Artykuły
  • Register

P9060219Do Krzemieńca i Zbaraża wyjeżdżamy z Łucka około 10 przed południem. Za późno, by całkowicie oddać się zwiedzaniu, ale na szczęście jesteśmy samochodem. Wycieczki po Zachodniej Ukrainie są dosyć popularne w Polsce, a co za tym idzie – kosztowne, więc wolimy jechać w te miejsca na własną rękę. Drogi pozostawiają wiele do życzenia, ale warto się przez nie przebić, by dotrzeć do uroczych miejscowości, jakimi są Krzemieniec i Zbaraż.

Jedziemy do Krzemieńca przez Dubno, w drodze na Tarnopol. Krajobrazy są przepiękne, wszak kierujemy się na Wyżynę Podolską. Nie trzeba być wielce wrażliwym, by od razu zakochać się we wspaniałych krzemienieckich widokach. Trudno jest opisać urok szachownicy pól oraz pagórków i dolin okraszonych słońcem. Miasteczko wita nas przeciętnością: liczyliśmy na widok ruin zamku, budynku słynnego liceum i starówki. Nic z tych rzeczy. Nie mamy pojęcia, jak dotrzeć do celu, brakuje oznaczeń. Na szczęście pomaga nam jakiś przechodzień, który wie, o co chcemy zapytać. Wszak Krzemieniec polskimi turystami stoi!

W 1064 roku miasto zostało oddane księciu Bolesławowi Śmiałemu i pozostało w polskich rękach aż do 1382 roku, gdy wcielono je do Wielkiego Księstwa Litewskiego, by wrócić znów w granice Korony Królestwa Polskiego po unii lubelskiej z 1569 roku. Ponad dwieście lat później Krzemieniec wszedł w skład Imperium Rosyjskiego, w czasie I wojny światowej znajdował się pod okupacjami niemiecką i Armii Czerwonej, a w latach 1921-1939 zasilił ziemie II Rzeczypospolitej. Obecnie jest to miasto w obwodzie tarnopolskim, zamieszkiwane przez ponad 20 tysięcy ludności.

P90602050

Z trudnością docieramy na górujący nad miastem zamek, który robi na nas ogromne wrażenie, choćby ze względu na wyżynne położenie. Znajduje się on na tak zwanej Górze Bony, gdyż stanowił dar Zygmunta Starego dla jego małżonki, Bony Sforzy. Na szczęście można tu dojechać samochodem, lecz za „parking” należy wnieść kilka hrywien opłaty, podobnie, jak za wejście na teren zamku. Historia budynku również jest bardzo ciekawa, gdyż powstał on na przełomie XIII i XIV wieku, w miejscu dawnego, drewnianego grodu ruskich książąt. Udało się go uchronić przed zdobyciem przez króla Andrzeja Węgierskiego w 1226 roku, a w 1241 przed Tatarami. Na początku XV wieku w zamku był więziony kuzyn księcia Witolda, Świdrygiełło, co stanowiło karę za jego sprzymierzenie się z Krzyżakami. Po ofiarowaniu budynku królowej Bonie w 1536 roku, jego świetność trwała jeszcze przez nieco ponad sto lat. W 1648 roku doszło do sześciotygodniowego oblężenia zamku, którym kierował Maksym Krzywonos, pułkownik kozacki. Po tym wydarzeniu budynek popadł w ruinę i w tym stanie możemy go oglądać do dziś.

Na pewno warto zadać sobie trud i zobaczyć zamek w Krzemieńcu. Można obejrzeć tam panoramę miasta, przeprowadzić ciekawy plener fotograficzny, a miłośnicy górskich wspinaczek też znajdą coś dla siebie. Niezwykle przyjemnie czułam się w ruinach krzemienieckiego zamku i gdyby nie pośpiech, spędziłabym cały dzień w tej romantycznej scenerii.

Zjeżdżamy na dół, do centrum miasteczka. Cel jest jeden: słynne Liceum Krzemienieckie, założone przez Tadeusza Czackiego. Znajdujemy je bez trudu – nieco zniszczony budynek stoi w widocznym miejscu. Szkoła funkcjonowała w latach 1805 – 1831 oraz 1922 – 1939, a jej najsłynniejszym uczniem był polski wieszcz narodowy, Juliusz Słowacki. Kadrę liceum również stanowiła elita naukowa: Joachim Lelewel, Alojzy Feliński, Aleksander Mickiewicz, brat Adama Mickiewicza czy Euzebiusz Słowacki, ojciec Juliusza. Placówka powstała w miejscu dawnego kolegium jezuickiego w zespole pałacowym Wiśniowieckich, przejętego przez Komisję Edukacji Narodowej. Co ciekawe, szkoła miała znaczny wpływ na rozwój polskiej kultury, nie tylko na Wołyniu. To w niej znajdowała się bogata biblioteka z księgozbioru Stanisława Augusta Poniatowskiego, zrabowana po upadku powstania listopadowego i zamknięciu szkoły. W centrum owego zespołu pałacowego znajduje się cerkiew Przemienienia Pańskiego, dawny kościół św. Stanisława Biskupa. To tam został ochrzczony Juliusz Słowacki, o czym informuje tablica nieopodal wejścia do świątyni. Niestety drzwi do cerkwi są zamknięte, co utrudnia mi głębsze zwiedzanie.

Miasteczko sprawia wrażenie spokojnego, ospałego, lecz niezwykle sympatycznego. Wyobrażam sobie, że przyjeżdżam tu na wakacje i spędzam więcej czasu w tym inspirującym miejscu. Oglądam jeszcze budynki i wśród nich zauważam modernistyczne kamieniczki z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Przy jednym ze sklepów widać szyld z polskim napisem „Artykuły spożywcze”. Czas na nas, jedziemy więc dalej. Patrzę jeszcze raz na Górę Bony, by zobaczyć niezwykle urokliwe ruiny zamku.

Pluję sobie w twarz, że wyjechaliśmy za późno. Już wiem, że nie wszędzie dotrzemy. Z bólem serca mijam drogowskaz wskazujący drogę na Poczajów i Wiśniowiec, miejscowości silnie związane z polską historią i kulturą. Jednak kolejnym etapem naszej wyprawy jest osławiony przez Henryka Sienkiewicza Zbaraż.

Zabaraz 1

Zbaraż zaskakuje: spodziewaliśmy się kolejnej podniszczałej budowli, tymczasem naszym oczom ukazuje się piękny, odrestaurowany kompleks zamkowy na europejską skalę. Wszystko wydaje się być takie nowoczesne i piękne, choć na dziedzińcu nadal słychać odgłosy pracujących tam konserwatorów zabytków. Tuż przy wejściu do zamku spotykamy Polaków uczestniczących w Rajdzie Katyńskim. Opowiadają chwilę o swoich przygodach i trudach drogi, po czym idziemy zwiedzać. Wstęp to jedynie 15 hrywien – niewiele, w porównaniu z niektórymi polskimi cennikami.

Pierwsze pisane wzmianki o Zbarażu pojawiły się w 1211 roku. Miasto było ośrodkiem posiadłości oraz główną siedzibą rodu Zbaraskich, pochodzących z rodziny Nieświckich. Pierwotnie stały tu zamki drewniane, dwukrotnie zdobyte, zniszczone i spalone przez Tatarów. Nowy, murowany budynek, który odwiedzamy, został wybudowany w 1626 roku. Właśnie tu, w dzisiejszym Nowym Zbarażu, w 1649 roku, odbyło się słynne oblężenie zamku przez ok. 300-tysięczną armię kozaków i Tatarów. Polskimi oddziałami, w liczbie ok. 14 tysięcy, dowodził Jeremi Wiśniowiecki. Obrona trwała 43 dni (od 10 lipca do 22 sierpnia) i zakończyła się porażką Polaków. Warto dodać, że w Starym Zbarażu znajdują się ruiny jeszcze innego zamku Zbaraskich, dziś pozostającego w ruinie.

Powoli wyjeżdżamy ze Zbaraża, lecz na moją prośbę zatrzymujemy się przy starym i zniszczonym kościele Bernardynów z XVII wieku. Przez kraty w wejściu dostrzegam, ku swojemu zaskoczeniu, odnowione wnętrze oraz cudowny obraz Matki Bożej Częstochowskiej oraz tablicę ku pamięci Adama Mickiewicza. Łezka kręci się w oku, aż żal odjeżdżać. Wszak tu jest, jak w domu!

Wiem, że ta wycieczka była jedynie początkiem innych wypraw. Brak czasu sprawił, iż nie mogłam zwiedzać tak, jak najbardziej lubię: nieśpiesznie, poznając ludzi i zwyczaje, biorąc udział w lokalnym życiu, kosztując miejscowe potrawy. Ambicje zostały rozbudzone i wiem, że jeszcze wrócę w te i inne miejsca Zachodniej Ukrainy, co na pewno zaowocuje kolejnymi reportażami.

Agnieszka BĄDER, zdjęcia autora

FB

Biblioteka MW

Jency wrzesnia 1939 foto 240 2

dzien

Informacja

logoGranica

 

 

Konkursy, festiwale, wydarzenia

gaude2017

 

Partnerzy

 

LOGO MonitorInfo mini

 

PastedGraphic-1 

 

VolynMedia

 

cz

 

tittle

Reklama

 

po polsku po polsce 1

 

SC Corporate Services Sp 1