Artykuły
  • Register

1-20Do redakcji „Monitora Wołyńskiego" zwróciła się mieszkanka Łucka Pani S. Była wyraźnie zdenerwowana z powodu swojej „wizowej męczarni" w łuckim Punkcie Przyjmowania Wniosków Wizowych. Sytuacja wyglądała następująco.

Pani, która od trzech lat stale serwisuje swój samochód w Lublinie, również i w tym roku miała zamiar skorzystać z usług zaufanego polskiego zakładu. Lubelska firma i w tym roku przysłała jej zaproszenie niezbędne dla otrzymania wizy. Po zapłaceniu 220 hr., 35 euro i rejestracji ankiety wizowej, złożyła ona wszystkie wymagane dokumenty w łuckim Punkcie Wizowym. Punkt Wizowy, zamiast przekazania dokumentów Pani S. do Konsulatu, zaczął wymagać od swojej klientki coraz to nowszych dokumentów. Zaproszenie od zakładu serwisowego uznano za niewystarczające i zażądano dołączenia umowy o współpracy z polską firmą, a w razie nieposiadania owej, wycofania wniosku wizowego na postawie własnego pisemnego oświadczenia. Ten „seans wizowy" trwał 15 dni.

„Monitor Wołyński" postanowił sprawdzić zaistniałą sytuację. Niestety, spotkało nas rozczarowanie. Punkt Wizowy jest firmą prywatną i nie miał zamiaru udzielać żadnej informacji czy komentarzy. W dość stanowczy sposób wyproszono dziennikarza na ulicę. Niesmak zaistniałej sytuacji, spotęgował szyld Punktu Wizowego, na którym są użyte barwy polskiej flagi narodowej. Naturalne więc było, iż zwróciliśmy się do Konsulatu Generalnego RP w Łucku o komentarz, który dzięki uprzejmości Pani Konsul Beaty Brzywczy – kierownika Wydziału Ruchu Osobowego w Konsulacie Generalnym RP w Łucku – przerodził się w dłuższą rozmowę.

– W przyszłym roku Konsulat Generalny RP w Łucku będzie obchodził swoje 10-lecie. Często słyszy się od mieszkańców Wołynia w stosunku do Konsulatu w Łucku określenie „nasz konsul, nasz konsulat". Pierwszego Konsula Generalnego Wojciecha Gałązkę nazywano „polski konsul", następnych określano już jako „europejskich". Wschodnia granica Polski stała się wschodnią granicą Unii Europejskiej. Pani Konsul, czy można powiedzieć, że polskie placówki dyplomatyczne znalazły się na „linii ognia"?

– Pogląd taki rzeczywiście jest w pełni uzasadniony. Liczba wniosków wizowych, które składane są w konsulatach na Ukrainie rośnie z każdym rokiem. W ubiegłym roku było takich wniosków i udzielonych wiz około 500 tys. W tym roku spodziewamy się, że będzie 650 tys., co pewnie na tle innych krajów UE, uwzględniając bliskość geograficzną Polski z Ukrainą jest jak najbardziej uzasadnione.

– Czy łucka placówka ma więcej pracy, ze względu na przygraniczne usytuowanie?

– Tak, choć tutaj pewnie zaskoczę Pana, dlatego że z comiesięcznej statystyki liczby wniosków, składanych we wszystkich konsulatach na Ukrainie, wynika, że Łuck już kolejny miesiąc zajmuje trzecie miejsce. Wiodącym urzędem konsularnym w liczbie składanych wniosków i wydawanych wiz jest Lwów, a na drugim miejscu znalazł się Kijów.

– To ciekawe. Rozumiem, że lwowski okręg ma duży obszar. Ale Kijów? Przecież Kijowski okręg konsularny nie jest większy.

– Zastanawiamy się, jakie są powody tego zjawiska, skąd wynika ten spadek aplikacji wizowych. Przyczyn jest pewnie wiele. Poza okresem prac sezonowych w Polsce spada liczba wniosków wizowych w celu podjęcia zatrudnienia, co ma wpływ na ogólną liczbę składanych wniosków, ponadto – część dotychczasowych klientów może posiadać już wizy z długim terminem ważności, co pozwala na ograniczenie częstotliwości wizyt składanych w celu złożenia wniosku. Kolejną przyczyną może być także kwestia zamożności społeczeństwa.

– Wizerunek Konsulatu zaczyna się przed bramą placówki. KG w Łucku już nie pierwszy raz jest kojarzony z aferami wizowymi. W kolejkach często można usłyszeć nazwiska konsulów i kwoty, za jakie można załatwić swój interes. W jaki sposób usunąć prywatnych „pośredników", oferujących różnego rodzaju usługi wizowe łącznie z Kartą Polaka?

– Rzeczywiście, Konsulat zaczyna się tuż za bramą, natomiast my, jako pracownicy Konsulatu, mamy ograniczony wpływ na to, co się za nią dzieje. Jako goście na ukraińskiej ziemi i w tym mieście, oczekiwalibyśmy pomocy władz lokalnych w stworzeniu wokół Konsulatu, w tym bezpośrednim sąsiedztwie, bezpiecznych warunków dla naszych klientów, aby nie byli nękani przez „lokalnych pośredników", którzy podszywają się pod pracowników lub współpracowników Konsulatu. „Prywatni pośrednicy" pojawiający się tuż za ogrodzeniem Konsulatu czy w pobliżu punktów wizowych oferują różnorodne usługi, które – co należy podkreślić – nie są usługami wykonywanymi na zlecenie Konsulatu, ani tym bardziej za jego zgodą. Od skarżących się na ten stan rzeczy osób słyszałam, i to pewnie nie jest tajemnicą, o działaniach tychże pośredników stojących bardzo często na granicy prawa, tj. polegających na uzyskiwaniu albo oferowaniu pomocy w uzyskiwaniu dokumentów (często wyłudzonych lub sfałszowanych), które potwierdzą celowość wyjazdu do Polski – zezwoleń na pracę, zaproszeń od przedsiębiorców z Polski i innych dokumentów, które później są wykorzystywane jako autentyczne w procedurze wizowej. Pragnę stanowczo podkreślić, że uzyskanie polskiej wizy nie jest skomplikowane i nie wymaga korzystania z usług „pośredników", czego też odradzam naszym klientom. Godząc się na skorzystanie z usług „nielegalnego pośrednika" nie mogą mieć państwo pewności, że usługa, którą świadczą na państwa rzecz jest usługą wiarygodną, a tym bardziej klient nie może mieć pewności, że zagwarantuje uzyskanie wizy. Procedura złożenia wniosku wizowego jest prosta: klient, po uprzednim zarejestrowaniu wizyty na określony termin, może złożyć wniosek bezpośrednio w Konsulacie albo w jednym z dwóch punktów wizowych. Oprócz samego wniosku wizowego klient powinien dostarczyć dokumenty potwierdzające cel wyjazdu, których wykaz jest ściśle określony. I często w tym obszarze jest miejsce na nieuczciwą ofertę ze strony tzw. pośredników, w szczególności w odniesieniu do dokumentów zezwalających na podjęcie zatrudnienia w Polsce lub współpracy handlowej z polskimi podmiotami. Dlatego też chciałabym stanowczo zachęcić przyszłych aplikujących o korzystanie jedynie ze sprawdzonych ofert zatrudnienia w Polsce. Natomiast, jeżeli jako klient chciałabym pojechać do Polski, by poznać ten kraj, skorzystać z oferty kulturalnej lub handlowej albo też przy okazji pojechać do innego kraju strefy Schengen, to składam wniosek o wizę „na zakupy", dla której uzyskania wymagane jest złożenie – jako dokumentacji dodatkowej – jedynie prośby o udzielenie takiej wizy. Wiza „na zakupy" jest wizą Schengen, co oznacza, że daje konkretne, szersze uprawnienia. Pierwsza wiza w tym celu jest wizą jednokrotną. Przy kolejnym wniosku wizowym i po przedstawieniu faktur potwierdzających dokonanie zakupów w Polsce udzielana jest wiza wielokrotna. I nie trzeba szukać pośrednictwa podejrzanych osób, żeby uzyskać dokumenty, których niewiarygodność może wypłynąć na etapie weryfikacji wniosku i postawi taką osobę w zupełnie niekomfortowym położeniu.

Słyszałam też od osób, które tu u nas, w różnych sprawach się pojawiają, gdy zadałam pytanie „Gdzie Pan/Pani wypełnił tę ankietę wizową?" odpowiadali – „Tutaj u was w Konsulacie, obok za ścianą". Więc wyjaśniam, że „obok za ścianą", to już nie jest Konsulat, to nie są nasi pracownicy, to są osoby, które absolutnie nie mają żadnej legitymacji do tego, by nas reprezentować. Jedynymi podmiotami, które mogą legalnie reprezentować Konsulat, choć w ograniczonym zakresie, są punkty wizowe.

Trudno mi natomiast się odnieść do doniesień medialnych, dotyczących prawdopodobnego zaangażowania osób zatrudnionych w Konsulacie w jakąkolwiek działalność łamiącą prawo Ukrainy lub RP i naruszających dobry wizerunek urzędnika państwowego. Z pewnością ta sprawa jest badana przez odpowiednie organy w Polsce. My jako urzędnicy nie mamy dostępu do tych informacji.

Chciałabym żeby Konsulat i my, tutaj pracujący, odzyskali zaufanie społeczeństwa ukraińskiego, zaufanie mieszkańców tych dwóch obwodów, w których pracujemy, aby nie sądzono, że w Konsulacie pracują osoby powiązane z nielegalnymi „pośrednikami", które chcą czerpać dodatkowe zyski z wykonywanej pracy kosztem obywateli Ukrainy. Jeżeli takie jest przekonanie o nas, to chcielibyśmy ten wizerunek zmienić. Staramy się udowadniać to swoją codzienną pracą. Mam nadzieję, że tę naszą pracę i zaangażowanie ktoś kiedyś dostrzeże i skwituje jakimś dobrym komentarzem.

– Problem chyba leży również i po stronie obywateli ukraińskich – gdyby nie było popytu, nie byłoby podaży.

– Rzeczywiście, niekiedy jest to efekt braku dostatecznej wiedzy ze strony samych obywateli Ukrainy, często ich naiwność polega na myśleniu, że jeżeli powierzą swoją sprawę nielegalnemu „pośrednikowi" za stosowną, dość wysoką opłatą, mogą liczyć na „załatwienie sprawy". Często po prostu na takie osoby „polują" pośrednicy, którzy organizują różne zaświadczenia i dokumenty. My później je weryfikujemy i niestety okazuje się, że są to dokumenty wyłudzone albo dokumenty, które tak naprawdę nigdy nie zostały w Polsce stworzone. A tak jak wspomniałam na wstępie – konsulowie w swoich decyzjach są samodzielni i nie są uwikłani w żadne formalne lub nieformalne układy, które mogłyby rzutować na ich bezstronność. Sam proces decyzyjny jest sformalizowany i jednocześnie anonimowy, dając tym samym gwarancję przejrzystości decyzji.

– Osoba, która przeprowadziła nieuczciwą transakcję wizową z „konikiem podkonsularnym", dostała odmowę. Została „wbita" w rejestr komputerowy. Z pytaniem o swój status wizowy zwraca się do Konsulatu. Konsulat kieruje taką osobę do Centrali – do Warszawy. Centrala daje odpowiedź, że ze względu na zamieszkanie tej osoby nie może udzielić informacji, ponieważ dla korespondencji wymagany jest polski adres. Czy placówka tutaj, na Ukrainie, nie może być takim adresem?

– Nie. Zmiany w Kodeksie Postępowania Administracyjnego przewidują, że we wszystkich sprawach administracyjnych osoba skarżąca, wnosząca, aplikująca, która ma miejsce zamieszkania poza granicami RP, musi wskazać albo pełnomocnika do prowadzenia sprawy, albo pełnomocnika do doręczeń w Polsce. I to dotyczy nie tylko spraw sfery wizowej. Dotyczy to często spraw z zakresu obywatelstwa polskiego i wiem, że z tym jest największy problem, szczególnie, gdy ktoś nie ma takiej zaufanej osoby i musi uciekać się do poszukiwania pośrednictwa kancelarii prawniczych, gdzie za usługę w pośredniczeniu w odbiorze korespondencji są pobierane opłaty według pewnych reguł, którymi dana korporacja się kieruje.

My niestety nie możemy być takim podmiotem. To musi być osoba fizyczna, mająca miejsce zamieszkania w Polsce. Słyszałam takie głosy, że zostanie zmieniony ten przepis. On jest dość nowy, bo obowiązuje od kwietnia 2011 r. I wiele placówek otrzymuje sygnały od osób mieszkających poza Polską, które mówią, że trudno im znaleźć pełnomocnika. W związku z tym Ministerstwo uzyskało taką listę profesjonalnych pełnomocników, reprezentujących korporacje prawnicze, które zgadzały się być pośrednikami w takich sprawach. Również MSZ poinformowało, że jest toczona dyskusja o zniesieniu tego przepisu, który wymusza na cudzoziemcu albo na zamieszkałym za granicą obywatelu polskim, wyznaczenie pełnomocnika rezydującego na terenie Rzeczypospolitej.

– Ale Konsulat chyba jest terenem Rzeczypospolitej?

– Tak. Tylko my jesteśmy troszkę eksterytorialni w innym kraju. Niestety musi być to ktoś z adresem zamieszkania w Polsce. Jest mi bardzo przykro, że nie rozwiążemy tego problemu. Sprawa wymusza zmiany prawa na poziomie ustawy.

– Szkoda, bo definicja „nasz konsul, nasz konsulat" by się spotęgowała.

– Miejmy nadzieję, że w przyszłości to nastąpi, że rzeczywiście będzie taka sytuacja.

– Pani Konsul, w wielu miastach Ukrainy zostały otwarte Punkty Wizowe. W Łucku się mówi o ich działaniu, że to kolejny konsularny „szlaban", przy którym się płaci. Powstały po to, żeby legalnie pośredniczyć czy żeby prowadzić swój „geszeft" w poprzednim „podkonsularnym stylu"?

– Wspólnotowy Kodeks Wizowy, który wszedł w życie 5 kwietnia 2010 roku, przewidział możliwość, żeby urzędy konsularne państw członkowskich mogły korzystać z podmiotów zewnętrznych, które będą realizowały część usług konsularnych. Ściśle określono zakres tych usług, które mogą być wykonywane przez te podmioty w imieniu Konsulatu. I w MSZ w Warszawie myśl o outsourcingu zakiełkowała wówczas, czyli w 2010 roku. Trzeba było czasu, żeby ją wdrożyć w życie.

W tej chwili outsourcing działa w trzech krajach, czyli w tych krajach, gdzie jest najwięcej wniosków wizowych – w Turcji, na Ukrainie i w Rosji. Punkty wizowe wykonują zasadniczo dwie funkcje w zastępstwie konsulatów i to są funkcje bardzo techniczne. Po pierwsze, jest to przyjmowanie wniosków, sprawdzanie, czy dane, podane we wniosku przez klienta, są danymi zgodnymi z okazanym dokumentem paszportowym. I po drugie – określanie, jaką opłatę dana osoba powinna wnieść za rozpatrzenie wniosku wizowego, uwzględniając przepisy wspólnotowe. Poza tym dostarczają te wnioski do nas, w terminie przez nas określonym odbierają gotowe decyzje i paszporty oraz przekazują je klientom. Za tę działalność pobierają dodatkowo opłatę, która zgodnie z umową, jaka została podpisana z firmą, wynosi 19,5 euro w przeliczeniu na miejscową walutę.

A jak doszło do wybrania tej firmy? Wspólnotowy Kodeks Wizowy przewiduje możliwość powierzenia pewnych czynności podmiotowi zewnętrznemu. Do przetargu na Ukrainie stanęło łącznie 6 firm, które oferowały usługi, na jakich zależało urzędom konsularnym. W wyniku tego przetargu, komisja składająca się z przedstawicieli zarówno Ambasady RP na Ukrainie, jak i fachowców z zakresu problematyki konsularnej i spraw zamówień publicznych z MSZ, wybrała firmę VFS Global, która realizuje na terenie Ukrainy swoje usługi za pośrednictwem podwykonawcy, czyli zarejestrowanej na Ukrainie spółki-córki. Jest to zgodne i z naszą ustawą o zamówieniach publicznych, i z prawem ukraińskim.

– Punkty wizowe deklarują swoją działalność jako pośredniczącą między petentem, a Konsulatem Generalnym i jako niezależną od placówki. Często pełnią czynności nie należące do ich kompetencji, np. wymaganie dodatkowej informacji lub dokumentów. Czy Konsulat w jakiś sposób może kontrolować działalność punktu wizowego?

– Jesteśmy w bieżącym kontakcie z kierownictwem punktów outsourcingowych. Mamy dobrą współpracę, nasze uwagi są wysłuchiwane, a płynące z nich wnioski – realizowane. Przez menedżera firmy odpowiadającego za zachodnią Ukrainę zgłaszamy wszystkie zaobserwowane zarówno przez nas, jak i przez klientów nieprawidłowości, wymuszając zmianę praktyki. Sprawdzamy, ile osób ubiega się o wizę, ile wniosków wizowych składanych jest każdego dnia, jak wygląda lista zapisów na dni kolejne. Jeżeli z ich strony pojawiają się pytania, bo nie wiedzą, jak w konkretnej sprawie postąpić, to kontaktują się z nami i pytają, czy w tej konkretnej sprawie wymagamy takich czy innych dokumentów. Staramy się na szkoleniach, które organizujemy, uzmysłowić pracownikom punktów wizowych, jaka jest ich rola, że ona ogranicza się tylko do pewnych ściśle określonych zadań i nie mogą rozciągać swoich uprawnień na inne obszary. Wymagamy, żeby rygorystycznie przestrzegali obowiązujących przepisów wizowych, w tym w szczególności wykazu dokumentów wymaganych na potwierdzenie celu ich wyjazdu. Wyjaśniamy, że jeżeli byłaby potrzeba uzupełnienia dokumentów, uzyskania dodatkowych informacji, to osobą, która może o to się zwrócić i już nie za pośrednictwem punktu, a najczęściej poprzez bezpośredni kontakt z konkretnym aplikującym jest właśnie konsul. Konsul może taką osobę zaprosić na spotkanie w celu wyjaśnienia pewnych wątpliwości, może poprosić o przedstawienie jakiegoś dokumentu, jeżeli pewne załączone dokumenty wzbudzają albo jego niepewność, albo nie wyjaśniają całej istoty sprawy.

– Czy ta osoba jest zawiadamiana i zapraszana do konsula przez Punkt Wizowy?

– Dzwonimy my, jeżeli chcemy daną osobę zaprosić na rozmowę. Natomiast zdarzają się też przypadki, że korzystamy z pośrednictwa Punktu Wizowego, szczególnie tego w Równem w sytuacji, gdy prosimy o dostarczenie dodatkowych dokumentów. Czynimy to za ich pośrednictwem, by ułatwić aplikującemu możliwość złożenia dokumentu bezpośrednio w Punkcie, gdyż Punkt ten dostarczy nam ten dokument dnia następnego.

Rolą pracowników, zatrudnionych w Punkcie Wizowym, jest jedynie przyjmowanie aplikacji wizowych, a nie ich merytoryczna ocena. Zażądałam także zaniechania nagannej praktyki przekreślenia i poprawiania danych zawartych w ankietach wizowych, których to czynności dokonywano na wyraźną sugestię lub prośbę pracownika Punktu. Wyjaśniłam, że to aplikujący sam określa, na jaki okres potrzebna mu jest wiza, a konsul podejmujący decyzję albo może uwzględnić ten wniosek w całości, albo udzielić wizy innego rodzaju lub na inny okres ważności. Natomiast nie jest rolą pracownika punktu wizowego jakiekolwiek sugerowanie czy radzenie albo wręcz wymuszanie konkretnych zmian w ankiecie wizowej.

– Pani Konsul, to tak pięknie wygląda, ale oni robią swoje. Przykładem może służyć wymieniona na początku rozmowy sprawa pani S.

– Jeżeli jest to taki włoski strajk, czyli opóźnianie i generowanie problemów, przyjmuję bardzo poważnie tę informację, jak również wszelkie informacje, które do nas wpływają albo będą wpływać. Jeżeli ktoś jest niezadowolony z działalności Konsulatu czy któregokolwiek z punktów wizowych, bardzo prosimy nas informować. Jeżeli ktoś chce zachować anonimowość, może ją zachować. Prosimy o kierowanie do nas wszelkich zauważonych i stwierdzonych nieprawidłowości. Będzie to miało wpływ na ocenę dalszej współpracy z tym kontrahentem, jak wiadomo bowiem umowa o świadczenie usług outsourcingowych jest podpisana na czas określony. Musimy dokonać audytu, czy jesteśmy zadowoleni ze współpracy z dotychczasowym kontrahentem, czy spełnione zostały warunki zawartego kontraktu, co będzie miało wpływ na kontynuację współpracy.

– Więc nie będzie takiej sytuacji, że Konsulat zrodził sobie takiego molocha, który zżera wizerunek placówki?

– Nie. Będziemy na pewno walczyli o dobry wizerunek Konsulatu. Chcielibyśmy też, żeby podmioty, z którymi współpracujemy, budowały z nami wspólnie dobry wizerunek Konsulatu i Polski.

– Konsulat pozostawił sobie prawo przyjmowania petentów poza punktami wizowymi. Komu przysługuje taki „przywilej"? Kto jest VIP-em? Czy dziennikarze „Monitora Wołyńskiego" są na tej liście? Czy członkowie stowarzyszeń kultury polskiej, organizacje i osoby związane stałą współpracą z polskimi organizacjami łuckiego okręgu konsularnego są VIP-ami?

– Problem jest bardziej złożony. Przedstawię założenia MSZ w tym zakresie. Zakłada się, że około 80 - 90 proc. wniosków będą przyjmowane w punktach wizowych. Pozostałe 10 - 20 proc. aplikacji będzie przyjmowanych w Konsulacie. Zgodnie z założeniami Ministerstwo chciałoby, aby te 10 - 20 proc. było zastrzeżone dla pewnych kategorii klientów. Byłyby to osoby, które są członkami polskiej diaspory, członkowie polskich stowarzyszeń. Po drugie byłyby to osoby, które wyjeżdżają do Polski lub do krajów UE w ramach realizacji pewnych programów, które finansowane są albo przez polską stronę, albo przez instytucje europejskie. Po trzecie byłyby to przypadki losowe lub humanitarne i wreszcie tzw. VIP-y. Przy czym kategoria VIP-ów jest najbardziej kontrowersyjna. Z jednej strony jest ona dość rozbudowana. Wiele osób rości sobie prawo, żeby do tej kategorii należeć. Mam nadzieję, że we współpracy wszystkich naszych urzędów konsularnych na Ukrainie ustalimy jeden wspólny katalog funkcji, stanowisk, które będą uprawniały do tego, żeby można się na status VIP powoływać.

– A kierowca, który ma prywatny biznes przewozowy, ma klasę, świadczy dobre usługi również dla stowarzyszeń polskich, dając obniżki, dostaje jednorazową wizę...

– Kwestia rodzaju udzielonej wizy to z jednej strony kwestia pewnej troszkę restrykcyjnej polityki, jaką zastosowaliśmy w odniesieniu do pewnej grupy cudzoziemców, ale z drugiej strony to jest również kwestia pewnej nieznajomości możliwości i przysługujących uprawnień. Na przykład, są pewne kategorie osób, które mogłyby wnioskować o wizy dłuższe niż roczne, a niekiedy dłuższe niż półroczne, ale aplikanci, często przy pomocy lub za doradztwem pośredników, uparcie wpisują we wnioskach, że chcą wizę roczną albo półroczną.

– Rozumiem, że niedługo powstanie takie „menu" VIP-ów?

– Tak, z pewnością powstanie i osoby, które zostaną zakwalifikowane do tej kategorii, zostaną przez nas powiadomione. Wszystkie osoby spoza tych grup, które wymieniłam wyżej, będą zmuszone do składania wniosków poprzez punkty wizowe. Ale żeby ułatwić i w pewien sposób też promować wizerunek Polski dla pewnych kategorii osób, punkty wizowe zorganizują na naszą prośbę okienko VIP. Z tego okienka mogłyby skorzystać m.in. pracownicy urzędów administracji lub podmiotów samorządowych, którzy nie będą uprawnieni do złożenia wniosków bezpośrednio w Konsulacie, czy też przedstawiciele biznesu współpracujący z podmiotami polskimi.

– Czy dzieci uczęszczające do szkoły sobotnio-niedzielnej polskiego stowarzyszenia, które wyjeżdżają na zaproszenie strony polskiej na szkolenia do Polski, na warsztaty językowe płacą 20 euro?

– Z racji tego, że te dzieci nie są członkami stowarzyszenia, nie kwalifikują się ściśle do kategorii osób VIP-ów ujętych w wytycznych MSZ. Natomiast my staramy się przekonać MSZ, że warto byłoby, aby w ramach istniejących w Konsulacie limitów przyjmować wnioski wizowe osób udających się do Polski w celu wymiany uczelnianej (szkolnej, kulturalnej) dzieci i młodzieży, która kwitnie za sprawą naszego przygranicznego usytuowania. Może nam się to uda. Dotychczas takie wnioski przyjmujemy w Konsulacie.

– Na jaki termin mogą dostać wizę dziennikarze i na jakiej podstawie?

– Od dziennikarzy wymagamy pisma od redakcji z informacją, w jakim celu i na jaki okres czasu taka osoba udaje się do Polski lub do strefy Schengen. I jeżeli ta osoba miała już wcześniej wizę, to są wszelkie podstawy, żeby wydać wizę dłuższą. Oczywiście wszystko to zależy i od tego, jaka informacja znajdzie się w piśmie od organizacji zawodowej, w której pracuje dziennikarz, jakie jest uzasadnienie wyjazdu, z jakim charakterem ściślejszej lub bardziej luźnej współpracy mamy do czynienia. Jeżeli jest to długoletnia i rokująca współpraca, to taka wiza oczywiście może być ważna na rok – 2 lata.

– A na jaki okres jest wydawana maksymalna wiza? Bo ja ostatnio spotkałem dziennikarza z 5-letnią polską wizą i to wydaną niedawno.

– To tak naprawdę zależy też od praktyki urzędu i warto byłoby ją ujednolicić. 5-letnia wiza jak najbardziej jest dopuszczalna, bo to jest maksymalna wiza, jaką można udzielić. Ale wszystko zależy od pewnej historii wizowej i od tego, jakie dokumenty dana osoba przedstawia.

– Dlaczego nie freelancerzy? Czasem dla człowieka, który się samozatrudnia w dziedzinie dziennikarstwa czy jest fotokorespondentem, praca za granicą jest jedynym źródłem utrzymania.

– Z freelancerami jest trudniej. Musieliby mieć rekomendacje któregoś z tytułów prasowych, z którym współpracują. Jeżeli ktoś jest freelancerem, to z reguły występuje o wizę na konkretny wyjazd, na konkretny projekt, który ma zrealizować. Jeżeli chodziłoby o wizę dłuższą, no to musiałby być co najmniej stałym współpracownikiem jakiejś redakcji.

– Czy zmiana konsula generalnego albo konsulów właściwych oznacza zmianę priorytetów, zainteresowań i partnerów do współpracy? Przykładem może służyć niewydanie wiz dla delegacji Kozackiego Bractwa Strzeleckiego, zaproszonego na Światowy Zjazd Bractw Strzeleckich do Polski? Czy prywatna wizja nowego konsula ma wpływ na politykę wizową?

– Myślę, że im będą bardziej jasne, dla wszystkich zrozumiałe i publicznie ogłoszone te zasady, według których działamy, tym będzie mniejsze pole do tworzenia takich drażliwych sytuacji, gdy ktoś jest posądzany o bliskie relacje z jedną stroną, natomiast o wrogie relacje wobec innej.

Śmiem twierdzić, że zmiany personalne, które się tutaj dokonały, nie powinny wpłynąć de facto na to, w jaki sposób współpracujemy i jak realizujemy tę politykę, bo ona jest jedna. Natomiast czy twarzą jej jest ta czy inna osoba, powinno być sprawą drugorzędną.

– Pani Konsul, jak walczyć z nieuczciwością? W Polsce zaistniał biznes wystawiania fikcyjnych zaproszeń. Czy te polskie firmy są weryfikowane przez Konsulat?

– Tak, my weryfikujemy wiarygodność zaproszeń i zezwoleń. Ale nasze możliwości są ograniczone. My możemy jedynie zweryfikować, czy dane zaproszenie zostało zarejestrowane w Urzędzie Pracy, możemy również zadzwonić do tego podmiotu, który zaprasza i zapytać, na ile i w jakim celu zaprasza. Możemy również, i to robimy, zwrócić się do właściwych służb w Polsce o weryfikację podmiotów zapraszających. Po stronie polskiej również zdarzają się podmioty nieuczciwe, które chcą czerpać korzyści majątkowe z tego typu działalności. Jeżeli wpływają do nas jakiekolwiek dokumenty lub informacje, z których wynika, że taki proceder kwitnie na terenie Polski i są w to zaangażowane konkretne osoby lub konkretne firmy, to kierujemy takie sprawy do zbadania przez Straż Graniczną. Zresztą Straż Graniczna na skutek naszych próśb, które wynikają w trakcie całej procedury wizowej, gdzie konsultujemy też konkretne wnioski, budzące nasze wątpliwości, wydaje nam często opinie, na podstawie których odmawiamy udzielenia wizy, bo okazuje się, że podmiot zapraszający jest nieuczciwy. Wystawia np. tysięczne zaproszenie, a tak naprawdę żadna z tych osób nigdy nie podjęła pracy w firmie, która taką pracę oferowała.

– Jakie najczęściej spotykane błędy popełniają wizowi wnioskodawcy? Czy KG ma zamiar podjąć działania informacyjno-prewencyjne za pomocą szerszego informowania w lokalnych mediach? Może warto założyć tzw. gorąca linia e-mailowa. I rzeczywiście proszę nie zapominać, że MW zawsze służy pomocą.

– Nie ma jakichś ściśle określonych błędów, bo z reguły przy występowaniu o kolejną wizę wniosek wypełnia się podobnie. Zresztą system, który akceptuje te ankiety, nie przyjmie wniosków z błędami. Często aplikanci występują o wizy krótkoterminowe w sytuacji, kiedy tak naprawdę mogliby być posiadaczami wiz, ważnych przez okres dłuższy, niż sami chcą. Ale to jest kwestia braku informacji i pewnej ostrożności. Zawsze łatwiej wystąpić o wizę krótszą niż o dłuższą. Ja powiedziałabym, że zawsze warto wystąpić o wizę ważną dłużej, niż składać częściej wnioski o wizy na krótsze okresy, o ile oczywiście zarówno cel, jak i warunki wyjazdu nie zmieniają się. Natomiast bez wniosku o wizę dłuższą takiej wizy nie możemy po prostu udzielić.

Bardzo dziękuję za deklarację współpracy. Rzeczywiście „Monitor Wołyński" jest pierwszą gazetą, która sama się do nas zgłosiła. Ale też chcieliśmy udzielać wywiadów, przygotować pewne oświadczenia, żeby szerzej cały problem wizowy wyjaśnić w sposób prosty i zrozumiały dla odbiorców. Oczywiście będziemy się starali te informacje w różny sposób przekazywać. Myślę, że media lokalne są najlepszym źródłem takich informacji. Jesteśmy też na etapie opracowania ulotki informacyjnej, która w przystępny sposób odpowiadać będzie na najczęściej zadawane pytania i jednocześnie informować o procedurze wizowej. „Gorąca linia" to jest rozwiązanie dobre.

Powiem tylko, że u nas telefon nigdy nie milknie.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1