Artykuły
  • Register

W tym roku mija 12. rocznica beatyfikacji i 5. rocznica kanonizacji Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, osoby pochodzącej z Wołynia, przed którą należy pochylić głowę.

Zygmunt Feliński pochodził ze szlacheckiego polskiego rodu mieszkającego na Wołyniu, który dał Polsce takich pisarzy i działaczy społecznych, jak Alojzy Feliński i Ewa Felińska. Jego życie było wzorem stałego samodoskonalenia się i codziennej pracy na rzecz ludzi i Boga. Posiadał wszechstronną wiedzę. Podjął decyzję służby Bogu i do końca życia gorliwie pełnił swoją posługę, dając wyjątkowy przykład wielkiej miłości do swoich bliźnich.

Po Powstaniu Styczniowym w 1863 roku nie skorzystał z możliwości uwolnienia i ratunku na emigracji. Podzielił los swoich rodaków na zesłaniu i do ostatnich chwil, pełnił misję duchową poprzez Słowo Boże i Boże uczynki. Zawsze pomagał biednym, bronił wiary, był oddany Polsce i swojemu narodowi, nigdy nie gromadził dóbr materialnych, a pod koniec swojego życia, wszystko co miał, rozdał ludziom.

Wybory życiowe Zygmunta Felińskiego stanowiły jakby logiczną kontynuację wychowania w jego rodzinie. Rodzice przekazali swoim dzieciom najważniejsze wartości religijne i nauczyli gorącego patriotyzmu. Wielki wpływ na postawę życiową syna, miała matka Ewa. Była ona dla swoich dzieci wzorem szczerości, odwagi, ofiarności i wielkiej miłości do Ojczyzny.

Właśnie Ewa Felińska i ten klimat, który potrafiła stworzyć w rodzinie, wpłynął w największym stopniu na wychowanie syna. O tym z wielką wdzięcznością i wzruszeniem pisał Zygmunt Feliński pod koniec życia w swoich wspomnieniach «Pamiętniki» i «Paulina córka Ewy Felińskiej», gdzie najgłębiej ukazane są stosunki rodzinne i warunki wychowania młodego pokolenia, jego świadomości religijnej i ideałów duchowych. «Praca nad ludem» stała się myślą przewodnią rodziny Felińskich, a każdy jej członek uznawał to credo za swoją powinność i realnie wdrażał założone zasady w życie.

Zygmunt Feliński zaczął pisać pamiętniki jeszcze w latach 1882-1883, podczas zesłania w Jarosławiu i kontynuował prawie do końca życia. Stanowią one jeden z najciekawszych wzorców sztuki pamiętnikarskiej w polskiej literaturze. Jeszcze w gimnazjum przeżył wraz z rodziną burzliwy okres Powstania Listopadowego i jego tragiczne skutki. O ówczesnym Łucku pisał w następujący sposób: «W Łucku, zwanym niegdyś małym Rzymem z powodu licznych świątyń i klasztorów, za mojej jeszcze pamięci było dziewięć w kwitnącym stanie zakonnych i świeckich zgromadzeń, z których każde miało swój własny kościół, a mianowicie: trynitarze, karmelici, bonifratrzy, dominikanie, bernardyni, bazylianie, brygidki, siostry miłosierdzia, wreszcie katedra z biskupem diecezjalnym i sufraganem, kapitułą, konsystorzem i seminarium. Powoli wskutek rozmaitego rodzaju prześladowań w pustkę zamieniały się te przybytki chwały Bożej, tak że pozostał tylko kościół katedralny i to bez biskupa, kapituły i seminarium, gdyż wszystko to przeniesione zostało do Żytomierza. Żeby zaś ze zmianą okoliczności nie wznowiła się kiedy dawna świetność katolickiego Łucka, sprzedano Żydom ruiny, pod warunkiem rozebrania ich w ciągu roku, tak że dziś nic już nie świadczy, że ów gród starożytny był przez długie wieki stolicą województwa i jednej z najobszerniejszych diecezji. Jakkolwiek wszakże najcięższe ciosy wymierzone zostały przez rząd zaborczy na Kościół katolicki, nie poprzestano atoli na spoliacji dóbr duchowych; skonfiskowano owszem majątki tych wszystkich ziemskich właścicieli, którzy w jakikolwiek sposób przyjęli udział w powstaniu. Oprócz olbrzymich fortun książąt Czartoryskich i Sapiehów, równających się obszarem niejednemu państwu niepodległemu, ileż to prawdziwie jeszcze magnackich majątków w ręce rządu przeszło! Przy konfiskowaniu dóbr duchowych na zapytanie ministra, co począć z legatami, do których nabożeństwa lub inne zobowiązanie dołączone były – cesarz Mikołaj odpowiedział krótko: «Nie krępować się warunkami»; tj. zabrać fundusze, nie troszcząc się o to, czy warunki będą wypełnione».

Najbardziej liryczne strony jego pamiętników zostały poświęcone polskiej kobiecie, której nadał szczególną rolę historyczną: «Śmiało rzec można, że jeśli społeczeństwo nasze przetrwało zwycięsko ten duchowy kryzys, nie utraciwszy możebności odrodzenia się moralnego, to dzięki jedynie kobietom, które nierównie wyżej pod tym względem stały. Po wiejskich zwłaszcza dworach niewiasta polska zaszczyt narodowi naszemu przynosiła, wówczas nawet, kiedy męska połowa w moralnym błocie się tarzała. Dzięki to kobiecie związki rodzinne u nas się nie rozprzęgły, dzieci, do szkolnego przynajmniej wieku, po chrześcijańsku wychowane były, w domu panował ład i porządek, a nawet pracowitość i oszczędność, o ile mąż temu nie przeszkadzał. Toteż cześć i uznanie należy się ówczesnej kobiecie do najpóźniejszych pokoleń».

Ideałem polskiej kobiety była w życiu Zygmunta jego matka Ewa, odważna i ofiarna, z którą miał najściślejsze więzi duchowe i o której zachował najcieplejsze i najczulsze wspomnienia: «Była mądrą, dobrą i rozsądną kobietą. <…> Przez większą jednak część roku wszystkie bieżące interesy o nią się jedną opierały. Matka wszakże tak dobrze z zadania swego wywiązać się umiała, że i gospodarstwo szło jak należy, i włościanie z rządów jej byli zadowoleni, i w domu było schludnie, syto, a nawet ozdobnie. Bo też posiadała rzadki talent do rządzenia, którego jej niejeden zawołany gospodarz pozazdrościł, i tak sumiennie korzystać zeń umiała, że bez niczyjej krzywdy znakomite owoce pracy swej otrzymała. Rozsądkiem swym, sprawiedliwością i spokojnym, choć silnym charakterem, potrafiła ona bez hałasu, zrzędzenia i surowości utrzymać wszędzie ład, posłuszeństwo i ścisłe wszystkich obowiązków spełnienie».

Z pamiętników Zygmunta dowiadujemy się, że jego matka miała bardzo dobre serce, zdawała sobie sprawę z sytuacji w każdej chłopskiej rodzinie i w każdym domu. Leczyła biednych nie tylko na swoich wsiach, ale także w dalszej okolicy. Jeździła do potrzebujących bryczką lub chodziła pieszo, nawet w dżdżystą pogodę i nocną porą. Przynosiła chorym leki, lepsze wyżywienie i inne niezbędne rzeczy.

Szczególnie wzruszający jest rozdział wspomnień arcybiskupa warszawskiego, w którym opisuje odwiedziny u matki na zesłaniu: «W chwili wywiezienia matki z Krzemieńca byłem dzieckiem prawie, do Saratowa zaś przybyłem dorosłym już mężczyzną; że zaś podróż ta była niespodzianką, sprawioną mi przez mego opiekuna, nie miałem więc czasu zawiadomić matki o moim przyjeździe. Studenci nadto uniwersytetu nosili mundury i płaszcze wojskowe, o czym matka moja nie wiedziała. Kiedy więc odszukawszy w Saratowie skromne jej mieszkanie, zadzwoniłem u drzwi, ona sama otworzyła, a ujrzawszy u progu mundur wojskowy, zapytała po rosyjsku rodzonego syna: «Co panu potrzeba?» Rzuciłem się ze łzami w jej objęcia, a gwałtowne bicie serca wypowiedziało, kim dla niej byłem i czego żądałem».

Wiara i służba Ojczyźnie to były kryteria, według których Zygmunt Feliński oceniał zarówno osoby świeckie, jak też duchowieństwo. Zasady moralne zaszczepione przez matkę, głęboką orędowniczkę najwyższych wartości duchowych i wielką patriotkę, powodowały, że wspominał ją z wielką synowską czułością: «Z miłością macierzyńską śledziła wszystkie odcienie mego charakteru, i w każdej myśli przelotnej, w każdym słowie, w każdym uczynku wnet odkryje dobrą lub złą stronę, a znając moje skłonności, wnet daje rady, które bez namysłu można przyjmować, bo pochodzą z życzliwości prawdziwej, z serca».

To właśnie od matki otrzymał dar wielkiej miłości do ludzi. Zygmunt Feliński był bliskim przyjacielem Juliusza Słowackiego i pozostawał z nim w najtrudniejszych chwilach życiowych — w czasie ciężkiej choroby i śmierci w Paryżu. Po swoich święceniach kapłańskich pisał, że wybierając tę drogę, nie kierował się tylko chęcią służenia Kościołowi, ale również przekonaniem, że właśnie w tym miejscu, pracując nad wewnętrznym odrodzeniem, najbardziej przysłuży się narodowi i Ojczyźnie. Angażował się w działalność charytatywną, opiekował biednymi i potrzebującymi, a podczas swojej służby w Petersburgu zabierał wszystkie bezdomne dzieci do sierocińca. Swój czas na ziemi poświęcał Bogu i biednym ludziom.

Po przyjeździe do Warszawy, w charakterze arcybiskupa, Zygmunt Feliński dołożył wszelkich starań, aby doprowadzić do odrodzenia i otwarcia pozamykanych kościołów. Kontynuował prace charytatywne, wspierał sierocińce i szpitale dla ubogich. W czasie Powstania Styczniowego nie poparł walki zbrojnej, lecz walczył o niepodległość Polski, żądając od rosyjskiego cara takich decyzji, za które trafił do więzienia w Jarosławiu. Nie wdawał się w żadne układy i kompromisy z władzami rosyjskimi i ofiarnie prowadził swoją działalność duszpasterską i dobroczynną, gromadząc wokół siebie nie tylko katolików. Po powrocie z zesłania, w ostatnich latach życia, nadal opiekował się wiejskimi szkołami publicznymi, dbał o ubogich i służył Bogu poprzez swoje wartości życiowe i powołanie serca.

Zygmunt Szczęsny Feliński należy do szeregu tych wybitnych postaci, które urodziła i wychowała ziemia wołyńska i z których zawsze będzie dumna.

Switłana KRAWCZENKO

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

 

 Kursy walut

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

 

cz

 

 

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1