się bliskim i znajomym. Na dodatek jest osobą powściągliwą, skromną i wobec wszystkich bardzo życzliwą. A dolegliwości w takim wieku? Kto ich nie ma? Uparcie i skutecznie z nimi walczy. Niewiele o tym mówi. Fenomen człowieka, który żyje wśród nas! Takie osoby są rzadko spotykane w teraźniejszym świecie. Podziwiamy Panią Zenobię i zadajemy sobie pytanie: «Skąd w tak malutkiej i delikatnej osobie tyle żywotności i wytrwałości na krętych życiowych ścieżkach?» Ma wrodzoną mądrość, przezorność i Łaskę Opatrzności – Pan Bóg ją chronił dla dobrych spraw.

Zenobia Swarzyńska do szkoły uczęszczała w Białej Cerkwi. Jako 10-letnie dziecko na własne oczy widziała, jak na ulicach miasta sprzątano trupy ludzi w okresie Wielkiego Głodu 1932–1933. Ojciec pracował w cegielni i jako tako zaopatrywał wtedy rodzinę. Po ukończeniu średniej szkoły w 1939 r. Zenobia wstąpiła do Instytutu Pedagogicznego w Kijowie na ukrainistykę. Po dwóch latach przeniosła się na studia zaoczne. Nie ukończyła ich z powodu wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Jeszcze przed wojną dostała skierowanie na Wołyń jako nauczycielka klas początkowych. Uczyła od razu wszystkie dzieci od pierwszej do czwartej klasy. Pracowała we wsi Koniaków, należącej do Rady Wiejskiej w Perespie w rejonie rożyszczeńskim, położonej przy węźle kolejowym.

Bohaterska Parafianka2

Mieszkała w wiejskim domu u gospodyni Lodzi, która uratowała ją od śmierci, kiedy do wsi weszły oddziały niemieckie. Wtedy, jak opowiada, wyśmiała niemieckiego żołnierza, który jadąc nieudolnie, rozwalił motocyklem parkan. Ten rozumiał po rosyjsku i z krzykiem: «Komunistka!» – kazał jej stanąć pod drzewem, celując w nią rewolwerem. Na to wybiegła Lodzia z wołaniem: «Nie rusz, to Polka!» i pociągnęła dziewczynę za sobą. Niemcy stacjonowali we wsi, pilnując kolei. To na początku 1943 r. uratowało mieszkańców przed napadami banderowskich bojówek, które bały się wszczynać bitwy pod okiem zbrojnej jednostki.

Banderowcy napadali, palili i mordowali Polaków nocami. Pani Zenobia opowiada, że niedaleko, po drugiej stronie kolei, była wieś Mirosławka. Tam też mieszkali Polacy. Pewnej nocy mieszkańcy Koniakowa widzieli, jak płoną domy w tej wsi, słyszeli strzały, wrzaski ludzi, ryczenie bydła. Rankiem wieśniacy poszli przez tory ratować to, co tliło się jeszcze u sąsiadów. Wyciągali spalone ludzkie ciała, dożynali poopalane bydło, krew zasypywali piachem. Ludzie nie mieli też spokoju we wsiach Perespa i Koniaków, mimo stacjonującej w nich jednostki niemieckiej. Nocami Polacy bali się spać w swoich domach. Obawiając się niespodziewanych napadów, zabierali drobne rzeczy, szli w pole, nawet wyłazili na drzewa. Słyszeli głośne pieśni nocnych watah, jadących konno na krwawe wyczyny, widzieli w oddali łuny pożarów.

W Perespie i pobliskim Koniakowie, względnie zabezpieczonych przez Niemców przed banderowskimi napadami, znalazło się mnóstwo uciekinierów z okolicznych osad. Każdy dom był pełen uratowanych i przestraszonych ludzi. Niemcy pozwolili nawet chować się pod kolejowym magazynem towarowym. Tuliło się tam około setki ludzi z dziećmi. Ci, którzy nie znaleźli miejsca, kopali ziemianki za ogrodami, przygotowując się do zimy. Nocami mężczyźni wychodzili na patrol, alarmując w razie zbliżania się bojówek. Wieś, w której mieszkała Pani Zenobia, ocalała od pogromów, jak znane wszystkim Zasmyki i Przebraże.

Pani Zenobia czuła się bezbronna i samotna z daleka od rodziny. Jako ładna dziewczyna zwracała na siebie uwagę kawalerów z sąsiedztwa. W listopadzie 1942 r. poślubiła Wacława Swarzyńskiego. Jego krewni przyjęli ją bardzo serdecznie. Zdobyła w nich przyjaciół, oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Razem z nimi przeżyła horror banderowskiej pożogi.

Na początku 1944 r. do Wołynia zbliżał się front i okupanci niemieccy, odstępując, zaczęli wysadzać tory kolejowe i mosty. Ludzie radośnie witali przybywających żołnierzy sowieckich. Jednak radość nie trwała długo. Na drugi dzień ogłoszono mobilizację. Mężczyzn i młode kobiety zebrano i na ciężarówkach powieziono do Rożyszcz. Przeszli oni komisję lekarską, dostali zaświadczenia z przeznaczeniem do dywizji Armii Ludowej utworzonej przez Sowietów specjalnie w celu zaciągnięcia do niej Polaków zamieszkałych na bezkresnych terenach Związku Radzieckiego. Potem kazano wszystkich odwieźć do domu. Mieli stawić się na pierwsze wezwanie. W ciężarówce jechało kilka kobiet. Przestraszyły się, kiedy auto minęło ich wieś i wjechało do lasu. Domyślały się podstępu. Postanowiły uciekać, wyskakując z auta. Jedna po drugiej wyskakiwały, to w krzaki, to na rolę, a Zenobia – na bruk. Dostała mocnego wstrząsu. Upadła. Krwawiła. Ledwo dostała się do punktu medycznego. Wtedy straciła swoje pierwsze dziecko.

Niedługo po jej chorobie Sowieci zabrali z domu wszystkich – osiem osób – i powieźli do Żytomierza. Panią Zenię przydzielono do Sum na kurs agitatorek wśród żołnierzy Armii Ludowej. Pani Zenia, zastanawiając się nad przyszłym stanowiskiem, doszła do wniosku, że nie ma żadnego pożytku z tej agitacji i nie chce się narażać na szydzenie rodaków. Razem z resztą kobiet postanowiły wrócić do komisji i zarejestrować się do innej grupy. Tym razem dostała się na kurs sióstr miłosierdzia. Egzamin zdawała w końcu 1944 r. już w Lublinie, a przydział pracy dostała do Otwocka. Pracowała w Szpitalu Ewakuacyjnym nr 62. Szpital ten wędrował wraz z linią frontu aż do Bałtyku, zabierając rannych od sanbatów (batalionów sanitarnych). Pani Zenobia zaczynała służbę jako plutonowa, potem awansowała na sierżanta. Z końcem wojny praca w szpitalu nie ustała, bo rannych było dużo i Pani Zenobia musiała pracować do końca roku 1945. Od dowództwa otrzymała podziękowania i wyróżnienie za wzorową służbę. Skończyła ją w randze porucznika służby medycznej.

Przez lata wojenne miała z mężem, Wacławem, kontakt listowny, bo służył on w oddalonych jednostkach. Rząd Polski w podzięce za służbę przydzielał Żołnierzom Armii Ludowej parcele ziemskie na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych na północy i na zachodzie Polski. Pan Swarzyński, jako były ziemianin, pragnął założyć gospodarstwo. Małżeństwo dostało przydział 10 ha ziemi, dom obok kościoła, młyn, piekarnię i zabudowania gospodarskie na Dolnym Śląsku w Nowej Kamienicy, powiat Jelenia Góra. Zaczęła się codzienna ciężka praca bez wytchnienia. Pani Zenia sama gospodarowała w domu, karmiła świnie, drób, doiła sześć krów, oddawała mleko do mleczarni, pomagała w polu. Cały dochód z gospodarki składali na kupno potrzebnych maszyn.

Kiedy nadszedł czas zakładania PGR-ów na Ziemiach Odzyskanych, Swarzyńscy odmówili zapisania się do kołchozu. Za taką «rebelię» zostali ogłoszeni «wrogami Polski Ludowej». Władza odebrała im młyn i piekarnię, wyśmiewała, poniżała w oczach społeczności i krewnych.

Pod koniec lat 80. w Polsce nastąpiły demokratyczne, długo oczekiwane zmiany. W 1989 r. Pan Wacław poważnie zachorował. Leżał w szpitalu w Jeleniej Górze, a żona dojeżdżała tam codziennie. Gospodarka wymagała swojego. Kiedy Pani Zenobia wracała pociągiem z miasta, to stado niekarmione i niedojone ryczało wniebogłosy. Do samego rana gospodyni odrabiała zaległości i na nowo jechała do męża. To trwało ponad rok. W 1991 r. Wacław Swarzyński umarł. Za zgodą żony, z którą nie doczekali się potomstwa, zapisał cały dobytek dzieciom swojego brata. Pani Zenia miała prawo dożywotnie mieszkać w domu i korzystać z części tego zasobnego gospodarstwa. Jednak różne są stosunki z nieswoją rodziną. Postanowiła odejść spokojnie i dostojnie.

Jej młodsza siostra, Walentyna, po skończeniu Instytutu Pedagogicznego w Kijowie została w roku 1950 skierowana do Krzemieńca jako nauczycielka języka ukraińskiego w Średniej Szkole nr 3. Pani Zenia opisała siostrze cały swój kłopot i poprosiła o radę. Na rodzinnej naradzie postanowiono zabrać ją do Krzemieńca, wszelako – bliżej rodziny. Kupiono jej małe mieszkanko w centrum miasta i w 1999 r. zabrano ją z niezbędnymi rzeczami z Nowej Kamienicy na zachodzie Polski do naszego Krzemieńca.

Pani Zenobia pozostaje obywatelką Polski, jest zasłużoną emerytką, utrzymuje listowne kontakty z krewnymi męża, czasami podróżuje do Polski, korzysta ze wszystkich praw osoby zarejestrowanej na stały pobyt na Ukrainie. Niechaj jak najdłużej żyje wśród nas w zdrowiu, bo jest wcielonym Aniołem Dobra i Godności.

Ze słów Pani Zenobii Swarzyńskiej zapisała 

Jadwiga GUSŁAWSKA,
Krzemieniec

CZYTAJ TAKŻE:

TOWARZYSTWO POLSKIE W KRZEMIEŃCU: PIERWSZE KROKI ORGANIZACYJNE

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: ŻYCIE POLSKIEJ WSPÓLNOTY W LATACH 1989–1990

KRONIKI KRZEMIENIECKIE: OŚWIATOWA I KULTURALNA DZIAŁALNOŚĆ TOWARZYSTWA IM. SŁOWACKIEGO

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1