Artykuły
  • Register

1Zamost

15 - 16 października odbyła się podróż grupy wykładowców i studentów z Wołyńskiego Technikum Narodowego Uniwersytetu Technologii Spożywczych do Polski szlakiem Łuck – Chełm – Zamość – Janów Lubelski – Bałtów – Lublin – Łuck.

Była to edukacyjna wycieczka, podczas której studenci wydziału obsługi hotelarskiej i turystycznej próbowali swoich sił jako piloci, podając informacje w języku ukraińskim i polskim.

Podróż bardzo się spodobała wszystkim jej uczestnikom, ponieważ była nie tylko interesująca, ale dosyć różnorodna. Studenci i wykładowcy obejrzeli starówki Chełma, Lublina i Zamościa (ta ostatnia wymieniona na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO), odwiedzili wiele muzeów wraz z unikatowym podziemiem kredowym, znajdującym się pod chełmskim Starym Miastem. Zrozumieć przyrodę i dowiedzieć się o niej więcej dał możność nocleg w Ośrodku Edukacji Ekologicznej w Janowie Lubelskim. Ośrodek mieści się w lesie i zaistniała tam również okazja zobaczenia ciekawej ekspozycji. Trasę dwudniowej wycieczki zaproponowała Tetiana Semesiuk, operator turystyczny, od lat pracująca w branży turystycznej, która doskonale zna się na ciekawych wycieczkach, sama je opracowuje i bardzo interesująco prowadzi.

Najbardziej spodobał się wszystkim Park Jurajski w pobliżu miejscowości Bałtów. Jest on jednym z trzech naukowych wśród dziesiątków parków tego typu w Europie. Ludzie, którzy tu pracują , poświęcili badaniu dinozaurów niejeden rok. Z ich opowieści turyści dowiedzieli się wiele o prehistorycznych zwierzętach, obejrzeli dziesiątki ich dokładnych kopii w naturalnych wymiarach. Oprócz komentarzy naukowych o wszystkich okazach: od najmniejszego do największego, turystom opowiedziano legendy i podania, związane z tym terenem.

Park został założony w pobliżu Bałtowa nieprzypadkowo. Kilkaset lat temu wśród wysokich wzgórz kredowych, które są przedłużeniem Gór Świętokrzyskich, odnaleziono czytelny odcisk dziwnej stopy, niby ogromnej kurzej nogi. Ponieważ zwierzęta o takich stopach ludziom nie były znane i nikt nie wiedział, jak wygląda diabeł, mniemano, że jest to ślad nogi diabła, więc miejsce nazwano „stopa diabła”. Wkrótce zaczęły krążyć dookoła tej skały złe wieści, a potem legendy, więc miejscowi omijali to miejsce. I trwało tak aż do połowy XX wieku, dopóki do Bałtowa nie przyszli paleontolodzy. Naukowo wyjaśnili, czyje to są ślady, ile milionów lat liczą, jak i to, dlaczego właśnie tu tyle wykopalisk. Cała Europa znajdowała się pod gigantycznym prehistorycznym morzem, a w tym miejscu była wyspa. Do tej pory można tu znaleźć ciekawe świadectwa tego czasu.

Co ciekawe, długość ciała dinozaurów wahała się od 35 cm do 35 m, waga – od 110 gramów do ponad 100 ton. Roślinożerne zwierzęta tak dobrze przystosowały się do obrony, że niektóre z nich nawet powieki miały opancerzone; żeby pozostać nietkniętymi, wystarczyło im położyć się na brzuchu. Gdy drapieżniki zbyt im dokuczały, uruchamiały 25-kilogramową maczugę na końcu kilkumetrowego ogona, która poruszała się z dużą prędkością i mogła złamać napastnikowi najgrubsze kości. Dinozaury wykłuwały się z jaj, średnica największego z do dziś odnalezionych to zaledwie 22 cm. Niektóre gatunki były pokryte piórami. Wydaje się nieprawdopodobne, ale naukowcy są zdania, że potomkami dinozaurów są chyba ptaki. Oprócz dawnych zwierząt ciekawym żywym eksponatem z tamtych czasów były reliktowe rośliny – sekwoja i miłorząb dwuklapowy.

W jurajskim parku wszyscy żałowali, że mają na jego odwiedziny tylko połowę dnia, musieli śpieszyć się do Lublina. Należy dodać, że wystawa w Bałtowie odtwarza wszystkie okresy historyczne rozwoju istot żyjących na ziemi i zawiera wszystkie gatunki dinozaurów, odnalezionych na Ziemi, oprócz czterech jeszcze nie znalezionych w Polsce. Oprócz wystawy dinozaurów, w Bałtowie można zwiedzić szereg innych obiektów, takich jak muzeum z kolekcją minerałów, gdzie są kryształy wielościany i zrosty, a nawet takie okazy, jak róża pustyni. Są tu również skamieniałości dawnej flory i fauny, prehistoryczne oceanarium oraz huśtawki, ujeżdżalnia, a nawet safari. Tutaj jeździ się konno i samochodem wśród setek dzikich zwierząt, żyjących w warunkach naturalnych. W lecie podróżuje się  na tratwach, opala się na brzegu jeziora Kamienne Oko, a zimą – leci się na nartach ze stromych zboczy.

Chociaż wycieczki były prowadzone w języku polskim, a tłumaczenia na język ukraiński dokonywano w miarę potrzeby, nawet ci, którzy wcześniej nie uczyli się języka naszych sąsiadów, szybko zaczęli go rozumieć.

Wołynianom, którzy po raz pierwszy odwiedzili Polskę, podróż przyniosła dużo wrażeń. Poczuli się oni europejskimi turystami, posłuchali języka sąsiadów, porozmawiali z dobrymi ludźmi i co najważniejsze, mieli ciekawy wypoczynek.

Reakcja na to, co zostało zobaczone, była „patriotyczna”. Jak jeden mąż mówiono, że Łuck z jego dziejami i zabytkami, podobnie jak inne miasta Wołynia, zasługuje na to, żeby znaleźć się wśród najciekawszych europejskich miast. Żałowano, że wiele ku temu brakuje: dobrych gospodarzy, funduszy na renowację, ogólnej kultury i chęci zrozumienia i zachowania własnej wielokulturowej historii.

 

Oleksa ROGOZA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1