Artykuły
  • Register

viza

Od 15 września obowiązuje internet-rejestracja ankiet o pozyskanie wizy do Polski. Byłam przekonana, że nowe technologie są wprowadzane dla wygody ludzi.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku jako absolwentka Slawistyki Uniwersytetu Lwowskiego otrzymałam propozycję nauczania języka polskiego w Łucku. Były to chyba pierwsze kursy nauczania języka na tym terenie. Należy przypomnieć, że sytuacja na Wołyniu była wtedy bardzo skomplikowana. Wołyńscy Polacy bali się publicznie przyznawać się do swojej polskości, czemu nie należy się dziwić mając na uwadze historię i powojenną politykę, która wywoływała w ludziach strach.

Niebawem zaproponowano mi organizację polonistyki na Łuckiej Wyższej Szkole Pedagogicznej (obecnie Wołyński Uniwersytet Państwowy). Na własną rękę wraz z mężem, przywoziłam książki i podręczniki z Lublina, Warszawy, Krakowa i Oświęcimia. Po latach mozolnej i trudnej przygody z językiem polskim, nadal krzewię polskość w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. E. Felińskiej i innych punktach oświatowych w Łucku. Ostatnio postanowiłam zorganizować wyjazd moich uczniów i kolegów do Polski.

Traktując sprawę bardzo poważnie, zwróciłam się do partnerów polskich i ukraińskich operatorów turystycznych. Oczekując zaproszenia, uzbierałam tekę właściwych dokumentów i kopii, wymienionych na stronie internetowej konsulatu.

Od 15 września obowiązuje internet-rejestracja ankiet o pozyskanie wizy. Bardzo się ucieszyłam, bo to rokowało oszczędność czasu i brak męczącej kolejki w konsulacie. Poza tym byłam przekonana, że nowe technologie są wprowadzane dla wygody ludzi. Jakże się myliłam!

 

Do wypełnienia ankiety przez Internet przygotowywałam się jak do pierwszego egzaminu. Wypisałam w należytej kolejności wszystkie podane we wzorcach dane, wielokrotnie sprawdzając każdy znaczek. Znając kilka języków i mając praktykę, chociaż nie zawodowej obsługi komputera, optymistycznie wzięłam sprawy w swoje ręce. Wzór ankiety wizowej mieścił co prawda nieco inne i w innej kolejności pytania. Ponownie więc uzbierałam od całej grupy brakujące wiadomości.

Po tygodniu wieczornych i niedzielnych prób (bo w dni powszednie się pracuje), zrozumiałam, że sprawa nie wygląda dobrze. Zadzwoniłam do konsulatu, prosząc o podpowiedź. Głos z tamtej strony słuchawki doradzał, aby skorzystać z usług fachowca komputerowego.

Zwróciłam się do osoby mającej dyplom informatyka uczelni wyższej i od kilku lat pracującej zawodowo w tej dziedzinie. I ona również kilka nocy wprowadzała dane do łuckiego systemu konsularnego oraz drukowała ankiety.

Zaprosiłam uczestników przyszłej wycieczki do podpisania papierów z kodami kreskowymi i przyswojonymi rejestracyjnymi numerami. Ponownie umówiłam się telefonicznie na konkretną datę złożenia ankiet.

 

Przyszłam do konsulatu o umówionej godzinie. Do każdego okienka czekało po kilka osób. Ochrona skierowała mnie do 9-go okienka, gdzie odprawia się grupy. Czekam około dwudziestu minut, obserwując jak młoda urzędniczka strofuje i poucza osoby o wiele starsze. Odnosi się wrażenie, że doszukują się pretekstów, by dokumenty zwrócić i zmusić wiele razy do przyjścia. Co może być owym pretekstem? Na przykład: wysłane faksem, a nie pocztą zaproszenie, brak kopii kodu identyfikacyjnego (chociaż jest on wpisany na pierwszą stronę paszportów zagranicznych), brak zaświadczeń od pracodawcy, czy o wysokości zarobków, dla przedsiębiorcy brak wypisu z rejestru czy „mokrej” pieczątki lub podpisu na kopiach, zresztą, jak podaje sama urzędniczka: „gdy mi się coś nie podoba, zwracam dokumenty”. Nigdzie żadnych instrukcji czy poradników. Nikt nie udziela rad na temat wypełniania ankiet.

Nareszcie podaję przez okienko swój wynik naszych trwałych organizacyjnych i komputerowych wysiłków. I proszę wyobrazić moje zdziwienie: cała ta praca jest nic nie warta! Ze skąpych wyjaśnień wnioskuję, że mają być inne kody, a ponadto daty rejestracji na każdym arkuszu. Na pytanie, jak tego dokonać, wyjaśnień nie otrzymuję. Proszę więc o rozmowę z dyżurnym konsulem.

Niebawem, spoza 9-go okienka spogląda na mnie pan, który z miejsca przeraża pytaniem: czemu przeszkadzam pracować? Nie bardzo rozumiem o co chodzi, bo po tak żmudnej pracy i zaangażowaniu tylu osób, „zabrałam” zaledwie kwadrans. I niby się zwróciłam pod właściwy adres, czyli ku osobom, którzy funkcjonują tu m.in. po to, żeby wydawać dokumenty i wizy obywatelom państwa wysyłającego.

Ponownie pokazuję wydrukowane ankiety, kody i kody kreskowe. Pana zza szyby mało to interesuje. Krótko wyjaśnia, że nie jest „instruktorem komputerowym”.

Pytam, czy to aluzja, żebym się zwróciła do pośredników, więc unosi się honorem i...każe mi stąd wyjść. Kolejna próba negocjacji wywołuje tylko zirytowanie: – Proszę opuścić teren konsulatu! W tej pechowej sytuacji cieszę się, że chociaż kultura ruszyła mocno do przodu, chyba w kierunku zachodnim, bo kiedyś mawiano jak na wschodzie „won”, a teraz się „prosi”.

 

Zamieniona nagle z krzewiciela kultury polskiej na personę non grata, wychodząc zastanawiam się, co mam czynić dalej i rozglądam się dookoła…

Przy bramie północnej konsulatu ankiety wypełniają i rejestrują za 150, przy wschodniej – za 50, pośrodku – za 25 hrywien. Przy tym nikt paragonów nie daje i nazw firm nie ujawnia, tylko numery pokojów. Szczycą się szyldami jedynie PKO „Kredobank” i PZU. Nikt nic nie radzi i odpowiedzi tak samo jak konsulat nie udziela, bo „to ich interes”. Z dalszej rozmowy z „instruktorami ds. internetowych” dowiaduję się, że rzeczywiście są cwani! Bo jak zgodnie twierdzą, NA JUTRO zarejestrują nawet kilkadziesiąt ankiet za ww. kwotę.

Wracam do miasta i po raz kolejny idę do O.P. - administratora systemowego, od sześciu lat pracującego zawodowo. W mojej obecności przez pół godziny, zaczynając od godz. 15, próbuje wejść do serwisu internetowego konsulatu. W końcu się udaje. Wprowadza dane ankietowe. I przez godzinę nie może wydrukować znikomych 186 Kb. W końcu napis na monitorze oznajmia, że limit czasu się skończył. O.P. obieca zrobić to później. Około 17 telefonicznie zawiadamia, że rejestracja potwierdzona, lecz ankieta nie wydrukowana, bo to miało być dokonane w przeciągu owej godziny.

Otóż po raz kolejny przekonujemy się, że w godziny robocze, nawet w czasie obiadu, przynajmniej do 16, nie da się wejść na stronę konsulatu i dokonać właściwych czynności, a tym bardziej wydrukować ankiet.

Jesteśmy więc ponownie zmuszeni drukować ankiety w nocy jak działacze podziemia.

 

Zamiast podsumowania przytoczę zdania kilku informatyków.

W serwisie internetowym Konsulatu RP w Łucku nie da się zarejestrować i wydrukować ankiety dlatego, że:

- nie ma WYRAŹNEJ instrukcji do wypełniania ankiet – serwis państwowy, a właściwych komentarzy brakuje,

- nigdzie nie wzmiankowano o środkach ochrony ankiet: kodach kreskowych czy numerach rejestracyjnych,

- nie wiadomo, z którego browsera należy korzystać,

- serwis jest celowo czy przypadkowo obciążony tak, że po prostu wymaga zwiększenia mocy.

 

Anna KARASZCZUK
FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1