Artykuły
  • Register

Ramska 2

Dzisiaj gościem «Monitora Wołyńskiego» jest Jasia Ramska, wolontariuszka Europejskiej Służby Wolontariatu (EVS) w Lublinie.

- Jasiu, jak zostałaś wolontariuszką Europejskiej Służby Wolontariatu?

- Aby trafić do EVS, należy wejść na stronę internetową Komisji Europejskiej lub na stronę Europejskiej Służby Wolontariatu, znaleźć tam potrzebne informacje, napisać projekt i złożyć wniosek. Gdy składałam wniosek, do końca sobie nie wyobrażałam, czym się będę zajmowała. O programie dowiedziałam się od osoby, która przyszła do mnie na audycję radiową radia „Łuck”.

- Jesteś w Polsce tylko trzy miesiące…

- Tak. I będę tam do końca września.

- Trzy miesiące temu miałaś inne życie?

- Jeśli chodzi o pracę, to zupełnie inne.

- Jaka jest Twoja znajomość języka polskiego?

- Popełniłam duży błąd, gdy przed odjazdem nie chciałam uczęszczać na kurs języka polskiego. Znam język ukraiński, angielski, rosyjski, tak więc uważałam, że jakoś sobie poradzę, a później się nauczę.

Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, kiedy przyjechałam do Polski, było to, że gdy zwracałam się do Polaków, słyszałam w odpowiedzi: «Nie rozumiem ukraińskiego, nie rozumiem rosyjskiego, nie rozumiem angielskiego». Chociaż jeśli bardzo chcesz, da się porozumieć, na przykład, przy pomocy gestów, obrazków itd.

Teraz łatwiej radzę sobie z językiem.

- Czym się w Polsce zajmujesz?

- W Fundacji Kultury Duchowej Pogranicza, greckokatolickiej organizacji, którą odwiedza większość Ukraińców w Lublinie, organizuję różne imprezy dla społeczności ukraińskiej.

Posiadamy ogólny plan pracy. Są to, na przykład, imprezy świąteczne. Ale jest również rutynowa praca Fundacji. W jednym dniu ktoś prowadzi zajęcia z języka angielskiego, w następnym ja prowadzę klub filmowy dla kobiet itd.

Ponadto, pracuję z osobami niepełnosprawnymi w fundacji rzymskokatolickiej. Mam z nimi spotkania gdzieś dwa razy w miesiącu.

- Czy do fundacji przychodzi etniczna społeczność ukraińska ukształtowana historycznie, czy są to «nowoprzybyli» z Ukrainy?

- W tej społeczności są Ukraińcy, którzy mieszkają tam od dawna, są też nowi – studenci i inni.

- Czy Polacy interesują się Ukraińcami i ich kulturą?

- W Polsce odbywa się bardzo dużo koncertów ukraińskich zespołów, występują ukraińskie teatry. Na przedstawienia i koncerty chodzi dużo ludzi. Jednym z aspektów mojej pracy jest opowiadanie o kulturze ukraińskiej, na przykład, w gimnazjach, liceach, w czasie szkoleń dla obcokrajowców.

Ramska foto

- Jakie stereotypy funkcjonują w polskiej i ukraińskiej świadomości na temat Polaków i Ukraińców? Czy spotkała Ciebie w Polsce jakaś przykrość z tego powodu?

- Miałam przypadki, gdy mi mówiono, że ukraińska pani przyjeżdża do Polski dla zmywania kieliszków. To na przykład usłyszałam od policjanta. Miałam przypadek, gdy ze swoją koleżanką rozmawiałyśmy po ukraińsku, a chłopcy, którzy szli naprzeciw, powiedzieli w naszą stronę «k...wa Ukrainka» i temu podobne.

O Polakach słyszałam tylko jeden ukraiński stereotyp, że polskie kobiety nie są piękne. Kiedy przyjechałam do Polski, zrozumiałam, że to zupełnie nie jest prawdą.

- Wiem, że Polki są uważane za jedne z najpiękniejszych kobiet na świecie.

- Jeśli mówić o wyglądzie zewnętrznym, bardzo mi się podoba, że ludzie w Europie, nie tylko w Polsce, mniej dbają o to, ile markowych ciuchów, srebra czy złota na siebie powiesić. Ludzie są ubrani stylowo, ale prosto. Bardzo rzadko zimową porą, na pokrytych lodem ulicach, można zobaczyć kobietę na wysokich obcasach i z nagim pępkiem, bo to jest po prostu niewygodne.

- Jeszcze jakieś stereotypy…?

- Mogę tylko opowiedzieć, co mówili Polacy o stereotypach o nich w świecie. Na przykład, że u Polaków nie ma światła i wody, że z nimi nie da się prowadzić interesów, jeśli chodzi o pieniądze. Ale o Ukraińcach też często tak myślą. Chociaż miałam do czynienia też z tym, że ludzie wierzą w ukraińską europejskość. Na przykład, miałam kontakt z panią, której babcia pochodziła z Żółkwi. Mówiła, że bardzo chce odwiedzić swoją historyczną ojczyznę, ale nie chce robić paszportu i czeka, aż Ukraina wstąpi do Unii.

W jednym z gimnazjum i na szkoleniu w Warszawie, gdzie byli cudzoziemcy z różnych krajów, starałam się opowiedzieć o stereotypach świata wobec Ukrainy. Zwróciłam uwagę obecnych na to, że nie jesteśmy Azją, a język rosyjski nie jest naszym językiem państwowym, że nasze organizmy nie są napromieniowane, że nie pijemy wódki i nie jemy słoniny codziennie, że u nas śnieg nie pada przez cały rok. Ludzie wysłuchali tych stereotypów i powiedzieli: «Prosimy nam uwierzyć, nie myśleliśmy o was w ten sposób». Czyli my sami tak o sobie myślimy i sami te stereotypy rozpowszechniamy.

- Jasiu, czy Tobie się nie wydaje, że kultywujemy w sobie pewny narodowy masochizm, z czego korzystają nasi północni sąsiedzi, podkreślając i rozwijając nasze wady narodowe?

- Uważam, że przede wszystkim, sami o sobie tworzymy te stereotypy. A ktoś mocniejszy zawsze korzysta ze słabszych stron innych.

- Jaka jest Twoja wizja stosownej polskiej i ukraińskiej drogi do Europy?

- Na pierwszy rzut oka jesteśmy bardzo bliscy, bo moim zdaniem, nie ma jakiejś uderzającej różnicy, jeśli nie zastanawiać się nad szczegółami. Z drugiej strony, różnica jest bardzo duża, zaczynając na przykład, od harmonogramu transportu i cen na produkty. W krajach europejskich nie musisz wydawać na potrzeby, na przykład, na żywność, tak dużo pieniędzy, jak u nas.

W ciągu trzech miesięcy pobytu w Lublinie, byłam na większej ilości imprez, niż w Łucku w ciągu roku, bo tam ich jest więcej i nie trzeba płacić dużo pieniędzy, żeby pójść na jakiś koncert.

- Co na Ukrainie przeszkadza młodym ludziom we własnym życiowym wyborze?

- Nic nie przeszkadza, tylko jakieś kompleksy, stereotypy, lenistwo i brak motywacji. Ludzie często są zadowoleni schematem «praca – dom - praca». Dużo ludzi na Ukrainie o takich programach, jak EVS czy temu podobnych, nawet nie wiedzą. Dlatego niedawno w Lublinie organizowaliśmy spotkanie, na którym o tym opowiadaliśmy.

- Co planujesz w najbliższym czasie?

- Podoba mi się być wolontariuszką. Podoba się to, że w Polsce mniej formalności. Na Ukrainie, jeśli zamierzasz coś zrobić, musisz iść do swoich przełożonych i argumentować, dlaczego chcesz przeprowadzić jakąś akcję. Często postawa jest taka: po co ci to? A jeśli to służba urzędowa, to musisz przejść dużo kół piekła, żeby coś zrobić. A w Polsce, jeśli masz jakiś pomysł, jeśli on jest uzasadniony, nie szalony, odpowiedni, masz wszystkie możliwości do tego, aby go urzeczywistnić i wszyscy ci będą w tym pomagać.

Co do planów, mogę powiedzieć, że chcę wrócić do domu. Jednak jeszcze nie wiem, czym będę się zajmowała. Na razie staram się o tym nie myśleć.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1