Artykuły
  • Register

Zbliżają się radosne Święta, które poprzedza Wieczerza Wigilijna, dziś niestety przez wielu inaczej postrzegana i często przeżywana nie tak, jak nakazuje nasza tradycja. Wspomnieniami sięgam do Wigilii mojego dzieciństwa.

Mieszkaliśmy na wołyńskiej wsi, w Podhajcach. Nie pamiętam dokładnie, ale przed świętami przez ileś dni, wieczorami, cała rodzina zasiadała przy kuchennym stole, na którym leżały różne «akcesoria». Prosta, równo pocięta słoma, różnokolorowa bibułka i korale, biały papier, jak też sreberka, w które zawijało się orzechy włoskie. Ze słomy, bibułki, korali, a może i z czegoś innego powstawał piękny, długi, kolorowy łańcuch na choinkę. Z papieru dorośli wykonywali jeżyki, jakby rogate bombki, a z białej bibułki powstawały anioły, które były symbolem ochrony domowników

W wigilijny poranek wujkowie przywozili z lasu wysoką choinkę. Sięgała od podłogi po białą powałę (sufit). Stawiano ją w kącie izby. Był taki niepisany zwyczaj, iż ubierało się drzewko zawsze w ten uroczysty dzień. Oczywiście, na czubku umieszczano obowiązkowo błyszczącą gwiazdę, a następnie zdobiono gałązki bombkami, ale jakże różniły się one od dzisiejszych. A były to różne zwierzątka, muchomorki, dzwonki i inne, a wykonane były z czegoś białego. Na gałązkach dyndały również malutkie, czerwone (w białe paski) jabłuszka z naszego sadu. Obowiązkowo, obok innych ozdób zajmowały miejsce na zielonych gałązkach orzechy i kolorowe cukierki, które później w jakiś dziwny, niezauważalny sposób znikały z papierków, a ich miejsce zajmowały niby cukierki, których papierki były czymś wypełnione. My, dzieci nie miałyśmy takich pomysłów, bo zabierałyśmy cały cukierek, ale kamuflaż to była domena dorosłych. Specjalnie dla ozdoby Babcia piekła różnokształtne, błyszczące i często kolorowe pierniczki. Długim łańcuchem oplatano całą choinkę, a na gałązkach kładziono watę, która wyglądała jak śnieg. Z dala od waty przypinano specjalnymi klamerkami różnokolorowe świeczki i zawieszano zimne ognie. Na szczęście, po ich zapaleniu nigdy nie doszło do pożaru, a tak się nieraz zdarzało. Pod choinką była umieszczona szopka z wystruganymi, przez wujka Jana, z drzewa lipowego, jasełkowymi postaciami, nie wyłączając zwierząt. Po ozdobieniu drzewka, przystępowano do innych zajęć. Wujkowie przynosili cztery snopy, różnych rodzajów zbóż i stawiali je w czterech kątach izby. Snopek stojący przy drzwiach, za każdym ich otwieraniem i podmuchem powietrza, jakby czekał na to, aby jego dorodne kłosy kłaniały się na wsze strony domownikom. Był też taki rytualny obowiązek dotyczący pachnącego siana. Na stole rozścielano go sporo i przykrywano białym, lśniącym obrusem, a pod stołem kładziono całą wiązkę.

Teraz można było przystąpić do nakrywania stołu. Na pierwszym miejscu był opłatek, a po nim «wędrowały» na stół różne potrawy, a wedle tradycji musiało być ich dwanaście. Oczywiście gospodyni, moja Babcia Paulina, szefowa kuchni w Kasynie Oficerskim w Łucku (przed pierwszą wojną) sprostała zadaniu i na stole pojawiały się pyszności i smakołyki. A więc, były to ryby różnie przyprawione: szczupak po żydowsku, karp w galarecie i z chrzanem smażony, pierogi z kapustą i grzybami, uszka i barszczyk czerwony, paszteciki warzywne, racuchy, kisiel żurawinowy, kompot z suszonych owoców i obowiązkowo nasza wschodnia potrawa – kutia. Była to wyłuskana, ugotowana pszenica z makiem, orzechami, bakaliami i doprawiona miodem. W wielu wołyńskich domach rzucano kutię o sufit. Im więcej pszenicznych ziaren do niego się przylepiło, tym większe plony przepowiadano i jak liczne będzie owcze stado.

Stół był zastawiony, a my szukaliśmy na niebie pierwszej gwiazdki, bo dopiero wtedy można było zasiąść do Wieczerzy, ale zanim to nastąpiło, mój Dziadzio Franciszek, dostojny gospodarz, czytał nam coś z Pisma Świętego, a po modlitwie zajmowaliśmy miejsca przy stole. Na pierwszym miejscu był opłatek biały, którym dzielono się przed posiłkiem, składając sobie nawzajem życzenia. To najpiękniejszy moment Wieczerzy. To nasz polski obyczaj prastary. Bo ten opłatek to symbol braterstwa, przebaczania, miłości i wiary. Dziadzio dawał go też bydlętom. Nasz dom rozbrzmiewał piękną muzyką i śpiewem kolęd i pastorałek, a przed północą zbierano się na Pasterkę do kościoła w Targowicy. Jechaliśmy wśród śnieżnych zasp, przy dźwięcznym akompaniamencie dzwonków, zwanych janczarami. Ja, dziecko, w kościele zasypiałam. Ale dzięki wspomnieniom rodzinnym i tego co sama widziałam, taka opowieść o Wołyńskiej Wigilii z lat mego dzieciństwa w mojej pamięci przetrwała.

Dziś z pewnością trudno byłoby znaleźć choinkę z takimi ozdobami, jak przedstawiłam. Należy też pamiętać o tym, że dekoracje te nigdy nie były przypadkowe.

A co one oznaczały?

Aniołki to opiekunowie domu.

Bombki, piękne, kolorowe, ale łatwo tłukące się oznaczały uroki życia, a zarazem jego kruchość.

Dzwonki oznaczały dobre nowiny i radosne wydarzenia w rodzinie.

Gwiazda na czubku – to pamiątka gwiazdy betlejemskiej oraz znak mający pomagać w powrocie członków rodziny przebywających poza domem.

Jabłka – miały zapewnić zdrowie i urodę. Według wierzeń kościelnych symbolizują również rajską jabłoń.

Łańcuchy – miały przypominać o zniewoleniu grzechem. Uważano też, że mają wzmocnić rodzinne więzi i chronić przed kłopotami.

Opłatek – umacniał miłość, zgodę i harmonię w rodzinie.

Orzechy zawijane w złotko czy sreberko miały zapewnić dobrobyt i siły witalne.

Oświetlenie choinkowe miało wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat, jako światło dla niewierzących.

W wielu kulturach drzewo, zwłaszcza iglaste, jest uważane za symbol życia i odradzania się. Jako drzewko bożonarodzeniowe pojawiło się w XVI wieku. Symbolizuje Jezusa jako źródło życia oraz niesie nadzieję na odrodzenie i życie w niebie.

Kończąc życzę Państwu, aby ten cudowny czas przyniósł ukojenie, a serdeczna atmosfera przy wigilijnym stole ogarnęła nasze serca spokojem i miłością do bliźnich.

Danuta SIWIEC

P. S.: Uważam też, że warto poznać stare wołyńskie i kresowe wierzenia dotyczące Dnia Wigilijnego. Opowiada się o tym w książce Oskara Kolberga «Obrzędy i wierzenia ludowe» oraz w «Kronikach Wołyńskich».

Gdy w Dzień Wigilijny gospodyni wsadzi chleb do pieca, to broń Boże, by weszła do izby kobieta, bo to wiedźma, która odebrała lub odbierze krowom mleko.

Nie wolno tego dnia i w czasie świąt całych pożyczać czegokolwiek od sąsiada, bo później tego nie będziemy mieli w domu naszym.

Gospodarz w Dzień Wigilijny przez okno ma wyjrzeć, a gdy szron na drzewach ujrzy, to mu dobry urodzaj w następnym roku wróży.

Niektórzy przy zjadaniu pierwszej łyżki kutii stawali na siekierze, gdyż wierzyli, że to ich od wszelkich chorób ustrzeże.

Po wigilijnej wieczerzy nie wolno było zmywać talerzy, a w wielu domach był zwyczaj taki, że gospodyni do misy z kutią wkładała łyżki, aby nocą dusze zmarłych mogły się najeść.

CZYTAJ TAKŻE:

MAGIA ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. ROZMOWA Z TOMASZEM JANIKIEM

BOŻE NARODZENIE – ŚWIĘTO RADOŚCI. ROZMOWA Z HRYHORIJEM HURTOWYM

POZOSTAĆ CZYSTYM PRZED BOGIEM I LUDŹMI. ROZMOWA Z ADRIANEM KOWALCZUKIEM

GOŚĆ W DOM – BÓG W DOM

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1