Artykuły
  • Register

Dwa tygodnie temu przyjechała do mnie moja siostra. Nadmienię, że od kiedy tu mieszkam (w Równem, – red.) jest pierwszą osobą z rodziny, która pofatygowała się znad Bobru (Bolesławiec – województwo dolnośląskie) za Bug.

Dla mojego taty to nie była żadna wyprawa. Przecież był tu już w latach 80. jako oficer wojsk artyleryjskich. Na Stepach Akermańskich (tych z «Sonetów Krymskich» Adama Mickiewicza) testowali rakiety dalekiego zasięgu, więc wszystko, co ciekawe już widział (?). Jedna z moich sióstr już prawie przyjechała do Lwowa, ale… «eee tam, lepiej nie, bo na Krymie wybuchła wojna», mojej przyjaciółce wciąż «nie dają urlopu» itd., itp. Wreszcie poddałam się. Niech sobie jeżdżą na egzotyczne wakacje i korzystają z dóbr sytego Zachodu. Ja tym czasem wybrałam kierunek pod prąd – na Ukrainę!

Pewnego wrześniowego dnia, nagle z przyczyn niezależnych, moja siostra podjęła brawurową decyzję przyjazdu do mnie. Przekroczenie Bugu zajęło nam samolotem z Wrocławia około godziny. Jakoś tak nikt z Krymu nie strzelał. Z Donbasu nie słychać było wybuchów. Po prostu widok Zielonej Ukrainy z pieśni «Hej, Sokoły» rozciągał się zza okien samolotu lecącego do Lwowa. Lotnisko jak lotnisko – takie same jak we Wrocławiu, tylko przy sprawdzaniu paszportów jakaś taka atmosfera uroczysto-patetyczna jak w bibliotece.

Przyjechaliśmy do Równego. «Kraj mlekiem i miodem płynący» – wyrzekła moja siostra stanąwszy w obliczu dóbr, jakie niesie to miasto zwykłemu Polakowi znad Bobru (czy Wisły, czy czego chcecie!).

Najpierw była wizyta u kosmetyczki. Okazała się ona lekarzem dermatologiem o wysokich kwalifikacjach, wiec żal było nie skorzystać z jej usług. Tym bardziej, że w Polsce dermatolog-kosmetolog to skrzyżowanie raczej rzadkie. Występuje raczej w postaci izolowanej: dermatolog (wizyta 80 złotych) lub kosmetolog (wizyta od 700 złotych). Usługa kosztowała 1800 hrywien, czyli około 3 razy mniej niż za te sama procedura w Polsce. Nie można było jej nie zrobić dwukrotnie. Zatem druga wizyta została zaplanowana już na następny tydzień.

Potem maraton po Euroshopie (sieć sklepów typu outlet). Wszystko w przeliczniku na złotówki kosztowało połowę tego, co w Polsce. Trzy torby wypchane ubraniami wyniosłyśmy ze sklepu już za pierwszym razem. W czwartki przywożą nowy towar, więc druga tura zakupów została zaplanowana za kilka dni. Na wszelki wypadek szliśmy jednak między planowanymi dostawami, żeby sprawdzić, czy czegoś nie przeoczyliśmy. Banknot 50 euro zamieniał się w kantorze w plik kolorowych pieniążków niczym z gry Monopol. Trzeba było mieć ich zapas, bo nie wszędzie działają terminale.

Między zakupami należało się odżywić. Za 7 złotych francuskie śniadanie na dobry początek. Po obszukaniu kolejnego centrum handlowego, wykwintny dwudaniowy obiad za 15 złotych, w restauracji z widokiem na centralny plac miasta. W międzyczasie – kawa za złotówkę, najwyżej za 2 złote. Po zakupach znowu trzeba było się zregenerować, więc szłyśmy na barszcz ukraiński za 3 złote, a w pakiecie 2 gorące bułki z czosnkiem. Wszystkie uczty w przyjemnych wnętrzach restauracji i kawiarni, na miękkich fotelach, z miłą obsługą.

W godzinach wolnych od zakupów moja siostra chodziła do Parku Szewczenki. Podczas spacerów, kontemplując kolory jesieni, czuła się jak w Ogrodzie Saskim.

Potem obowiązkowo wizyta w Teatrze Muzyczno-Dramatycznym. Dwa wyjścia. Pierwsze było trudne. słowo «drużyna» powtarzane podczas spektaklu «Kolacja z Dziwakiem» popsuło wizytę, bo moja siostra myślała, że szukają jakiej drużyny piłkarskiej. Okazało się natomiast, że chodziło o żonę. No trudno. Drugie wyjście było udane! Rock-opera «Biała Wrona» (za 6 złotych!) nie pozostawiła pytań. Nie trzeba było znać ukraińskiego, żeby pozostać pod wrażeniem. Piękne, nowoczesne przedstawienie, na jakie w Polsce pozwalają sobie ludzie, którym nie żal 200 złotych na kulturalne wyjście.

No i kulminacja pobytu. Tatucha! Po wnikliwym wywiadzie środowiskowym, zlustrowaniu Facebooka i szerokich konsultacjach społecznych oraz długim castingu został wytypowany tatuator. Nowoczesny sprzęt, zachowane standardy bezpieczeństwa to z pewnością plusy! Ale do tego jeszcze przystojny niczym Wiking z dalekiej Skandynawii. Cena jego usługi to 700 hrywien. Ten sam tatuaż kosztowałby w Polsce 700, ale złotych. Nie było wątpliwości. Master tatuażu wykonał na dłoniach mojej siostry dwie urocze jaskółki.

No i po tracić fortunę w Baden-Baden? Nie ma tu może palm i dzikich plaż. Pogoda bywa byle jaka. Ale za to jest wielki potencjał turystyczny nie odkryty jeszcze ani przez Polaków, ani przez Ukraińców. To nie tylko zabytki i morze, ale także sfera usług. Wielka, niezagospodarowana ekonomiczna nisza. Można narzekać na niewygodne pociągi i brudne marszrutki, a można wymyślić piękne, ekskluzywne wczasy o jakich przeciętny turysta z Zachodu nigdy nie zapomni. Z przyjemnością wyda tu swoje pieniądze, a innym opowie o swojej przygodzie za Bugiem.  Sprawa nie tylko w niskich cenach i wysokim poziomie usług (a nawet wyższym niż w Europie). Sprawa też w ludziach otwartych na przyjmowanie gości, troskliwych i opiekuńczych.  Czyż tak nie powinny się budować ekonomiczne relacje?

Dzisiaj czekam na kolejnych gości. Tym razem z Londynu. Już są zapisani na wizyty u dentysty, kosmetyczki i u «Wikinga». W połowie listopada mają przyjechać już moi rodzice. Moja siostra wykupiła kartę stałego klienta linii lotniczych latających z Wrocławia do Kijowa. W styczniu przylatuje (za 39 złotych w jedną stronę!) na kolejne ekskluzywne wakacje all-inclusive w naszym mieście.

Ja natomiast zacieram ręce i zastanawiam się nad otworzeniem biznesu. Może organizować spa-wyjazdy do Równego? Może wreszcie ktoś dokończy sprawę z rówieńskim lotniskiem i umożliwi loty z Polski?  To może sprawić, że turyści przyjadą właśnie do nas i to my przyciągniemy zamożnego Europejczyka. Zakłady gastronomiczne, sklepy odzieżowe, kliniki chirurgii estetycznej, gabinety stomatologiczne, hotele, hostele, łączcie się! Ogłaszam powszechną mobilizacją. Możliwy jest najazd Polaków z «Terenów Odzyskanych». Jest potencjał i szansa na konkretną współpracę oraz obustronną satysfakcję.

Aha. Wiem już nawet, jakie będzie hasło reklamowe. Może najnowszy tatuaż mojej siostry zrobiony u «Wikinga»: «Wse Harazd» (po polsku «Wszystko w porządku»)?

Ewa MAŃKOWSKA,

Ukraińsko-Polski Sojusz imienia Tomasza Padury

CZYTAJ TAKŻE:

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: 10 LAT HISTORII

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ODWILŻ

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: CZAS ZEMSTY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DOMNIEMANY BANDEROWIEC

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NIEWIDZIALNE GRANICE

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: KTO TY JESTEŚ? POLAK STARY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: SHOW-DYKTANDO «PO POLSKIEMU»

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: NA GRANICY (PRAWA)

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: PRAWDZIWIE BEZ WIZ!

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: DWA MIESIĄCE WOLNEGO

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: ORGAZM NA GRANICY

STOSUNKI RÓWIEŃSKO-POLSKIE: WRÓCIĆ CZY NIE WRÓCIĆ… OTO JEST PYTANIE!

UNIA POLSKO-UKRAIŃSKA: SZANSE I ZAGROŻENIA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1