Artykuły
  • Register

Roman-Wasyłyk1Wystawa ikon powstałych na plenerach ikonopisów «Nowica – 2013 «Święci Pańscy – Męczennicy i Wyznawcy» (Polska) oraz «Zamłynie – 2013 «Święci Wołynia » (Ukraina) to, mówiąc obrazowo, wierzchołek góry lodowej, efekt tytanicznej pracy organizatorów i uczestników tego niezwykłego już, znakowego projektu artystycznego.

Podczas otwarcia wystawy w Łucku organizatorzy i uczestnicy plenerów podzielili się z obecnymi tajemnicami organizacyjnej i artystycznej «kuchni». Co roku, jednym z ideowych i zawodowych kuratorów plenerów ikonografii, które odbywają się w Nowicy i Zamłyniu jest kierownik katedry sztuki sakralnej Lwowskiej Narodowej Akademii Sztuk Pięknych profesor Roman Wasyłyk. O sztuce i innych ważnych naszym zdaniem problemach mieliśmy okazję porozmawiać z Panem Romanem po otwarciu wystawy.

– Romanie, znamy się już od lat, ale nigdy nie spytałem Cię o Twoje życiowe motto.

– Moje motto życiowe: czynić dobro. Po to żyję. Czynić dobro trudno, ale ja się staram. Znajduję przyjaciół, jest ich coraz więcej. Malowanie ikony – to święta sprawa łącząca ludzi.

– Ikonopis zmienia ludzi?

– Jeśli mówimy o katedrze sztuki sakralnej, to znam wiele przypadków, kiedy osoby przychodziły do nas po szkole, kończyły Lwowską ASP, malowały ikony i szły do klasztorów.

– Malarze, którzy poszli do zakonów, nadal malują?

– Tak, malują ikony.

– Ikony namalowane przez tych ludzi przed i po tym, jak zostali mnichami, jakoś się różnią?

– Oceniam prace jako «profesjonalne» lub «nieprofesjonalne». Pamiętasz Lasło Puszkasza – świetnego malarza, jednego z «czwórki awangardowej», jak na nich mówili: Przyjął święcenia kapłańskie i przestał malować «po cywilu», robi jedynie ikony, mozaiki i freski.

– W jakim wieku następuje ten przełom?

– Podobnie jak ikona ten stan jest ponadczasowy, ponadprzestrzenny i ponadwyznaniowy.

– Czego brakuje nam w życiu?

– Dobra.

– Czy jest jakiś kodeks, ogólna «instrukcja obsługi człowieka»?

– Biblia – jedyna instrukcja, która zawsze nas ratuje.

– Dlaczego żyjemy?

– Co jest podstawową zapowiedzią Chrystusa? Miłować Boga, kochać bliźniego. I ta idea wielkiej miłości wspiera progres. Nie ma innego wyjścia, inaczej zwycięży zło, które doprowadzi do bezprawia.

– Zamłynie i Nowica – to ziemie, na których dokonano przemocy. Bierzemy na siebie misję czynienia tam dobra. Chcemy niby coś naprawić. Być może to są zbyt silne ambicje?

– Możemy zmienić otoczenie, jeśli zmieniamy się sami. O tym dobrze i mocno powiedział na otwarciu wystawy ksiądz Jan Buras. Uważam, że to dobra sprawa, która naprawdę robi kroki, niewielkie, ale robi kroki po to, by przemoc nigdy się nie powtórzyła.

– To już wasz trzeci plener?

– Tu – trzeci, w Nowicy – piąty. Ogółem zorganizowaliśmy już osiem plenerów.

– Czy wszyscy chętni mogli w tym roku wziąć udział w plenerze ikonosów?

– Niestety, nie możemy zaprosić wszystkich chętnych, ponieważ mamy ograniczoną liczbę miejsc – jedynie 25. Nie możemy wyjść poza te ramki, bo jest jeszcze strona polska, są Białorusini, których w tym roku było już pięcioro.

– Jakie są kryteria doboru uczestników pleneru?

– W pierwszej kolejności zwracamy uwagę na kryteria zawodowe.

– Jak można byłoby ulepszyć plener?

- Bazę materialną każdy stara się zapewnić samodzielnie. Oczywiście, chcielibyśmy, żeby były lepiej przystosowane miejsca, przestrzeń robocza, nawet te same stoły. Wiemy, że nie ma warunków idealnych, ale największym problemem jest światło, zawsze brakuje oświetlenia. Najlepiej, gdy jest ono naturalne lub zbliżone do naturalnego.

– Czy śledziłeś losy tych prac, które wychodzą w świat?

– Na razie chyba jeszcze zbyt wcześnie na poszukiwanie jakiegoś systemu. Prace, które posiadają pewną artystyczną lub nowatorską wartość, są zbierane w funduszu plenerowym lub są chronione przez osoby zbliżone do funduszu. Jeśli jest potrzeba organizacji wystawy, te osoby na pewien czas oddają prace.

– Czy brakuje we współczesnym życiu Boga?

– Myślę, że dzisiaj każdy może mieć Boga w umyśle i sercu, ale nie mówić o tym.

– Czy Ty się nie obawiasz, że zbyt dużo rozmawiamy o Bogu. U nas jest dużo nowych cerkwi, w których w ogóle nie szukamy Boga?

– Może tak, a może nie. W IV wieku chrześcijaństwo stało się legalne, chrześcijanie zaczęli budować świątynie, mogli odprawiać msze święte nie chowając się. To było naturalne dla świadomości chrześcijańskiej. Ale jest też inna historia. Kiedy matka imperatora Konstantego, będąca chrześcijanką, nawoływała ówczesnych władców do wypraw do Jerozolimy, wiele niewierzących poszło za nią. Tak samo, jak w czasach Kuczmy lub Krawczuka – jeśli oni szli do cerkwi, cała elita, która nawet nie wiedziała jak się przeżegnać, podążała do kościoła. Tak samo z nami. Przez długi okres żyliśmy w świecie bez religii i wiele osób dotychczas nie rozumie podstaw chrześcijaństwa, ale chodzi co kościoła. To jest przewidywalny, naturalny proces. Czas oddzieli ziarno od plew.

– Czy wasze plenery ikonopisów nie zostaną z czasem «trendy»?

– Robiliśmy i nadal robimy swoją sprawę nie dążąc do żadnego innego celu, bo zwyczajnie nie możemy inaczej. A jeśli te plenery staną się tak modne, że ktoś zacznie je naśladować, niech tak będzie. Nie my powinniśmy osądzać o świadomości tego procesu.

– Czy nie uważasz, że takie naśladownictwo może stać się plagiatem i profanacją pierwotnej idei?

– W każdym razie lepiej robić jakieś dobre uczynki niż złe, nawet jeśli do końca nie uświadamiasz sobie, co robisz. Moim zdaniem ci, którzy idą malować, w czasie pracy sami siebie wychowują. Oni myślą o czymś dobrym, nawet jeśli robią to niewypracowaną ręką. Myślę, że za malowanie ikon biorą się ci, którzy tego potrzebują.

Rozmawiał Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1