Artykuły
  • Register

brzywczyJuż od 3 miesięcy Konsulat Generalny Rzeczpospolitej Polskiej w Łucku ma nowego Konsula Generalnego – Panią Beatę Brzywczy. Pani Konsul odwiedziła redakcję «Monitora Wołyńskiego» i uprzejmie udzieliła wywiadu dla naszego czasopisma.

– Chciałbym zapytać, kim Pani jest w życiu, kim się Pani czuje i jaka była Pani droga kariery zawodowej?

– Kim jestem i kim się czuję? Jestem urzędnikiem Rzeczypospolitej Polskiej. Ten element państwowości i pracy dla mojego kraju definiuje najlepiej mnie samą. Cechuje mnie krytycyzm, ale przy tym jestem osobą życzliwą i otwartą, wiele wymagam od siebie, ale także tego samego oczekuję od innych. Wyrosłam w tradycji służby państwu i społeczeństwu, nie obcy jest mi utylitaryzm. Wybór studiów administracyjnych i prawniczych nie był więc przypadkowy. A moja kariera zawodowa? Od początku swojej pracy związana jestem z MSZ, gdzie rozpoczynałam jako aplikant, a z czasem powierzano mi bardziej odpowiedzialne zadania. Moja praca na Ukrainie to wyraz zaufania ze strony moich przełożonych oraz osób opiniujących moją kandydaturę na to stanowisko.

– Pani osobowość kształtowała się już w Polsce niepodległej… Czy pamięta Pani czasy PRL-u?

– Bardzo mgliście, byłam wówczas jeszcze dzieckiem, niewiele starszym niż 10-letnim, gdy PRL przechodził do historii, by móc świadomie przeżywać klimat tamtego okresu. Gdy weszłam w wiek dorosłości, powracałam do tego okresu w rozmowach z rodzicami, konfrontując wiedzę nabytą na uczelni z ich doświadczeniami. W takim więc historycznym odniesieniu jeszcze PRL pamiętam.

– Uważam, że my, jako społeczeństwo ukraińskie, tkwimy jeszcze w sowieckiej przeszłości. Najbardziej widać to w relacjach międzyludzkich. Mamy niepodległość, ale odnoszę wrażenie, że nikt jej nie szanuje, że się nie dba o swoją przyszłość. Jak Pani odbiera Ukrainę i społeczeństwo ukraińskie?

– Wybicie się na niepodległość porównałabym do wyzwolenia się z kokonu krępującego ruchy. To znak dojrzałości i potwierdzenie zdolności do samodzielnego istnienia. Polska wiele lat czekała na swą niepodległość, którą kilka razy w historii nam odbierano, a walka o nią okupiona była ofiarą krwi. W moim odczuciu proces budowania społeczeństwa obywatelskiego i narodowej tożsamości na Ukrainie jeszcze nie wypełnił się. To z pewnością wpływa na indywidualne postawy społeczne i sposób postrzegania Ukraińców zarówno przez nich samych, jak i przez cudzoziemców. Wyczuwam jednak także pewien nowy trend – powoli wyłania się grupa społeczna prezentująca nieco odmienny sposób patrzenia na zastaną rzeczywistość, ale nadal mocno identyfikująca się ze swym krajem. To ukraińska inteligencja. Warto dołożyć wszelkich sił i środków, by tego kapitału nie zaprzepaścić.

– Przed przyjazdem na Ukrainę pracowała Pani w Afryce…

– Tak, pracowałam w wydziale konsularnym Ambasady RP w Pretorii (Republika Południowej Afryki). Były to dwa lata poprzedzające bezpośrednio przyjazd do Łucka. Afryka stanowiła moje zawodowe i prywatne marzenie, które udało mi się w części zrealizować. Kontynent afrykański to tygiel różnych kultur i języków. W samym RPA jest kilkanaście języków urzędowych, a hymn narodowy kraju wykonywany jest w kilku. Wobec Afryki nie można pozostać obojętnym. Ja ją pokochałam.

– Proszę podzielić się wrażeniami.

– RPA to kraj ogromnych dysproporcji i kontrastów – obok osiedli z bogatymi rezydencjami sąsiadują siedliska ubogiej ludności (slumsy), czasem pozbawione dostępu do bieżącej wody i prądu. Ubóstwo, które jest problemem większości krajów afrykańskich, generuje niekorzystne zjawiska społeczne – obniżenie stanu zdrowia społeczeństwa i zwiększoną śmiertelność, marginalizację ludności, bezdomność, ograniczenie perspektyw rozwoju, brutalną przestępczość. Niezadowolenie z prowadzonej polityki społeczno-gospodarczej generuje protesty społeczne. W sferze kultury wewnętrznej Afryka ma wiele do zaoferowania – nie tylko przepiękne krajobrazy, świetne warunki klimatyczne, bliskość gór i oceanów, ale również pewien odziedziczony po okresie kolonializmu katalog cech i zachowań – brak uprzedzeń w kontaktach z „obcymi”, gościnność, uczciwość, bezinteresowność.

– Jakie zachodzą tam procesy społeczne? Czy istnieje podział na klasę gorszą i lepszą?

– Jest to dość skomplikowane. Po okresie Apartheidu panującego w RPA do połowy lat 90-tych ubiegłego stulecia, partia rządząca, by rozwiązać problem społecznych dysproporcji będących wynikiem polityki Apartheidu sprzyjającej bogaceniu się „białej” części społeczeństwa, podjęła interwencję w tym zakresie. W ten sposób doszło do wdrożenia programu Black Economic Empowerment, który stwarza dla grup wcześniej dyskryminowanych możliwości, jakich z uwagi na swą pozycję społeczną i kolor skóry wcześniej nie mieli. Pomimo równości praw politycznych wszystkich obywateli, nadal widoczne są kontrasty w stanie zamożności społeczeństwa. Ta zła sytuacja materialna dużej części społeczeństwa jest konsekwencją nierównomiernego jego rozwoju w ostatnich kilkudziesięcioleciach. Mimo tego, RPA pozostaje największą gospodarką na kontynencie afrykańskim. Ale nie należy popadać w schematyczne myślenie i utożsamiać białej mniejszości z bogactwem, a czarnej większości z ubóstwem. Coraz bardziej zamożni stają się również przedstawiciele populacji czarnoskórej.

– Proszę zrobić krótki przegląd Polonii w Afryce.

– Ambasada w Pretorii miała w swej kompetencji, oprócz RPA, także siedem pozostałych krajów południa Afryki. Największa grupa Polonii znajduje się oczywiście w RPA i jest to grupa niejednorodna, bo złożona z różnych fal emigracyjnych. Pierwsza fala emigracji nastąpiła w okresie międzywojennym, gdy do Afryki Południowej przybyło kilka tysięcy obywateli polskich, głównie pochodzenia żydowskiego. W czasie drugiej wojny światowej w Afryce Południowej przebywało kilkanaście tysięcy Polaków i żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, z których część po zakończeniu wojny i zdemobilizowaniu tam się osiedliła. Do Afryki, po zakończeniu wojny, przybyła również grupa weteranów wojennych, głównie z Wielkiej Brytanii oraz z obozów dla uchodźców w Niemczech, Austrii i Włoszech. W latach 60-tych ubiegłego wieku w Afryce Południowej rozpoczął się okres znacznego wzrostu gospodarczego, co zwiększyło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów i pozwoliło na podjęcie pracy przez polskich inżynierów, techników, lekarzy. Największą grupę polskich emigrantów przybyłych do RPA stanowiła emigracja „solidarnościowa”. Władze RPA stworzyły Polakom bardzo dobre warunki pracy i osiedlenia się. Sytuacja polityczna, społeczna, ekonomiczna w RPA po 1993 r., była i jest przyczyną wyjazdu wielu naszych rodaków wraz z rodzinami na stałe do Polski, Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, a także do krajów UE. Nie stanowi to jednak przeszkody w tym, by w RPA osiedlało się młode pokolenie Polaków i Polek, którzy tam zakładają rodziny. Ta złożona struktura pokoleniowa generuje różne potrzeby, różne jest również poczucie tożsamości narodowej. Wiele osób posiadających obywatelstwo polskie nie posługuje się już językiem polskim, zaś przyczyn tego stanu sami Polacy upatrują w niezwykle szybkim i konsumpcyjnym trybie życia.

W RPA działa kilka organizacji polonijnych, złożonych głównie z przedstawicieli „solidarnościowej” emigracji. Niestety, niepokojący jest brak następców i kontynuatorów tej idei. Często pytałam, dlaczego tak się dzieje, że ich dzieci nie są zainteresowane działalnością społeczną. W odpowiedzi słyszałam, że „syn albo córka założyli własne rodziny, mają dobrą pracę lub prowadzą własny biznes, nie mają czasu na społeczną pracę, nawet słabo mówią po polsku i krępują się, że nie będą mogli swobodnie się wypowiedzieć”. Dużą nadzieję wiązaliśmy z najmłodszym pokoleniem migrantów, którzy doceniają wartość, jaką jest utrzymanie narodowej tożsamości.

– Na czym polega praca konsula?

– Praca konsula wymaga dużej samodzielności, choć z zasady jest to praca zespołowa, a korzystanie z doświadczeń starszych kolegów i koleżanek leży w dobrym tonie. Składa się na nią także żmudna i biurokratyczna praca, będąca częścią naszych codziennych obowiązków. Konsul musi być wrażliwym człowiekiem, sprawnym organizatorem, kompetentnym prawnikiem, zaufanym psychologiem, zdecydowanym menagerem, dobrym mówcą i cierpliwym słuchaczem.

– Jakie momenty w pracy konsula są najgorsze?

– Konsul powinien być przygotowany na to, że może spotkać się z sytuacjami złożonymi, nawet nieprzewidywalnymi i nie będzie miał gotowych scenariuszy postępowania. Najgorsze chwile wiążą się z sytuacjami zagrożenia zdrowia lub życia osób, którym niesiemy pomoc, a także z przypadkami śmierci. Najtrudniej zawiadamiać rodzinę o stracie kogoś bliskiego. Czasem w słuchawce słyszymy: „To proszę mi powiedzieć, co ja mam teraz robić?”, jako wyraz bezradności i rezygnacji. I trzeba być na to przygotowanym, by to pytanie nie zawisło w próżni.

– Jak Pani ocenia swoją dotychczasową pracę w wydziale wizowym i jakie są Pani plany na przyszłość?

– Plany pracy konsulatu i swojej w nim roli określiłam przed objęciem tego stanowiska, a zadania dla konsulatu zostały określone na początku roku. To, w jakim stopniu będą one mogły być zrealizowane, zależeć będzie od otoczenia geopolitycznego, w jakim pracujemy, od kontaktów z instytucjami miejscowymi oraz polskimi, od możliwości i determinacji zespołu, z którym mam przyjemność pracować. Kwestie, które chciałabym szczególnie wyeksponować to: aktywizacja działalności placówki na płaszczyźnie ekonomicznej, polityki historycznej, odświeżenie modelu promocji kulturalnej i oczywiście działania w płaszczyźnie prawnej.

Pracę w wydziale wizowym uważam za ciekawe doświadczenie, bo też wyjątkowe zarówno w komponencie ilościowym, jak i jakościowym.

– Czy funkcjonowanie punktów wizowych jest dobrym rozwiązaniem?

– Jedynie przekazanie przyjmowania wniosków wizowych usługodawcy zewnętrznemu umożliwia urzędom konsularnym RP na Ukrainie obsłużenie tak dynamicznie i stale rosnącego popytu na polskie wizy. Możliwości prowadzenia ekstensywnej polityki kadrowej, czy organizacyjnej przez polskie placówki zostały już wykorzystane.

– Konsulat to nie tylko Konsul Generalny, ale zespół ludzi…

– Staram się w relacjach z zespołem zachować relacje partnerskie, a współpracę opierać na modelu partycypacyjnym. Naszym bogactwem jest to, że mamy różne doświadczenie zawodowe, czasem różnimy się w podejściu do spraw, mamy inne obserwacje. To stanowi o naszym potencjale, który wspólnymi siłami rozwijamy w różnych projektach. Nie ukrywam, że chciałabym, byśmy w tym obszarze, w jakim jest to możliwe, wykorzystali dobre przykłady współpracy w Grupie Wyszehradzkiej.

– Jak możemy Ukrainie pomóc w eurointegracji, jednocześnie ostrzegając przed wpadkami, których Polska doświadczyła wstępując do Unii?

– Ogromną rolę w tym procesie odgrywa stały i żywy dialog między naszymi stolicami. Prezydent RP, a także Minister SZ wielokrotnie zabierali głos w sprawie europejskich dążeń Ukrainy. W kwietniu w Kijowie odbyło się spotkanie Ministrów SZ Polski, Litwy, Holandii i Danii z Prezydentem, NGOsami oraz opozycją. Pod koniec sierpnia w Kijowie miały miejsce polsko-ukraińskie konsultacje polityczne, na początku września w Krynicy doszło do spotkania wicepremierów obu państw. Ważnym elementem polskiego wsparcia Ukrainy na drodze do podpisania umowy stowarzyszeniowej i umowy o wolnym handlu jest udział b. Prezydenta RP w misji Parlamentu Europejskiego A. Kwaśniewski-P.Cox. Kolejne spotkania na tak wysokim szczeblu odbędą się w najbliższych tygodniach.

Polska przeszła drogę eurointegracji. Chcemy swym przykładem potwierdzić, jak wiele zyskaliśmy wybierając drogę „europejską”. Oczywiście nie była ona prosta, ale korzyści eurointegracji przeważają po wielokroć koszty. Wymierne skutki procesu modernizacji, jaki przeszliśmy, mogą zobaczyć wszyscy udający się do Polski. Wiele zmieniło się i proces ten ciągle trwa.

– Odnosi się wrażenie, że Ukraina nie jest absolutnie gotowa na pewne europejskie wartości…

– Ale temu właśnie służą różne programy i instrumenty znajdujące się w portfelu pod nazwą „UE”. Polska również zyskała wiele w ramach rozwoju kapitału ludzkiego.

– Czy wkładka «Monitor Europejski» przy naszym czasopiśmie ma szansę na odrodzenie?

– Pomysł jest wart wdrożenia zwłaszcza obecnie, gdy rolą mediów jest informowanie społeczeństwa o procesach zachodzących w obrębie polityki zagranicznej państwa wobec UE. Taka wkładka tematyczna miałaby walor edukacyjny.

– Jak widzi Pani współpracę z tutejszą Polonią i jak Pani ocenia tutejsze środowisko polskie?

– Oczekiwałabym, by model oparty na partycypacji i partnerstwie funkcjonował także we wzajemnych relacjach konsulatu ze wszystkimi organizacjami polskimi. Oczekujemy większej aktywności ze strony organizacji, chcemy wsłuchiwać się w ich głos, oczekujemy na ich inicjatywy. Duża liczba organizacji, w moim odczuciu, nie ułatwia nam sytuacji, rodzi pewną niezdrową rywalizację, w pewien sposób również marginalizuje znaczenie polskiej diaspory w relacjach z miejscowymi władzami.

– Czego sobie Pani życzy w swojej pracy?

– Ciekawych wyzwań zawodowych, którym można się poświęcić.

Rozmawiali Jadwiga DEMCZUK i Walenty WAKOLUK

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1