Artykuły
  • Register

Zaczęło się od opowieści znajomych: że ukraińskie Bieszczady są piękne, że dzikie, że niedrogie, i że blisko. Postanowiliśmy sprawdzić to na własnej skórze. Pojechaliśmy w Karpaty i na pewno tam jeszcze wrócimy.

Wielu Polaków, głównie ze wschodniej i południowej części kraju, wyjeżdża na urlop w ukraińskie Karpaty. Dla jednych jest to sposób na odkrycie nowych miejsc, dla innych poznanie kultury huculskiej. Nie bez znaczenia jest fakt, że taki wyjazd jest dużo tańszy niż urlop w Polsce. Dla nas warunki były dwa: muszą by góry i musi być Ukraina. Padło na Karpaty.

Ja i mój partner pojechaliśmy do Jaremczy. Uznaliśmy, że na pierwszy wyjazd w ukraińskie góry dobrze jest wybrać duży i znany kurort. Miasto jest dobrą bazą wypadową na szlaki i ma niezłe połączenie z innymi ośrodkami. Jeżdżą tu pociągi i busy, a i droga nie jest zła. Niejednokrotnie słyszałam od znajomych, że Jaremcze to taki kurort, jak nasze Zakopane. Nie mogę się zgodzić. Jaremcze są dużo mniejsze i bardziej kameralne. Bardzo mi się to podoba. Minus stanowi jednak brak dobrej infrastruktury drogowej oraz porządnego zaplecza kulinarno-noclegowego.  Mam wrażenie, że potencjał miasta nie jest w pełni wykorzystany. Podobnie jest z życiem nocnym, które praktycznie nie istnieje. Knajpki są zamykane przed północą, brakuje potańcówek i latarń na ulicach. A szkoda, bo Jaremcze leżą w niezwykle pięknym miejscu.

Przed wjazdem w Karpaty mówiono mi, że w górach nie ma wielu szlaków turystycznych i często trzeba wędrować «na dziko». Nie umiem tego określić. Owszem, mam wrażanie, że szlaków mogłoby być więcej. Niektóre z nich są słabo określone, dlatego nie do końca wiadomo, dokąd się podąża. Podoba mi się natomiast, że podczas górskich wędrówek nie ma takich tłumów, jak w Polsce. W moim kraju wyjazd w góry jest synonimem udanych wakacji. Dlatego latem, np. w Tatrach, Beskidach, Karkonoszach lub Bieszczadach szlaki górskie są oblegane, co przeszkadza w podziwianiu przyrody.

Ukraińskie Bieszczady są dużo wyższe niż polskie. Wejście na ich najwyższy szczyt, Howerlę, pozwala porządnie się zmęczyć i zobaczyć niesamowite widoki. Stanowi to chyba największą atrakcję wschodnich Karpat. Na Howerlę, w przeciwieństwie do innych szczytów, ściąga wyjątkowo wielu turystów. Dziwi mnie jednak ograniczony dostęp do góry. Do Zaroślaka, czyli bazy wypadowej na szczyt, nie dojeżdża komunikacja publiczna. Można się tam dostać jedynie pieszo, samochodem albo wraz z wycieczką. My wybraliśmy tę ostatnią opcję, gdyż nie mieliśmy samochodu. Nie chcieliśmy też iść pieszo, bo trwałoby to cały dzień, a musieliśmy jeszcze wrócić do Jaremczy.  Stało się więc to, czego się obawialiśmy – wchodziliśmy na szczyt całą grupą i z przewodnikiem. Część osób niemal wbiegała na Howerlę, część nie nadążała, jeszcze inni się zgubili. Cały czas przewodnik pośpieszał grupę, grożąc, że bus odjedzie nie czekając na nikogo. Choć wyprawa przebiegła sprawnie, dyskomfort pozostał. Nie mieliśmy czasu, by nacieszyć się widokami.

Ostatecznie cały wyjazd oceniam bardzo pozytywnie. Negatywne strony wyjazdu nie przesłoniły mi pozytywów. Zakochaliśmy się w ukraińskich Karpatach i planujemy tam wrócić. Tym razem wybierzemy jednak inną lokalizację, by odkryć kolejne niezwykłe szlaki.

Agnieszka BĄDER

CZYTAJ TAKŻE:

OŁYKA – MIASTECZKO RUIN

KRZEMIENIECKIE I ZBARASKIE HISTORIE

LUBLIN PRZEJAZDEM – CO ZOBACZYĆ W KILKA GODZIN

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1