Artykuły
  • Register

melnykOstatnio w Łucku została wydana książka pisarza Wiktora Melnyka «Tryliardy sonetów». Chociaż zbiór zawiera tylko 14 «pierwotnych» utworów, to wyrazy z nich da się skomponować w nowe utwory. W sumie takie dzieła można układać w liczbie ponad 11 tryliardów. Autor tej oryginalnej książki, Wiktor Melnyk, pochodzący z ziemi czerkaskiej, jest ciekawym poetą, prozaikiem, tłumaczem, krytykiem literackim i dziennikarzem. Jest on również laureatem nagrody «Kryształowa wiśnia» (1995), nagrody imienia S. Rudańskiego (1998) oraz imienia M. Kociubińskiego (2006). Jest członkiem Narodowego Stowarzyszenia Pisarzy Ukrainy od 1996 roku. Dzisiaj Wiktora Melnyka gości «Monitor Wołyński».

«Jesienią 1984 roku, przez trzy dni z rzędu, «wychowywano» mnie w zarządzie obwodowym»

– Panie Wiktorze, o ile wiem, Pana debiut literacki przypada na odległy 1975 rok. Tak więc, był Pan pisarzem w Związku Radzieckim i jest nim obecnie, na niepodległej Ukrainie. Czy są różnice w odbiorze pracy pisarskiej dzisiaj i kilkadziesiąt lat temu?

– Dwa moje wiersze, wydane w lipcu 1975 roku w «Zorze Umańskiej», wcale nie uważam za debiut. W latach osiemdziesiątych moje utwory były drukowane w periodykach, chociaż nieczęsto, pisałem raczej do szuflady, a rękopis zbioru poetyckiego został z powodzeniem odrzucony przez wydawnictwa stoliczne po tym, jak trafił do konsultantów literackich. (Nawiasem mówiąc, dużo wierszy z tego rękopisu weszło w 1991 roku do mojej naprawdę debiutowej książki «Po prostu wiersze», nie wstydzę się ich dzisiaj). Dlaczego tak się stało – trudno jednoznacznie stwierdzić. Być może dlatego, że nie trafiłem na swego «staruszka Dzierżawina», który by mnie zauważył, wtedy wszystko udałoby się w stu procentach. Jednak bardziej wiarygodnym wydaje mi się inne wytłumaczenie – zainteresowanie ze strony KGB i stawiane przez niego przeszkody. Jesienią 1984 roku, przez trzy dni z rzędu, «wychowywano» mnie w zarządzie obwodowym – z powodu «nieprawidłowego» pojmowania narodowej polityki partii, z powodu anegdotek o Breżniewie, a głównie z powodu czytania dzieł zakazanego Chwylowego. Otóż, za czasów totalitarnego Związku Radzieckiego, można tak powiedzieć, byłem nie pisarzem, a dopiero początkującym, którego okres początkowy został wydłużony przymusem. Naprawdę, pisarzem poczułem się w latach dziewięćdziesiątych i to nie na początku, a już gdzieś pod koniec, mając na zapleczu pięć zbiorów poetyckich.

– Wiem, że po ukończeniu radzieckich dziesięciu klas szkoły dostał się Pan na Wydział Radiotechniczny Politechniki Winnickiej, jednak po pierwszym roku rzucił Pan studia i dostał się na Wydział Filologiczny. Czy w tym czasie już Pan wiedział, że zostanie pisarzem?

– Byłem nietypowym studentem Politechniki – zbyt dużo uwagi poświęcałem wierszom, chociaż miałem dobre oceny. Jeszcze na początku pierwszego roku zaprzyjaźniłem się z filologami. Chyba z tego powodu więcej czasu spędzałem w domu studenta Akademii Pedagogicznej, niż na swojej uczelni, uczęszczałem od razu na dwa seminaria literackie. Wiosną ostatecznie zrozumiałem, że czas najwyższy kardynalnie zmienić kierunek życiowy. Przez pewien czas jeszcze udawałem, że studiowałem, a w maju wreszcie złożyłem podanie o skreślenie z listy studentów, po czym podałem dokumenty na wydział filologiczny. Nie zamierzałem zostać pedagogiem – wyłącznie pisarzem! I później ani dnia nie pracowałem w szkole.

– Czy praca podczas geologicznej ekspedycji badawczej na Dalekim Wschodzie dodała Panu życiowego doświadczenia i materiału do pracy literackiej?

– Życiowego doświadczenia – niewątpliwie. A jeśli chodzi o materiały do pracy literackiej... Dotychczas nie zabrałem się do pisania kołymskiej epopei, ale powoli już do tego dochodzę. Znalazłem przez Internet kilka osób, z którymi pracowałem w obozie polowym, a ostatnio wziąłem od przyjaciela i przeczytałem swoje listy z Kołymy (wtedy aktywnie korespondowaliśmy), odświeżyłem w pamięci szczegóły, które po trzydziestu latach trochę się zatarły. Zachowałem też fragmentaryczne notatki z dziennika, ponad dwieście zdjęć.

«Jestem dziennikarzem pod przymusem»

– Nie jest łatwo utrzymywać się tylko z pisania, dlatego musiał Pan zostać również dziennikarzem? Przez kilka lat był Pan nawet własnym korespondentem gazety «Ukraina młoda».

– Byłem też własnym korespondentem «Kontraktów Galicyjskich» i gazety «Dzień», pracowałem w wydaniach regionalnych – ogólnie ponad dwadzieścia pięć lat. Prawdopodobnie, Hemingway powiedział, że talent ukryty jest w tym, z czego masz kawałek chleba. Z tego punktu widzenia można mnie nazwać raczej dziennikarzem. Jednak znowu to samo – jestem dziennikarzem pod przymusem: jeżeli mógłbym wyżyć wyłącznie z pracy pisarskiej, zajmowałbym się tylko nią.

– Panie Wiktorze, Pana utwory zostały już przetłumaczone na język bułgarski. Pan również jest zaangażowany w działalność przekładu. Proszę opowiedzieć dokładniej, co jest przedmiotem Pana zainteresowań, czym Pan się kieruje wybierając dzieła do tłumaczenia?

– Są takie dwa kryteria: moje własne subiektywne upodobania i artystyczna wartość dzieł. Jeśli bardzo lubię jakiegoś pisarza, to chce się mi coś dla niego zrobić dobrego. Tak było z Hermanem Hesse – jeszcze w latach studenckich przetłumaczyłem z niemieckiego jego wczesną opowieść «Z warsztatu», którą w nowej redakcji wydałem w latach dziewięćdziesiątych. Tak było też z Johnem Fowlesem – tłumaczenie z angielskiego jego książki filozoficznej «Aristos» też powstało z miłości. Przez wiele lat opracowuję twórczość Duńczyka Thora Lange, który przez wiele lat mieszkał na Ukrainie i opisywał ją, dlatego czerpię z tego ogromną przyjemność, tłumacząc z duńskiego jego duży szkic o Krymie. Ostatnio zabrałem się do interpretacji poetyckich. Teraz tłumaczę od razu dwie współczesne poetki: z języka czeskiego – Bronisławę Wołkową, z bułgarskiego – Anżelę Dimczewą. Bardzo mi odpowiadają systemy obrazowości w ich wierszach. Mam nadzieję, że przyjdzie kolej na mojego ulubionego poetę – Meksykanina Homero Aridjisa...

«Sytuacja w kraju nie sprzyja rozwojowi powieści detektywistycznej»

– Jest Pan również autorem powieści detektywistycznej. Ten gatunek obecnie dotyczy elity, a nie jest «z ulicy», «żółtą» lekturą?

– Dlaczego nie? Mój «Sobowtór nieznanego kontrabandysty» wcale nie jest «z ulicy» i nie jest «żółtym». Gatunek jest tylko naczyniem, do którego wlewana jest «ciecz estetyczna», której kolor zależy od pragnień autora. Widzimy całą różnorodność podgatunków w literaturze ukraińskiej i rosyjskiej. Zaliczamy doń

« kobiecą powieść detektywistyczną» (moje określenie) Dońcowej, syntezę powieści detektywistycznej z kobiecą powieścią Maryninej, mocny żywioł jako satyryczną parodię w powieściach detektywistycznych Kononowicza, artystycznie wyraźne «nie-zupełnie-powieści detektywistyczne» Wilczyńskiego... Co innego, że sytuacja w kraju nie sprzyja rozwojowi tego gatunku. Jeśli przyjrzymy się historii literatury, zobaczymy wyraźną prawidłowość: gatunek przeżywał swój rozkwit w kraju, który powstawał jako państwo, był swego rodzaju wskaźnikiem tworzenia prawa. Według mnie, Ukraina tylko się od tego oddala, wskutek czego czytelnik nie ufa głównym bohaterom, którzy starają się wszystko uporządkować w oparciu o zasady prawa. Niejednokrotnie słyszałem ironiczne zarzuty wobec «Sobowtóra»: «Masz takiego sprawiedliwego śledczego prokuratury? No cóż...» Zresztą to jest tylko jedna z zasadniczych przyczyn, dlaczego powstrzymałem się z pomysłem napisania cyklu powieści detektywistycznych.

– Pana książka «Tryliardy sonetów» pretenduje do tego, aby wejść do «Księgi rekordów Ukrainy». Być może, to wydanie trafi do «Księgi rekordów Guinnessa»? Czy Pan spotykał podobne książki na świecie?

– Kiedy pisałem «Tryliardy», zupełnie nie myślałem o tym, że książka może trafić do jakichś rekordów. Miałem przed sobą przede wszystkim nadzadanie estetyczne i dużo trudności technicznych w jego realizacji. A kiedy już ona powstała, pojawił się też pomysł (i to nie mój osobisty!) zaprezentować ją jako rekord. Wiem o istnieniu tylko jednej książki analogicznej – «Sto tysięcy miliardów wierszy» francuskiego poety Raymonda Queneau'a, która powstała akurat pięćdziesiąt lat temu, w roku 1961. Chociaż jej objętość jest mniejsza – składa się ona tylko z 10 «pierwotnych» sonetów, które można przekombinować. Nigdy tego nie ukrywałem, że właśnie książka Queneau'a dała mi inspiracje do napisania «Tryliardów». Tylko ja mam inną treść estetyczną, inną filozofię zespołu sonetowego. Uważam, że w swoim czasie «Sto tysięcy miliardów wierszy» też mogły pretendować na rekord, ale nie wiem, czy ten zbiór został za taki uznany.

– Według Pana obliczeń, na podstawie książki można ułożyć 11 tryliardów sonetów. Czy Pan nie obliczał, ile czasu na to zejdzie? Raczej życia nie starczy, aby to uczynić?

– Te obliczenia zrobił Raymond Queneau. On uważał, że na stopniowe przeczytanie wszystkich kombinacji jego książki zejdzie 200 milionów lat. Ponieważ w «Tryliardach sonetów» liczba kombinacji jest sto razy większa, to ich lektura trwałaby ponad 20 miliardów lat. Dla porównania dodam, że wiek Wszechświata to ponad 14 miliardów lat. Zrobiłem inne obliczenia: jeśliby «Tryliardy sonetów» wydać w wielu tomach po dwa tysiące sonetów w każdym tomie, to do ulokowania tylko jednego egzemplarza tego wydania potrzebowalibyśmy 27 050 Bibliotek Brytyjskich. Przypominam, że jest to największa biblioteka świata, której zasoby to 150 milionów wydań.

A jednak! Wcale mnie nie cieszą wyżej wymienione szokujące liczby, bo ten zewnętrzny efekciarski blichtr tylko odwraca uwagę czytelników od samego pomysłu, od poezji i poszerzenia jej możliwości, co jest istotą książki. Kiedy wymyślałem zasady wzajemnych kombinacji wyrazów z różnych sonetów, zupełnie nie miałem na celu osiągnięcia maksymalnej liczby kombinacji, bo wtedy gubi się estetyka, książka zamienia się w swego rodzaju grę w klasy. Czytelnik powinien umieć się zatrzymać.

Rozmowę przeprowadził Wiktor JARUCZYK

Zdjęcie Zorija FAJNA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1