Artykuły
  • Register

Mamo, mamo, Cyganie jadą! Józio, to łap kaczki i zaganiaj kury! Kasia leć powiedzieć sąsiadom. Olaboga mamo, Zosia sąsiadki mówiła, że Cyganie jadą, a ja ci zapomniałam powiedzieć. To choć szybko zbierać pranie z płotu, a dziadkowi powiedz, żeby nie odchodził od kołyski, niech pilnuje Czesia! Brakowało jeszcze, żeby biły dzwony kościelne na alarm.

Już z daleka widać było oplandeczone wozy, obwieszone garnkami, patelniami, workami pełnymi czegoś tajemniczego. Przy wozach biegły psy i radosne dzieci Cyganów, które jak tylko tabor wjechał do wsi ruszyły na żebry, a za nimi huciańskie do towarzystwa. Nie wiadomo jak, ale z każdej strony wsi nadchodziły Cyganki, nie opuszczając żadnego nawet najbiedniejszego domu. Wróżyły, doradzały, pytały się o nowiny ze wsi. Oglądały nowe nabytki w domach, podziwiały niedawną modę na firanki w oknach. Niczego nie przeoczyły – nawet zanitowanego garnka, co w tamtym roku stał dziurawy. Nowo narodzone dzieci obdarowywały tajemniczymi znakami, otrzymywały za to zapłatę i szybko szły do następnej chaty. Gospodyni jeszcze sprawdziła, czy nic nie zginęło i po zamknięciu drzwi, siadała przed domem doglądając obejścia, dla wszelkiego spokoju.

Cyganie jechali za wieś, zatrzymywali się pod Styrtką na nieużytkach. Wyciągali swoje narzędzia i rozkładali polowe kuźnie. Ich przyjazd był wyczekiwany, tak jak wiosna po zimie. Z całej wsi gospodarze przynosili różne rzeczy do obróbki i naprawy, zamawiali także nowe. A robili piękne ozdoby z metalu, furtki, klamki, krzyże, okucia bryczek, kraty, wybielali stare patelnie i kotły. Po przejściu przez wieś dzieci i kobiet w teren ruszali starsi. Ci nieśli na sprzedaż patelnie, garnki, kłódki, noże, widły, motyczki itp. Radośnie ich przyjmowano: sprzedawali tanio, a wyroby były solidne. Można było zapłacić zbożem, ale kantarek do ważenia był Cygana, nikomu jednak to nie przeszkadzało.

Huta 13 01

Huta 13 03

W tych okolicach Huty zatrzymywali się Cyganie: niektórzy pod lasem, a inni koło rzeczki.

Jeszcze w drodze pytali, czy komuś jakieś zwierzę nie padło, a jeśli tak, to prosili o pokazanie miejsca jego zakopania. Tak było i tym razem, chłopcy pokazali miejsce, gdzie Emilia Libera, wdowa po Marcinie, zakopała padłego byka. Byk był wielki, nagle zaniemógł i niedawno padł.

Jeśli gospodynie miały zgryzotę z przyjazdem Cyganów, podobnie jak i miejscowi kowale z ich konkurencją, to młodzi nie mieli z tym problemu. Cyganie tym razem, po kilkudniowym pobycie, zaprosili wszystkich na sobotnią zabawę do swego obozu. Było tak co roku. Grali na skrzypcach, palili ognisko, zabawa z tańcami trwała do rana, ku wielkiej radości młodzieży zarówno miejscowej, jak i z okolicznych wsi. Dodatkową atrakcję stanowiło jednak pieczone mięso, którego było do syta i nikomu nie brakło. Jedli więc i popijali przyniesionym samogonem (przed wojną nie było w modzie upijać się), nawet musieli czymś przepić ten niezwykle ostry smak cygańskich przypraw, który aż usta wykręcał. Ale jak nie jeść takiego wspaniałego mięsa, które nie było jedzone co dnia, a jedynie w święta i okazjonalnie, jak dziś. Zabawa się skończyła, rano, jak młodzi spali, Cyganie odjechali, nie wiadomo gdzie i kiedy.

Po mszy niedzielnej kobiety nie rozchodziły się do domów, a zawodziły nad poniesionymi stratami. Gdzie jest mój pies, a gdzie moje trzy kury? Mojego psa też nie ma, a u Jezierskiego wszystkie łańcuchy poginęły. W kuźni ktoś zabrał wielkie imadło, a Żydom ukradł koszerne jedzenie, u Sawickiego płot cały przewrócony.

Śledztwo szybko nabierało tempa. Dochodziły coraz to nowsze informacje i wnioski. Nie, nikt nie ukradł imadła, kowal sam odkręcił. Żyd zjadł, a żonie powiedział, że ukradli. Genio zaniósł dwie gęsi Cyganom, a i tak tanio nóż kupił, bo chcieli trzy, ale lepiej mamie nie mówić, gęsi dużo, może się nie doliczy. Płot pewnie Janek załamał, bo tam piękna panna na wydaniu. Nosił podarte spodnie do Żyda Icka, żeby mu na maszynie równo zeszył, prawie nie widać, że szyte, tylko trochę nogawica węższa.

A gdzie się psy podziały, może myśmy je zjedli? Nie, mięsa było jak z byka. Z byka?! Babcia Emilia rozpaczała, kto jej ten dół rozkopał ze zdechłym bykiem i nie zawalił. Ładne psy będzie można od Cyganów za rok kupić, tylko trzeba pamiętać, by już od dziś mamie groch usypywać, żeby później na raz tyle nie kraść. Co jednak miał na myśli Cygan, jak powiedział, że Domaszewicza córka mu się spodobała? Lepiej już od teraz trzeba córki pilnować, na wszelki wypadek.

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ

P. S. 1: Autor używa w tekście słowa Cyganie, nie Romowie, ponieważ opiera opowieść na relacjach świadków, którzy w swoich wspomnieniach stosują takie właśnie nazewnictwo, poza tym pomaga to oddać duch czasów międzywojennych, o których mowa w tekście.

P. S. 2: Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod adresem mailowym: janusz-huta-stepanska@wp.pl

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HRABIA WORCELL – WŁAŚCICIEL STEPANIA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HORYŃ – RZEKA PIĘKNA I STRASZNA, ZAWSZE BLISKA SERCU

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA ŚWIATOWA I POWRÓT Z WOJNY WYSOCKICH

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: SEJM U WAWRZYNOWICZA W WYRCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ZAWŁASZCZENIA I KONFLIKTY LEŚNE

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1