Artykuły
  • Register

20390-1u

Według statystyk Ukraińcy bardzo często trafiają w ręce handlarzy niewolnikami w Polsce, która znajduje się na drugim miejscu ze względu na eksploatacje naszych obywateli, ustępując tylko Rosji, trzecie miejsce zajmują Czechy. Co trzecia prostytutka w Izraelu – to Ukrainka, która trafiła na obczyznę tranzytem przez Rosję. Jednak, jak mówią specjaliści, winne temu są nie atrakcyjne propozycje pracy, a niestabilna ukraińska gospodarka.

W 2008 roku Ukraińcy zaczęli coraz rzadziej szukać lepszego losu i pracy za granicą. Wydawało się, że w ojczyźnie wszystko się ustabilizowało, ludzie zaczęli brać kredyty, rozpoczynać własny biznes... Ale kryzys finansowy w świecie spowodował masowe procesy migracji osób pracujących. Ukraińcy pojechali do Polski, przyczyną tego – bliskie sąsiedztwo, Polacy – do Niemiec, a Niemcy – do Francji. Fachowcy taki proces nazywają globalizacją społeczeństwa.

Nina Pachomiuk, przewodnicząca organizacji pozarządowej „Wołyńskie Perspektywy”, która jest przedstawicielem Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w obwodzie wołyńskim mówi, że handel ludźmi w 2009 roku znowu wzrósł.

 

– Pani Nino, organizacja pozarządowa, której Pani przewodniczy, już od 9 lat zajmuje się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi na Wołyniu. Jaka obecnie jest sytuacja w tej dziedzinie?

– Proces handlu ludźmi odbywa się falami. Jeżeli do 2008 roku ta fala spadła i ludzie częściej postanawiali rozpocząć biznes na Ukrainie, znaleźć stabilną pracę, to kryzys finansowy wszystko to złamał, i Ukraińcy znów byli zmuszeni do wyjazdu. Kiedy człowiek jest pewny, że za granicą zarobi dużo pieniędzy, to nawet nie dopuszcza myśli, na przykład, że może stać się ofiarą oszustwa, albo może nagle zachorować, albo że nie może wrócić do domu, bo przebywa w obcym kraju nielegalnie. To jak „zespół kierowcy” – codziennie widzisz wypadki na drodze, ale nawet nie dopuszczasz, że podobnie może się stać z tobą. Analogicznie człowiek myśli, gdy jedzie pracować za granicę. Obecnie sytuacja jest niezbyt pocieszająca, ponieważ w ciągu ostatnich lat proces handlu ludźmi znacznie się rozwinął: pracownicy organów spraw wewnętrznych zdobywają coraz większe doświadczenia w ujawnieniu takich spraw, ale jednocześnie handlarze ludźmi doskonalą swoje możliwości dotyczące werbunku osoby, która pracuje za bezcen, a ktoś przez to zarabia sporo pieniędzy.

– Dlaczego Ukraińcom wydają się tak atrakcyjne zagraniczne zarobki?

– Problem polega na tym, że nie tylko Ukraińcy wyjeżdżają za granicę. Jeśli my jedziemy do Polski, to Polacy – do Niemiec. Procesy migracyjne są nieodwracalne w naszym współczesnym świecie. W każdym kraju ktoś musi wykonywać czarną robotę i zazwyczaj robią to cudzoziemcy. Ale jeżeli za taką pracę  w Polsce płacą 200-300 dolarów na miesiąc, to w Niemczech – 800-1000 euro. Więc Polakom nie opłaca się pracować w swoim kraju, a Ukraińcy godzą się na takie pensje, bo u siebie zarabiają 100 dolarów za podobną pracę. Na Ukrainę przyjeżdżają Chińczycy, Palestyńczycy, którzy pracują za 100 dolarów albo nawet za jedzenie.

– Czy dużo Ukraińców trafia do rąk zagranicznych handlarzy niewolnikami?

– Ofiarami handlu ludźmi staje się 3-5 proc. Ukraińców, którzy wyjeżdżają pracować za granicę. Jednak 50-70 proc cierpi wskutek oszustwa, co też negatywnie wpływa na stan psychologiczny człowieka. Każdy, kto pracował za granicą, na początku musiał się przyzwyczaić do tego, że nad nim jest gospodarz, który palcem pokazuje, co i jak robić, że jego wyzywają, że on mało je, nie dosypia, pracuje ponad normę, mogą mu zabrać paszport niby dla rejestracji, ale w rzeczywistości żeby nie uciekł. Tak jest do tej pory, póki zgromadzą się jakieś środki, gdy człowiek potrafi być niezależnym za granicą i wybrać sobie pracę.

Zapytajcie ludzi, którzy gdzieś pracowali, o początkowym okresie pobytu za granicą. Oni nie dadzą opowiedzi, ponieważ był to bardzo ciężki okres ich życia.  Później przystosowują się i zaczynają pracować.

– Co musi zrobić tych 5 proc. ukraińskich pracowników, którzy trafiają do niewoli?

–  Do rąk handlarzy niewolnikami może trafić każdy człowiek, od tego nikt  nie jest ubezpieczony. Należy po prostu wiedzieć, co uczynić w tej sytuacji. Jeśli zagraża niebezpieczeństwo, to trzeba w pierwszej kolejności myśleć o tym, jak zachować swoje życie. Jeżeli odebrano paszport, należy mieć kilka jego kopii. Jeszcze lepiej, i ja to zawsze doradzam, zeskanować paszport i wysłać na kilka skrzynek elektronicznych. Jeżeli zagraża wam niebezpieczeństwo, to można odtworzyć kopie dokumentów, zwrócić się do ambasady czy na policję, gdzie mogą pomóc. Z tego zo wiem, w Polsce ludzie najczęściej zwracają się do księży, którzy im pomagają.

Najlepiej przed podróżą skonsultować się z fachowcami. Jak mówią, poinformowany znaczy uzbrojony. Nasza organizacja pozarządowa bezpłatnie konsultuje potencjalnych pracowników za granicą. Możemy sprawdzić, gdzie człowiek jedzie, znaleźć adresy najbliższych konsulatów albo ambasady, adresy organizacji społecznych, które potrafią pomóc. Oprócz tego za granicą dobrze rozwinięta sieć przytułków dla ludzi, którzy trafili do rąk handlarzy ludźmi.

– Jak nie trafić w ręce handlarzy ludźmi?

– Przed podróżą trzeba dobrze zapoznać się za pomocą prawnika z umową o pracę, dowiedzieć się, gdzie mogą być „podwodne kamienie”. Czytając umowę, warto zwrócić uwagę na takie zdania, jak np. „wykonywanie wszystkich rodzajów prac na wymóg pracodawcy” albo „wykonywanie prac, których wymaga pracodawca” itd. W umowie musi być wyraźnie zaznaczono, jaki zawód człowiek będzie wykonywać i na jakich warunkach. Gdy firma zobowiązuje się zapłacić wszystkie koszty, może to spowodować dług, który będzie bardzo trudno oddać, ponieważ w zamian za jego skasowanie trzeba będzie długo pracować. I w żadnym wypadku nie można podpisywać żadnych dokumentów sporządzonych w niezrozumiałym dla nas języku, albo takich, gdzie są opuszczone słowa (linijki), które ktoś może wypełnić po podpisaniu przez was dokumentu. Obowiązkowo trzeba zachować egzemplarz umowy z podpisami. W przypadku pojawienia się problemów, trzeba zwrócić się ze wszystkimi dokumentami do ambasady Ukrainy w tym kraju, gdzie osoba jest zatrudniona.

– Obecnie w ogłoszeniach można przeczytać o atrakcyjnych propozycjach zatrudnienia za granicą. Czy można ufać takim firmom-pośrednikom?

– Każdy człowiek musi pamiętać, że jedzie za granicę na własne ryzyko. Żadna agencja czy przedsiębiorca zajmujący się zatrudnieniem, nie zatrudnia Ukraińca za granicą bezpośrednio, on po prostu wykonuje funkcje pośrednicze, czyli tylko nadaje informację o tym, dokąd możecie pojechać. Ukraiński przedsiębiorca podpisuje z zagranicznym międzynarodową umowę, na podstawie której Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej Ukrainy wydaje mu licencję pozwalającą na wykonywanie pośredniczych usług w zakresie zatrudnienia Ukraińców za granicą. Taka licencja musi być opatrzona „mokrą” pieczęcią. Kserokopie czy zeskanowane licencje, z których uwielbiają korzystać oddziały firm, nie mają wagi – one też muszą mieć kopię, opatrzoną pieczęcią ministerstwa. Oprócz tego, jedna licencja jest wydawana tylko na współpracę z jednym krajem, czyli jeśli ktoś proponuje do wyboru 5 krajów, to musi mieć 5 licencji. Natomiast gdy człowiek przekracza granicę, to agencja nie ponosi za niego odpowiedzialności.

– Czy agencja za zatrudnienie ma prawo do pobierania od człowieka znacznie większych opat za otrzymanie wizy, niż pobierane za podobne rodzaje usług?

– Najciekawsze jest to, że agencja zatrudnienia bierze opłaty za konsultacje informacyjne, a nie za miejsce pracy czy opłaty wizowe. Na przykład, jeśli Państwu proponują wizę z prawem do pracy za 600 euro, to w umowie będzie zaznaczone, że trzeba zapłacić za usługi informacyjno-poradnicze dotyczące otrzymania wizy. Gdy wizy nie dostaniecie i poprosicie o zwrot pieniędzy, to dostaniecie odpowiedź, że byla to opłata konsultacji, których wam udzielono. Proszę pamiętać, że według ukraińskiego ustawodawstwa agencja zatrudnienia nie ma prawa do wymagania od potencjalnego pracownika za granicą pieniędzy za zatrudnienie za granicą, póki nie zostanie podpisana umowa o pracę między obywatelem Ukrainy i zagranicznym przedsiębiorstwem. Czyli firma nie ma prawa do pobierania opłat za usługi pośrednicze, do momentu zawarcia umowy o pracę, natomiast za konsultacje proszę bardzo – 300 euro. Żadna firma nie będzie pracować sobie na szkodę i przygotowując umowę o nadanie usług konsultacyjnych ubezpieczy się, aby później człowiek nie miał pretensji.

– Dlaczego Pani zdaniem, wołynianie najczęściej wyjeżdżają za zarobkami do Polski? Czy jest to związane tylko z bliskim sąsiedztwem?

– Sąsiedztwo odgrywa ważną rolę, ale istotnym czynnikiem jest obecność w Łucku konsulatu. Oprócz tego, ustawodawstwo Polski jest bardzo lojalne dla pracowników-cudzoziemców. Na przykład, Ukrainiec może pracować w sąsiednim kraju  6 miesięcy bez wizy z prawem do pracy, tylko posiadając rejestrację (czyli dostaje wizę udając się w odwiedziny do Polski na zaproszenie, a na miejscu pracodawca rejestruje go w odpowiednim urzędzie). I nikt w takim przypadku nie narusza ustawodawstwa.

Ale to nie Polska zmusza Ukraińców do wyjazdu na zarobek, a ukraińska gospodarka. Ludzie brali kredyty, kiedy dolar kosztował pięć hrywien, a obecnie – osiem. Więc Ukraińcy zaczęli masowo szukać pomocy za granicą. Ich nie interesowało, gdzie i jak oni będą pracować. Oni chcieli oddać kredyty i uchronić znajdujące się pod zastawem mieszkanie oraz rodzinę, która nie miała środków do wyżywienia.

Wyjście z tej sytuacji jest jedno –  usunięcie przyczyn wyjazdu, a główna przyczyna –to niestabilność naszej gospodarki.

 

Ania TET

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1