Artykuły
  • Register

Polscy archeologowie rozpoczęli ekshumacje w Ostrówkach koło Lubomli. Prace odbywają się głównie na – tak zwanym – trupim polu, gdzie może spoczywać nawet 300 ciał Polaków zabitych w 1943 roku przez nacjonalistów i okoliczną ludność.

Po Ostrówkach nie ma już nawet śladu. Podobnie, jak po innych wsiach na Wołyniu, w których mieszkali Polacy. Pozostało zarośnięte chaszczami pole. Nie są to dobre ziemie, nie opłaca się tam właściwie niczego uprawiać.  W takim momencie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy warto było przelewać krew za takie tereny.

W 1943 ukraińscy nacjonaliści wraz z miejscową ludnością zabili ponad tysiąc Polaków mieszkających w tych okolicach. Pole śmierci, czy też trupie pole to jedno z miejsc, gdzie mordowano i chowano ofiary. Archeolog Olaf Popkiewicz podkreśla, że mieszkańców wsi wyprowadzono i rozstrzeliwano właśnie tutaj. Część została zastrzelona po drodze. „To była taka droga śmierci”  – dodaje. Inny archeolog, Michał Siemieński zaznacza, że nie wiadomo, czy zabici byli chowani bezpośrednio przy drodze, czy też ciała wrzucono do zbiorowych mogił na polu śmierci. „Żeby mniej kopać, nie robić jakichś robót dodatkowych” – uzasadnia.

Olaf Popkiewicz dodaje, że zabójcy nawet nie przeszukiwali ofiar ponieważ mieli przy sobie wiele rzeczy, które ukradli z domów, w których mieszkali Polacy. Stąd archeologowie znajdują przy ofiarach, na przykład medaliki i modlitewniki.

Archeolodzy liczą na to, że  na trupim polu znajdą około 300 ciał, w większości kobiet i dzieci. Odnajdują także mniejsze groby, gdzie pochowane są pojedyncze osoby bądź rodziny.

Archeologom z Torunia pomaga Polak z Kowla – Anatol Sulik. Na co dzień opiekuje się on miejscami na Wołyniu, gdzie spoczywają Polacy. Jak podkreśla, takich grobów w tym regionie Ukrainy jest bardzo dużo, niemal 750. I są to tylko te miejsca, gdzie spoczywają ciała więcej niż 5 osób.

Ukraińcy, z którymi rozmawiałem w tych okolicach nie ukrywają, że doszło do zbrodni. Podkreślają jednak, że ten temat nie jest omawiany w ich rodzinach. Stepan, ze wsi Sokół, który pracuje obecnie przy przygotowaniach polskiego cmentarza do wizyty prezydentów Polski i Ukrainy na przełomie września i października , pamięta iż o tym, co wydarzyło się 68 lat temu mówiono w jego domu. „Już teraz nie ma takich starych ludzi, może kilku jest, którzy pamiętają” - dodaje. Stepan, który pomagał mi znaleźć cmentarz, wie dokładnie, gdzie były polskie wsie. „Tam była wieś, spalili [Polaków] w stodole, potem przenieśli na cmentarz, moja mama, która już nie żyje, o tym mówiła” – mówi pokazując pole zarosłe obecnie chwastami.

Miejscowe władze pomagają Polakom w organizacji ekshumacji. Nie ma problemu z dostarczeniem Polakom wody, czy przywiezieniem namiotów. Otwartość władz wynika nie tylko z odgórnego polecenia przysłanego z Kijowa, ale też z własnego przekonania. Jedną z osób pomagających Polakom jest wójt gminy Równe Wołodymyr Stryżu k. Jak przyznaje, nie może postępować inaczej. „Według mnie, jedyne co nas dzieli, Polaków i Ukraińców, to rzeka Bug. Oprócz tego mamy wspólne tradycje, historię, kulturę” – zaznacza opowiadając chętnie o współpracy między swoją gminą a polskimi partnerami. Organizowane są wspólne wyjazdy, wymiany młodzieży i dzieci.

Prace w Ostrówkach i okolicach potrwają do 10 sierpnia. Pod koniec miesiąca przyjadą rodziny ofiar, aby wziąć udział w uroczystym pogrzebie. Z kolei na przełomie września i października do Ostrówek mają przyjechać prezydenci Bronisław Komorowski i Wiktor Janukowycz.

Piotr POGORZELSKI
Autor jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie i autorem bloga o Ukrainie ua2012.blox.ua.