Artykuły
  • Register

Z wielkim smutkiem i żalem przyjąłem informację o śmierci Feliksa Trusiewicza (urodził się w listopadzie 1922 r. – zmarł 12 października 2019 r.). Łączyła nas przyjaźń telefoniczna. Traktował mnie jak syna i tak się do mnie zwracał. Było to dla mnie wielkim wyróżnieniem.

Świadek wymordowania Obórek, partyzant, żołnierz, inżynier-wynalazca. Wielki patriota, wzór do naśladowania i pisarz. W ostatniej naszej rozmowie Feliks prosił o odnalezienie Dołu Śmierci w Cumaniu, gdzie zakopani są mężczyźni z Obórek. Wiedział, że Jego czas dobiega końca, był gotowy do drogi. Wieczna Mu Pamięć.

Poniższy materiał o Obórkach jest fragmentem przygotowywanej przeze mnie książki o 56 polskich upamiętnieniach wokół Huty Stepańskiej.

Oborki 1

Feliks Trusiewicz. Zdjęcie pochodzi ze strony www.trusiewicz.pl

Pod niemiecką okupacją na Wołyniu stworzono ukraińską policję pod nazwą Schutzmannschaft. Służyli w niej tzw. szucmani, którzy najpierw zajmowali się utrwalaniem władzy okupacyjnej, potem ściąganiem kontyngentów, ale szybko stali się ludobójcami. Pod komendą Niemców dopuścili się wielu zbrodni przeciwko ludności cywilnej, szczególnie żydowskiej. W połowie marca 1943 r. kilka tysięcy z nich porzuciło służbę dla Niemców, większość zasiliła szeregi UPA. Wprawieni w okrutnych mordach, kontynuowali zbrodniczy proceder mordując Polaków. Obórki koło Kołek już wcześniej, w listopadzie 1942 r., padły ich ofiarą.

Niektórzy szucmani znani byli mieszkańcom Obórek: chodzili kiedyś razem do szkoły, spotykali się w różnych okolicznościach, żyli po sąsiedzku. Polacy nie mogli zrozumieć powodów ich okrucieństwa. Wstrząsające opowieści nie pozostawiały złudzeń. Zabrany przez szucmanów na podwodę Antoni Trusiewicz z Rudnik był naocznym świadkiem zabicia około 5-6 letniego żydowskiego chłopca. Padał deszcz, chłopczyk stał w lesie, jego oczy, jak każdego dziecka, wypatrywały pomocy. Zagłodzony, obdarty, nie miał siły uciekać, ani płakać. Szucman podszedł do Niego, złapał za nogi i uderzył głową w drzewo. Rzucił ciało chłopca w krzaki, wsiadł na wóz i zszokowanemu woźnicy kazał jechać, jakby nic się nie stało.

Z Niesześci do matki Ludwiki Domalewskiej szła córka Genowefa, żona Kazimierza Lipińskiego. W lesie znalazła około 3-letnią dziewczynkę, zlitowała się nad nią, zabrała i szły obie do Obórek. Na drodze spotkał je szucman, jadący furą z Niemcem. Zapytał: «Kto to?» Odpowiedziała, że jej dziecko. Niemiec nie wtrącał się do rozmowy, szucman natomiast nie odstępował od dochodzenia. Pofatygowali się z nią i dzieckiem do Obórek, podjechali pod dom Domalewskich. Matka, nic niewiedząca, została zapytana: «Ile córka ma dzieci?» Odpowiedziała: «Nie ma dzieci». Szucman pobił dotkliwie Genowefę i zostawił ledwie żywą. Dziewczynkę zabrał na wóz i pojechali w kierunku na Hradę oddaloną o 4 km od Obórek. Tam zabił dziecko strzałem w głowę i zostawił przy drodze.

Koniec dla Obórek zbliżał się nieubłaganie. Najpierw wydarzyła się rzecz dziwna: kiedy nikt jeszcze nie słyszał o partyzantach, przyszło na nocleg pięciu uzbrojonych ludzi. Kim byli, pozostało tajemnicą. Rano przyjechało siedmiu szucmanów, pojmali uzbrojonych i powieźli do Kołek. W następnych dniach szucmani złapali w lesie dzieci żydowskie, które przyznały, że posiadane jedzenie dostały w Obórkach. Wśród okolicznej ludności ukraińskiej krążyły też pogłoski, że Obórki wspierają żywnością sowieckich partyzantów, którzy pokazywali się już w terenie.

Rano 11 listopada 1942 r. w Obórkach zauważono kręcącego się szucmana. Babcia Wiktoria Trusiewicz nakarmiła go śniadaniem. Poszedł bez słowa. Zaniepokojona zaistniałą sytuacją wyprawiła swojego wnuka Feliksa (syna zmarłego w 1934 r. Antoniego) do rodziny w Rudnikach. Około 10-tej rano kolonię okrążyli szucmani. Jednocześnie wyprowadzali mężczyzn z domów, katując ich pałkami. Po dokładnym przeszukaniu obejść, 14 z nich zabrali do aresztu w Cumaniu. Wieczorem do Obórek wrócił z Rudnik Feliks. Jego mama Helena i babcia były bardzo zaniepokojone i zachęcały go do ponownego opuszczenia wsi.

Przed świtem 13 listopada do Cumania wyruszyło pięć kobiet niosąc aresztowanym ciepłą odzież i jedzenie. Zaniepokojona babcia Wiktoria, targana złymi przeczuciami, odprawiła wtedy wnuka Feliksa ponownie do Rudnik. Poszedł razem z Heniem Trusiewiczem, s. Franciszka.

Przed południem 13 listopada do Obórek ciężarowym samochodem przyjechali szucmani, a osobowym – dwóch Niemców. Wszyscy mieszkańcy zostali zgromadzeni w domu Franciszka Trusiewicza, gdzie oczekiwali – jak się wkrótce okazało – na egzekucję. Wyprowadzani kolejno rozbierali się w ganku i byli prowadzeni do stodoły, gdzie czekał kat. Tam na krześle siedział Niemiec, na drugim krześle leżała amunicja. Przyprowadzani kładzeni byli przed nim na słomie, a on strzelał. Wynoszono zabitych i przyprowadzano następną osobę. Zabito wszystkich, którzy byli na kolonii, nawet Ukrainki, kobietę w ciąży i dziewczynkę, przypadkowo tam przebywającą.

Świaszczennik ojciec Szemekiło (Szemetyło?) z Rudnik, uderzał w dzwon tak, jak na pogrzeb, czekając z następnym uderzeniem aż całkiem zamilknie. Wiedział o mordzie i współczuł Polakom. Po południu szucmani wracali z powrotem, wieźli zrabowaną odzież, rzeczy z mieszkań, gonili konie i krowy. Chłopcy z Obórek, Feliks i Henio, przebywający w Rudnikach, z trwogą oczekiwali wiadomości. Ukraińcy, którzy rozmawiali z szucmanami, potwierdzili najgorsze przypuszczenia: wszyscy zostali zabici. Na drugi dzień szucmani sprowadzili ludzi z Rudnik i Stawyhoroża, którzy do wykopanego dołu powrzucali zabitych.

W ten wieczór Feliks Trusiewicz i jego kuzyn Henio, dla bezpieczeństwa odeszli z Rudnik. Feliks, mimo kłopotów, przedostał się do Kiwerc. Henio poszedł do Niesześci, gdzie złapali go szucmani. Rano 14 listopada, przewieźli do aresztu w Cumaniu. Tam został osadzony razem z wcześniej pojmanymi, którym opowiedział o mordzie. Areszt przepełniła wielka rozpacz. Następnego dnia zginął razem z nimi w egzekucji.

Kobiety wracające wieczorem 13 listopada z Cumania zostały schwytane przez przebywających w Obórkach szucmanów. Nie zabili ich jednak, a przyprowadzili do Rudnik. Tam zamknięto je w domu Ukraińca Daniły, który wszystko im opowiedział informując o dokonanym pod ich nieobecność mordzie. W sobotę, 14 listopada, po południu, szucmani zaprowadzili kobiety do Obórek i tam rozstrzelali. Dół, w którym złożono szczątki wcześniej zamordowanych, był już zasypany, dlatego obok wykopano mniejszy i tam je zakopano.

Mężczyźni rozstrzelani zostali w niedzielę, 15 listopada, na «ługach» za Cumaniem w kierunku na Bereściany. Przed samym wyprowadzeniem na egzekucję przyszedł szucman Kiszko, przedwojenny nauczyciel z Czernyża, z pytaniem: «Kto nie z Obórek?» Zgłosił się Tadeusz Morawski z Klewania. Oddzielili go od pozostałych, których poprowadzili na śmierć. Morawski wypuszczony z aresztu za łapówkę wręczoną przez żonę opowiedział o tym, co działo się z aresztowanymi, kiedy od Henia Trusiewicza dowiedzieli się o mordzie i czekali na swoją śmierć. Łącznie w Obórkach i Cumaniu zamordowano 53 osoby.

Staraniem Feliksa Trusiewicza miejsce zbiorowego grobu upamiętniono małym metalowym krzyżem z tabliczką. Pamięć i miejsce mordu byłoby jednak zapomniane, gdyby nie troska ze strony śp. Czyraka, Ukraińca z Rudnik. Jego ojciec brał udział w zakopywaniu Polaków, a kiedy syn podrósł, pokazał mu miejsce i nakazał zachować w pamięci. Do samej śmierci tak robił, jak polecił mu ojciec. Postawił nad Dołem Śmierci krzyż drewniany i ogrodził miejsce drągami.

Natomiast poszukiwanie miejsca zakopania mężczyzn koło Cumania napotyka na nieprzewidziane trudności. Wcześniej nad ich Dołem Śmierci stał mały krzyż, który zaginął, umarli też świadkowie.

Polana, na której znajdowały się Obórki, całkowicie zarosła lasem, pozostały tam, jako świadkowie, stare dęby, zanikający błotnisty staw, dzikie bzy i drzewa owocowe w lesie.

Oborki 2

Droga do Obórek

Oborki 3

Tu były Obórki

Oborki 4

Dęby w Obórkach

Oborki 5

Pozostały jeszcze drzewa owocowe na Obórkach

Oborki 6

Pierwszy krzyż postawiony przez Feliksa Trusiewicza

Oborki 7

Ukrainiec Czyrak opiekował się Dołem Śmierci w Obórkach

Oborki 38

Dół Śmierci w Obórkach

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S.: Materiał oparłem na 53 zarejestrowanych rozmowach (37 godzin) z Feliksem Trusiewiczem i na Jego książce pt. «Pokolenie».

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CYGANIE I WIELKA UCZTA W HUCIE STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HRABIA WORCELL – WŁAŚCICIEL STEPANIA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1