Artykuły
  • Register

Jej nazwisko zostało zatracone przez martyrologię II wojny światowej i do dziś jest mało komu znane. Jednak na fali niewytłumaczalnego zjawiska, dzieje się tak, że jej utwory budzą zainteresowanie i powracają do krajobrazu kulturowego XX wieku, do którego organicznie należą.

Zuzanna Ginczanka to pseudonim literacki Sary Gincburg (1917–1944). Była postacią wyrazistą i ekstrawagancką. Mimo krótkiego i niełatwego życia pozostawiła po sobie jaśniejące blaskiem wspomnienie. Sara urodziła się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej rozmawiającej w domu po rosyjsku. Jej krewni w czasach zawieruchy rewolucyjnej uciekając z Kijowa zatrzymali się w Równem, a następnie wyemigrowali z kraju. Sara natomiast zatrzymała się na dłużej w prowincjonalnym wołyńskim miasteczku. Wychowywała ją babcia prowadząca własny skład apteczny, który pozwalał na utrzymanie się. Równe zamieszkiwała wówczas dość liczna społeczność żydowska, której członkowie pomagali sobie nawzajem.

Wychowanie Sary można nazwać liberalnym, dlatego że do niczego jej nie zmuszano, a ona sama już w młodzieńczym wieku wykazywała silny charakter. Związany jest z tym także świadomy wybór tożsamości kulturowej. W dzieciństwie Sara słyszała w swoim otoczeniu różne języki, ale wybrała dla siebie polski, w którym rozmawiały jej przyjaciółki (według informacji podanych we wspomnieniach), dzięki czemu znalazła się później w polskim gimnazjum. Lata spędzone w tej szkole były bardzo ciekawe i bogate w przeżycia. To właśnie w tym okresie Ginczanka zaczęła pisać wiersze oraz debiutowała w prasie. Sukces w literaturze odniosła w roku 1934, kiedy jej wiersz nieoczekiwanie zwyciężył w konkursie ogłoszonym przez warszawskie czasopismo «Wiadomości Literackie». Ponadto, przeważnie w Równem zostały napisane utwory, które weszły do pierwszej i jedynej książki wydanej jeszcze za jej życia, w 1936 r. w Warszawie.

Pierwsze wiersze Sara-Zuzanna napisała w wieku 10 lat. Opublikowała je w szkolnej gazetce samodzielnie redagowanej przez gimnazjalistów. Od tej pory marzyła, żeby zostać poetką. Sprzyjały temu jej szkolne znajomości: dobrzy nauczyciele dostrzegający talenty uczniów i prawdziwi przyjaciele. Po gimnazjum Sara postanowiła rozwijać swoje zdolności. Przeprowadziła się więc do Warszawy, gdzie dostała się na Uniwersytet Warszawski. Studiowała pedagogikę na Wydziale Humanistycznym. W tym czasie intensywnie uczestniczyła w życiu towarzyskim, często bywała w kawiarniach literacko-artystycznych, gdzie zawierała znajomości z wieloma pisarzami, którzy byli (lub później nimi się stali) najwybitniejszymi gwiazdami polskiej literatury. Ginczanka spędzała czas w towarzystwie m.in. Juliana Tuwima, Witolda Gombrowicza, Andrzeja Nowickiego i Józefa Łobodowskiego. Przyjaźniła się z przedstawicielami grupy poetyckiej «Skamander». Wydany wkrótce tomik poezji «O centaurach» sprawił, że jej imię stało się znane w gronie elity literackiej stolicy Rzeczypospolitej. Poetka współpracowała z czasopismami publikując nie tylko wiersze, ale również satyry i przygotowywała audycje radiowe. Jednak atmosfera zbliżającej się wojny dawała o sobie znać. Przejawiała się ona m.in. w antysemickiej kampanii ataków przeciwko Żydom w latach 1938–1939, która dotknęła bezpośrednio Sarę Gincburg.

W latach przedwojennych Ginczanka często bywała w Równem, gdzie czekano na nią nie tylko w rodzinie, ale również w kręgach literackich. Życie kulturalne w mieście w tych czasach nie było bogate. Tworzyły się odosobnione ośrodki według przynależności narodowej: polskiej, ukraińskiej, rosyjskiej czy żydowskiej. Zuzanna, zamiłowana w polskiej kulturze, ściśle współpracowała z grupą literacką «Wołyń», której organizatorem i inspiratorem był Czesław Janczarski urodzony w pobliskiej Hruszwicy. Do grupy należeli Józef Łobodowski (wybitny polski poeta i wielki przyjaciel Ukraińców), Jan Śpiewak, Wacław Iwaniuk, Władysław Milczarek. Czasem na te spotkania przyjeżdżał z Lublina słynny poeta Józef Czechowicz. Podkreślić należy, że to właśnie wołyńscy poeci po wojnie zachowywali pamięć o Zuzannie i opiekowali się jej dorobkiem poetyckim.

Zuzanna była osobą towarzyską i pełną życia. Te kilka fotografii, które przechowuje Muzeum Literatury w Warszawie, mają dziś znaczenie symboliczne. Na jednym ze zdjęć Ginczanka stoi na progu swojego rówieńskiego domu, inne przedstawia ją na którejś z ulic miasta, pozostałe – podczas wypoczynku z przyjaciółmi nad jeziorem Basów Kąt czy w sosnowym lesie pod Klewaniem. Zdjęcia w stylu retro – uchwycono na nich Równe, którego dawno już nie ma i tylko niektóre współczesne jego widoki przypominają nam te ze starych fotografii.

Przyjaciele mówili do niej Sana, Sara lub Gina. O wyjątkowej osobowości i wiernej przyjaźni świadczą nie tylko wspomnienia jej najbliższych osób. Wystarczy popatrzeć na zachowane grupowe zdjęcia, na których Sana niezmiennie znajduje się w centrum uwagi, wesoła i zawzięta. Co prawda jej wesołość wcale nie znaczyła, że była beztroska czy lekkomyślna. W poezji Zuzanny ciągle przeplatają się dwa nastroje – optymizm i fatalizm, przejmująca radość życia i mistyczne przeczucie śmierci. Jej życiorys nie bez powodów jest uważany za niezwykle cenną pamiątkę epoki. Warto tu też wspomnieć o jej twórczości, która z ogromną przenikliwością ujęła wewnętrzny świat młodej osoby w dobie europejskiej katastrofy połowy XX wieku. Styl artystyczny Zuzanny Ginczanki w literaturze polskiej można porównać do stylu Juliana Tuwima, Józefa Czechowicza czy Skamandrytów. W ówczesnej literaturze ukraińskiej Ginczance były bliskie poezje Pawła Tyczyny (nieprzypadkowo tłumaczyła jego utwory), Bohdana Ihora Antonycza i Ołeny Telihy. Podobieństwo stylu pisania do Ołeny Telihy jest bardzo wyraźne, chodzi tu przecież o lirykę kobiecą z charakterystycznymi dla niej przeżyciami i pasjonującą wrażliwością. Poza tym podobieństwo można dostrzec nie tylko w twórczości, lecz także w życiorysie, który jest nieodłącznym elementem literackiej legendy obu poetek.

Latem 1939 r. Zuzanna Ginczanka wyjechała z Warszawy na wakacje, żeby już nigdy nie wrócić do tego miasta. Za kilka miesięcy zaczęła się wojna, która zabrała życie milionom ludzi zamieszkujących te «skrwawione ziemie» (Timothy Snyder). Wkrótce Zuzanna znalazła się we Lwowie, gdzie planowała przeczekać trudne czasy. Krótki, ale bardzo intensywny okres lwowski był pełen trwogi, ale i nadziei. W latach 1939–1941 aktywnie uczestniczyła we lwowskim życiu literackim. Została członkiem Związku Pisarzy ZSRR, tłumaczyła poezje Tarasa Szewczenki, Łesi Ukrainki, Pawła Tyczyny i Władimira Majakowskiego. Teksty tych przekładów zachowały się dzięki temu, że były publikowane w prasie. Występowała także na wieczorach literackich, które odbywały się wówczas często. Rzeczywistość sowiecka nie wywoływała co prawda wielkiego optymizmu: nowe władze, mimo że mówiły o wsparciu i szanowaniu pisarzy, stosowały wobec nich represje. Każdy sowiecki pisarz musiał wychwalać Stalina i partię. W warunkach presji i krzywdy Zuzanna działała ostrożnie. Żeby utrzymać się z honorariów, robiła tłumaczenia, przydała się więc znajomość języka rosyjskiego i ukraińskiego. Natomiast z własnych wierszy opublikowała tylko dwa, mimo że pisała w tym okresie dużo. Niestety utwory napisane latach 1939–1941 bezpowrotnie zaginęły w zawierusze wojennej.

Od momentu, gdy Niemcy w czerwcu 1941 r. okupowali miasto, Sana przechowywała się dzięki pomocy przyjaciół, mieszkała nielegalnie najpierw we Lwowie, a następnie w Krakowie. Donosu i aresztowania nie udało się jednak uniknąć. Jeszcze jesienią 1944 r. nielegalnie mieszkała pod Krakowem. Została rozstrzelana przez Niemców akurat przed przyjściem Armii Czerwonej. Jej bezimienny grób znajduje się na przedmieściach, gdzie zostały pochowane liczne żydowskie ofiary nazistów. O tragicznym losie Zuzanny dowiedziano się już po wojnie. Pamięci Ginczanki dedykowano nostalgiczne wiersze. M.in. Józef Łobodowski poświęcił jej tom wierszy «Pamięci Sulamity», wydany w Kanadzie w 1987 r. Wspominał o niej jako o legendzie życia kulturalnego przedwojennej polskiej stolicy i ówczesnej literatury.

Dopiero w ostatnich latach polski czytelnik doświadcza prawdziwego powrotu twórczości Zuzanny Ginczanki. Pierwsza pośmiertna jej książka ukazała się w 1953 r., ale prawdziwą popularność jej poezja zyskała dopiero w okresie niepodległej Polski i była niejednokrotnie wydawana, zwłaszcza w ostatnich latach. Bodźcem do popularyzacji tej niezwykłej postaci stało się wydanie w 1994 r. książki Izoldy Kiec pt. «Ginczanka. Życie i twórczość». Autorce udało się nie tylko znaleźć mało znane materiały i teksty zapomnianej poetki, ale również porozmawiać z wieloma jej znajomymi, kolegami z klasy i przyjaciółmi, którzy dobrze pamiętali rówieński, warszawski i lwowski okres życia Zuzanny. Archiwum poetki częściowo się zachowało i znajduje się obecnie w Muzeum Literatury w Warszawie. W 2014 r. ukazała się książka «Zuzanna Ginczanka. Wiersze zebrane», licząca ponad 500 stron i obejmująca całość zachowanej spuścizny literackiej Ginczanki. Wiele wierszy tej autorki można znaleźć także na stronach internetowych publikujących popularne liryki.

Co innego na Ukrainie, gdzie Ginczanka pozostaje prawie nieznana. Przyczyna tego, że ukraiński czytelnik do tej pory nic o niej nie wie, jest banalna – brak tłumaczeń na ukraiński. Być może tegoroczny jubileusz – 9 marca 2017 r, mija stulecie urodzin Zuzanny Ginczanki – stanie się dobrą okazją do przypomnienia jej imienia również na Ukrainie, z którą jest ściśle związane życie i twórczość poetki.

* * *

Niewątpliwie Ginczanka obdarzona była darem proroczym. W jednym z autobiograficznych wierszy pisała: «Mam w sobie śmierć nieuchronną jak igła krążąca w żyłach» («Agonia»). Śmierć stała za jej plecami, mimo że w ciągu jakiegoś czasu udawało się ją oszukać. Poetycką twórczość Ginczanka w ogóle należy odbierać jako swoiste odzwierciedlenie losu jej narodu, który doznał zagłady, tej żydowskiej Atlantydy bezpowrotnie utraconej wskutek II wojny światowej.

W tym najbardziej znanym liryku poetki została przepowiedziana jej przedwczesna śmierć, nawet szczegóły zostały rzetelnie w nim opisane. Ten wiersz-testament to swoista replika testamentu Juliusza Słowackiego zatytułowany zgodnie z epigrafem «Non omnis moriar» («Nie wszystek umrę» – tłumaczenie słów Horacego). Został napisany we Lwowie ok. 1942 r. Poetka dokładnie oddała w nim rozpaczliwą sytuację, zdradę i tragedię, których doświadczyły miliony takich, jak ona. Sana spędziła wówczas kilka lat w ciągłym lęku, przechowując się u ludzi znajomych i nieznajomych, w ciągłym zagrożeniu aresztowania. Ten stan dokładnie oddaje wiersz – między cieniem śmierci fizycznej oraz uświadomieniem niezniszczalności ognia duszy, którym się wykazywała. Ze smutną ironią i ostrym poczuciem nieuniknionej przedwczesnej śmierci Zuzanna Ginczanka pokazała zanikanie tego małego prywatnego świata, w którym żyła, w którym minęły jej najlepsze lata i w którym na zawsze zniknęły jej wielkie niezrealizowane marzenia o przyszłości. Pozostało z tego świata jedynie kilka rzeczy, ale nawet one po śmierci ich właścicielki są skazane na niebyt, bo nie są już nikomu potrzebne.

Gdyby Zuzanna Ginczanka nic więcej poza tym wierszem nie napisała, to i tak warta byłaby uznania jako autorka jednego utworu będącego przerażającym symbolem Holocaustu. Dzięki nieprawdopodobnemu splotowi okoliczności został zachowany jedyny wiersz napisany przez poetkę w tym trudnym dla niej okresie życia. Zapisany na niewielkiej kartce, przekazany przyjaciółce i odnaleziony po wojnie, kiedy Ginczanka już nie żyła. Jakby ten zapis miał spełnić jakąś szczególną misję. Niżej podajemy wiersz «Non omnis moriar» będący unikatowym samoproroctwem, ale również testamentem o wysokiej wartości w odniesieniu do literatury polskiej i światowej.

Jarosław POLISZCZUK
Foto:http://culture.pl/pl/tworca/zuzanna-ginczanka

Zuzanna Ginczanka
Non omnis moriar1
Non omnis moriar - moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo2, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Twoje, niech twoim służą, bo po cóż by obcym,
Bliscy moi - nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak się będzie palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.

1 «Nie wszystek umrę» (z łac.) – słowa z wiersza-testamentu Horacego

2 Nazwisko gospodyni budynku we Lwowie, gdzie przechowywała się poetka. Rzeczywiście doniosła władzom okupacyjnym, a poetce z trudem udało się wówczas uratować się przed śmiercią. Po wojnie Chominowa została skazana za kolaborację z nazistami. – J. P.

Зузанна Ґінчанка
Non omnis moriar3
Non omnis moriar – моя горда вітчизна,
Луки моїх скатертей, фортеці шаф важенних,
Широкі простирадла, коштовна білизна
І сукні, ясні сукенки залишаться після мене.
Я тут не маю нікого й нічого у спадку,
Хай же юдейські речі долоня твоя затопче,
Хомінова4, львів’янко, розторопна дегенератко,
Хижа стукачко, матере фольксдойча.
Твоє, хай твоїм і послужить, бо навіщо – комусь-то?
Мої рідні – не лютня, не порожнє імення.
Пам’ятаю про вас. Коли йшла ота муштра,
Пам’ятали ж про мене. Згадали ж про мене.
Хай же друзі мої, при бокалі засівши,
Поминають мій скон і свої також статки:
Килими й покривала, полумиски грішні,
Нехай п’ють цілу ніч, а як світляна латка
Зблисне в небі, шукати йдуть злота і перснів,
У диванах, матрацах і в килимах перських.
O, з яким же запалом візьмуться до праці!
Віхті кінського волосся й сіна найперше,
А затим подушок і перин оболоки
Пристануть до рук, ніби крила, а зранять, як терня.
То кров моя пакілля зліпить із пухом вологим
І окрилених раптом у янголів оберне.

Переклад із польської Ярослава Поліщука

3 «Ні, весь я не помру» (з лат.), рядок із вірша-заповіту Горація.

4 Прізвище господині будинку у Львові, де переховувалася авторка. Вона справді донесла окупаційній владі, а поетесі заледве вдалося тоді врятуватись од загибелі. Після війни Хомінова була засуджена за колаборацію з нацистами. – Я. П.

Zuzanna Ginczan...
Graficzny portr...
Zuzanna Ginczan...

CZYTAJ TAKŻE:

SIŁOWNIA W SYNAGODZE

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1