Artykuły
  • Register

009_konsul_by_lotr

Gościem „Monitora Wołyńskiego” jest Konsul Generalny RP w Łucku pan Marek Martinek, który od niedawna zaczął pełnić służbę dyplomatyczną na Wołyniu.

– Kiedy Pan oficjalnie przystąpił do wykonania obowiązków Konsula Generalnego w Łucku?

 

– Zgodnie z otrzymaną akredytacją przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy – w zeszłym tygodniu.

 

– U kogo Pan złożył pierwsze wizyty?

 

– U przewodniczących administracji państwowych w obwodzie wołyńskim i obwodzie rówieńskim.

 

– Określając koncepcję rozwoju placówki i życia Polonii, powiedział Pan, że Pana priorytetem są pewne działania ekonomiczne.

 

– Nie do końca tak. Można to uogólnić, że to są ruchy ekonomiczne, ale ja myślę o całym spektrum możliwości współpracy transgranicznej, czyli nie tylko w kwestiach gospodarczych, ale też, na przykład w kwestiach infrastrukturalnych – budowa dróg, mostów i tego typu przedsięwzięcia.

 

– Panie Konsulu, dlaczego polskiego biznesu jest tak mało na Ukrainie, a szczególnie na Wołyniu?

 

– Na to pytanie powinien odpowiedzieć radca handlowy w Kijowie. Nie wiem dlaczego jest tak mało. Na razie spotkałem kilka osób, które tutaj robią biznes i bardzo sobie to chwalą. Być może wiąże się to z małym zainteresowaniem polskiego biznesu rynkiem wschodnim jako takim, nie mówię o Ukrainie, ale w ogóle o Wschodzie. Być może jest to też związane z faktem, że jednak większość firm polskich ściśle związała się z  firmami zachodnimi. Ale te czasy, które w tej chwili mamy, myślę że same zmuszą polskich biznesmenów i inwestorów do szukania nowych lokalizacji i mam nadzieję, że będzie to też Ukraina.

 

- Kryzys europejski trochę pomaga w szukaniu nowych rynków?

 

– Sam kryzys na pewno na to wpłynie, ponieważ spada produkcja na zachodzie i szuka się możliwości zbytu gdzie indziej. A Wschód jednak jest takim dobrym miejscem. Mam na myśli nie tylko Ukrainę, ale również Białoruś i Rosję.

 

– Czym był spowodowany brak dużego zainteresowania rynkiem ukraińskim w poprzednich latach? Może brakiem informacji, brakiem dobrego ustawodawstwa lub wykonania ustawodawstwa ze strony ukraińskiej?

 

– Z tego co do tej pory mówili przedstawiciele polskiego biznesu, którzy mnie odwiedzili,  prawdopodobnie wynika to z dosyć skomplikowanych przepisów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej na Ukrainie. Nie mniej jednak osoby, które tu funkcjonują od lat 90-tych twierdzą, że po tym okresie przejściowym, kiedy trzeba zapoznać się z tymi przepisami, funkcjonowanie na rynku jest możliwe i daje wręcz sukcesy.

 

– Czy Pana zamiarem będzie szersze prezentowanie polskiego biznesu w formie konferencji lub np. forum gospodarczego? Co Pan sądzi o pomyśle zorganizowania stałych targów nadbużańskich, żeby biznesy polsko-ukraińskie wzięły w tym udział?

 

Ta koncepcja jest interesująca. Niemniej jednak ja myślę, że w tej kwestii powinni się wypowiedzieć sami biznesmeni. Jedno, co mogę powiedzieć, na podstawie wypowiedzi osób, które ze mną do tej pory rozmawiały, bardzo istotnym z ich punktu widzenia jest powołanie punktu informacyjnego dla biznesu, który byłby skierowany nie tylko na biznes polski, ale również na biznes ukraiński, który chciałby w Polsce cokolwiek zrobić. I myślę, że chyba w pierwszej kolejności powinniśmy pójść w tym kierunku, żeby powołać taki punkt. Ten punkt mógłby być umocowany przy władzach obwodowych oficjalnie i pod egidą władz obwodowych prowadzony. Jeżeli chodzi o inne formy, oczywiście jak najbardziej jest możliwe prowadzenie różnego rodzaju lokalnych forów. Konsulat Generalny w Łucku działa na terenie tylko i wyłącznie dwóch obwodów i postrzegam to poprzez pryzmat tych właśnie dwóch obwodów, że w ewentualnych spotkaniach uczestniczyliby przedstawiciele zaprzyjaźnionych regionów w Polsce, czyli biznesu z województwa podkarpackiego, lubelskiego i być może warmińsko-mazurskiego, ponieważ tu bardzo często w wielu wypowiedziach słyszę, że województwo warmińsko-mazurskie bardzo intensywnie współpracuje zarówno z obwodem rówieńskim, jak i wołyńskim. Myślę, że tą drogą powinniśmy się kierować.

 

– Nie zapominajmy też o dawnych przyjaciołach i stałych partnerach, na przykład o województwie łódzkim.

Jeżeli województwo łódzkie ma zamiary prowadzić działalność skierowaną dla biznesu, to oczywiście będzie mogło liczyć na nasze wsparcie i pomóc. Nie zawęziłem tego okręgu do tych trzech województw, które wymieniłem, tylko powtarzam to, co do tej pory usłyszałem od dwóch gubernatorów, czyli to co do tej pory już funkcjonuje. Natomiast każde inne województwo może oczywiście liczyć na naszą pomóc i współpracę.

0019_konsul_by_lotr

 
 

– Pan Przyjechał do nas z Białorusi, przed tym był Pan na Litwie i w Gruzji... My, Polacy, tak samo jak i Ukraińcy generalnie mamy podobne urazy sowieckie... Jak Pan ocenia rolę Wspólnoty Polskiej w tym naszym  „budzeniu” się i skierowaniu głów w stronę Europy. Na ile może ona teraz być pomocna Ukrainie?

 

Wspólnota Polska od wielu lat pompuje olbrzymie pieniądze zarówno w Białoruś, jak i w Ukrainę. I powiem szczerze – ja efektów nie widzę. Nie wiem, czy to jest kwestia mentalności osób na Wschodzie, czy to jest inna kwestia, natomiast tyle lat niepodległości Ukrainy nie doprowadziło do tego, żeby ten ruch polonijny jakoś rozkwitał. Czy to jest niechęć osób do działania, a tylko chęć bycia członkiem organizacji polskiej, ale oczekiwanie tylko i wyłącznie na korzyści z tego płynące. Natomiast brak zainteresowania, żeby samemu coś zrobić i dać z siebie. Uważam, że w pierwszej kolejności powinniśmy zadbać o szkolnictwo polskie. Jeżeli my nie postawimy na pozyskiwanie młodzieży, która będzie chciała się przyznawać do polskich korzeni, to za ileś lat na Ukrainie możemy zapomnieć o tym, że mieliśmy Polaków. I to jest dla mnie podstawowe założenie pracy tutaj, aby ta świadomość tego, że jest się Polakiem dała człowiekowi przede wszystkim chęć nauki języka polskiego i nie tylko z powodu, że on będzie miał z tego korzyści, ale dlatego że on faktycznie się czuje Polakiem.

 

Oczekiwania na Wschodzie są zupełnie inne, niż na Zachodzie, i tutaj cały czas obserwujemy postawę roszczeniową, że nam się należy. Na Zachodzie tego nie ma. Tam oczekiwanie idą przede wszystkim w kierunku kultury, oni chcą mieć kontakt z polską kulturą, oświatą, ich nie interesuje pomoc finansowa jako taka. Natomiast na Wschodzie ten element nadal jest bardzo ważny.

 

– Jak przychodzą do naszego Stowarzyszenia ludzie, którzy chcą dostać Kartę Polaka i mówią że im się należy ten dokument, bo oni są Polakami, zadaję pytanie: czym dla Państwa jest Karta Polaka? Wielu traktuje ten dokument jak tak zwany „bilet ulgowy” do Polski. Czy Karta Polaka pomoże w tym obudzeniu się, i „uprzytomnieniu” narodowym?

 

Nie myślę, żeby to miało szczególne znaczenie. Zgodzę się z Pana wypowiedzią, że jest to bardziej interes, związany z możliwością otrzymania bezpłatnej wizy, pewnymi ulgami, które z tej Karty wynikają, możliwością podjęcia pracy czy też nauki w Polsce. To nie jest w mojej opinii zryw patriotyczny, że ktoś właśnie chce udokumentować swoje polskie pochodzenie, bo ma taką potrzebę wewnętrzną i jest dumny z tego, że jest Polakiem. Takie postawy były widoczne na Litwie, gdzie ludzie chcieli mieć tylko dokument, potwierdzający, że są Polakami, mieć napisane po polsku nazwisko.

 

– Też tu spotkałem szereg takich osób starszych, chorych i często leżących, dla których ten dokument jest bardzo ważny.

 

Tak. Ja nie chcę uogólniać. Spotkałem się z tym także wśród osób starszych na Białorusi, które chciały otrzymać Kartę Polaka, żeby przed śmiercią czuć się Polakiem. Natomiast ja mówię o młodym pokoleniu, które podchodzi do tego z pewnym interesem. Nie ma tutaj co ukrywać. I ja nie mówię, że to jest złe, bo to też w pewnym sensie kształtuje świadomość, jeżeli ktoś się dokopał tych polskich korzeni tylko z racji tego, że widzi przez pryzmat Karty jakieś tam korzyści, to w jakimś sensie jest też Polakiem odzyskanym.

 

- Ważnym elementem narodowym jest nasza pamięć. Już od wielu lat ubiegamy się o tym, żeby na miejscu naszego cmentarza katolickiego, na którym teraz jest Memoriał Sławy, postawić chociażby krzyż parafialny i krzyż legionowy, ponieważ tam była kwatera legionistów czasów wojny z bolszewikami. Drugi punkt – Beresteczko, gdzie przed kościołem Św. Trójcy jest zdewastowany cmentarz legionowy. Wystąpiliśmy kiedyś jeszcze z inicjatywą postawienia wspólnego pomnika Polsko-Ukraińskiego Braterstwa Broni. Do tego czasu niema nic. W jaki sposób możemy dotrzeć do władz miasta i obwodu, żeby udowodnić, że my też mamy prawo do swojej martyrologii?

 

Myślę, że pomoże w tym zjednoczenie miejscowych Polaków. Mielibyście inną siłę przebicia, niż w tej chwili macie.

 

– Polska jest w Europie. Natomiast Ukraina, niby podobna do Polski, ale jakoś długo idzie w tym kierunku. Co przeszkadza Ukrainie?

 

Jeżeli popatrzymy na historię, to Polska, mimo że była pod wpływem Związku Radzieckiego, pozostawała państwem formalnie wolnym. Polacy, może w ograniczonej ilości, ale jeździli na Zachód, istniał biznes prywatny, ziemia była własnością prywatną. Natomiast tutaj przez dziesiątki lat prowadzono eksperyment pod nazwą „homosowietikus”, który, gdyby nie upadek Związku Radzieckiego, powiódłby się. Osoby, które w tym wszystkim tkwiły, jednak tym przesiąkły. Chyba najlepiej jest to widoczne gdy się patrzy na młodzież, która wychowywała się albo tuż po upadku Związku Radzieckiego, albo w ogóle urodziła się po jego upadku. Oni prezentują zupełnie inne poglądy, dla nich ta epoka w ogóle jest niewyobrażalna. Myślę, że dopóki jest ta dysproporcja, czyli na Ukrainie mieszka więcej osób, które wyszły z pod jarzma Związku Radzieckiego, to jednak tendencje integracyjne z UE nie będą wyraźne. Młodzież, która przede wszystkim już jeździ za granicę, wracając tutaj zaczyna dostrzegać, że coś jest nie tak.

 

Trzeba trochę czasu żeby społeczeństwo jako całość było przekonane, że jednak integracja europejska to jest ta ścieżka, którą powinno się iść.

 

– Panie Konsulu, jak wygląda prywatna strona Pana życia? Przecież to jest ciężki trud przenoszenia się z jednej placówki do innej. Uważam, że 4 lata jest za mało dla jednego konsula.

 

Są różne szkoły. Niektórzy uważają, że 2 lata to jest dużo, bo uważa się, że po dwóch latach konsul zaczyna brać stronę tego państwa, w którym jest, a nie tego które reprezentuje. Ja myślę, że 4 lata to w sam raz, bo faktycznie zanim człowiek pozna tutaj teren, na którym się znalazł, mija około roku. I pewne pomysły nie rodzą się przed przyjazdem, często życie weryfikuje to dopiero na miejscu, po czym realizowany jest konkretny plan.

 

– Pan pochodzi z Krakowa?

 

Jestem z Krakowa, ukończyłem Uniwersytet Jagielloński, kierunek geologia. Pracowałem w zawodzie przez kilka lat. Później przekwalifikowałem się, pracowałem w biznesie przez jakiś czas, potem zainteresowałem się możliwością wyjazdu za granicę i zgłosiłem swoją kandydaturę. I teraz jeżdżę.

 

– Kim się Pan czuje – biznesmenem, geologiem, dyplomatą?

 

W tej chwili na pewno dyplomatą, dlatego że już prawie 16 lat tym się zajmuje. Geologia jest raczej hobby, biznesem już się nie zajmuję.

 

– Ale Pan dobrze się czuje w płaszczyźnie ekonomicznej.

 

Podkreślam tę płaszczyznę, dlatego że sprawy gospodarcze nie pozostają bez wpływu na politykę. Jeżeli będziemy mieć tu silny biznes, to będziemy mieć zupełnie inną pozycję w różnych innych kwestiach, na przykład w tych które Pan poruszył – kwestie upamiętnień, krzyża.

 

Rozmawiał Walenty WAKOLUK