Artykuły
  • Register

Horodziec przed II wojną światową wyróżniał się spośród sąsiednich wsi. Sprawił to rozległy majątek ziemski i reprezentacyjny pałac. Historia miejscowości związana z pradawnym zamczyskiem sięga korzeniami aż do początku chrześcijaństwa na Rusi.

Ostatnim prawdziwym gospodarzem wielkich posiadłości ziemskich i leśnych w Horodźcu (obecnie rejon włodzimierzecki w obwodzie rówieńskim), był pan Kamil de Pourbaix. Wcześniej dobra przechodziły z rąk do rąk, nie przynosząc wielkiego zysku właścicielom. We wrześniu 1939 r. Pourbaix uciekł z rodziną przed sowietami i od tamtego czasu wszystko, co stworzył, z czasem upadło.

Nabywając w zawiłych okolicznościach wielki majątek końcem XIX wieku, Kamil de Pourbaix przejął wszystkie jego dobra i cały ciężar, jaki z sobą niosły. Jednym ze składników majątku była gorzelnia, przynosząca największe zyski, ale i tragedie. Od samego początku jej istnienia ciążyło na niej jakieś przekleństwo. Starzy mieszkańcy wsi przekazywali młodym w opowieściach ponurą historię.

Horodziec 8

Stoimy na miejscu pałacu w Horodźcu

Wielkiej pobożności pan Urbanowski odsprzedał posiadłość Janiszewskiemu. Do majątku należała też duża murowana kaplica przy pałacu. Nowy właściciel spalił posiadłość, która była ubezpieczona na wielką sumę. Za odszkodowanie odbudował wszystko od nowa. Nie było tam już miejsca dla kaplicy, a na pozostałych po niej murach kazał zbudować gorzelnię. Pan Pourbaix nabywając posiadłość, był tym zgorszony. Źle się wiodło w gorzelni, ciągłe awarie, wypadki, nawet kary akcyzowe utwierdzały powszechne przekonanie, że kaplica upomina się o swoje prawa.

Przy gorzelni pracował młyn parowy, jego dzierżawcą był Witold Dodajewski, doszło tam do pożaru, a przy nim spaliła się też gorzelnia. Na nieszczęście, nic nie było ubezpieczone. Kolejny pożar wybuchł w grudniu 1902 r., tym razem chłop ze wsi podpalił budynki folwarczne w centrum miejscowości. Wtedy zapadła decyzja o odbudowie gorzelni właśnie na tamtym pogorzelisku. Przy wykopach pod nowy budynek natrafiono na szkielet i stare fundamenty. Od razu ludzie zaczęli mówić, że to pozostałości po pierwszej kaplicy sprzed wieków. Znalezisko źle wróżyło inwestycji, ale budowy nie przerwano. Nową gorzelnię też prześladował pech, aż w końcu została zniszczona przez wycofujących się bolszewików w 1920 r. I od nowa musiała być odbudowywana. Dawała zatrudnienie mieszkańcom Horodźca, ale była też utrapieniem, kradziony spirytus, łatwo dostępny, nie przynosił poprawy życia pijących i ich rodzin.

Horodziec 9

Tu był młyn w Horodźcu

Horodziec 00

Tu była gorzelnia

Dobrze prosperująca gorzelnia dotrwała do wybuchu wojny w 1939 r. Sowieci nie zastali właściciela, pan Pourbaix uciekł ze swoją rodziną. Nie miał złudzeń. Zabrali na dwa wozy spakowane kufry i wyruszyli w kierunku Kowla. W opustoszałym i rozkradzionym pałacu sowieci urządzili kurnik. Tysiące kur spacerowało wokół za wysoką siatką. Kaplica przypałacowa w parku, gdzie znajdowały się sarkofagi zmarłych, została sprofanowana, zwłoki leżały w otwartych trumnach. Ziemię z parku, razem ze zrujnowaną kaplicą, wywieziono jako materiał do budowy tzw. Warszawki (droga Kijów–Kowel–Jagodzin znaczenia międzynarodowego – red.).

Kiedy Pourbaix uciekał, dla Ukraińców z Horodźca był to sygnał do działania. Największe zainteresowanie budziła cysterna ze spirytusem, którego jednak nie było dużo. Część ludzi czekała w kolejce do kranu, a drudzy czerpali przez otwór u góry. Jednemu z «czerpiących» przy pośpiesznym dobywaniu odczepiło się wiadro i wpadło do cysterny. Aby zobaczyć, gdzie leży, zapalił zapałkę. Wybuch prawie opustoszałej cysterny zabił kilka osób.

Wkroczenie Niemców w lipcu 1941 r. poprzedziły podobne wydarzenia. Znacjonalizowana przez sowietów gorzelnia pracowała na pełnych obrotach, a zbiorniki ze spirytusem były pełne. Tym razem Ukraińcy działali według poprawnych, w ich rozumowaniu, zasad. Pilnowali, aby nikt nie miał żadnych źródeł ognia. Nie pozwolili też chętnym na takie dobro Polakom brać spirytusu, traktując go jako im należną własność. Przed współbraćmi z sąsiednich wsi takiego skarbu też solidarnie bronili. Sprzedawali jednak wielkie jego ilości za materiały, zboże, słoninę itp. Napełnione kanki po mleku przywieźli sprzedać nawet do Huty Stepańskiej i czym prędzej jechali po następne.

Nabierali i nabierali, a trunku nie ubywało, nikt też im tego nie bronił. Wybrali trunek z małej cysterny. Zapełniono nim wszystkie garnki, butelki, beczki, kanki, nawet koryta świńskie. A cysterna o pojemności ponad 60 tys. litrów wciąż była pełna. Tłumy ludzi czekały na swoją kolejkę do otworu. Zmartwieniem było, gdzie nalewać i komu sprzedać zdobycz. Szczęśliwi posiadacze skarbu bez ograniczenia raczyli się spirytusem, prawie wszyscy byli mocno pijani. Wokół zrobiło się mokro od rozlewanego z pełnych wiader trunku, unosił się też charakterystyczny zapach.

W jednej chwili wszystko się skończyło. Nie wiadomo skąd, ale przyszedł niespodziewanie sowiecki żołnierz i powiedział: «Szybko się rozchodzić, bo zaraz będę strzelał». Nikt nie zastanawiał się nad jego słowami, takich jak on przeszło w ostatnich dniach przez wieś tysiące, kierując się na most drogowy. Żołnierz nic więcej nie powiedział, odszedł ze sto kroków i strzelił zapalającą kulą.

Nastąpił wybuch, wielka fontanna płonącego spirytusu ogarnęła tłum. Spirytus, płonąc, lał się po brzegu do zbiornika wodnego, spiętrzającego wodę do młyna na rzece Wyrka. Palący się ludzie całym tłumem biegli gasić się do wody, a woda płonęła. Nie miał ich kto ratować, wszystko wokoło się paliło. Potworny lament rozległ się w całej wsi, rodziny zabierały oparzonych do domów. Niektórzy zaraz umierali, inni jeszcze żyli, a skóra schodziła im z całych ciał. Półtora dnia później przyszli Niemcy, krewni zwrócili się do nich o pomoc lekarską. Na miejsce niezwłocznie przybył lekarz, pooglądał oparzonych, sanitariusze owijali rany bandażami. Lekarz pokręcił głową i powiedział coś do tłumacza, a on powtórzył: «Wszyscy umrą, nie ma ratunku». I tak się stało. Kolejno tracili przytomność i umierali. Śmiertelnie oparzonych zostało około 60 osób.

Do dziś w uroczym Horodźcu pozostały ostatnie stare chaty i cerkiew jako świadkowie wydarzeń. Spotkałem tam jedynie dobrych, ciepłych i uczynnych ludzi. Bardzo miło wspominam moje z Nimi rozmowy. Wszystkiego Wam najlepszego, Horodczanie.

Horodziec 11

Ulica biegnąca przez Horodziec

Horodziec 1

Cerkiew w Horodźcu

Horodziec 5

Horodziec 6

Horodziec 7

Stare chaty w Horodźcu

Horodziec 4

Horodziec 12

Rozmowy ze świadkami z Horodźca

 

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S.: Historię opisałem na podstawie pamiętnika Kamila de Pourbaix, przetłumaczonego z języka francuskiego przez prawnuka Rene Karkocha. Oparłem się też na relacjach Pani Alicji Uczciwek c. Jana Wawrzynowicza, wieloletniego zarządcy majątku w Horodźcu, oraz na kilkunastu innych relacjach, w tym miejscowych Ukraińców. Nikt nie potrafił dokładnie określić ilości zmarłych.

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: OBÓRKI TRUSIEWICZOWSKIE W GMINIE KOŁKI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CYGANIE I WIELKA UCZTA W HUCIE STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HRABIA WORCELL – WŁAŚCICIEL STEPANIA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1