Artykuły
  • Register

Babcia moja, urodzona* Bronisława z domu Janicka, razem z mężem urodzonym Ludwikiem, poszli do kościoła w Hucie Stepańskiej. Po mszy świętej ks. Czaban zapytał: «Po co tu przyszliście?» Ich obecność nie była mu miła, nie mógł liczyć od nich na dobre słowo.

«Do Boga przyszliśmy się modlić, nie do ciebie, bandyto» – odpowiedziała Babcia.

W 1922 r. rozpoczęto budowę kościoła w Hucie Stepańskiej. Pracami kierował ks. Wacław Nejmak. Wszystko szło dobrze, dokąd władze kościelne nie zdecydowały o zmianie nazwy wsi na Wacławówka – od imienia księdza. Pomysł jednak Hucianie odrzucili, co było afrontem dla księdza. Łagodnie mówiąc, obraził się na parafian i odszedł w 1923 r. Podczas wojny był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego w Kołdyczewie (obecnie rejon baranowicki na Białorusi), 14 listopada 1942 r. został zamordowany w pobliskim uroczysku Lachówka.

Po odejściu ks. Nejmaka w 1923 r. do Huty Stepańskiej przybył młody i energiczny 27-letni ksiądz Aleksander Teodor Czaban, który kontynuował budowę kościoła. Szybko jednak jego zainteresowanie zmieniło kierunek, a pozycję duchownego zaczął wykorzystywać do własnych celów.

SloneBloto 01

W środku ks. Aleksander Teodor Czaban, obok siedzą jego rodzice Leontyna i Tomasz. Zdjęcie wykonane w Hucie Stepańskiej ok. 1938 r.

SloneBloto 03

Rodzina Kuczyńskich z ks. Teodorem Czabanem, 29 lipca 1937 r.

W 1930 r., obserwując jako myśliwy gołębie przylatujące pić wodę z wypływającego źródełka, przypadkowo odkrył jego lecznicze właściwości solankowo-borowinowe. Pod budowę uzdrowiska nabywał za bezcen od nieświadomych gospodarzy łąki bagienne, na których nawet trawa nie chciała rosnąć. Jedynie nieliczni orientując się w jego zamiarach uzyskali godziwą zapłatę, ku rozpaczy i zawiści naiwnych. Tak gospodarz Dionizy Lipiński zażądał za przepuszczenie drogi przez swój ugór 500 zł (ówczesne ceny: krowa 60–80 zł, koń 120–200 zł). Po długich zabiegach wytargował jedynie rozłożenie spłaty w ratach – po 5 zł codziennie. Żeby duchowny nie zapomniał oddawać, córka Dionizego Mirosława co dnia szła po dług. A że księdza często nie było, to czasem kilka razy dziennie chodziła, aż wydeptała ścieżkę przez łąkę.

Coraz więcej ludzi odwracało się od proboszcza, który za posługi wymagał wielkich opłat, aby zarobione pieniądze przeznaczyć na budowę. Takim jaskrawym przykładem była sprawa pogrzebu samotnego starca z Omelanki, którego pogrzebem zajął się sąsiad Kajetan Szelążek. Po wniesieniu trumny do kościoła ksiądz zażądał za pogrzeb 20 zł. Kajetan się wściekł i zostawił trumnę w kościele. Corocznie zbierany był też len w celu nasączenia ścian kościoła olejem. Po kilku latach tylko jedna nawa boczna była naoliwiona. W tamtych biednych czasach nie dawało to ofiarodawcom spokoju: «Tyle lnu, a tak mało pomalowane». Podobnie na lekcjach religii dzieci miały za zadanie przekazywać rodzicom polecenia, co księdzu od kogo potrzeba. Jedni dla świętego spokoju ulegali, a inni się burzyli.

Czaban do wielkiej budowy potrzebował bardzo dużo drewna, ale chciał je za darmo. Las mojego Dziadka nadawał się idealnie do takiej grabieży. Było wiele lasów prywatnych, ale Hucianie solidarnie ich pilnowali, a zadzierać z nimi ksiądz się nie odważył. Kiedy więc przybył do mojego Dziadka po Kolędzie w styczniu 1934 r., zapowiedział wycinkę lasu na uroczysku Klimowo. Przekonywał i wymuszał zgodę, obiecywał darmowe leczenie w uzdrowisku i zatrudnienie dla dzieci. Najpierw Dziadek próbował z szacunku do księdza wyperswadować mu ten pomysł, ale Czaban nie ustępował. «Po moim trupie, drewno jest dla moich dzieci na domy» – otrzymał odpowiedź.

SloneBloto 15

Ludwik Horoszkiewicz z synami Stanisławem i Kazimierzem. Portret przedwojenny. Jedyny wizerunek Ludwika i Stanisława przekazany przez córkę Weronikę z USA

Duży i stary las Dziadka, przynależny rodzinie od wieków, do którego nikt nie wnosił żadnych roszczeń, nagle stał się obiektem zainteresowania. Graniczył przez polną drogę z Lasami Rządowymi. Leśniczy Nysterkowski (imię nieznane), zapewne nie bez własnych korzyści, zezwolił Czabanowi wyciąć ten las. Wtedy jeszcze mało kto posiadał akt własności. Mierniczy przysięgli niewiele mogli przez te ostatnie lata pomierzyć. Lata zaborów powodowały wielkie konflikty przy zapisach, które ciągnęły się przed sądami całymi latami. To właśnie wykorzystano do kradzieży drewna. Na północnym Wołyniu i Polesiu las był bogactwem, nie piaskowa ziemia. Każdy chronił więc las jako żywiciela i obrońcę w razie zagrożenia.

Wszystko do wycinki było przygotowane zapewne już wcześniej. Czaban w lutym niespodziewanie sprowadził «tego bandytę Nysterkowskiego», jak określała go moja Ciocia Weronika (ur. 1919 r., mieszka w Holyoke, USA), wielu drwali i siedmiu policjantów dla ich ochrony. Sprawy potoczyły się szybko. Dziadek widząc, co się dzieje, złapał siekierę, a Babcia motykę. Wszyscy policjanci rzucili się na Dziadka. Babcia nie czekając uderzyła jednego policjanta motyką w głowę. Do dziś nie wiemy, czy przeżył, bo wywieźli go bez życia na wozie. Wszystko działo się na oczach starszych dzieci. W międzyczasie 7-letni Stasio wyrwał leśniczemu «cechówkę» (przyrząd do mierzenia grubości drzewa) i wrzucił ją do studni. Dziadka i Babcię aresztowali, skutych kajdankami prosto z lasu powieźli do Stydynia Wielkiego. Lament dzieci przerażonych wydarzeniami na nikim nie robił wrażenia.

Dziadek otrzymał mały wyrok, bo nic nie zdążył zrobić siekierą. Babcia skazana została na kilka lat więzienia, ale że była w ciąży przed samym porodem, w sierpniu 1934 r. została ułaskawiona i wypuszczona. Na wolności urodziła mojego Tatę, Szczepana. Uwięzienie Dziadków spowodowało przejściowy upadek gospodarstwa. W tym czasie zajmował się nim brat dziadka, Cyprian z Omelanki, kaleka wojenny bez ręki. Do pomocy przychodziła jego żona, którą bardzo pogryzł nasz pies Reks, broniący gospodarstwa. Pies nie znał bratowej, która nie chodziła w odwiedziny, bo bracia gniewali się właśnie o ten las. Rozszarpane rany na nodze goiły się wiele miesięcy.

Babcia wychodząc na wolność zastała straszny widok: wycięto im wszystkie drzewa powyżej 20 cm średnicy, zostawiono cieńsze i mrowie czubków. Obrabowany las dalej był własnością Dziadka.

W 1935 r. wyszedł na wolność. Z resztek pozostałego lasu w 1937 r. wybudował nowe gospodarstwo, po którym pozostały do dziś ślady zarośniętego pogorzeliska i ten sam las.

Czaban jako biznesmen doskonale przeprowadził inwestycję, trzeba mu to przyznać. Nie liczył się z przeciwnikami, traktował ich z wyższością. Procesował się z gospodarzami, którzy chcieli meliorować łąki, używał przy tym pogardliwego języka nawet w pismach sądowych. Rozbił odwieczną jedność wsi, gdyż wielu go popierało, czerpiąc korzyści z niewątpliwego rozwoju wsi za jego przyczyną. Sami nic nie tracili, np. nie mieli łąk, których ksiądz nie pozwalał meliorować.

SloneBloto 02

Przy Słonym Błocie

SloneBloto 16

Z prawej strony widać daszek. To pijalnia wody z cudownego źródełka, które znajduje się tuż obok.

W 1938 r. Czaban został odwołany z probostwa, nie podporządkował się jednak woli biskupa i pozostał w Hucie jako mansjonarz (tj. pomocnik proboszcza, rezydent). Wybudował prywatną kaplicę koło uzdrowiska pw. Św. Teresy, patronki Wołynia. Wojna przekreśliła wszystko.

Jestem jakby stroną w konflikcie, trudno mi więc używać wobec Czabana tytułu ksiądz, gdyż nie prowadził się tak, jak nakazywał stan, a jego zachowanie było wysoce gorszące i demoralizujące. To długi, przykry i trudny temat.

Ilekroć moja Babcia widziała Czabana, przeklinała wszystko, co z wielkim mozołem stworzył: «Żeby ci się to wszystko spaliło, za naszą krzywdę». Jak przeklinała, tak się stało – w lipcu 1943 r. w czasie banderowskiego ataku na Hutę Stepańską. Przeklinając nic nie wspominała o swoim gospodarstwie, ale je też spalili kilka dni później.

SloneBloto 04

Hucianin pokazuje, gdzie było uzdrowisko

SloneBloto 09

Ja i mój przyjaciel śp. pastor Piotr Jurczuk pijemy wodę z cudownego źródełka

SloneBloto 10

Ostatni dąb, który rósł koło uzdrowiska. Wiatr go przewrócił w 2009 r. Po przecięciu naliczyłem 146 słoi

Tak Czaban, jak i mój Dziadek Ludwik zmarli w tragicznych okolicznościach, żaden nie ma też grobu. Czaban zmarł na Syberii, prawdopodobnie po wojnie, w 1946 r. (powszechnie podawana data i miejsce śmierci ks. Czabana – rok 1940 lub 1941, obóz UchtIżemŁag – red.). Jeszcze w 1941 r. pisał listy do Domaszewiczów z Omelanki, ich wnuczka Genowefa, która je czytała, powtarzała mi je z pamięci. Dziadek Ludwik prawdopodobnie zmarł w samotności po wyzwoleniu, w Nysie, wracając z robót, jak informuje Polski Czerwony Krzyż. Tam był grabarz, który mięsem z trupów karmił stado swoich świń na sprzedaż. Ze zgrozą o tym procederze opowiadała świadek wydarzeń Czesława Dawidowicz.

Z tej historii pozostały mi dwie cegły – jedna z domu dziadka, a drugą wygrzebałem z trawnika, tam gdzie było uzdrowisko – oraz tęsknota do Wołyńskiej, biednej, tragicznej, ale ukochanej ziemi, do której zabroniono mi wstępu.

Od prawie roku na podstawie decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Obwodzie Rówieńskim mam zakaz wjazdu na Ukrainę za to, co w dotychczasowych artykułach opisałem. Art. 8 Ustawy Ukrainy o Kontroli Granicznej stawia mnie w gronie osób niebezpiecznych dla Ukrainy.

Dokąd idziesz Ukraino, gdzie szukasz wrogów?

SloneBloto 14

Słońce wschodzi nad Słonym Błotem, w tle Huta Stepańska

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

* Aby odróżnić obywateli z pochodzeniem szlacheckim od chłopów uwolnionych (wolno żyjących) wprowadzono w akcie urodzenia dopisek «Urodzony».

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEDNÓWEK I WOŁYŃSKA BIEDA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: BAL SZKOLNY W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WIARA MOJŻESZOWA PEŁNA TAJEMNIC

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PRZEKLĘTA GORZELNIA W HORODŹCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBÓRKI TRUSIEWICZOWSKIE W GMINIE KOŁKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1