Artykuły
  • Register

Przed domem sołtysa Huty Stepańskiej Marcela Lipińskiego stał maszt, na którym powiewała flaga państwowa. Dom niczym nie wyróżniał się od pozostałych, był wprawdzie nowy, ale kryty słomą. Czerwona tabliczka z napisem «Sołtys» informowała, kto w nim mieszka.

Izba sypialna z łóżkami i stołem służyła za biuro. Na ścianie przy krucyfiksie wisiało godło państwowe, Orzeł w koronie, a niżej portrety Piłsudskiego, Rydza-Śmigłego i samego sołtysa w mundurze orkiestry wojskowej Armii Carskiej 397 Pułku Piechoty (ta jednostka w składzie 100 Dywizji Piechoty w 1916 r. szturmowała Kostiuchnówkę).

Maszt przed domem tuż przy drodze do Omelanki przez wielu uważany był za granicę wsi. Wiekowe, zaściankowe, szlacheckie wsie tworzyły jakby jedną nierozłączną całość. Rozdzielone były jednak przynależnością do różnych gmin: Stydynia i Stepania. Trzeba było być mieszkańcem, aby znać przynależność konkretnych domów do danej wsi.

Sekwestrator nigdy nie mógł ściągnąć należnych długów, bo sołtys z Huty mówił: «Owszem, taki tam mieszka, ale to już gmina Stydyń». Kiedy ten przekazał sprawę właściwemu sekwestratorowi, to ci z Omelanki stwierdzali: «Owszem, taki tam mieszka, ale to już gmina Stepań». Lata mijały, a przysiółki Zarecze i Lutykaty unikały płacenia kar. Było to o tyle istotne, że gospodarze powszechnie zalegali z płatnościami. A w domu Cypriana Horoszkiewicza jedna izba wynajęta była na magazyn, w którym trzymane były, ku rozpaczy gospodyń, zajęte na poczet długów poduszki i puch. Nic więcej biedni gospodarze nie posiadali, co można by było zająć. Sekwestrator był powszechnie uważany za zło, nie mógł liczyć nawet na współpracę policji. Jak tylko po wsi rozchodziła się informacja, że przybył, wszystkie psy solidarnie spuszczano z łańcuchów. Prawa zwyczajowe narzucały pewne zachowania, a w konfrontacji z tym złem wszyscy byli zjednoczeni, nic nie wiedzieli, nie widzieli i nikogo nie znali.

Wielu starych złorzeczyło na wysokość podatków, podobnie na opłaty za zbieranie runa leśnego, zakaz wypasu krów w lesie, gajowych ścigających złodziei drewna, obowiązek szkolny. Buntowali się nawet przeciw rozporządzeniu o budowie wychodków przydomowych, tzw. «sławojek». Starzy, z którymi rozmawiałem, niejednokrotnie podkreślali status rodziny słowami: «Przy naszym domu był wychodek».

Złorzeczący nawiązując do czasów carskich, podobnie jak Żydzi, wspominali niewolę egipską, siali zamęt. Udzielało się to młodym, którzy nic więcej prócz Stepania i Kazimierki, odwiedzanych raz w roku, nie widzieli. Nie wiadomo, co by się działo z ich umysłami, gdyby nie Policja Państwowa zwalczająca w zarodku komunistycznych agitatorów. Agitatorzy, jak nazywano sympatyków komuny, wychwalali władzę sowiecką, sprawiedliwość społeczną i dobrobyt, jaki tam panuje, nie wspominali jednak o głodzie milionów «szczęśliwych» i masowych prześladowaniach. Takim agitatorem w pobliskich Tchorach był przybłęda Kowalczyk, który wyrządził w kolonii wiele złego.

Tak starzy narzekając «krakali i wykrakali»: w 1939 r. z powrotem do urzędów wrócił język rosyjski. A wtedy zamilkli na dobre i płakali za Polską, a nawet mówili, że za bluźnierstwa Bóg ich skarał. Zanim jednak przyszli sowieci, ktoś ściął maszt sołtysa z flagą państwową, którą zaniósł do błota koło młyna Szmytkego. Wylewała się tam ciepła, zaolejona woda chłodząca silnik i właśnie w to śmierdzące błoto ktoś flagę wrzucił. Kiedy Ukraińcy w Stepaniu ostrzelali wycofujących się żołnierzy KOP, huciańscy Żydzi zaczęli mówić: «Wasza Polska się kończy». Zapomnieli, że to była i «ich Polska». A już za kilka dni pozakładali czerwone opaski na rękawy.

Karty mobilizacyjne końcem sierpnia 1939 r. roznieśli policjanci, na punkt zborny wyznaczony był Stepań, skąd powołanych przewieziono wozami do Małyńska i koleją do Sarn. W tłumie poborowych był i Żyd zw. Icek, mieszkający kątem przy młynie w Stepaniu. Nie wiadomo, skąd przybył i kim był, ubierał się, jak Polak, jedynie jarmułka podkreślała jego pochodzenie. Znali go wszyscy, bo obsługiwał ich, kiedy przyjeżdżali mielić zboże. Pomagał nosić ciężkie worki, pilnował wozów, kiedy gospodarze szli do karczmy Romana na Rynku w Stepaniu. Sprzątał odchody po koniach, był takim «popychadłem», które niektórzy kopali dla rozrywki. Wszyscy czuli się ważniejsi od Icka. Nawet po okazaniu wezwania nie poszedł z nimi główną bramą do jednostki wojskowej, a oddzielnym wejściem. Kiedy zmobilizowani założyli wymięte mundury, owinęli nieudolnie owijaczami łydki i wzuli twarde trzewiki, ujrzeli Icka w towarzystwie oficerów. Szedł w oficerkach, a na jego pagonach błyszczały gwiazdki. Służąc Ojczyźnie zapewne zakończył swój żywot w Dole Katyńskim.

HS 07

HS 08

Zastęp harcerski Ireny Juziók, marsz na swięto 11 listopada. Z prawej na górnym zdjęciu szyld karczmy Romana koło Domu Ludowego w Hucie (rok nieznany)

Na wojnę poszło kilkudziesięciu Hucian (byli mieszkańcy wsi podawali w przekazach ustnych nazwiska 44 powołanych chłopców, niektórzy przytaczali większą liczbę, ale mogli mylić przynależność ludzi do sąsiednich miejscowości, tego nikt już chyba nie wyjaśni, – przyp. aut.). O ich losie nic nie było wiadomo. Rodziny z niepokojem czekały na powrót ojców, mężów i braci. Radio Telefunken u Jana Sawickiego nie było wyłączane ani na chwilę. Oczekiwano odgłosu czołgów francuskich, ale dobrych wiadomości nie było. W zamian za swoich, huciańskich, najpierw zjawili się w Hucie inni żołnierze – ostatni polscy.

Wycofujące się Wojsko Polskie zajechało podwodami do Huty na odpoczynek. Odjeżdżając w pośpiechu, bo sowieci byli już w Stepaniu, zostawili wielką sumę pieniędzy, aż 16000 zł w 80 plikach po 2 zł, nowiutkie banknoty, prosto z drukarni. Sołtysowi nakazali rozdać pieniądze pomiędzy mieszkańców. Nikt nigdy nie mógł zrozumieć, po co to zrobili i jakim prawem tak postąpili. Sołtys, jako człowiek wielkiej uczciwości, komisyjnie pieniądze przeliczył. Następnie przedyskutowano jak je rozdzielić i komu. Jedni mówili, że trzeba dawać dla każdej rodziny, inni, że na domy i ta opcja zwyciężyła. Szybko, bo okoliczności do tego zmuszały, podzielono «prezent» tuż przed przybyciem sowietów.

Kiedy opadły emocje rozpoczęto przemyśliwanie sprawy, czy aby podział był sprawiedliwy. Pojawiły się głosy, że to były pieniądze dla rodzin żołnierzy, a nie dla całej wsi. Potem skłócili się między sobą sąsiedzi z pogranicza Huty i Omelanki. Jedni, którzy podawali się jako mieszkańcy Omelanki, nagle zażądali ich części, bo są Hucianami. Drudzy, którzy pochodzili z Huty, a mieszkali w innych wsiach, też się zgłosili, jak tylko się dowiedzieli. Pieniędzy do podziału już nie było. Gwoździem do trumny byli jednak miejscowi Żydzi, którzy do podziału nie byli wliczeni. Oni czując swoją krzywdę, szybko donieśli sowietom o niesprawiedliwości, jaka ich dotknęła. Przeplatało się to z ich aktywnym wstępowaniem do milicji, w której zajęli stanowiska funkcjonariuszy, a jak już nie było posady funkcjonariusza to zatrudniani byli jako tłumacze.

Nowe władze aresztowały cały komitet dzielący pieniądze i najbardziej «pokrzywdzonych», którzy przekonywali, że nie wnoszą już żadnych roszczeń, co jednak nie pomogło. Cela pod posterunkiem zapełniła się, jak nigdy przedtem, aby nikomu nie było za ciepło i za duszno sowieci zostawili w oknach jedynie kraty, a szyby powybijali. Kiedy komitet siedział w areszcie, nowa władza zrobiła zebranie całej wsi, na które przybyli wszyscy niezamknięci. Przedstawiciel nowych władz zadecydował, że mają zostać otwarte wszystkie sklepy we wsi i uciśnieni przez lichwiarzy mają wykupić ich towar, aby spełniła się sprawiedliwość społeczna. Spodobało się to większości za wyjątkiem sklepikarzy. Podarowane, wtedy już bezwartościowe, pieniądze posłużyły do opustoszenia wszystkich sklepów. Wykupili to, co za Polski było dla nich nieosiągalne.

Hołota wiejska i przybysze z sąsiednich wsi w przypływie zachłanności rzucili się też do rabowania uzdrowiska «Słone Błoto». Wynieśli duże ilości pościeli i wyposażenia. Rabowali wszystko, łącznie z metalowymi łózkami. Na to już sowieci nie mogli pozwolić, kazali oddać. Nakazali wystawić rzeczy przed domy, a złodzieje przestraszeni wizją rewizji i więzieniem oddali, co zrabowali. Wstyd był na całą okolicę. Do dziś starzy Hucianie wymieniają nazwiska «zachłannych». Złodziei jedynie spisywano, a nie karano. Przedstawiciel władzy w raporcie opisał, że naród odpłacił ciemiężycielowi, a po namyśle jednak zdecydował się oddać nowej władzy wszystko w dowód lojalności.

HS 05

Uzdrowisko «Słone Błoto» w Hucie Stepańskiej

HS 06

Rodzina organisty Juzióka (z lewej) stoi przed jego domem w Hucie Stepańskiej

Przesłuchiwano aresztowanych bez pośpiechu, bo nie bardzo wiedziano, co z nimi zrobić. Dni mijały, a noce w areszcie były już chłodne, nikt też nie odważył się zatkać otworów okiennych. Wreszcie wszystkich wypuścili, podsumowując to jednym słowem: «Won». Lecz Sołtysa ciągle wzywano na przesłuchania i zamykano na kilka dni, po czym wypuszczano. Kiedy wracał do domu, w ślad za nim podążał «posłaniec» z kolejnym wezwaniem. I tak przez całą zimę, a okna dalej były powybijane. Wreszcie rozchorował się na zapalenie płuc i zmarł 30 kwietnia 1940 r. Tak to pieniądze przyniosły więcej nieszczęść niż pożytku.

Historię opowiedziały mi dzieci sołtysa, Janina (po mężu Ogonowska), Mirosław i Czesław.

HS 01

Wjazd do Huty Stepańskiej

HS 02

Miejsce po kościele w Hucie, krzyż z 1996 r.

HS 03

Huta Stepańska. Śp. pastor Piotr Jurczuk

HS 04

Okolice Huty Stepańskiej

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZYJECHALI PO NICH W NOCY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: UZDROWISKO SŁONE BŁOTO, DRUGA, CIEMNA STRONA MEDALU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEDNÓWEK I WOŁYŃSKA BIEDA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WIARA MOJŻESZOWA PEŁNA TAJEMNIC

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEKLĘTA GORZELNIA W HORODŹCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBÓRKI TRUSIEWICZOWSKIE W GMINIE KOŁKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1