Artykuły
  • Register

Ludzie u kresu życia wracają do wspomnień, przywołują wydarzenia dawne, które stają się jakby dopiero co przeszłymi. Budzi się w Nich potrzeba bycia przy bliskich, którzy odeszli tak dawno, ale z myśli nie zniknęli nigdy.

Odnaleźliby wspominanych zmarłych stojąc przy grobach, nie ma ich jednak, bo zarosły w wołyńskim zapomnieniu lub zostały celowo zlikwidowane.

Wszyscy Wołyniacy, którzy na moich oczach zmarli, do samego końca życia mieli ogromną potrzebę znalezienia się przy grobach bliskich, Ich serca rozrywał ból, a nocami dusiły wspomnienia. Tęsknoty swoje przekazali potomnym, aby ponieśli je w następne pokolenia wraz z pytaniem: «Skąd nasz ród?».

Polaków, bez względu na przekonania, w tęsknocie i żalu za bliskimi łączy ten jedyny w roku dzień – dzień Wszystkich Świętych obchodzony 1 listopada. W następnym, kiedy Dusze szukają miłosierdzia, a my, żywi, wspomnieniami zagłębiamy się w Ich groby, są Zaduszki. Tata mój, Szczepan, po postawieniu symbolicznego krzyża naszej rodzinie w Hucie Stepańskiej zaznał ukojenia w żalu. Idąc po huciańskim cmentarzu wstępował jakby na Ziemię Obiecaną, gdzie mógł pomodlić się wspominając najbliższych, którzy grobów nie mają.

Prowadząc wywiady z umierającymi, obiecałem wspomnieć o Nich, jak już odejdą do Wieczności. Dziś «przewożę» Duszę Cioci Heleny Dziekańskiej do Jej dzieciństwa i młodości, na nieistniejące groby, o których z żalem do końca wspominała.

***

Życie Heleny rozpoczęło się wspaniale w 1925 r. Mama nazwała córkę od słów ulubionej piosenki o pięknej Helenie. Tata, legionista Marcel Dawidowicz z Wyrki, otrzymał przydział osadniczy w Pieczałówce (obecnie wieś Myrne w rejonie kostopolskim na Rówieńszczyźnie), gdzie wybudował piękny dom i prowadził gospodarstwo liczące 24 ha ziemi. Helena miała dwóch starszych braci: Bronisława (ur. w 1923 r.) i Stanisława (ur. w 1924 r.) oraz dwie młodsze siostry: Zofię (ur. w 1928 r.) i Janinę (rok urodzenia nieznany). Nic im nie brakowało, tylko żyć.

Szczęśliwe życie pęka jak bańka mydlana razem ze śmiercią mamy, która umiera po porodzie córki Janiny, a córka odchodzi z tego świata półtora roku po matce. Siostrę Zofię na wychowanie zabiera Zygmunt Czarnecki z Hał, piękną Helenę biorą zaś do siebie Stanisława i Cyprian Myszakowscy z Omelanki. Synowie pozostają z ojcem, który nie mogąc sobie poradzić z gospodarką sprzedaje wszystko i kupuje dom w Rafałówce. Żeni się z Ukrainką z Pępkowa k. Kazimierki, która ma syna. Wspólnie mają dwoje własnych dzieci. Rodzina potępia Marcela, zarzuca mu, że jego «dzieci są po ludziach». Wrogo do ojczyma odnosi się też dorastający pasierb, który pozostaje w Pępkowie w domu mamy. Córkom Marcela jednak nic złego się nie działo, były obdarzone troskliwą miłością rodziny. Helena spotykała tatę jedynie na odpustach w Kazimierce i Wyrce.

Huta 15 Wyrka

Wyrka – Rakowa Szyja na obrazie pt. «Dom rodzinny». Autor Helena Has z domu Czarnecka

Życie zmieniło się wraz z wybuchem wojny. Sowieci szukali Heleny, bo miała być wywieziona na Sybir razem z ojcem i rodzeństwem. Myszakowscy, gdy tylko otrzymali tę wiadomość, schowali Helenę, a potem nie szczędząc grosza załatwili z sowietami, że jest na wychowaniu i nie podlega wywózce. Ojca wywieźli z żoną i dziećmi. Wszyscy pracowali w kopalni na Syberii. Zaraz po wojnie synowie wrócili do Polski, a Marcel z żoną i dwojgiem dziećmi z drugiego małżeństwa do Pępkowa. Z tego, czego dowiedziała się rodzina Heleny, szukając po wojnie informacji o ojcu, wynika, że wszyscy zostali zamordowani przez syna drugiej żony. Nikt nie wie, gdzie zostali pochowani i czy w ogóle byli pochowani. Marcel był dobrym człowiekiem, jednak tragiczną postacią, nie powiodło mu się w życiu.

6 września 1942 r. w Hucie Stepańskiej odbył się ślub Heleny ze Stanisławem Dziekańskim z Folwarku. Nie żyli jednak długo w spokoju – kilka miesięcy później tuż po sąsiedzku zaczęły się banderowskie mordy. Do 12 maja 1943 r. jeszcze jakoś dało się żyć w Folwarku, ale po wymordowaniu sąsiednich Ugieł, wszystko się skończyło. Rodziny zaczęły przenosić się do Sarn, gdzie zajmowały domy po Żydach.

Huta 15 Helena i Stanislaw 1

Huta 15 Helena i Stanislaw 2

Helena i Stanisław Dziekańscy

Helena codziennie oczekiwała na stacji kolejowej w Sarnach na nowe transporty przywożące uciekinierów do miasta. Wreszcie doczekała się swoich «opiekunów» Myszakowskich, przyprowadziła ich na kwaterę, którą zajmowała u państwa Makuchów. Oni opowiedzieli, jak wyglądał napad i jak uciekli. Po dwóch dniach zdecydowali, że pojadą do Niemiec na roboty.

Przybycie do Sarn babci Józefy Brodowskiej z Wyrki było wielkim szczęściem. Helena dopytywała się szczegółów. Staruszka sponiewierana przeżyciami, dzieliła się wiedzą o losie rodziny. Jej córka Aniela, a ciotka Heleny, została zamordowana w Wyrce. Antoni, mąż Anieli, zmarł wcześniej na zapalenie płuc, po tym jak przemarzł na pogrzebie swojej matki Korneli. Za Niemców wdowa ukrywała Żyda, zabili go szucmani przed domem. Synowie Anieli, 10-letni Mirosław i 15-letni Stanisław, przewieźli jego zwłoki na sankach, by pochować w lesie. Drugą córkę Janinę, żonę Władysława Sulikowskiego, i jej trzyletniego syna Stanisława również zabito.

Huta 15 czarniecki

Mirosław Czarnecki, ten, co Żyda na sankach wiózł pochować, w Wyrce w 1982 r. Matkę jego zabili banderowcy w Wyrce 18 lipca 1943 r.

W czasie ataku na Wyrkę babcia Józefa Brodowska nie uciekała, gdyż w domu na łóżku leżał jej obłożnie chory brat Adam Horoszkiewicz, przywieziony kilka miesięcy wcześniej z Balarki. W chwili ataku sąsiedzi wynieśli go z łóżkiem, ukrywając pomiędzy tyczkami grochu. Brodowska była więc naocznym świadkiem wydarzeń dnia 17 lipca, rabunku i «zaczystki». Opowiadała dokładnie, co widziała.

Banderowcy atakując Wyrkę nocą z 16 na 17 lipca podpalili kilka domów, a po ucieczce Polaków, przystąpili do rabunku. Prawdopodobnie nie mieli już miejsca na wozach, wtedy zaczęli podpalać wieś. Nie wszystkie domy jednak podpalili. O świcie przyszła druga fala banderowców i «czerni». Jedni i drudzy zabierali w pośpiechu, co zostało znalezione. W końcu podpalili nieliczne pozostałe domy i wycofali się. «Czerń» łupy zabrała dla siebie, a banderowcy wioząc je przez Werbcze Wielkie po kolei rzucali «dary» przed domy. Jedni werbczanie uczestniczący w ataku przywozili łupy, inni nie wyszli nawet po «dary», ale obawiając się banderowców, którzy w większości nie byli znani we wsi, zabrali je w końcu do domów. Były to garnki, poduszki, krzesła, maśniczki, odzież, buty, maszyny do szycia, lampy naftowe itp.

Ukryty w grochu Adam Horoszkiewicz został szybko znaleziony. Banderowców pod dom przyprowadziła córka sąsiada Ukraińca, Nadia. Brodowska ukryta nieco dalej obserwowała, co się działo. Stali i rozmawiali nad łóżkiem, a potem jak na komendę odwrócili karabiny z bagnetami i wbili w piersi dziadka. Wtedy zapytali Nadii: «A co z chatą?» Ta odparła: «Spalić». I tak się stało.

Zabicie brata i spalony dom oznaczał dla babci Brodowskiej konieczność ucieczki. Kiedy myślała, jak to zrobić, na podwórko sąsiada pod dogorywającą chatę podjechała furmanka, zsiedli z niej Ukraińcy i pospiesznie pobiegli, szukać łupów. Brodowska już wcześniej zobaczyła, że w krzakach siedzą jacyś chłopcy. Zawołała, żeby przyszli do niej. Kazała z furmanki zwalić jedną z zabitych świń, a z drugą, udając Ukraińców, wyruszyli w kierunku Polic rozmijając się z pośpiesznie jadącymi po łup. Tak przez nikogo niezatrzymywani dotarli do Rafałówki.

Folwark został napadnięty 11 listopada 1943 r. i doszczętnie spalony. Z rodziny męża Heleny zostało zamordowanych osiem osób.

Helena za kilka dni urodziła syna Zbigniewa. Ciężkie warunki zimowe na kwaterze u obcych ludzi, zimno, brak jedzenia – tak wyglądało życie w Sarnach, ale dawało szansę na przetrwanie. Początkiem stycznia 1944 r. do Sarn wkroczyli Sowieci. Niemcy rozpoczęli codzienne bombardowanie miasta. Helena z mężem i dzieckiem zmuszeni byli do zamieszkania w niespalonym domu Władysława Cybulskiego na Ostach. Wiele nocy spędzili w lesie. Malutki syn chorował cały czas i umarł w sierpniu 1945 r. Mąż Stanisław zmobilizowany został do Wojska Polskiego i poszedł na front.

Prawie wszyscy Polacy z okolicy Sarn, którzy przeżyli, do maja 1945 r. zostali wywiezieni na drugą stronę Bugu. Helena zatrzymała się w Trzemesznie. Tam 25 września 2019 r. razem z jej śmiercią skończyła się «Piosenka o Pięknej Helenie».

Huta 15 grob

Nagrobek Heleny Dziekańskiej i jej męża Stanisława w Trzemesznie

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P.S.: Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod adresem mailowym: janusz-huta-stepanska@wp.pl

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CYGANIE I WIELKA UCZTA W HUCIE STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HRABIA WORCELL – WŁAŚCICIEL STEPANIA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

 

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1