Artykuły
  • Register

Pół wieku temu, znany polski piosenkarz Czesław Niemen, adresował do nas takie przesłanie: „Nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”.

Teraz zadaję sobie pytanie: czy apel Czesława Niemena nadal pozostanie „głosem wołającego na puszczy”?

Siedemdziesiąt lat po tragicznych wydarzeniach na Wołyniu, taką puszczą może stać się nasze pogranicze narodów i kultur, które usiłują przerobić na jeszcze jeden kawałek „russkiego miru”. Jaki w takim razie ma sens moje życie i życie tych setek i tysięcy Ukraińców i Polaków, którzy z dobrej woli, bez przymusu poświęcili swój talent, swoją duszę dla tworzenia nowych, uczciwych i serdecznych relacji na tych ziemiach, które Timothy Snyder nazwał skrwawionymi?

Mój dziadek Kornij Woron po powrocie z rodziną na Chełmszczyznę po deportacji w 1914 roku, bronił niepodległości Polski w wojnie polsko-bolszewickiej, jako żołnierz szeregowy w 34. Pułku Piechoty (maj 1919 – maj 1921). Jego rodzina po raz drugi została pozbawiona ojczyzny 9 września 1944 roku. Aby nie zginąć w opustoszonych przez wojnę stepach na Ziemi Chersońskiej, zaprzęgli krowę i z innymi „depatriantami” ruszyli w drogę powrotną. Po raz kolejny musieli zaczynać życie w nowym miejscu. Przed budową własnego domu, zamieszkali w domu Czechów, których nie chcieli widzieć na Wołyniu „trzeci sowieci”. Pół wieku słuchałem wspomnień o ich „małej ojczyźnie”, gdzie na nich już nikt nie czekał oprócz grobów bliskich, które porosły krzewami wśród lasów.

W roku 1993, po spotkaniu w Jaworznie, po spotkaniach z Posłem na Sejm Włodzimierzem Mokrym oraz ówczesnym przewodniczącym Związku Ukraińców w Polsce Jerzym Rejtem, publicznie zwróciłem się do ukraińskich historyków z prośbą o odsłonięcie nieznanych stron historii Ukraińców i Polaków z okresu II wojny światowej.

Odpowiedzi na wiele pytań spodziewaliśmy się uzyskać w trakcie realizacji ogólnoukraińskiego projektu „Zrehabilitowani przez historię. Obwód wołyński” od badaczy historii nowoczesnej, którzy zyskali dostęp do archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W tym samym czasie Biuro Przedstawiciela Prezydenta Ukrainy w Obwodzie Wołyńskim wsparło inicjowane przez Polaków uporządkowanie cmentarza żołnierzy 27. Dywizji AK w Zasmykach oraz zaproponowane przez Wołynian obchody 50-lecia UPA.

Wydawało się, że lody zostały przełamane. Wkrótce oba środowiska weterańskie, za pośrednictwem historyków ukraińskich i polskich, rozpoczęły dialog poprzez cykl konferencji naukowych „Polska–Ukraina: trudne pytania”. Regularnie były wydawane materiały konferencji w języku ukraińskim i polskim. Kiedy w roku 2003 władze ukraińskie wydały rozporządzenie uszanowania pamięci polskich ofiar konfliktu poprzez tworzenie memoriału, zaproponowałem, aby kontynuować proces porozumienia i pojednania pod osłoną Cudownego obrazu Matki Boskiej Chełmskiej – świątyni wierzących wszystkich wyznań chrześcijańskich. Architekt Jakim Senyk poparł mój pomysł i jego koledzy udokumentowali go w postaci „rotundy pokoju”. Gdyby była dobra wola Ukraińców i Polaków, mogłaby powstać wielowyznaniowa świątynia-muzeum Matki Boskiej Chełmskiej. Ale tak się nie stało.

W moim umyśle żywa jest pamięć o moich Rodzicach, a doświadczenie kilku pokoleń naszej rodziny uczy tolerancji i szacunku dla godności ludzkiej. Kiedy czasami potrzebuję motywacji, jak na przykład po tych wszystkich niepokojących „lipcowych perypetiach”, wracam do Czesława Niemena, który przemawia do sumienia Ukraińców i Polaków nie ciszej niż w roku 1967: „Nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie”.

W roku 1987, razem z szefem Młodzieżowej Agencji Kultury w Zamościu Leonardem Marczukiem, zaczęliśmy organizować ukraińsko-polskie „Muzyczne Dialogi nad Bugiem”. W sierpniu 1991 stały się one pierwszą międzynarodową imprezą w niepodległej Ukrainie zorganizowaną na polskich terenach. Pracując jako Przedstawiciel Prezydenta ds. Humanitarnych, zainicjowałem przyłączenie Wołynia do projektu „Poleskie lato z folklorem” (1994), który został realizowany przez Janusza Kalinowskiego i Jurija Wojnarowskiego. Miałem też okazję organizować pierwszą wizytę rektora Wołyńskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łesi Ukrainki Anatola Swidzińskiego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Na początku lat 90. sformułowaliśmy zasady regionalnej polityki humanitarnej, w których kulturalna integracja terenów pogranicznych stała się jednym z najważniejszych priorytetów. Obecnie te działania są aktywnie wspierane przez program współpracy transgranicznej „Polska-Białoruś-Ukraina” i Konsulat Generalny RP w Łucku.

Nie mamy innego wyboru, powinniśmy pomnażać pozytywne aspekty naszego dobrosąsiedztwa, wspierając istniejące wspólne projekty, dając życie nowym. Tak, na przykład, robią to już od 25. lat dyrektor Wołyńskiego Muzeum Krajoznawczego Anatolij Syluk oraz dyrektor Muzeum Zamojskiego Andrzej Urbański.

Jestem przekonany, że nasza przyszłość leży w rękach artystów i twórców, ludzi będących w stanie ocenić wielonarodowy oraz wielowyznaniowy duch pogranicza oraz dziedzictwo poprzednich pokoleń. Nasze pogranicze było inspiracją dla Fryderyka Chopina, Józefa Kraszewskiego, Oskara Kolberga, Wiaczesława Lipińskiego, Igora Strawińskiego. „Wołyńskie epitafium” w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Lubelskiej w kościele Św. Piotra i Pawła w Łucku też potwierdza tezę o tym, że sztuka może nas pogodzić. Słowa polityków w tej sytuacji tracą na znaczeniu.

Wasyl WORON

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1